Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pomarańcze pełne półprawd (Jeanette Winterson, „Po co ci szczęście…” i „Nie tylko pomarańcze”)

Posted on 1 lipca 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

„Nie tylko pomarańcze…” to historia Jeanette, adoptowanej córki gnębionej przez matkę fanatyczkę religijną, odrzucanej przez rówieśników i nauczycieli i wreszcie odrzuconej też przez rodziców i kongregację, do której należała, po ujawnieniu homoseksualnych skłonności dziewczyny. Opowieść czarno-biała, w której motywy postępowania bohaterów nie są dogłębnie przedstawiane: matka jest potworem, córka uciśnioną i indoktrynowaną religijnie niewinnością, która ucieczki od rzeczywistości szuka w swojej wyobraźni.

Jedyną ludzką osobą w otoczeniu Jeanette jest Elsie, która potrafi dać jej nieco ciepła i zainteresowania, nie potępia też jej za związek z inną dziewczyną. Są w tej powieści sceny niczym żywcem wyjęte z horrorów, jak zbiorowe egzorcyzmy – nie mogłem się więc opędzić od porównań z „Carrie” Stephena Kinga. Aż dziw, że na końcu nie nastąpiła apokalipsa. Ta czerń i biel, brak jakichkolwiek niuansów nie nastroił mnie najlepiej, nie współczułem Jeanette, nie umiałem potępić jej matki i otoczenia, a równocześnie czułem, że jeśli ta historia ma być oparta na biografii autorki, to musi się w niej kryć coś jeszcze.

 

Potwierdziła to autobiografia Winterson, która jest jednym wielkim przypisem – a może posłowiem – do jej debiutanckich „Pomarańczy”, pełnych półprawd i dodatków, które miały samej Jeanette ułatwić spojrzenie na własne dzieciństwo i młodość, złagodzić ówczesne przejścia: „Napisałam opowieść, z którą mogłam żyć. Ta inna była zbyt bolesna. Jej przeżyć nie mogłam”.
I teraz poznajemy nową wersję życia Winterson – szczegółowszą, mniej jednoznaczną, a przez to robiącą znacznie większe wrażenie. To historia adoptowanej dziewczynki wychowywanej w robotniczym Manchesterze (znakomity opis miasta, które wywarło wielki wpływ nie tylko na samą Jeanette, ale ukształtowało też jej przybranych rodziców i całe otoczenie), opowieść o poszukiwaniu siebie, akceptacji i miłości, których tak brakowało w dzieciństwie Winterson. Jej matka – Pani W – nie zawsze była religijną fanatyczką, a i w czasach po swoim nawróceniu zdarzały jej się czyny nie licujące z jej wiarą. Huśtawki jej nastrojów, wywołane depresją, boleśnie dotykały Jeanette, wychowywaną z nadmierną surowością, karaną metodami, które postawiłyby na nogi opiekę społeczną, tłamszoną i upokarzaną. Nic dziwnego, że dziewczynka nie była akceptowana w szkole przez nauczycieli i uczniów – dawała tam upust przepełniającym ją wściekłości, rozpaczy i samotności.
Dla Jeanette z „Nie tylko pomarańcze…” wsparciem była Elsie, prawdziwa Jeanette to, że nie dała się do końca stłamsić i zniszczyć, zawdzięcza książkom. Rozdziały poświęcone rozwojowi czytelniczej pasji i jej następstwom to najmocniejsze punkty książki. Biblioteka była azylem dla dziewczynki; chadzała tam po kryminały dla matki (dziwna lektura dla osoby tak pobożnej, czyż nie?) i sama mogła czytać wszystko, co nie było beletrystyką (zdaniem Pani W powieści „to były książki, w których kryje się kłopot…”). Owoc zakazany kusi jednak najbardziej, więc Jeanette postanowiła złamać matczyny zakaz: „Nie miałam pojęcia, co czytać ani w jakim porządku, dlatego zaczęłam alfabetycznie. Dzięki Bogu, że nazywała się Austen…” Książki dały Jeanette więcej, niż mogłaby się spodziewać: nie tylko pokazały jej inny świat, ale pozwoliły też dokonać ważnych życiowych wyborów.
Te wybory to decyzja o opuszczeniu domu Wintersonów, zdobyciu wyższego wykształcenia, zaakceptowaniu własnej seksualności i wreszcie o poszukiwaniu prawdziwej matki. Wybory trudne i bolesne, wymagające hartu ducha, nie zawsze wieńczone powodzeniem. Winterson opowiada o próbach odnalezienia się w świecie, który znała wyłącznie z książek i który różnił się od padołu łez odmalowywanego przez Panią W. Przybrana matka jest zresztą drugą bohaterką tej autobiografii, Winterson stale do niej nawraca; wiele miejsca zajmują próby jej zrozumienia, zgłębienia przyczyn, które uczyniły ją „potworem” i wreszcie zdefiniowania stosunku pisarki do matki. Pan Winterson w tym świecie zupełnie się nie liczy, niczym brytyjska wersja Felicjana Dulskiego.
Wspomnienia są gorzkie i przejmujące, szczegółowe, wręcz reporterskie, ale pozostaje w nich dość miejsca, by czytelnik sam mógł sobie wyobrazić świat obu kobiet – gesty, chłód, spojrzenia, ton głosu, atmosferę ich domu. Mamy tu sceny, które robią wielkie wrażenie, takie jak rozprawa Pani W z biblioteczką skrzętnie zebraną przez córkę, jest też zaskakująco wiele sarkastycznego humoru, jakby śmiechem Jeanette próbowała oswoić potworności, które ją spotykały, zdystansować się do nich. Od czasu do czasu daje autorka upust swoim poglądom politycznym czy społecznym, gwałtownie atakując thatcheryzm i przedstawiając własną drogę do feminizmu. Sporo tu też, rzecz jasna, o jej związkach i pracy pisarskiej oraz o drodze do poznania biologicznej matki i uczuciach, jakie się pojawiły po jej odnalezieniu.
Autobiografia Winterson jest fascynująca i dobrze napisana, choć – szczególnie w drugiej połowie – zdarzają się mielizny, zbyt widoczna staje się terapeutyczna funkcja tej książki, a autorka wrzuca w nią ciut za dużo manifestów: pisarskich, życiowych, feministycznych czy politycznych. Wiele tu podobieństw do „Pomarańczy”, ale bez wątpienia autobiografia jest dużo dojrzalsza, celniejsza i bardziej szczera. Ćwierć wieku, które dzieli wydanie obu tych książek, Jeanette Winterson niewątpliwie dobrze wykorzystała, by rozwinąć się jako pisarka, ale też by pogłębić wiedzę o sobie samej.
Jeanette Winterson, Nie tylko pomarańcze…, tłum. Waldemar Łyś, Rebis 1997.
Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?, tłum. Katarzyna Karłowska, Rebis 2012.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

30 thoughts on “Pomarańcze pełne półprawd (Jeanette Winterson, „Po co ci szczęście…” i „Nie tylko pomarańcze”)”

  1. Bazyl pisze:
    1 lipca 2013 o 07:04

    Lato jest. Weźżesz się za coś lentkiego :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 07:05

      Same letkie czytam. A toto jest zaległość z maja. Albo nawet kwietnia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      1 lipca 2013 o 12:18

      I od kwietnia pamiętałeś? Pogratulować. U mnie jest motto: miesiąc przeleci, pisał o tym nie będziesz :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 12:20

      Sporządzam sobie mniej lub bardziej detaliczne notatki, bo zwykle zapominam książkę zaraz po zamknięciu okładki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      1 lipca 2013 o 12:30

      Mnie się nie chce i po miesiącu mam taką książkę z bańki :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 12:37

      Może masz przerób większy, a przy moich czterech książkach miesięcznie nie mogę marnować materiału :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Eireann pisze:
      1 lipca 2013 o 17:53

      O, jak dobrze, że ktoś jeszcze robi sobie notatki podczas czytania, bo już zaczęłam podejrzewać, że to ze mną coś nie tak. Też muszę napisać notkę szybko po przeczytaniu, bo jeśli zabiorę się za następną książkę, to przepadło, wszystko ulatuje ;-(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 18:25

      Notatki obowiązkowe, tylko u mnie książki przeterminowują się wolniej:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      2 lipca 2013 o 10:24

      Cztery miesięcznie?! Czytelniczy sybaryta :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 lipca 2013 o 17:27

      Ale że co? Za mało?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    1 lipca 2013 o 07:08

    Historia Winterson potwierdza, że życie wymyśla scenariusze, które w literaturze zostałyby uznane jako nierealne, przesadzone, kiczowate itp.
    Z jednej strony cieszę się, że moje podejrzenia co do prawdziwości „Pomarańczy” potwierdziły się, a z drugiej żal, że to jednak prawda.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 07:20

      W „Pomarańczach” historia faktycznie wygląda kiczowato i nierealnie, przy autobiografii nie miałem już takiego wrażenia, co najwyżej jakieś drobne przebłyski.
      Bardzo ciekawie są pokazane zmagania autorki z oceną Pani W, a finał dość zaskakujący.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      1 lipca 2013 o 11:34

      Z tego, co piszesz, i co sugerowały „Pomarańcze” Winterson jakoś uporała się z trudnym dzieciństwem. Zawsze zastanawiał mnie smutek i humor stale obecny (do pary) w jej książkach. Myślę, że to jakoś świadczy o jej ogólnym nastawieniu do życia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 11:35

      Ten humor ją uratował, chyba że zyskała go dopiero po latach, gdy oswoiła te traumy. Z takim dzieciństwem chyba się nigdy do końca nie uda uporać, ale zrobiła dużo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Franca pisze:
    1 lipca 2013 o 07:53

    ,,Nie tylko pomarańcze” mają niezwykle zachęcający do przeczytania tytuł. Jakbym miała czas to pewnie bym się skusiła.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    1 lipca 2013 o 07:59

    Po „Pomarańczach” nabrałam trudnego do przezwyciężenia wstrętu do pani Winterson, a tytuł jej biografii dodatkowo utwierdza mnie w trafności tego odczucia.
    Cieszę się, że poświęciłeś się za mnie, streszczając swoje wrażenia z lektury. Tym samym czuję się zwolniona z obowiązku pogłębiania wiedzy o dramatach i problemach, związkach i relacjach z matką. Brr!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 08:02

      Tytuł jest cytatem z mamusi, dla doprecyzowania. Zrobiła taką uwagę córeczce, która chciała osiągnąć coś tak niepotrzebnego, jak szczęście. Ale, oczywiście, do zgłębiania cudzych traum nie namawiam. W końcu mamy lato, wakacje i te sprawy :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      1 lipca 2013 o 08:41

      Tym bardziej nie zamierzam tego czytać. A że na co dzień zgłębiam cudze traumy w ilościach wręcz hurtowych, za tę akurat z radością podziękuję. Tym bardziej, że istotnie, lato i wakacje jakby nadeszły:)
      Ciekawi mnie jedynie do której litery alfabetu dotarła w swoich bibliotecznych poszukiwaniach nasza straumatyzowana bohaterka. Na zapoznanie się przez nią z dziełami takiego chociażby Szekspira, bądź Tołstoja, raczej nie ma jednak co liczyć…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 08:43

      W podstawowej wersji chciała przeczytać literaturę angielską od A do Z, co Tołstoja wyłączyło automatycznie. Odpadli też poeci i dramaturdzy. Później nadrobiła braki, w końcu literaturę na Oksfordzie bodajże studiowała, a to chyba zobowiązuje do przeczytania chociażby Hamleta :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. tanieczytanie.tumblr.com pisze:
    1 lipca 2013 o 09:07

    Dziękuję za recenzję, mam to na półce, właśnie pożyczyłem z biblioteki. Zacznę czytać w pierwszej kolejności. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. Izabelka pisze:
    1 lipca 2013 o 12:44

    Bardzo ciekawa historia, która potwierdza pewną tezę, że dzięki czytaniu książek można wyjść na człowieka mimo wszystko…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Eireann pisze:
    1 lipca 2013 o 17:49

    Zatem autorka nie do końca okazała się „wzdętą pozerką”? ;-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 lipca 2013 o 18:27

      Może to była choroba wieku młodzieńczego:) Chociaż nie do końca jej przeszło, zwłaszcza wzdęcie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. peek-a-boo pisze:
    1 lipca 2013 o 20:40

    pomarańcze wydawały mi się trochę przedramatyzowane, zwłaszcza ta upiorna mamuśka. teraz mi przypominałeś że przecież od dawne gdzieś mi leży ta biografia i warto sprawdzić na ile fikcja różni się od, ekhem, historii prawdziwej?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. zakurzona pisze:
    3 lipca 2013 o 17:12

    bardzo mi się ten tekst podoba i w pierwszej chwili chciałam zobaczyć, czy maja to w bibliotece, ale maja rację tam wyżej, lato jest, trzeba by coś lżejszego ;)
    zresztą po „grzecznym dziecku” stwierdziłam, że jakoś mnie męczą biograficzne rozliczenia z rodzicami.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 lipca 2013 o 17:28

      Tak jak napisałem tam wyżej, robię przedwakacyjne remanenty i szykuję stos lekkich czytadeł na wyjazd. Rozliczenie Winterson wyjątkowo dobre, ale może nie mam porównania, bo nie czytuję tego typu rzeczy za wiele.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zakurzona pisze:
      3 lipca 2013 o 19:50

      ależ do głowy by mi nie przyszło, żeby Ci sugerować jakiego kalibru lektury masz czytać – mówiłam o sobie :) mam mnóstwo poważnych rzeczy na półkach w kolejce i zaczynam marzyć o kilku niezobowiązujących kryminałach, dlatego też chwilowo odrzucam pomysł z czytaniem Winterson.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 lipca 2013 o 19:54

      ależ absolutnie nie podejrzewam Cię o nic zdrożnego:) Ja już wyciągnąłem te niezobowiązujące lektury i teraz zastanawiam się, ile ich potrzebuję, żeby przeżyć na wyjeździe. Wciąż nie znam prognozy pogody, a to decydujący czynnik:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. Pingback: O zasypywaniu przepaści czasu (William Shakespeare, „Zimowa opowieść”; Jeanette Winterson, „Przepaść czasu”) | Beznadziejnie zacofany w lekturze
  11. Pingback: Pisarze ze starej szkoły (XXXIV): „Dzięki Bogu, że nazywała się Austen...” – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d