Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Gitane’y, etylizm i dziewczęta (Sylvie Simmons, „Serge Gainsbourg”)

Posted on 19 kwietnia 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

 

Dla Francuzów jest legendą, wielkim skandalistą, twórcą niezliczonych piosenek wykonywanych przez największe francuskie gwiazdy, reżyserem i aktorem. Dla reszty świata jest autorem i wykonawcą jednego przeboju, wyśpiewanego – czy raczej wyszeptanego z towarzyszeniem westchnień i jęków swojej wieloletniej miłości, Jane Birkin. W 1969 roku „Je t’aime moi non plus”wywołało falę zgorszenia i uwielbienia, stając się znakiem rozpoznawczym artysty, którego biografię czyta się jednym tchem.

Syn żydowskich emigrantów z Rosji, od dzieciństwa obcował ze sztuką; jego ojciec był muzykiem, miał też talent malarski. Serge, a właściwie jeszcze Lucien, fascynował się surrealistami i też chciał zostać malarzem. Po raz pierwszy kochał się z dziewczyną w czarnym salonie Salvadora Dalego, wśród prac przyjaciół wielkiego ekscentryka. Niepewny, czy sztuki piękne rzeczywiście są jego powołaniem, uczył się też w szkole muzycznej. Paryż usłyszał o nim w 1954 roku, gdy napisał piosenki dla Juliette Greco, muzy egzystencjalistów. Wtedy narodził się Serge Gainsbourg.
Jak sam mówił, w jego życiu trzy elementy – papierosy, etylizm i dziewczęta – tworzyły trójkąt równoboczny. Gitane’ów bez filtra do końca życia wypalał po sześćdziesiąt dziennie; podczas komponowania zasnuwała go chmura dymu. Pić nauczył się w wojsku i stopniowo popadał w coraz głębszy alkoholizm. Dziewczyny zaś przyciągała jego „piękna brzydota”, jak to ujęła Marianne Faithfull. Przeżył namiętny romans z Brigitte Bardot,  potem przez wiele lat był związany z Jane Birkin. Dla kobiet, które kochał, pisał piosenki.
Jane Birkin i Serge Gainsbourg.
Jako muzyk był wizjonerem, którego pomysły wyprzedzały epokę – niegdyś niedoceniane, dziś inspirują młodych wykonawców. Pierwszy, na przykład, we Francji nagrał płytę reggae. Znalazła się na niej przeróbka „Marsylianki”. Jego specjalnością były teksty: obsceniczne, przewrotne, prowokacyjne, pełne gier słów. Seks, autodestrukcja, śmierć, a nawet nazizm to tylko część ich tematów. Szokującej twórczości towarzyszył starannie podtrzymywany wizerunek artysty przeklętego, ekscentryka; służyły temu wywiady, skandaliczne wypowiedzi, reżyserowane przez Gainsbourga filmy, śmiało epatujące nagością, styl życia. Za tą fasadą krył się jednak człowiek nieśmiały, wrażliwy i delikatny.
Książka Sylvie Simmons to znakomity portret nieprzeciętnej, fascynującej postaci, o której z miłością wypowiada się Jane Birkin, a z uznaniem liczni współpracownicy. Cytaty z wywiadów i tekstów Gainsbourga przeplatają się z fragmentami artykułów prasowych i anegdotami. Styl jest barwny, jędrny, autorkę z rzadka tylko ponosi skłonność do piętrzenia określeń, które być może brzmią błyskotliwie po angielsku, jednak przełożone na polski wydają się niezręczne albo niezbyt zrozumiałe. Kolejne etapy życia i kariery Gainsbourga ilustrują okładki płyt i zdjęcia z kobietami jego życia. I tylko podkład muzyczny trzeba sobie zapewnić we własnym zakresie.
 
Sylvie Simmons, Serge Gainsbourg, tłum. Ewa Penksyk-Kluczkowska, Marginesy 2012.
Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

42 thoughts on “Gitane’y, etylizm i dziewczęta (Sylvie Simmons, „Serge Gainsbourg”)”

  1. peek-a-boo pisze:
    19 kwietnia 2013 o 21:11

    dzieje Serge’a to doskonały dowód ze do powodzenia u kobiet zupełnie niepotrzebna jest uroda ;). Książka pożyczona czeka już prawie od roku, o Serge’u obejrzałam do tej pory dwa filmy: kiczowaty biograficzny z pacynka z wielkim nochalem w roli głównej i niezły dokumentalny, ze szczegółową historią jego życia erotycznego. Cóż, na pewno nie był to nudny facet.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 kwietnia 2013 o 21:16

      Nudny na pewno nie, może trochę męczący na co dzień, bo miał swoje obsesje:) Też się długo zabierałem do tej książki – bo czytanie o facecie znanym mi z jednej piosenki wydawało się dziwactwem. A potem się z trudem odrywałem. Autorce udało się utrzymać proporcje między skandalami i seksem a twórczością.

      Odpowiedz
  2. peek-a-boo pisze:
    19 kwietnia 2013 o 21:25

    Z dokumentu wynikało ze bywał nieznośny, zwłaszcza gdy trochę dłużej tkwił w związku. Choć tak właściwie o tzw osobach trudnych z reguły dobrze się czyta. Znacznie gorzej się z nimi przebywa ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 kwietnia 2013 o 21:27

      Jane Birkin nie mogła, na przykład, znieść tego, że w domu nie wolno było tknąć najdrobniejszej rzeczy. Rozstała się z Serge’em, a mimo to dbała o niego do końca jego życia.

      Odpowiedz
  3. peek-a-boo pisze:
    19 kwietnia 2013 o 21:32

    widocznie na odległość łatwiej się go kochało ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 kwietnia 2013 o 21:35

      Nie jest to wykluczone:) W tej kwestii kobieca opinia wskazana, więc czytaj:)

      Odpowiedz
  4. peek-a-boo pisze:
    19 kwietnia 2013 o 21:40

    Przeczytam, zwłaszcza ze pożyczka już się zrobiła długoterminowa i wypada książkę oddać.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 kwietnia 2013 o 21:42

      Na oko książka pokaźna, ale na jedno, dwa porządne przysiądnięcia:)

      Odpowiedz
  5. momarta pisze:
    20 kwietnia 2013 o 08:06

    Ten czarny salon niewątpliwie odcisnął się na nim niezmywalnym piętnem (o ile sobie tego nie wymyślił).
    Co zaś do muzyki – wydanie książki bez płyty to fatalne niedociągnięcie. Słuchając Gainsbourga sama mam zazwyczaj ochotę zanurzyć się w oparach i dymach, więc gdyby tak odpowiednio dobrać utwory, można by przekształcić zwykłą biograficzną książkę w rzecz mocno interaktywną!:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 08:09

      Dali ponoć faktycznie miał salon obity karakułami, Gainsbourg potem urządził własne mieszkanie wyłącznie w czerni:)) Do interakcji dobra byłaby strona internetowa, szkoda że przez sieć nie można rozpylać zapachów – nutka dymu z gitane’ów zwiększyłaby wrażenia odbiorcy:)

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      20 kwietnia 2013 o 18:43

      Całe mieszkanie w czerni to zdecydowana przesada; Dali miał nieporównywalnie lepsze wyczucie!:P
      Jeśli zaś chodzi o rozpylanie dymu, to ten z gitanes’ów mógłby okazać się zabójczy (przynajmniej dla mnie); wolę wersję z muzyką i własną wyobraźnią (a w sprzyjających okolicznościach przyrody nawet z samodzielnym wytwarzaniem oparów i dymów, a co tam!:P)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 19:08

      Czy mogę wniknąć, z czego ewentualnie byś wytwarzała te dymy i opary? Oby nie z wypalanych traw, bo wiesz, różne stworzonka nie mają szansy uciec.

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 06:49

      :D Nie, nie, ma się rozumieć, że los stworzonek jest mi bliski! Miałam na myśli raczej małą, kameralną produkcję, opartą na użyciu towarów objętych akcyzą:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 09:17

      No jak kameralnie, to nie krępuj się:P

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 14:46

      Nie zamierzam, ale na razie muszę zrobić sobie przerwę, bo ostatnimi dniami zajmowałam się głównie tym właśnie i czuję się jakby zmęczona…

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 14:48

      No tak, nadużywanie produktów akcyzowych bywa męczące :D

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 14:52

      Wystarczy spojrzeć na Gainsbourga – jak przez to wychudł, biedaczek, a jak nos mu urósł! Nie, stanowczo, czas na powrót do stateczności (a Skarb Państwa niech też sobie poradzi bez moich datków!:P)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 14:53

      No akurat Skarbowi Państwa każdy datek się przyda, więc nie bądź taka rygorystyczna:D

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 15:03

      Skoro nie masz litości dla mojego portfela, to zlituj się choć nad nosem!:P

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 15:06

      Nosa Ci na NFZ nie powiększą, musiałabyś prywatnie dopłacać, więc nie naciskam. Skarb Państwa by nic z tego nie miał:D

      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 15:15

      A kto go tam wie, może wprowadziliby jakiś podatek od ponadgabarytów, albo co? Poza tym, ja wspomogłam już wystarczająco, teraz dam się wykazać innym. Możesz być pierwszy, nie krępuj się!:P

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 15:17

      No dobra, to w ramach wspierania zatankuję jutro do pełna :P

      Odpowiedz
  6. MaRCin G. pisze:
    20 kwietnia 2013 o 09:34

    Sposób na karierę nad Sekwaną: fajki, alkohol i łut szczęścia w postaci francuskiego kanonu męskiego piękna, który objawia się w szczególności w postaciach takich jak Gainsbourg, Belmondo, Cassel czy Sarkozy. Babki na takich lecą jak widać, i to jakie babki! Cóż, wypada mi zatem zacząć pić i palić na potęgę, a później tylko bilet do Paryża i voila! ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 09:39

      Nie chcę Ci torpedować planów, ale oprócz papierosa w ustach i wielkiego nochala trzeba mieć chyba wrodzony „animal magnetism”:)) Jeśli jednak jesteś szczęśliwym posiadaczem tej cechy, to trzymam kciuki za powodzenie:)

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      20 kwietnia 2013 o 19:26

      MaRcinie, na Twoim miejscu zrobiłabym wcześniej też małą próbę wokalną. Głos, głos! (fenomenu Sarkozy’ego czy Cassel’a nie rozumiem, ale Gainsbourga czy Brela – jak najbardziej!)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 19:28

      Jaki głos? Serge sobie szemrał do mikrofonu po prostu, a zresztą teraz technika poszła do przodu jeszcze bardziej niż w czasach afery z Milli Vanilli:PP

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      21 kwietnia 2013 o 06:51

      Proszę mi tu nie deprecjonować Twórcy, który zresztą umilał mi wczoraj cały wieczór (dzięki za przypomnienie o nim!). Spróbuj sam poszemrać, choćby w sposób wspomagany i dopiero potem pogadamy:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 09:21

      Ja tak z czystej zawiści, bo nawet szeptem fałszuję :D

      Odpowiedz
    6. MaRCin G. pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:10

      @momarta – i teraz mi o tym mówisz?! Teraz, kiedy w kieszeni mam już bilet do Paryża!

      Odpowiedz
    7. momarta pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:22

      Jak rozumiem, oznacza to że przez ostatnie dni z zapałem realizowałeś dwa pierwsze punkty planu?:PP Jeśli tak, to leć, leć – z pewnością dzięki temu nabrałeś już artystycznej chrypki i wszystko pójdzie jak z płatka!

      Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    20 kwietnia 2013 o 10:21

    Niestety, na dłuższą metę tryb życia lekko rujnujący, wystarczy porównać zblazowanego amanta na okładkowym zdjęciu z panem z filmiku. :( Jak na mój gust ten „animal magnetism” ciut przerysowany, ale oczywiście rozumiem entuzjazm pań.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 11:42

      Niektóre kobiety lubią niegrzecznych chłopców:) Amant na okładce miał koło czterdziestki, w młodości wyglądał tak.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      20 kwietnia 2013 o 12:11

      Nie chodzi mi o niegrzeczność, a o objawy zmęczenia życiem. :) Według mnie wersja okładkowa ciekawsza niż młodzieńcza.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 12:19

      A tośmy się nie dogadali. Image młodzieńczy faktycznie mało wyrazisty, dopiero Jane Birkin dopracowała detale kreacji:)

      Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    20 kwietnia 2013 o 17:40

    Pod względem urody z pewnością mógłby stawać w szranki z Belmondo.;)
    Fajnie się o nim czyta, fakt, ale wytrzymać byłoby trudno. Aż trudno uwierzyć, że SG był człowiekiem nieśmiałym, wrażliwym i delikatnym.;)))

    Widzę, że Winterson jednak Cię zaintrygowała.;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2013 o 19:02

      Ale od Fernandela jednak urodziwszy:) Gainsbourg taki właśnie był, nawet jeśli Jane Birkin jest trochę nieobiektywna. Przez lata nie występował na żywo, bo paraliżowała go trema.
      A Winterson rzeczywiście intrygująca i chyba ją wolę w tej wersji dojrzalszej. Ale nie będę chwalił książki przed końcem:)

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      21 kwietnia 2013 o 07:16

      Fakt, Fernandel bije oby panów na głowę.;)
      Chyba trudno być obiektywnym wobec człowieka, z którym się było mocno związanym. Obojętne, czy to kochanek czy matka – tak mi się wydaje.;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2013 o 09:22

      Trudno o obiektywizm, ale tu nie tylko Birkin tak zeznawała, więc coś w tym było.

      Odpowiedz
  9. 3stripes pisze:
    22 kwietnia 2013 o 05:44

    czytałem tą książkę. bardzo mi się podobala. kupiłem ją przez przypadek, w księgarni z tanią książką. też zwróciłem uwagę na trójkąt równoboczny. dobrze, że nie był równoramienny.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 05:47

      Kiedy on właśnie był równoramienny, tylko ja się machnąłem przy wpisywaniu:)Zdaje się, że to kobiety stanowiły krótszy bok tego trójkąta.

      Odpowiedz
  10. 3stripes pisze:
    23 kwietnia 2013 o 12:07

    rownoboczny byl https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/704207_530617826956548_459251883_o.jpg

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 12:27

      Normalnie zwoje mózgowe mi dymią:) Przez chwilę zwątpiłem w swoją zdolność do czytania ze zrozumieniem:P Odkręcam.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT