Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Coś jest nie tak z „Długą Ziemią”… (Terry Pratchett, Stephen Baxter, „Długa Ziemia”)

Posted on 7 czerwca 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

„Długa Ziemia” to powieść o odwiecznym marzeniu ludzkości: świecie bez nędzy i wojen, świecie, gdzie jest dość jedzenia dla wszystkich i gdzie każdy może znaleźć dla siebie miejsce. To również powieść o tym, że zawsze znajdą się tacy, którzy w imię jakiejś chorej ideologii, maskującej najniższe pobudki, zrobią wszystko, by cudze marzenie zniszczyć.

Realizacja tego marzenia zaczęła się od zamieszczonego w internecie planu niewielkiego urządzenia. Prosty układ elektroniczny, trójstopniowy przełącznik i ziemniak jako źródło zasilania. I nagle zaczynają znikać dzieci na całym świecie, przesunięcie przełącznika przenosi je do świata, którego wcześniej nie widziały. Którego nikt nie widział, a nawet nie podejrzewał jego istnienia. Świata oddalonego od naszego, zwanego odtąd Ziemią Podstawową, o grubość myśli. Do nieskończonego szeregu światów, otwierających przez ludzkością nieskończenie wiele nowych możliwości. Do tych wykrocznych światów zaczynają wyruszać koloniści, pchani marzeniem o zbudowaniu nowych, szczęśliwszych społeczności, o odnowieniu ludzkości.
Bohaterem Dnia Przekroczenia, kiedy po raz pierwszy użyto krokerów – aparacików z kartoflanym napędem, był Joshua Valiente, chłopak, który sprowadził ze światów wykrocznych dziesiątki przerażonych, spanikowanych, zdezorientowanych dzieciaków, nieświadomych skutków użycia krokera. To do niego zwraca się tajemnicza firma z prośbą o pomoc w zbadaniu sekretów Długiej Ziemi. Ma towarzyszyć geniuszowi o imieniu Lobsang w odkrywczej wyprawie nietypowym środkiem lokomocji.
Zaczyna się podróż niczym z Verne’a. Joshua i Lobsang mijają kolejne światy. Jedne tylko migają na monitorach, na innych coś przykuwa uwagę wędrowców. Niby nie dzieje się nic szczególnie dramatycznego, co najwyżej z wody na wykrocznej ziemi wyskoczy krokodyl wielkości sporego budynku. A jednak atmosfera gęstnieje, napięcie rośnie, na Długiej Ziemi coś jest nie tak.
„Długą Ziemię” świetnie się czytało, a wady zaczęły docierać do mnie dopiero pod koniec, kiedy właściwie straciłem nadzieję na jakieś spektakularne zakończenie. Wyjaśnienie przyczyn niepokoju wyczuwanego na Długiej Ziemi nie jest ani specjalnie zaskakujące, ani przekonujące. Na szczęście autorzy fundują nam drugi finał, lepszy, chociaż też nieco sztuczny. Książka zdecydowanie więcej obiecuje, niż ostatecznie daje. Zapowiada się na wielowątkową opowieść osadzoną w kilku odmiennych światach, ale wprowadzeni bohaterowie poboczni właściwie nie zostają wykorzystani, są tylko statystami, a oglądane przez Joshuę i Lobsanga światy scharakteryzowane są mocno pobieżnie. Niedosyt pozostawiają też rozważania o politycznych, społecznych i ekonomicznych skutkach odkrycia ziem wykrocznych, które właściwie niczemu nie służą – a szkoda. Nie ma tu też właściwie typowego dla Pratchetta humoru, od czasu do czasu pojawia się jego przebłysk, chociaż to akurat mi nie przeszkadzało. Mogło z tego materiału wyjść coś dużo ciekawszego, gdyby duet Pratchett–Baxter zdecydował się, czy skupić się na wyprawie badawczej w stylu Juliusza Verne’a czy raczej na fantastyce socjologicznej.
Terry Pratchett, Stephen Baxter, Długa Ziemia, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka 2013.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

23 thoughts on “Coś jest nie tak z „Długą Ziemią”… (Terry Pratchett, Stephen Baxter, „Długa Ziemia”)”

  1. Bartek Grabowski pisze:
    7 czerwca 2013 o 18:00

    Tak to jest z dobrą literaturą, że wady widzimy dopiero pod koniec :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    7 czerwca 2013 o 18:58

    Najpierw się powtórzę (bo pisałam to już zsiaduemu): a zastanawiałeś się nad podprogowym przekazem płynącym z faktu, że tę oto książkę można było (w dobrej cenie) nabyć w Lidlu?
    Teraz będzie zaś oryginalnie: kartofel??? To się nie mogło dobrze skończyć!
    PS. Słowacki??? Rety! Potrzebujesz pomocy?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 czerwca 2013 o 19:19

    Kupiłem w Oszonie i leżał w bardzo dobrym towarzystwie, więc Twoja teza się nie sprawdza. O ile dobrze wyczuwam tezę:PP
    Kartofel roślinka pożyteczna przecież.
    A Słowacki jest rozkoszny, to są listy Julka do mamusi, sam miód :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      7 czerwca 2013 o 20:02

      Oszon, Lidl – teza pasuje ta sama! Rozumiem, że Długa Ziemia leżała obok Kronosa?:PP .
      Kartofel może i pożyteczny, ale nie zapominaj, że niekiedy przybiera postać der Karrtoffla, groźną i straszną, podstępnie doprowadzającą do skandali i wywrotów!
      Skoro listy do mamusi, to zwalniam posiłki:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 czerwca 2013 o 20:08

      Kiedy go widziałem w ten poniedziałek, to owszem, obok Kronosa. Też pewnie w promocyjnej cenie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. momarta pisze:
      7 czerwca 2013 o 20:18

      Dostrzegam pewne plusy tej księgarskiej lokalizacji. Przynajmniej do śledzi blisko!:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 czerwca 2013 o 20:20

      Śledzie piętro niżej:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Agnes pisze:
    7 czerwca 2013 o 21:39

    Tobie też nie pasuje. Przeczytałam, dobrze się czytało, ale już mi odleciało, co się przeczytało. Do tego stopnia odleciało, że jak chciałam naskrobać parę słów w notesie na temat, to musiałam po książkę sięgać i kartkować, żeby sobie przypomnieć, o czym to tak naprawdę było.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 czerwca 2013 o 07:55

      Czytałem w autobusach, bardzo dobra lektura na takie warunki:) Tyle że sto stron przed końcem zacząłem się zastanawiać, że już jakiś finał powinien następować. A tu nic i nic:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    8 czerwca 2013 o 05:59

    Ciekawa jestem, jak wyglądała praca nad „Długą ziemią” i jaki był udział każdego z autorów. Czy jest jakaś wzmianka na ten temat? Zawsze dziwią mnie takie duety: literacki gwiazdor plus mniej znana osoba. Dla Baxtera to na pewno była nobilitacja, ale Pratchettowi skojarzenie z niezbyt udaną książką chwały nie przynosi.
    Jeśli doczepka w postaci Baxtera ma związek ze stanem zdrowia Pratchetta, pomysł bardzo mi się nie podoba, ale obawiam się, że to może być początek serii takich dzieł.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 czerwca 2013 o 07:57

      Niestety, żadnej przedmowy ani posłowia. Przypuszczam, że mogą być jakieś wywiady obu panów, ale nie szukałem. To nie jest pierwszy duet Pratchetta. Dobry omen swego czasu mnie nie zachwycił. Nauka świata dysku też niekoniecznie. Mimo wszystko liczę, że to tylko wypadek przy pracy i mimo swego stanu zdrowia Pratchett będzie raczej pisał samodzielnie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      9 czerwca 2013 o 06:22

      Niestety nie wszystkie literackie duety są tak kompatybilne jak Goncourtowie. A Colette w „Niebieskiej latarni” przekonuje czytelników, że to, co płytkie i wyzywające w „Klaudynach”, to wyłącznie zasługa jej męża, nie jej. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2013 o 07:14

      Skoro płytkie i wyzywające napisał mąż, to dla Colette w Klaudynach niewiele zostało, że tak podsumuję złośliwie:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      10 czerwca 2013 o 18:21

      Et tu, Brute, contra Klaudyny?! :)
      Temat rozwinę za parę tygodni, pisząc o „Niebieskiej latarni”, która notabene trochę mnie rozczarowała.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 20:10

      Wiesz przecież, że nie ma większego fana Klaudynki ode mnie:)) Denerwuje mnie tylko, że autor się może do tego stopnia odciąć od swego dzieła. Na wrażenia z Latarni czekam, bo też chciałem poczytać, ale na razie wyjąłem Narodziny dnia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Kornelia Pikulik pisze:
    8 czerwca 2013 o 19:01

    Od dawna chcę sięgnąć po Pratchetta, ale może zacznę od innej pozycji. Chyba wolałabym na początek poznać jego pisarstwo,a nie efekt tworzenia książki w duecie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Wikipoczytacz pisze:
      12 stycznia 2014 o 19:39

      Ten duet to zupełnie coś odmiennego. Parafrazując klasyka, można by powiedzieć „ile tutaj Praczeta w Praczecie”. Zacznij najlepiej od początku – Blask Fantastyczny i Kolor Magii. Ewentualnie jeżeli chcesz poznać inne oblicza Praczeta – zacznij od opowiadań Ruchome obrazki, które dają przekrój przez całą jego twórczość – łącznie ze Światem Dysku.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Tosia pisze:
    9 czerwca 2013 o 17:21

    Nie lubię duetów książkowych. Dwoje autorów na jedną książkę to za dużo- dwa style pisania, dwa różne umysły- zawsze widać w tym zgrzyt.
    Pozdrawiam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Wikipoczytacz pisze:
      12 stycznia 2014 o 19:55

      Poniekąd się zgadzam że 2 autorów to już sporo jak na jedną książkę. Ale owocuje to stworzeniem pewnego nowego świata. Obawiam się że Praczet po prostu nie ma już czasu na pisanie. Stworzył Długą Ziemię dawno temu, potem wrzucił Wysokie Megi do szuflady i tyle. Ostatnio 100% uwagi poświęcał Światowi Dysku i jego wykreowaniu i propagandzie. Z córką mają firmę marketingową w której koordynują medialny sukces Świata Dysku, tworzenie gier planszowych i filmów fabularnych. Obawiam się że Baxter był ghostwriterem wziętym do współpracy po to by odświeżyć stary temat podczas gdy twórca i pomysłodawca (Praczet) miał wiele innych spraw na głowie. Pytanie tylko czy to praczet zgodził się firmować przedsięwzięcie by pokazać, że nie jest do końca wypalony, a Baxter był na tyle szanującym siebie, żeby wywalczyć swoją bytność na okładce, czy Baxter (który jak dla mnie jest nieco odtwórczy bo wiele książek napisał w duetach, a samodzielnie to raczej kontynuował wątki innych fantastów) zwyczajnie chciał zaistnieć rozbudowując Wysokie Megi w coś większego, a spółka Praczeta zarządała firmowania pomysłu nazwiskiem Praczeta. Tego chyba nie dowiemy się prędko.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    10 czerwca 2013 o 07:52

    Smuteczek, bo ostrzyłem ząbki :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 10:08

      Oszczędź ząbki na coś innego :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Wikipoczytacz pisze:
    12 stycznia 2014 o 19:08

    Zgadzam się poniekąd z Tosią, która twierdzi, że 2 autorów na jedną książkę to może być za wiele. Baxter spłycił książkę – tak mi się wydaje. Kupiłem ten tytuł tylko z tego powodu, że „Wysokie Megi” były mocno obiecującą zajawką czegoś głębszego. Była akcja niczym u Ludluma. Takiego Praczeta nie znałem wcześniej. Chyba że to Świat Dysku spłaszczył ambicje Terrego, który chyba za wiele poświęcił już czasu na jego kreowanie. Zastanawiam się czy Długa Wojna przywróci dreszcz, jaki niosły ze sobą Wysokie Megi – gdzie Jashua też występował jako agent. A może to świadomy wybór – pokazanie świata oczami młodego chłopaka prowadzonego przez rozległę światy przez komputer. W końcu to komputer miał doświadczenie, nie Joshua. Pytanie czy druga część przedstawi nam dojrzalszy obraz świata?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Pingback: Ponownie w światach wykrocznych (Terry Pratchett i Stephen Baxter, „Długa wojna”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d