Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Iść. Nie ustawać (Seweryna Szmaglewska, „Zapowiada się piękny dzień”)

Posted on 6 marca 201325 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Zapowiada się piękny dzień

Iść. Nie ustawać. Nie opóźniać marszu. Nie potknąć się, nie zgubić swojej piątki. Słabe dobiją esesmani, słabe zamarzną na poboczu drogi. Utrzymywać tempo, chociaż nogi ledwo się wloką, sztywne, odmrożone, w ciężkich trepach. Mróz, nieznośny, przed którym słabą ochronę dają obozowe łachy, koce, kołdry. Jedna myśl: iść, nie upaść. Ale pojawia się też inna, zuchwała: wyczekać na sprzyjającą okazję, oderwać się od kolumny, zniknąć w śnieżycy, w mroku. Przez chwilę, zanim złapią, zastrzelą, poczuć się wolnym człowiekiem, który może sam decydować o sobie. Odetchnąć swobodnie powietrzem tak odmiennym od obozowego smrodu. Popatrzeć na drzewa, zwierzęta, domy i ludzi krzątających się wokół własnych spraw.

18 stycznia 1945 roku z obozu Auschwitz ruszyły długie kolumny więźniarek.

Pognano je pieszo na zachód, byle dalej od nacierających radzieckich wojsk. Szły w mróz, owinięte tym, co zdołały zorganizować z obozowych magazynów, gnane bezustannie przez esesmanów. Dalej, dalej. Anna i jej koleżanki nie chciały jednak wlec się w głąb Rzeszy na pewną śmierć. Lepiej było umrzeć, zakosztowawszy choć przez chwilę wolności, choć na chwilę odzyskawszy człowieczeństwo. Stać się na nowo Anną, Maryną, panią Tychalską, a nie anonimowym numerem. Decydują się na ucieczkę, a podczas wędrówki przez śnieżny Śląsk odkrywają rzeczy dawno zapomniane: łóżko z prawdziwą pościelą, ciepły posiłek, suche buty. Oswajają ogień, teraz ciepły i przyjazny, a nie groźnie huczący w krematoryjnych piecach. Przypominają sobie takie pojęcia, jak gościnność i życzliwość, chociaż doświadczają też ludzkiego strachu przed widmami, które wyłoniły się z obozowego piekła.

Porażający jest autentyzm przeżyć głównej bohaterki,

Anny, i jej zarysowująca się z każdą stroną coraz wyraźniej przemiana: od więźniarki do wolnego człowieka; początkowo nieśmiała wiara w nowe życie stopniowo się umacnia, powraca pewność siebie, zdolność samodzielnego myślenia zastępuje tępy dryl wpojony w niewoli. Powieść Szmaglewskiej to też przegląd ludzkich postaw: i więźniarek, i napotykanych cywilów. Mamy kapo, ślepo wypełniające wolę Niemców, bezwolne i bezsilne muzułmanki, ale też kobiety, które ze wszystkich sił starają się zachować resztki człowieczeństwa. Mamy ludzi dzielących się z obcymi, podejrzanie wyglądającymi wędrowniczkami posiłkiem, i tych, którzy odpędzają je od siebie. Wreszcie podejmuje też Szmaglewska kwestię rozliczeń za zbrodnie dokonane w obozie, za ludobójstwo – a czyniąc to z perspektywy czasu, dochodzi do gorzkich wniosków: świat nie uwierzy w ogrom zagłady, znajdą się usprawiedliwienia, wykręty, kary nie będą surowe. W końcu same więźniarki po kilku dniach od ucieczki skłonne były uważać świat, który zostawiły za sobą, za jakąś ułudę, senny koszmar. Cóż więc mówić o tych, którzy tego sami nie przeżyli? Żadne świadectwo nie będzie brzmiało dość wiarygodnie.
Seweryna Szmaglewska jest chyba pamiętana głównie jako autorka opowieści o przygodach harcerzy z zastępu Czarnych Stóp. Poza tym, a może przede wszystkim, napisała jednak powieści oparte na własnych przeżyciach obozowych. Już w 1945 roku ukazały się wstrząsające „Dymy nad Birkenau”. „Zapowiada się piękny dzień”, napisane piętnaście lat później, stanowi dopełnienie historii więźniarek Auschwitz. Są tu partie o charakterze reporterskim (sceny obozowe i w marszu, los dzieci Warszawy w Auschwitz), opisy przyrody zmieniającej się zależnie od stanu emocjonalnego bohaterek (groza kryjąca się za każdym drzewem w trakcie ucieczki, spokojne piękno zimy, gdy uciekinierki stają się bardziej pewne siebie), wreszcie pojawia się nasycona goryczą refleksja nad wojną i karaniem zbrodniarzy, upadkiem Boga w świecie obozu czy trudami odbudowy powojennego życia. Warto tę powieść odkryć na nowo, gdyż zapomnienie, w jakie popadła, jest dla niej krzywdzące.

 

Seweryna Szmaglewska, Zapowiada się piękny dzień, Czytelnik 1973.

 

Podobne pozycje:

Dymy nad Birkenau

Seweryna Szmaglewska

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Iść. Nie ustawać (Seweryna Szmaglewska, „Zapowiada się piękny dzień”)”

  1. Lirael pisze:
    6 marca 2013 o 18:55

    Niestety, jestem żywym dowodem na to krzywdzące zapomnienie – nie miałam pojęcia, że autorka napisała kontynuację „Dymów nad Birkenau”, które kiedyś zrobiły na mnie duże wrażenie. Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam „Zapowiada się piękny dzień”. Swoją drogą nigdy nie spodziewałabym się po książce o takim tytule tematyki obozowej.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2013 o 19:55

      Ja ubolewam nad zapomnieniem Szmaglewskiej: miała wznowienia, spore nakłady i nagle zniknęła. Większość jej książek kupiłem za grosze w antykwariacie, gdzie nie takie książki widać ceniono. Nawet egzemplarze z autografami mi się trafiły. A tytuł właściwie jest dość przewrotny.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    6 marca 2013 o 19:53

    Szmaglewską pamiętałem przede wszystkim jako autorkę „Dymów …” i „Niewinnych …” dzisiaj już nie robią aż takiego wrażenia bo konkurencja znacznie silniejsza, jeśli nawet nie „zalew” tego rodzaju literatury, dopiero Ty mi przypomniałeś, że napisała „Czarne Stopy” – zupełnie ich nie pamiętam. Z
    harcerskiej literatury bardziej podobała mi się „Plama na złotej puszczy” B. Mrówczyńskiego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2013 o 20:00

      „Niewinnych” nie zmogłem, pokonał mnie specyficzny styl tej książki. Literatura obozowa faktycznie wciąż się ukazuje, ale Szmaglewska nie wypada źle na tym tle. Nad wieloma nowymi pozycjami ma tę przewagę, że pisała stosunkowo na świeżo, miała w pamięci detale, nastroje, rozmowy i potrafiła to wykorzystać.
      Dla mnie literatura harcerska to właśnie Czarne Stopy, Antek Cwaniak i Gdzie ten skarb:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. natanna pisze:
    6 marca 2013 o 20:42

    Czarne stopy i Dymy nad Birkenau oczywiście czytałam, ale gdyby nie Twój post nie miałabym okazji sobie jej przypomnieć.)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. Anna pisze:
    6 marca 2013 o 21:18

    Ja mam w stosie „Dymy nad Birkenau”, o tej książce nie wiedziałam, będe musiała sobie też sprawić.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2013 o 09:53

      Bardzo polecam, ale może sprawdź najpierw, czy po Dymach będziesz miała chęć na kontynuowanie tematu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. koczowniczka pisze:
    7 marca 2013 o 07:43

    Znam, czytałam. Ta książka moim zdaniem jest mniej przejmująca i trochę słabsza od „Dymów nad Birkenau”, ale nadal bardzo dobra i warta czytania. Seweryna Szmaglewska trafnie przewidziała, że w ogrom zbrodni nikt nie uwierzy, że ludzie, którzy nie byli w obozie, nie będą chcieli słuchać o tym, co działo się za drutami, a zbrodniarze znajdą dla siebie usprawiedliwienie.

    Twoja recenzja przypomniała mi o tym, że od dawna mam zamiar przeczytać „Niewinnych w Norymberdze”, ale na razie skończyło się na kilkunastu kartkach; autorka posłużyła się stylem nieco zbyt rozwlekłym jak na mój gust :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 marca 2013 o 07:55

      Pisząc 15 lat po wojnie, Szmaglewska już wiedziała, jak wygląda osądzenie zbrodni wojennych, mogła więc ten pogląd zaszczepić swym bohaterkom. Być może sama w 1945 roku miała nadzieję, że będzie inaczej.
      „Niewinni” są pisani stylem, który mnie też nie odpowiada, zupełnie nie umiałem wejść w rytm tej książki i rzuciłem w połowie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. momarta pisze:
    7 marca 2013 o 09:25

    Szmaglewska dla mnie to tylko Czarne Stopy. I chyba chcę, aby tak zostało.
    A co do osądzania i rozliczeń za zbrodnie: cóż, dziś może i wysłano by dzielnych reporterów do Auschwitz, ba! wysupłano by środki na zdjęcia ze śmigłowców i transmisje na żywo wprost spod krematoryjnych kominów. Co z tego, skoro większość natychmiast przełączyłaby kanał na bardziej rozrywkowy, a część z pozostałych zajęłaby się analizowaniem tego, który z esesmanów był najbardziej przystojny?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 marca 2013 o 09:39

      Koleżanka jak zwykle pełna wiary w ludzkość. Choć przypuszczalnie możesz mieć rację:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      7 marca 2013 o 09:56

      Koleżanka na co dzień ogląda ludzkość w jej najgorszym wydaniu, co znakomicie pozbawia złudzeń. Dlatego nie muszę poprawiać Szmaglewską:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 marca 2013 o 13:37

      Następnym razem zapodam coś bardziej optymistycznego:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. agnieszka ziętek pisze:
    7 marca 2013 o 09:45

    pisana niesamowitym stylem językowym… pochłania wręcz, mimo że czasem ciężko przebrnąć

    http://www.kreatywneteksty.blogspot.com

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    7 marca 2013 o 10:08

    Po Twoim wpisie i komentarzach innych zdałam sobie sprawę, że będąc nastolatką pochłaniałam podobne lektury (ze Szmaglewską włącznie), a dzisiaj nie mam już na nie ochoty. Chyba przyswoiłam sobie stosowną dawkę martyrologii w czasach szkolnych i więcej nie potrzebuję. Tym bardziej szanuję Twój upór w zgłębianiu tematu.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 marca 2013 o 13:35

      Wolę o tym myśleć raczej jako o niezłej literaturze niż o martyrologii. I nie ma tu z mojej strony umartwiania się.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      8 marca 2013 o 07:32

      A kto tu mówi o umartwianiu się?
      Dla mnie to jednak była literatura, o której mówiło się pod kątem martyrologii, głównie Polaków naturalnie. Taki przekaz płynął z telewizji, tak mówiło się w szkole. Nie miałeś takiego wrażenia w czasach podstawówki?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2013 o 09:37

      Ówczesna polityka wymagała wręcz skupiania się wyłącznie na martyrologii Polaków, co miało służyć licznym celom. Literatura o Holokauście pojawiła się na dużą skalę tak naprawdę dopiero po 1989 roku, wciąż jesteśmy na etapie nadrabiania zaległości, ale przy okazji w zapomnienie poszły książki Szmaglewskiej czy Kielara.
      A o umartwianiu się to faktycznie nie Ty mówiłaś:) Tak mi się skojarzyło kilka uwag różnych osób na temat literatury o obozach i Zagładzie: że to masochizm, że wyczerpujące emocjonalnie, że nie na ich nerwy – ciekawe natomiast, że książki o bitych dzieciach i maltretowanych kobietach, przecież też wyczerpujące emocjonalnie, nie są przez te same osoby traktowane jako masochizm.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      8 marca 2013 o 10:24

      Może łatwiej znieść historie o maltretowanych kobietach i dzieciach, bo dotyczą współczesnych nam czasów i są przez to bardziej bliskie?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 marca 2013 o 10:33

      Opisy bólu, gwałtu, cierpienia i śmierci wywołują chyba te same emocje bez względu na epokę, w jakiej się rozgrywają. Masakry w Rwandzie są nam współczesne, a wiele osób traktuje je tak samo jak opisy Auschwitz. Nie wiem, czy można znaleźć wyjaśnienie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      8 marca 2013 o 10:51

      Jako samozwańczy znawca dusz ludzkich (napiszę na wszelki wypadek: to było ironiczne:P) przychylam się do wersji o niemożności znalezienia wyjaśnienia. Na zdrowy rozum łatwiej czytać o Auschwitz, bo to przecież działo się tak dawno i nie ma mowy, my w życiu byśmy tak nie postąpili, a poza tym ludzkość poszła do przodu i inne takie. Maltretowane kobiety i dzieci zdarzają się zaś na co dzień i co chwila, więc teoretycznie powinno to nami wstrząsać bardziej. Ja nie mogę czytać ani o Auschwitz, ani o Rwandzie, ani o kobietach i dzieciach, ale to chyba niczego nie rozwiązuje:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Agnes pisze:
    7 marca 2013 o 12:30

    No patrz, a ja tylko Czarne Stopy tej autorki kojarzę. Aż mi wstyd.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Książkozaur pisze:
    9 marca 2013 o 13:49

    A ja ją właśnie jako autorkę literatury obozowej kojarzę, za to zupełnie mi się nie łączyła z Czarnymi Stopami, które czytałam i uwielbiałam w dzieciństwie! Tylko jakoś wtedy nie patrzyłam na autorów :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Kasia Sawicka pisze:
    16 listopada 2013 o 11:01

    Przerażający jest sam pierwszy akapit Twojej recenzji. Jaka zatem musi być książka? Nic dziwnego, że w ogóle nie kojarzyłam autorki. W czasach gdy w liceum z konieczności przerabiało się literaturę obozową miałam największe braki. Jako nastolatka ciężko znosiłam książki o cierpieniu (już jakimkolwiek). Dopiero teraz z tego „wyrosłam” na tyle, że mogę przeczytać i nawet odrobinę podyskutować..

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 listopada 2013 o 11:05

      Książka wbrew pozorom nie jest aż tak przerażająca, raczej sporo w niej nadziei.
      Przejrzałem swój tekst i widzę, że to u Szmaglewskiej jest mowa o zaniku „wolnościowych” umiejętności i odruchów u więźniów i o procesie ich odzyskiwania, bardzo ciekawa obserwacja autorki.
      Czekam, aż się zbierzesz do przeczytania Szmaglewskiej i będziemy mogli odrobinę podyskutować.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d