Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Jak w PRL-u Sartre’a cenzurowano

Posted on 21 marca 201312 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Ze wspomnień Ireny Szymańskiej:

Zdarzały się zabawne przygody z cenzurą, która co prawda w tym okresie zelżała i do tekstów odnosiła się z szacunkiem, ale od czasu do czasu pokazywała kły, i to nie tylko w sprawach politycznych, ale i obyczajowych. Julian Rogoziński przetłumaczył Drogi wolności Sartre’a: liberalizacja umożliwiła wydawanie egzystencjalistów. Rogoziński z kunsztem świetnego tłumacza dał sobie wcale nieźle radę z jedną z największych trudności przekładów z francuskiego na polski: ze słownictwem erotycznym. Znalazł liczne, zgodne z duchem polszczyzny, nowe i stare określenia na uprawianie miłości. Rozmaitość ta zgorszyła cenzora. Nie było już wtedy cenzury prewencyjnej, książka poszła na Mysią w szpaltach. I na szpaltach cenzor podkreślił inkryminowane zwroty. Po pertraktacjach uzyskaliśmy zgodę jedynie na wyrażenie „pieprzyć”, które miało zastąpić bogate słownictwo erotyczne Sartre’a i tłumacza. I rozegrała się scena z farsy, którą po blisko czterdziestu latach wciąż żywo pamiętam. Siedziałam przy swoim biurku, na którym leżały szpalty Dróg wolności, i rozmawiałam z drukarnią w Toruniu. Wolałam załatwić to przez telefon, żeby nie opóźniać wydania książki. Mówiłam głośno, bo telefony międzymiastowe nie najlepiej wtedy przenosiły głos, i brzmiało to mniej więcej tak:
Na stronie 32 wiersz siódmy od góry zamiast „wciskał sztywnego kutasa” ma być „pieprzył”. Na stronie 61 wiersz dwunasty od dołu zamiast „chędożył” ma być „pieprzył”. Na stronie 80 wiersz szósty i tak dalej, i tak dalej. Już po paru minutach przed drzwiami mojego pokoju zebrał się tłumek piwowców i przez dłuższy czas rozlegał się najpierw mój głos wypowiadający wyraźnie dość nieprzyzwoite zdanie, a potem donośny chór wrzeszczący unisono: „pieprzył!”

Irena Szymańska, Miałam dar zachwytu, Czytelnik 2001, s. 81–82.

34 thoughts on “Jak w PRL-u Sartre’a cenzurowano”

  1. Iza pisze:
    21 marca 2013 o 08:31

    Pora na wydanie poprawione, odcenzurowanePPP.

    A to zdjęcie to z własnych zbiorów?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 08:35

      Ciekawe, czy przetrwała ta oryginalna wersja:) Zdjęcie z zasobów sieciowych, mnie z egzystencjalistami jakoś nie było po drodze.

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    21 marca 2013 o 09:15

    Przynajmniej coś dobrego z tej cenzury wynikło. Znaczy, mój dobry humor :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 09:18

      Polecamy się na przyszłość. Może niekoniecznie z cenzurą :P

      Odpowiedz
  3. Anna Flasza-Szydlik pisze:
    21 marca 2013 o 12:07

    Z jednej strony historia zabawna i poprawiła mi humor. Z drugiej, to przerażające, okaleczać książkę bo była zbyt erotyczna.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 12:16

      Po ingerencji cenzora nie stała się mniej erotyczna, tylko bardziej wulgarna. Ciekawe, czy o to właśnie chodziło. Zawsze w razie zmiany kursu można by powiedzieć: „Patrzcie, jaki ten Sartre prostacki”, zgnilizna moralna Zachodu.

      Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    21 marca 2013 o 12:30

    Dla takich chwil warto żyć!:D Nie dziwię się, że pani Szymańska zapamiętała to zdarzenie ze szczegółami.
    U cenzora stawiałabym jednak na zidocenie, a nie na finezję prowadzącą do ukazania Sartre’a jako prostaka.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 13:45

      To też jest jakaś teoria:)

      Odpowiedz
  5. Eireann pisze:
    21 marca 2013 o 17:32

    Uśmiałam się do łez :-D. Swoją drogą – już wiadomo, kogo winić za ubogi język erotyczny Polaków ;-)

    Odpowiedz
    1. Eireann pisze:
      21 marca 2013 o 17:32

      Miałam na myśli oczywiście zasób słów :-)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 19:52

      Na to ubóstwo narzekał już Boy, kiedy przekładał Villona i Brantome’a – on słownictwo rozwinął, a potem cenzor zrobił swoje i znów się zostaliśmy ubodzy:)

      Odpowiedz
  6. Charlie Librarian pisze:
    21 marca 2013 o 18:50

    Świetna anegdota.

    Praktyka cenzorska już mniej świetna…

    Odpowiedz
  7. kasia.eire pisze:
    21 marca 2013 o 20:18

    Sartra znam tylko Mur, zbiór opowiadań, niesamowite, nadal mam na półce, już zaczytany i wracam do niego co jakiś czas

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 21:14

      Sartre nigdy nie wydawał mi się szczególnie pociągający, ale rozumiem, ze może się podobać?

      Odpowiedz
    2. kasia.eire pisze:
      22 marca 2013 o 10:13

      W liceum wyrywaliśmy sobie ten zbiór opowiadań z rąk. Myślałam, że to taka młodzieńcza miłość i przeczytałam wiele lat potem, równie dobry. Spróbuj, może odczaruje to Sartra dla Ciebie. A może ona nie jest reprezentatywna dla jego twórczości? W kazdym razie nie pamiętam, żeby tam jakieś kutasy i pieprzniczki latały

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 10:15

      Latająca pieprzniczka miałaby swój smaczek:)) Spróbuję poszukać tej książki.

      Odpowiedz
  8. Lirael pisze:
    21 marca 2013 o 21:08

    Do licznych talentów Juliana Rogozińskiego dodajemy kolejny. :) A do listy argumentów, dlaczego warto było kupić ksiązkę pani Szymańskiej, dopisuję jeszcze jeden. Cieszę się, że czekają mnie takie atrakcje.
    Nawiasem mówiąc, jestem przekonana, że po dzisiejszej notce na książki Prousta trzeba się będzie zapisywać w bibliotekach z dużym wyprzedzeniem. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 21:13

      Nastaw się na liczne smaczki:) W mojej licealnej bibliotece Sartre był na zapisy, razem z Imieniem róży i Pięcioma latami kacetu:))

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      21 marca 2013 o 21:24

      Będę się z radością delektować. :) Byliście ambitni, u nas chyba żadnych zapisów nie było, a już na pewno nie na Prousta.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 marca 2013 o 21:25

      Na takiego Freuda o marzeniach sennych czekało się minimum dwa lata:P Tak, ambicje czytelnicze były wielkie, piękne czasy:)

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      22 marca 2013 o 05:51

      To prawie jak czekanie na Godota. :) Mam nadzieję, że biblioteczna kolejka nikogo nie zmotywowała do zostania na drugi rok w tej samej klasie. :) U nas była bardzo specyficzna pani bibliotekarka, źródło licznych anegdot. Skutecznie odstraszała od korzystania ze szkolnego księgozbioru, uczniowie masowo zapisywali się bibliotek osiedlowych.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 05:56

      U nas była rewelacyjna pani Basia, bibliotekarka idealna:) A biblioteka świetnie wyposażona we wszystko.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      22 marca 2013 o 19:09

      Nasza miała przezwisko „Karafka”, które uczniowie przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie, bo zawsze wymawiała tytuł „Karafka La Fontaine’a” tak, jak się pisze. :) Pozostałe zagraniczne nazwiska też według tego samego klucza.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 19:23

      Może była z nadania politycznego:P Poza tym, nie matura, lecz chęć szczera…:)

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      22 marca 2013 o 19:39

      :D Pamiętam jak dziś lekcję biblioteczną, na której objaśniając nam zasady działania katalogu, wielokrotnie powtarzała „Shakespeare” w sposób wiadomy, wprawiając słuchaczy w osłupienie. :)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 20:10

      Musiała mieć znakomitą dykcję, bo jakoś sobie nie wyobrażam wymówienia Szakespeare :)

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      22 marca 2013 o 20:13

      Na dykcję nikt nie zwracał uwagi, wszyscy byli zestresowani, bo w pierwszej chwili nie wiedzieliśmy, o kogo chodzi. :)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 20:15

      Wcale się wam nie dziwię:)

      Odpowiedz
  9. Agnieszka pisze:
    22 marca 2013 o 07:24

    Boskie!… Swoją drogą, praca nad przekładem (będąca wszak najbardziej intensywną formą przeżycia książki), w fazie, w której tekst wyjściowy doszczętnie opanowuje myśli tłumacza, potrafi nieźle skrzywić postrzeganie (wiem z doświadczenia), co może być chyba trochę kłopotliwe, w zależności od tego, co się tłumaczy. Teksty mocno erotyczne stanowią tu chyba spore wyzwanie;-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 08:21

      U mnie przeżywanie tłumaczonej książki ma dwa wymiary, skrajne: albo maksymalną irytację, że trafiło się takie nudne i źle napisane dzieło, albo euforię, że takie ciekawe i samo się tłumaczy:P Stany pośrednie występują rzadko.

      Odpowiedz
  10. czytanki.anki pisze:
    22 marca 2013 o 08:19

    Strach pomyśleć, co zrobiono by z H. Millerem.;(
    Mam wydanie jak u Ciebie na zdjęciu, przy okazji zwrócę uwagę na zawartość pieprzu. „Dróg wolności” nie trzeba się obawiać – lektura dość przyjemna, ciekawie opowiada m.in. o wojnie z perspektywy Francuzów.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 08:22

      Miller chyba był wyklęty długie lata. Dzięki za rekomendację, może się przekonam do Sartre’a w takim razie.

      Odpowiedz
  11. patrycja pisze:
    22 marca 2013 o 09:52

    Posiadam akurat to wydanie i inne lektury z tej serii. Też muszę się do niego w końcu przekonać.
    I tak się zastanawiam, jak ufać przekładom z tamtego okresu, człowiek może się zrazić, a winić będzie autora.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 marca 2013 o 09:54

      Akurat Rogoziński to była pierwsza liga tłumaczy. Gorzej, że niekiedy cenzura wymuszała cięcia, taki np. Forsyth był czyszczony z antyradzieckich wzmianek.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT