Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Panowie życia i śmierci (Ernst Klee, „Auschwitz. Medycyna III Rzeszy i jej ofiary”)

Posted on 30 stycznia 201316 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)





[…] Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i zdolności ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.
Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją. […]
Jeżeli dochowam tej przysięgi i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu swej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; w razie jej przekroczenia i złamania niech mię los przeciwny dotknie. (Fragmenty Przysięgi Hipokratesa) 

W licznych wspomnieniach z niemieckich obozów koncentracyjnych mowa jest o pseudomedycznych doświadczeniach przeprowadzanych na więźniach. Można jednak odnieść wrażenie, że tego rodzaju haniebne czyny stanowiły półprywatną działalności zdegenerowanych lekarzy, którzy wykorzystywali łatwy dostęp do „ludzkich królików doświadczalnych” dla zaspokajania własnych zainteresowań czy po prostu sadystycznych skłonności. Praca Ernsta Klee, doskonale udokumentowana i rzetelna pod względem naukowym,

porządkuje wiedzę o medycynie w czasach narodowego socjalizmu

i ukazuje obraz wstrząsającego zdeprawowania nie tylko pojedynczych medyków, ale i całego wspieranego przez władze systemu, który miał służyć realizacji celów rasowych i badawczych, ale również wspomagać eksterminację.
Ideologia Trzeciej Rzeszy uznaje, że używanie „niepełnowartościowego materiału ludzkiego” – psychicznie chorych, niepełnosprawnych, przestępców, „podludzi” – w badaniach naukowych jest pożyteczne dla zdrowia przyszłych pokoleń, a więc w pełni usprawiedliwione. Znajdują się naukowcy i lekarze, którzy w to wierzą, a może tylko pragmatycznie wykorzystują okazję, by na nieznaną w historii skalę korzystać z nowych możliwości. Obozy koncentracyjne stają się niemal niewyczerpanym rezerwuarem „obiektów doświadczalnych”: testuje się na nich leki na gruźlicę i malarię, szczepionki na dur brzuszny, sprawdza, jak reaguje ludzki organizm na gazy bojowe, pobyt w lodowatej wodzie i rozrzedzonym powietrzu; wyszukuje się bliźnięta, aby badać teorie dotyczące dziedziczności, a szkielety karłów i kalek preparuje na potrzeby anatomów.
Podczas czytania nieustannie obecne jest pytanie, jak to możliwe, że znalazło się co najmniej kilkuset lekarzy, którzy służyli nazizmowi i z entuzjazmem korzystali z nowych perspektyw. Część z nich działała z pobudek ideologicznych, wielu zapewne jednak miało na celu zaspokojenie jedynie własnych naukowych ambicji.

Przekraczali granicę, której żadnemu lekarzowi nie wolno przekroczyć.

Stawali się panami życia i śmierci – zwłaszcza śmierci, gdyż lekarze w obozach koncentracyjnych nie mieli leczyć, mieli zabijać. Przerażające jest to, że „lekarze, o których mowa w tej książce, zaznaczają w swych zeznaniach, że nigdy nie naruszyli etosu lekarskiego”. Co jeszcze bardziej przerażające, również ich koledzy po fachu po wojnie często uważali tak samo, wielokrotnie oczyszczając ich z winy przed sądami, czy chroniąc przed karą w inny sposób, choćby przez wystawianie fałszywych świadectw zdrowia. Ukarana przez prawo została garstka tych, którzy dokonywali selekcji na rampie w Auschwitz, i nieliczni z tych, którzy przysparzali cierpień innym w imię źle pojętego postępu naukowego. Większość wykpiła się niskimi wyrokami czy wręcz uchodziła za niewinnych. Pracowali po wojnie w instytutach naukowych, szpitalach, domach opieki, prowadzili prywatne praktyki i współpracowali z przemysłem. Ci sami ludzie, którzy eksterminowali niepełnosprawnych, po 1945 roku kształtowali podejście chociażby do chorych na stwardnienie rozsiane. To „uświadamia, dlaczego niepełnosprawni do dziś muszą walczyć z izolacją społeczną i fantazjami o ich eliminacji”. Fachowe periodyki zamieszczały artykuły oparte na wynikach doświadczeń na ludziach; często autorzy nawet nie zadawali sobie szczególnego trudu, by zamaskować prawdę o swych eksperymentach. Wiedza zdobyta w niemoralny sposób okazała się też przydatna zwycięzcom – Amerykanie i Rosjanie zapewnili pracę między innymi specjalistom od medycyny lotniczej.
Ernst Klee dawkuje szczegóły medyczne, posługuje się neutralnym, naukowym językiem, czasem jednak wystarczy niedługi cytat z jakiejś relacji, by niemal fizycznie odchorować lekturę, szczególnie jeśli mowa jest o doświadczeniach na dzieciach.

Książka jest aktem oskarżenia,

nie tylko narodowego socjalizmu i tych, którzy w jego imię sprzeniewierzyli się etyce, ale również tych, którzy obłudnie udawali, że o niczym nie wiedzą. To również pomnik tysięcy ofiar pseudomedycznych eksperymentów, setek tysięcy tych, którzy umierali z braku pomocy lekarskiej, oraz milionów jednym gestem lekarza kierowanych bezpośrednio do komór gazowych.

Ernst Klee, Auschwitz. Medycyna III Rzeszy i jej ofiary, tłum. Elżbieta Kalinowska-Styczeń, Universitas 2009.

Za przesłanie książki dziękuję TAiWPN Universitas.

16 thoughts on “Panowie życia i śmierci (Ernst Klee, „Auschwitz. Medycyna III Rzeszy i jej ofiary”)”

  1. Marlow pisze:
    30 stycznia 2013 o 10:37

    Mnie zniechęcił właśnie ten naukowy język.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 10:47

      Kwestia indywidualna, mnie ten język bardzo odpowiadał.

      Odpowiedz
  2. tom571 pisze:
    30 stycznia 2013 o 10:42

    Takie książki powinny być obecne w naszym życiu, abyśmy mieli świadomość zła jakie ludzie ludziom uczynili.

    Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    30 stycznia 2013 o 11:28

    „panowie życia i śmierci” – myślę, że to określenie jest najbardziej kluczowe, także w obecnej rzeczywistości. Trochę wiedzy, wyższy status społeczny, posiadanie unikalnych umiejętności plus nieumiejętność stłumienia w sobie naturalnej pychy i egocentryzmu dają właśnie takie przypadki. Wcale mnie nie dziwi to, co wyczytałeś na temat powojennej oceny takich zachowań. Teraz też nie jest wcale lepiej – to tylko kwestia skali i – być może – nieco lepiej skrojonych instrumentów hamujących. Choć chyba tylko w Europie. Co nie przeszkadza niektórym Europejczykom w ujawnianiu swojego prawdziwego oblicza gdzie indziej, w tych krajach, które uważają za „gorsze”.
    Za możliwość zobaczenia tego wszystkiego czarno na białym, choćby w formie pozornie neutralnej opowieści o świecie już minionym, ja jednak serdecznie dziękuję.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 11:52

      Trudno się z Tobą nie zgodzić. Nawiązania współczesne nader często się nasuwały, niestety, szczególnie przy opisach, jak to koledzy lekarze nawzajem się kryli.

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      30 stycznia 2013 o 12:04

      Krycie dotyczy większości grup zawodowych zjednoczonych wspólnym interesem, choć u lekarzy bywa najbardziej spektakularne. Ja nie widzę jednak prostych recept typu „deregulacja”, która ma spełnić rolę magicznej różdźki.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 12:06

      I pomyśleć, że nawet wśród historyków takie zjawisko występowało, a pewnie i dalej występuje:P

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      30 stycznia 2013 o 12:13

      Tyle, że historycy, obiektywnie rzecz ujmując, mają znacznie mniejsze możliwości wyrządzenia szkód niż przedstawiciele innych profesji. Co najwyżej w głowach zamieszają…

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 12:15

      Oczywiście, ale niesmak pozostaje.

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    30 stycznia 2013 o 11:36

    Niestety, nie mam siły na dyskusję o etosie lekarskim dziś czy wówczas. Ale książkę zapamiętam.

    Odpowiedz
  5. Agnieszka czyta... pisze:
    30 stycznia 2013 o 12:39

    Ja również dziękuję za przedstawienie tej książki. Szczególnie za zdanie o iluzji, że słabszych i jakoś od nas gorszych można (i trzeba) się pozbyć.

    Odpowiedz
  6. Lirael pisze:
    30 stycznia 2013 o 17:12

    Zderzenie tego wszystkiego z tekstem Przysięgi Hipokratesa robi po prostu wstrząsające wrażenie.
    O medycznych eksperymentach wiedziałam, ale odkąd przeczytałam rano w Twojej recenzji, że oni nie tylko je robili, ale w dodatku spokojnie wykorzystywali wyniki w badaniach i chełpili się wynikami w naukowym światku, trudno mi sobie znaleźć miejsce.
    Kiedyś widziałam książkę o powojennych poszukiwaniach doktora Mengele („Mengele: Polowanie na anioła śmierci”), które podobno były trudne i miały dość sensacyjny charakter, wiodły przez Paragwaj, Argentynę i Brazylię. Nic dziwnego, że na pewno wielu „lekarzy” zupełnie nie poniosło kary za swoje zbrodnie.
    Czytałam dużo entuzjastycznych opinii o książce byłego więźnia Oświęcimia, Miklosa Nyiszli „Byłem asystentem doktora Mengele”, ale w najbliższym czasie chyba się nie odważę.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 17:32

      Przeprowadzali eksperymenty i publikowali wyniki – w czasie wojny głównie w różnych utajnionych pismach, ale po wojnie całkiem jawnie niemalże, profesury na podstawie tych publikacji robili, uchodzili za pionierów i wybitnych znawców. U Klee rozdział o doktorze Mengele jest całkiem spory, ale uzupełniam wiedzę z książki Volkleina „Josef Mengele, doktor z Auschwitz”. Wspomnienia Nyszliego mam w planach.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      30 stycznia 2013 o 19:34

      Tym bardziej trudno mi to wszystko zrozumieć.
      Mnie tematyka przerasta. Pamiętam, że jeden rozdział „Dzieciństwa w pasiakach” Bogdana Bartnikowskiego był poświęcony małym ofiarom eksperymentów doktora Mengele. Długo nie mogłam się pozbierać i chyba do tej pory tak się nie stało, skoro po wielu latach pamiętam.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 stycznia 2013 o 20:08

      Nie wiem, czy ktokolwiek może to zrozumieć, a cierpienia dzieci są rzeczą niewyobrażalną. Ja do dziś pamiętam jakiś oglądany wieki temu film o obozie dla dzieci i młodzieży w Łodzi.

      Odpowiedz
  7. Pingback: Co najmniej 74 razy… (Ulrich Volklein, „Joseph Mengele. Doktor z Auschwitz”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT