Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

O co chodzi w byciu czarownicą (Terry Pratchett, „W północ się odzieję”)

Posted on 7 maja 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

 

W byciu czarownicą wcale nie chodzi o „latanie dookoła na miotłach i takie różne”, jak zdaje się uważać większość ludzi. Czarownica musi robić rzeczy, których inni nie robią, nie chcą albo nie mogą robić. Na przykład obcinać paznokcie u nóg chorej staruszce. A latanie na miotle służy głównie dostaniu się do miejsca, gdzie trzeba coś takiego zrobić. Albo w ogóle posprzątać jakiś bałagan.

Tiffany Obolała, mimo iż ma zaledwie szesnaście lat, już jest pełnoprawną czarownicą, która dbać ma o mieszkańców Kredy. Lista jej obowiązków jest tak długa, że dziewczyna rzadko ma czas, by zjeść porządny posiłek i się wyspać. Nie ma już mowy o bohaterskich czynach w rodzaju wyrwania brata z rąk Królowej czy pocałowania zimy; trzeba odebrać ból ciężko choremu baronowi, pomóc przy porodzie albo przy zmarłym, przygotować jakąś maść albo sprawić, by zbrodniarz zrozumiał swą winę. W nawale obowiązków młoda czarownica ledwo zauważa, że atmosfera wokół niej dziwnie gęstnieje, co i raz ktoś rzuci nieprzyjemną aluzję na temat czarownic albo spojrzy wzrokiem sugerującym płonący stos. Tiffany musi wykryć źródło tej niechęci wobec siebie i koleżanek po fachu, oganiając się przy okazji od nadgorliwej opieki zadziornych Nac Mac Feeglów, mikrego wzrostu zabijaków, a na koniec zdając ostateczny egzamin przed komisją złożoną między innymi z Babci Weatherwax i Niani Ogg. Może przy okazji trafi się Tiffany jakiś „namiętny przypadek”, przystojny i inteligentny młodzieniec, na którym można polegać i z którym można budować przyszłość…
„W północ się odzieję” to typowa dla Pratchetta powieść przygodowo-awanturnicza: rozwiązywanie zagadki coraz silniejszej niechęci wobec czarownic, prowadzące od jednego barwnego epizodu do drugiego, komplikowane jest przez niesfornych Feeglów. Tiffany podąża tropami wiodącymi w przeszłość i do wielkiego Ankh-Morpork, składa wizyty w najbardziej niestabilnym miejscu na świecie i w Centrum Żartów Boffo („Kapelusz młodej czarownicy, ze złowieszczym brokatem. Rozmiar 7. Cena: 2,50 AM$. Boffo! Magiczna marka!!”). Nie brakuje też humoru: niezrównany opis atrakcji jarmarku szorowania (konkurs toczenia serów, stoisko nurkowania po żaby; niestety, w tym roku nie pojawił się człowiek, który wkładał sobie łasice do spodni; być może się zniechęcił) czy wnikliwe uwagi na temat hodowli świń i ich chorób („szory, ślepowzdęcia, mosiężny kark, pływanie zębów” itd.). Jak to się jednak ostatnio coraz częściej dzieje u Pratchetta, jest w tej książce dużo więcej – i nie są to rzeczy przyjemne. W poruszający sposób pokazana jest kwestia przemocy i sposób, w jaki lokalna społeczność rozprawia się z tymi, którzy wykraczają poza przyjęte granice zachowań. Nagonka na czarownice jest okazją do wskazania, jak niewiele trzeba, by kogoś napiętnować, uczynić kozłem ofiarnym – zawsze bowiem dzieje się coś złego i zawsze znajdzie się jakaś stara kobieta, stary mężczyzna, obcy, przybysz, których można o to zło obwinić. Demon ścigający Tiffany, którego pojawienie się podsyca takie zachowanie, to uosobienie tego uniwersalnego mechanizmu. Obolała musi stoczyć walkę z Przebiegłym, ale nawet pokonanie go niewiele pewnie zmieni.
Nie byłem wielbicielem Tiffany Obolałej i Nac Mac Feeglów, to pozostałość po czasach, gdy ona nazywała się jeszcze Akwilą Dokuczliwą, a oni Fik Mik Figlami i nader drętwo się ich przygody czytało. Na szczęście trzeci tom cyklu, „Zimistrz”, już w tłumaczeniu Piotra W. Cholewy, okazał się bardzo przyjemnym zaskoczeniem, a „W północ się odzieję” poziomem nie odbiega od moich ulubionych powieści o czarownicach. Muszę się teraz cofnąć i poznać wcześniejsze perypetie Tiffany w nowym przekładzie.
Terry Pratchett, W północ się odzieję, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka 2011.

41 thoughts on “O co chodzi w byciu czarownicą (Terry Pratchett, „W północ się odzieję”)”

  1. czytanki.anki pisze:
    7 maja 2013 o 10:10

    Tytuł świetny, a Tiffany Obolała brzmi te nieźle, choć za zestawieniami eleganckie + przaśne (np. Miriam Kiełbasa) mam mieszane uczucia. I dowcipne to rzeczywiście się wydaje.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 12:24

      Ale nie tylko eleganckie + przaśne są. Jest np. Pani Proust:) Dowcipne jest, owszem, aczkolwiek nie wszystkich Pratchett bawi, to trzeba przeeksperymentować na żywym organizmie:)

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      8 maja 2013 o 07:59

      Dooobra, może się kiedyś skuszę.;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2013 o 08:02

      No skuś się na któryś tom:) Moim zdaniem możesz zachwycić się postacią Śmierci, to może „Mort”:P

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    7 maja 2013 o 10:26

    Czyli luźna wariacja na temat „Jontek, łap za widły, to ogr!”, tfu, czarownica? Muszę napocząć kitkową kolekcję :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 12:25

      Luźna, ale podobna scena jest:) Napoczynając kolekcję, pamiętaj, że to czwarty tom serii o Tiffany.

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      7 maja 2013 o 13:00

      Ja jestem czytacz nieseryjny jeno chronologiczny. I wychodzi mi, że następny powinien być „Kosiarz”, więc do „Wolnych …” mam jakieś 20 tomów :P Ale czarownice bardzo lubię :D

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 16:16

      Seriami fajniej, mówię Ci:D

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      8 maja 2013 o 08:12

      Każda pliszka swój ogonek chwali :P Na razie polazłem w inne rejony (autorskie, nie tematyczne) i w przerwach między kolejnymi reportażami Badera zerkam do „Wiedźma.com.pl” Ewy Białołęckiej :D

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2013 o 08:38

      No to sobie czytaj, może kiedyś się nawrócisz:P

      Odpowiedz
  3. maiooffka pisze:
    7 maja 2013 o 12:51

    Obcinanie staruszkom paznokci u nóg – przydałaby się do tego taka lotna służba, znam zainteresowanych tematem, znam staruszkę, która proponuje ten przywilej wszystkim gościom. Pratchett widać też taki egzemplarz miał okazję poznać i temat przemyśleć :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 12:53

      Poznał, przemyślał i zaproponował proste rozwiązanie: czarownica! Szkoda, że ich jakoś u nas deficytowo:)

      Odpowiedz
    2. maiooffka pisze:
      7 maja 2013 o 13:30

      Może i są, tylko po salonach kosmetycznych się pochowały i tam czekają na swoje ofiary ;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 16:16

      Tam to jakieś podróbki, przecież każą sobie płacić w żywej walucie, a nie w starej odzieży i butach:))

      Odpowiedz
    4. maiooffka pisze:
      7 maja 2013 o 17:13

      Po wyglądzie niektórych wcale nie jestem pewna, czy starych szmatek równie zachłannie nie przysposabiają, tylko zazwyczaj po dzieciach widać dostaje im się asortyment: różowo i kuso ;P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 18:57

      Bijesz mnie tu pewnie doświadczeniem na głowę, bo nie bywam w takich przybytkach:PP

      Odpowiedz
  4. Korcia pisze:
    7 maja 2013 o 15:23

    Muszę ze wstydem przyznać, że nie czytałam jeszcze żadnej książki Pratchetta, ale od dłuższego czasu mam na to ogromną ochotę. Może zacznę właśnie od tej… Jestem bardzo ciekawa, czy mi przypadnie do gustu:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 16:17

      Lepiej zacznij od pierwszego tomu przygód Tiffany: „Wolni Ciutludzie”:) Miłej lektury.

      Odpowiedz
  5. mięta pisze:
    7 maja 2013 o 17:38

    Znam Pratcheta ze Świata Dysku , moze i jego czarownice polubię :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 18:58

      To bardzo możliwe:)

      Odpowiedz
  6. wiki.bibliofilka pisze:
    7 maja 2013 o 17:44

    Pratchtett, bardzo chętnie :) Szkoda że w mojej bibliotece jest tylko kilkanaście tomów… A Tiffany Obolałą znam i lubię od czasów kiedy jeszcze była Akwilą Dokuczliwą, choć w nowym tłumaczeniu niewątpliwie zyskała.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 18:59

      Kilkanaście tomów do wyboru to sporo, wystarczy, żeby się rozsmakować:)

      Odpowiedz
    2. wiki.bibliofilka pisze:
      7 maja 2013 o 19:55

      Wystarczy, i wystarczy do tego, aby chcieć więcej :)

      Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    7 maja 2013 o 19:49

    To teraz po dziełach propedeutycznych nadeszła pora na „Malutką czarownicę” Otfrieda Preusslera. :)
    Miły zbieg okoliczności, bo u Prowincjonalnej Nauczycielki dziś recenzja „Zimistrza”. :) Do którego mam spory sentyment.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 19:51

      Próba wzięcia Starszej z zaskoczenia i rozpoczęcia głośnego czytania Malutkiej czarownicy skończyła się niedawno gniewnym parsknięciem. Ale nic to. Sam przeczytam, a dziecko niech żałuje:))
      A czytałaś dwa wcześniejsze tomy, sprzed Zimistrza? W nowym tłumaczeniu mogą być warte uwagi.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      7 maja 2013 o 19:55

      To najpierw przeczytaj Ty, potem będzie Ci łatwiej motywować. :)
      Nie, ja czytałam Pratchetta tak dziwnie wyrywkowo, w zależności od tego, co było dostępne w bibliotece. To też moglu być przyczyną lekkiej frustracji i braku entuzjazmu. Ale „Zimistrz” zaskoczył natychmiast.
      Tych dwóch wcześniejszych tomów nie znam. Rozumiem, że tu też trzeba będzie uważać na przekład?

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 20:00

      Oczywiście, że trzeba uważać – tylko Piotr Cholewa:) Książki o Tiffany się zazębiają, więc warto wiedzieć, co się działo wcześniej. Na Starszą racjonalne argumenty nie działają – może chociaż ten Preussler okaże się skrajnie niepedagogiczny, to ma szansę:)

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      7 maja 2013 o 20:07

      Kunszt Piotra Cholewy doceniam, ale sądziłam, że pojawiła się jakaś obiecująca konkurencja. :)
      Malutka czarownica jest niepedagogicznie niepokorna, więc ma spore szanse. :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 20:10

      Konkurencja? Bez żartów:) Dla Rebisu tłumaczył Jarosław Kotarski, ale ich Pratchetty mnie nie kręcą; ogólnie to są te słabsze, ale i przekład nie porywał. Teraz jestem ciekawy Szczęściarza.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      7 maja 2013 o 20:14

      A ja z kolei jestem ciekawa, jakie zrobi na Tobie wrażenie. Mam nadzieję, że bezczelnymi fortelami wysforuje się na początek kolejki. :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 20:18

      Chwilowo utknąłem w przygodach wodnika, bo się okazały mocno przedszkolne:( Ale Czarownicę mam pod ręką i nie zawaham się jej użyć:P

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      7 maja 2013 o 21:25

      Malutka czarownica nie jest niepedagogiczna. Ale jest śmieszna i sympatyczna. Może starczy za zachętę? Moim się podobało bardzo, a i ja przypomniałam sobie, że jednak czytałam w dzieciństwie i też mi się podobało. Tylko koniecznie w tłumaczeniu Ożogowskich!
      Co zaś do Pratchetta, to, ykhm, z dziesięć lat temu utkłam byłam gdzieś na początku wyścigu i jakoś nie mogę znów ruszyć. Może istotnie przedawkowałam?

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 21:28

      A jest jakieś inne tłumaczenie? Czarownicy znaczy? Ale u nas leżą Mistrzowie ilustracji, więc jest to, co trzeba:)
      Skoro utkłaś byłaś na początku, to skąd przedawkowanie? :P Ale na dwóch pierwszych tomach to faktycznie można utknąć i się zniechęcić.

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      7 maja 2013 o 21:32

      Jest, jest, w pakiecie z gustownymi ilustracjami:)
      Pytanie co rozumiesz przez początek Pratchetta. Nie wiem ile jest teraz tomów (30?), ale ja przeczytałam chyba cztery ciurkiem (nie pamiętam czy kolejne) i jakoś mi tak się zrobiło nie bardzo.

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 maja 2013 o 21:39

      Na początku to chyba dominuje Rincewind i magowie, się nie dziwię, że Ci się zrobiło nie bardzo. Sam załapałem dopiero przy Trzech wiedźmach. I właśnie wyguglałem Czarownicę w wydaniu Siedmiorogu, w typowej dla nich estetyce. No miodzio:P

      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      8 maja 2013 o 08:12

      Właśnie Siedmioróg miałam w rękach (z biblioteki), po czym czym prędzej oddałam (uprzednio obfotografowawszy celem użycia, mam nadzieję że wkrótce) i jeszcze bardziej czym prędzej nabyłam jedyne słuszne wydanie:)
      Sprawdzę, bo mam w domu chyba właśnie te cztery Pratchetty (gdzieś w pięćdziesiątym dziewiątym rzędzie, niestety), bo sama jestem teraz ciekawa co to było.

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2013 o 08:39

      To czekam na bogato ilustrowany post o Czarownicy oraz mam nadzieję, że przy większych porządkach Pratchetty wypłyną:)

      Odpowiedz
  8. Agnes pisze:
    9 maja 2013 o 22:20

    Mnie Tiffany nastroiła jakoś smutno, co wyraziłam tu.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 maja 2013 o 05:27

      Ja bym powiedział, że raczej refleksyjnie:)

      Odpowiedz
  9. MaRCin G. pisze:
    16 maja 2013 o 19:33

    Dla mnie Pratchett tylko z Cholewą w pakiecie! Inne tłumaczenia parzą ;)

    Odpowiedz
  10. Pingback: Dzień, w którym skończył się świat (Terry Pratchett, „Nacja”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT