Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Nadgodziny od życia (Jonas Jonasson, „Stulatek, który wyskoczył przez okno…”

Posted on 26 lutego 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Do setnych urodzin brakuje mi jeszcze ho ho! i trochę, ale już stwierdzam – sam nie wiem, czy z ulgą, czy z zazdrością – że nie przeżyłem i pewnie już nie przeżyję nawet drobnej części tego, co stało się udziałem Allana Karlssona. Allana poznajemy w dniu jego setnych urodzin, kiedy uznaje, że impreza w domu starców to nie jest szczyt jego marzeń. Skok przez okno i żegnaj, siostro Alice!

Karlsson nie ma wygórowanych wymagań: byle nie poić go likierem bananowym, nie będzie narzekał. Nie należy też do ludzi, którzy zastanawiają się nad każdym swoim krokiem. On działa bez zastanowienia – całe życie ten system się sprawdzał, więc na starość nie ma co eksperymentować z innym podejściem. „Gdy się dostało od życia nadgodziny, można sobie pozwolić na pewną swobodę”, twierdzi. „Pewna swoboda” jest tu eufemizmem, bo poczynania starszego pana rozkręcają spiralę wydarzeń tyleż nieprawdopodobnych, co zabawnych.

Wiejący w kapciach Karlsson dociera na dworzec autobusowy, by wsiąść do pojazdu byle jakiego, zadbawszy jednak i o bilet, za który płaci z własnych oszczędności, i o bagaż: przywłaszcza sobie po prostu walizę należącą do niesympatycznego młodzieńca i rusza w Szwecję. Jak pouczają liczne klasyki, walizka ściągnie Allanowi na głowę masę rozmaitych typów o pokręconych biografiach: jedni z nich zginą w nietypowych okolicznościach, inni zaś zostaną dozgonnymi przyjaciółmi Allana.

Opowieść o wydarzeniach współczesnych przeplata się z retrospekcjami – poznajemy życie Allana od chwili narodzin: nic wtedy nie zapowiadało, że mały Karlsson otrze się o wszystkie najważniejsze wydarzenia dwudziestego wieku jako wybitny specjalista od materiałów wybuchowych – co więcej, że w wielu odegra kluczową, choć przemilczaną przez podręczniki rolę. Oczywiście skojarzenia z Forrestem Gumpem pchają się same, ale należy je wypychać celnymi kopami na skraj świadomości, żeby sobie nie psuć lektury (podobnie postępujemy przy potknięciach o niezręczności przekładu, w końcu szwedzki język to trudna język). Bo powieść Jonassona to rzecz z rodzaju przyjemnych w czytaniu, zabawnych, miejscami nawet bardzo, i wciągających, choć to słowo ma ostatnio złe konotacje. Te czterysta stron wchłania się jednak samo, kilka scen po prostu zwala z nóg (mam wrażenie, że Jonasson wymyślił najbardziej oryginalne morderstwo w dziejach literatury), a książka pozostawia czytelnika w stanie rozkosznego oszołomienia, jak po kilku rundach na karuzeli. Bo też tempo wydarzeń i ich rozwój wywołuje lekki zawrót głowy, który utrzymuje się przez dłuższy czas. Na zimowe depresje jak znalazł.

Jonas Jonasson, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, tłum. Joanna Myszkowska-Mangold, Świat Książki 2012.

51 thoughts on “Nadgodziny od życia (Jonas Jonasson, „Stulatek, który wyskoczył przez okno…””

  1. Anna pisze:
    26 lutego 2013 o 12:05

    :) Ja dotąd wspominam lądowanie na Balii Mr.-a 1000 Dollar oraz wysadzenie w powietrze Władywostoku;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:14

      A to tylko wybrane epizody:))

      Odpowiedz
    2. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 12:29

      Ale moje ulubione:) Aha jeszcze Kim Dzong Il na kolanach był świetny.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:31

      Płaczący, hi hi:))

      Odpowiedz
    4. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 12:32

      Tak miałam dodać, że płaczący:)

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    26 lutego 2013 o 12:22

    „Zgoliłbyś te wąsy!” :D Allana się pamięta, oj, pamięta. Dałby Los tak pożyć. Mnie się bardzo, ale ja, jak już wielokroć pisałem, mam słabość do dziarskich staruszków.
    PS. A baboli było. I to rzeczowych. Chyba nawet wymieniałem coś u siebie :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:29

      Wymieniałeś babole, dlatego się poczułem zwolniony z obowiązku. Skandynawowie nie mają szczęścia do tłumaczy, w Mankellach zęby bolą czasem. Tylko Waltari, o ile on się łapie na Skandynawa, ma dobre tłumaczenia.

      Odpowiedz
    2. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 12:31

      Czytałam coś w tłumaczeniu Kojro (z fińskiego) i było ok. Islandczycy niestety chyba też nie mają szczęścia, z tego, co na blogach czytałam. Ja Skandynawów nigdy w polskim tłumaczeniu nie czytałam, więc pojęcia nie mam.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:33

      To nigdy nie są tłumaczenia kompletnie złe, ale nad każdym mógłby się redaktor pochylić głębiej.

      Odpowiedz
    4. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 12:45

      Trudno mi ocenic ale z tego, co czytałam o Skugga Baldur to wydaje sie, ze tłumaczenie jest kompletnie skonocone:(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:47

      Ja czytałem głównie Mankelle, żaden nie był bardzo dobry, a co najmniej jeden dość skopany tu i ówdzie.

      Odpowiedz
  3. Anna pisze:
    26 lutego 2013 o 12:29

    Ja czytałam po niemiecku i tłuamczenie było dobre.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:32

      Niemcom zawsze było bliżej językowo do Skandynawów, w Polsce chyba cała szwedzka klasyka była przekładana via niemiecki, choćby Lagerlof.

      Odpowiedz
    2. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 12:46

      Tak wiem, nawet aktualnie prowadzone sa rozmowy o takim projekcie, z moim udzialem…ale pewnie nic z tego nie bedzie.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:48

      Powodzenia w takim razie, oby się udało:)

      Odpowiedz
    4. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 13:01

      Dziękuję, aczkolwiek nie wiem czy chcę żeby się udało. Primo wolę jednak tłumaczenia bezpośrednie, secundo muszę pracować, żeby z tego wyżyć, rozrywkowo nie bardzo mam czas:(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 13:04

      Ta, stawki polskich wydawców z nóg nie zwalają, to trzeba przyznać.

      Odpowiedz
    6. Anna pisze:
      26 lutego 2013 o 13:24

      No właśnie i mówisz to jako polski rezydent, tutaj to bym dosłownie na waciki zarobiła pewnie:(

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 14:37

      No po przeliczeniu na euro to nie wiem, czy choćby na waciki:P Na pewno nie żadne markowe:))

      Odpowiedz
  4. Taki jest świat pisze:
    26 lutego 2013 o 12:50

    Czytałam jakiś czas temu i zgadzam się z Twoją recenzją :)

    Odpowiedz
  5. Perry pisze:
    26 lutego 2013 o 14:53

    Jest to baaardzo pozytywnie zakręcona i zabawna książka. Czyta się ją równie przyjemnie jak Twoją recenzję :-)

    Odpowiedz
  6. Agnieszka pisze:
    26 lutego 2013 o 14:57

    No i mnie masz. Wystarczyło napisać „najbardziej oryginalne morderstwo w literaturze” i już się ślinię:-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 14:59

      Jako znawczyni na wątek kryminalny jako taki pewnie się skrzywisz, morderstwo może też znajdziesz oryginalniejsze:) Bo teraz do mnie dotarło, że właściwie powinienem napisać „najbardziej oryginalne narzędzie zbrodni”:))

      Odpowiedz
    2. Agnieszka pisze:
      27 lutego 2013 o 07:22

      Oj tam, oj tam… Muszę popracować chyba nad swoim wizerunkiem:-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 07:54

      A ci Ci się nie podoba w wizerunku naczelnej kryminalistki, znaczy znawczyni kryminałów? Specjalizacja to podstawa:)

      Odpowiedz
    4. Agnieszka pisze:
      27 lutego 2013 o 18:42

      Akurat nie mam nic przeciwko temu przeciwko mianu „naczelnej”, „kryminalistka” też może być, ale niepokoi mnie ten podtekst w krzywieniu się… Że niby co, szukam dziury w całym (no, może, jak mnie najdzie taki nastrój…)? Czasem nawet uda mi się coś przeczytać, co mnie usatysfakcjonuje:-)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 20:13

      Jako oczytana w kryminałach raczej nie uznasz intrygi za szczególnie oryginalną, po prostu i bez podtekstów:) Ale reszta może Cię usatysfakcjonować.

      Odpowiedz
  7. rr-odkowa pisze:
    26 lutego 2013 o 18:42

    Oj ja też świetnie bawiłam się podczas słuchania (miałam audiobook czytany przez Artura Barcisia). Na długo zapamiętam pomyłkowo wyszytą na kurtkach nazwę grupy – zamiast The Violence – The Violins i skutki tej pomyłki oraz
    te lakoniczne stwierdzenia przy kolejnym nieboszczyku: „I tak zginął numer … ” :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 20:15

      Same dobre rzeczy słyszałem o audiobooku, jeśli mnie kiedyś najdzie na powtórkę, to chętnie spróbuję w tej wersji:)

      Odpowiedz
    2. rr-odkowa pisze:
      28 lutego 2013 o 09:07

      Koniecznie :) Artur Barciś czyta tę książkę rewelacyjnie :)

      Odpowiedz
  8. pisanyinaczej.blogspot.com pisze:
    26 lutego 2013 o 20:52

    Ciekaa lektura na zimowy wieczór :-)

    Odpowiedz
  9. Lirael pisze:
    27 lutego 2013 o 07:36

    Czy znaczki na okładce mają związek z filatelistycznymi zainteresowaniami Karlssona? Czy to nawiązanie do licznych podróży? Zastanawiam się też, czy jego nazwisko to czysty przypadek, czy ukłon w stronę Astrid Lindgren. :)
    Na podstawie wydanych u nas ostatnio książek szwedzkich autorów można by domniemywać, że mieszkańcy tego kraju to melancholijni ponuracy o perwersyjnych skłonnościach i morderczych instynktach – dobrze, że pojawia się u nas też literatura nadwerężająca ten mroczny wizerunek. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 07:53

      Czekałem aż coś o tych znaczkach będzie, ale się nie doczekałem, więc one chyba symbolizują te liczne podróże. Co do Lindgren – nie odważyłbym się na snucie daleko idących porównań, chociaż obaj bohaterowie są nader bezstresowi w podejściu do życia:) Mordercze instynkty i przestępcze skłonności występują, a jakże, ale faktycznie bez nuty melancholii – całość trochę w klimacie gangu Olsena:)

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      27 lutego 2013 o 17:37

      Klimaty gangu Olsena wspominam z sentymentem, więc mam wrażenie, że powieść Jonassona spodoba mi się, nawet jeśli Allan Karlsson nie jest Karlssonem z Dachu. :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 17:51

      Też mam takie wrażenie:)

      Odpowiedz
  10. Agnes pisze:
    28 lutego 2013 o 00:21

    Tobie przyszedł na myśl Gump, a mnie Franek Dolas :)
    Fajna ta książka, lekka i zabawna. Czy ktoś zna jeszcze jednego tak rozrywkowego Skandynawa pisarza?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2013 o 05:37

      Nie wiem, czy jest drugi taki rozrywkowy. Kryminały Waltariego niezłe są.

      Odpowiedz
    2. Agnes pisze:
      28 lutego 2013 o 12:09

      Ale czy zabawne? Bo te historyczne aż ociekają melancholią.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2013 o 12:59

      Zabawne i przyjemne, zupełnie nie jak Waltari:)

      Odpowiedz
  11. Aine pisze:
    28 lutego 2013 o 18:20

    Jeszcze nie czytałam – kupiłam na kindla za całe 0,20£, dla odmiany po angielsku…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2013 o 19:46

      To z pewnością jedno z lepiej wydanych 0,20 Ł w Twoim życiu:) Miłej lektury.

      Odpowiedz
    2. Aine pisze:
      28 lutego 2013 o 19:51

      Taką mam nadzieję :D Dziękuję!

      Odpowiedz
    3. Basia pisze:
      1 lutego 2014 o 11:41

      O, też leży u mnie na kindlu i zbiera cyfrowy kurz. Może nawet była to ta sama promocja ;) Poczekam na zimową depresję (przyjdzie pewnie w okolicach marca, bo wszystko się poprzesuwało) i wtedy przeczytam. Mam nadzieję, że angielska wersja bez wpadek.

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lutego 2014 o 11:54

      To chyba źle zabrzmi, jeśli będę Ci życzył zimowej depresji? :P

      Odpowiedz
  12. bookfa pisze:
    2 marca 2013 o 15:52

    Przeczytałam tę książkę (po polsku) prawie rok temu i do tej pory nie napisałam o niej na blogu ani słowa. Po prostu mowę mi odjęło z wrażenia. nie wiem w czym tkwi problem. W tłumaczeniu? W nieprzetłumaczalności?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2013 o 19:36

      Ale mowę Ci odjęło, bo jest tak źle przetłumaczona, czy wręcz przeciwnie?

      Odpowiedz
  13. bookfa pisze:
    2 marca 2013 o 21:17

    Po prostu pewne rzeczy chyba nie dają się przetłumaczyć, żeby brzmieć równie humorystyczno-ironicznie po polsku. CHYBA. Naprawdę nie wiem. Czytałam oryginał tylko w wersji LL i bardzo mi się podobał, a polska wersja strasznie mnie rozczarowała. Muszę przeczytać szwedzki oryginał.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2013 o 08:06

      Czyli czas uczyć się szwedzkiego:)

      Odpowiedz
  14. Charlie Librarian pisze:
    2 marca 2015 o 22:29

    Ha! Niemal po roku od twego wpisu ja również poznałem przygody Allana. I podobnie jak Ty stwierdziłem, że do setki sporo mi brakuje, a już nie mam szans na przeżycie takich przygód jak bohater. Książkę czytało się całkiem dobrze, i nawet nie wiedziałem, że to ma aż czterysta stron! Czytałem na kindlu, a tam tylko procenty. Co do morderstwa to faktycznie bardzo oryginalne. Jestem ciekaw filmu – czy choć trochę oddaje klimat książki.

    O tutaj trailer:

    http://youtu.be/H2Rf_-wgYZ0

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2015 o 23:08

      Widzę dużo efektownych wybuchów :) Chyba warto się zainteresować filmem bliżej. A skoro podobał Ci się „Stulatek”, to i „Analfabetka” może mieć u Ciebie szanse.

      Odpowiedz
  15. Pingback: Daj się zakręcić (Jonas Jonasson, „Analfabetka, która potrafiła liczyć”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT