Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

No i po wakacjach… (Milena Wójtowicz, „Podatek”; Andriej Bielanin, „Tajny wywiad cara Grocha”)

Posted on 31 sierpnia 201329 marca 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Wakacje skończyły się nieodwołalnie, po niedawnych upałach zostało ledwie wspomnienie, a po upałowych lekturach jedynie garść coraz bardziej mglistych wrażeń. Zanim więc zapomnę wszystko, kilka słów o dwóch letnich czytadłach.
 ***
Do kolejnego terminu składania deklaracji podatkowych zostało jeszcze nieco czasu, przeto bez nerwowych drgawek można oddawać się obserwowaniu, jak z fiskusem borykają się inni. I to nie jacyś szarzy współobywatele, ale prawdziwi Inni: chociażby magowie. Bo i do ich drzwi od czasu do czasu pukają poborcy, by odebrać należny podatek.
Monika jest w tym fachu nowa, a wiadomo, że takim trafiają się najgorsze fuchy. Podczas nader dramatycznej próby pobrania podatku ujawniają się zaskakujące zdolności dziewczyny, a wkrótce potem jej równie zaskakujące pochodzenie. Nic dziwnego, że szefowie urzędu podatkowego postanawiają wykorzystać Monikę w akcji, która przyniesie nader urozmaicone skutki.
„Podatek” Mileny Wójtowicz oparty jest na ciekawym pomyśle, który jednak nie został do końca dopracowany. Mniej więcej od połowy książki miałem wrażenie, że autorka trochę przesadza z mnożeniem komplikacji, przez co całość robi się niespójna, a przy okazji kilka ciekawych wątków po prostu się marnuje. Wodnik Ślipiak i jego zaborcze żaby czy firma „Babcia Krysia i wnusiowie. Usługi różne”, działająca na lubelskim dworcu, zasługują może nie na oddzielne powieści, ale chociaż na sążniste opowiadania. Przygody Moniki i jej współpracowników rozgrywają się głównie w Lublinie i okolicach, chociaż, nawiązując do klasyka, można powiedzieć, że w Lublinie, czyli nigdzie – garść nazw ulic to niestety wszystko, czego dowiadujemy się o miejscu wydarzeń. Całość łatwo wchodzi, równie łatwo ginie w niepamięci. Brzydka okładka ma jedną zaletę: litery pokryto czarnym meszkiem, który budzi atawistyczną chęć głaskania.
Oczko wyżej sytuuje się „Tajny wywiad cara Grocha” Andrieja Bielanina. Tytuł nijak ma się do fabuły, gdyż nie o szpiegostwo w niej chodzi, ale o porządne, przeprowadzane zgodnie ze sztuką śledztwo w sprawie tajemniczych kradzieży na carskim dworze. Dochodzenie prowadzi moskiewski milicjant, który dziwnym trafem przeniesiony został w przeszłość, do feudalno-baśniowej Rosji. Podporucznik Nikita Iwanowicz, chociaż to i owo w nowym otoczeniu go dziwi, raźnie przystępuje do organizacji carskiej milicji, wykorzystując w pracy umiejętności Baby Jagi (znakomita prawdomówczyni, a i kucharka przednia) oraz krzepę osiłka Mitki. Doborowa ekipa szybko wykrywa, że defraudacja złota ze skarbca cara Grocha to jedynie przykrywka dla dużo groźniejszych wydarzeń.
Bielanin sprawnie wykorzystuje efekt, jaki daje zestawienie biurokratyczno-milicyjnego myślenia Nikity ze światem, gdzie wciąż panują feudalne porządki i magia. Wiele tu zresztą odwołań do rosyjskiego folkloru. Fabuła jest zgrabna, bohaterowie pozytywni są sympatyczni, bohaterowie niepozytywni ponoszą zasłużoną karę, jak to w baśni. Ilustracje koszmarne, za to okładka całkiem całkiem.
„Podatek” mnie rozczarował, spodziewałem się czegoś więcej. Bielanin za to wyszedł obronną ręką i myślę, że wielbicielom fantasy z przymrużeniem oka ma szansę podobać się nie tylko w letnie upały.
 ***

 

Koniec wakacji niespodziewanie upłynął też pod znakiem Harry’ego Pottera. Wyciągnąłem pierwszy tom, żeby sobie poczytać coś niezobowiązującego, i ocknąłem się prawie dwa tygodnie później po lekturze wszystkich siedmiu tomów. Pojęcia nie mam, która to już była powtórka, ale wciąż jestem pod wrażeniem. Tym razem szczególną uwagę zwróciłem na to, jak Rowling rozwija postacie swoich bohaterów, od dzieci oszołomionych nową szkołą i możliwościami, jakie daje magia, przez niepokornych nastolatków, do świadomych swych umiejętności i odpowiedzialności, chociaż jeszcze nie do końca dojrzałych młodych ludzi. Takie rzeczy umykają, gdy czyta się pojedyncze tomy i to jeszcze w sporych odstępach. Do Pottera na pewno jeszcze będę wracał, a teraz może czas na „Trafny wybór”, w końcu czeka od Bożego Narodzenia…
 
Milena Wójtowicz, Podatek, Fabryka Słów 2009.
Andriej Bielanin, Tajny wywiad cara Grocha, tłum. Rafał Dębski, ilustr. Daniel Grzeszkiewicz, Fabryka Słów 2010.

43 thoughts on “No i po wakacjach… (Milena Wójtowicz, „Podatek”; Andriej Bielanin, „Tajny wywiad cara Grocha”)”

  1. momarta pisze:
    31 sierpnia 2013 o 18:59

    Coraz bardziej rozumiem dlaczego tak wiele książek z Fabryki Słów tak szybko pojawia się w taniej książce.
    Ale ten meszek… Przyznaj się, ile razy pogłaskałeś?:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      31 sierpnia 2013 o 19:11

      Meszek? Nieustannie:P Pomaga tylko schowanie książki na dno ciężkiego stosu:)

      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    31 sierpnia 2013 o 19:13

    To nareszcie doczekałam się lubelskich realiów w literaturze współczesnej, w dodatku w wersji tajemniczej! :D Przy najbliższej okazji poszukam śladów firmy „Babcia Krysia i wnusiowie” na dworcu. :) Ciekawią mnie te nazwy ulic. No i jeszcze jaka reklama dla lubelskich urzędów skarbowych. :) Zajrzałam na stronę autorki i okazuje się, że urodziła się w Lublinie, poza tym przedstawia się jako „zwierz biurowy”, więc może jej praca miała ścisły związek z podatkami. :)
    Bielanina mam tylko „Moja żona wiedźma” ale jeszcze nie czytałam, ponoć niezła.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      31 sierpnia 2013 o 19:17

      Z charakterystycznych ulic jest Krakowskie Przedmieście, a z mniej charakterystycznych ulica Tulipanowa. Babci Krysi szukaj na dworcu PKS, tylko pamiętaj, że jej usługi do tanich nie należą:)) Bielanina znam Miecz bez imienia, też oparty na pomyśle przeniesienia chłopaka w dawne czasu, chyba mniej zręczne niż Tajny wywiad.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      31 sierpnia 2013 o 19:28

      Krakowskie Przedmieście to serce naszego miasta. :) Tulipanowa istnieje naprawdę, ale w dość odległym zakątku Lublina. Dworzec autobusowy wygląda tak, że babcia Krysia i wnusiowie muszą być naprawdę zdeterminowani, żeby tam przebywać kilka godzin dziennie. :) A cenę usług będę mieć na uwadze. I oczywiście teraz umieram z ciekawości, czym oni się zajmują. :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      31 sierpnia 2013 o 19:39

      Na Tulipanowej stała willa, istotny element fabuły:) Babci Krysi determinacji nie brakuje, a miejsce wybrała wręcz idealnie do profilu firmy:P

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      1 września 2013 o 05:19

      Tulipanowa jest właśnie na takim willowym osiedlu, więc wszystko się zgadza. :) Wczoraj na wieczornym psim spacerze widziałam małą żabkę pomykającą koło skwerku, choć w okolicy brak jakichkolwiek sadzawek – najwyraźniej Wodnik Ślipiak i jego zaborcza menażeria działają też w mojej okolicy. :)
      Mam ambitny plan przeczytania Harrego w oryginale i chwilowo utknęłam po trzecim tomie, więc najlepsze jeszcze przede mną. :)

      Odpowiedz
    5. Lirael pisze:
      1 września 2013 o 05:45

      …i jeszcze w ramach uzupełnienia cytacik na dziś:
      „Autumn seemed to arrive suddenly that year. The morning of the first September was crisp and golden as an apple…” („Harry Potter and The Deathly Hallows”)
      :)
      U nas niestety ani crisp, ani golden. :(

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 07:17

      Harry naprawdę rozkręca się od czwartego tomu. Pamiętam, jak czytałem po angielsku, żeby się dowiedzieć, co było dalej:) A jesień, niestety, zaczyna się deszczem i wiatrem:(

      Odpowiedz
    7. Lirael pisze:
      1 września 2013 o 08:11

      To już w ogóle nie jestem w stanie sobie wyobrazić, bo dla mnie trzy pierwsze tomy bywały chwilami aż za bardzo rozkręcone. :)
      W Lublinie dziś też niezbyt jabłuszkowo, raczej buro.

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 08:17

      Trzy pierwsze to w ogóle bajeczka dla dzieci, potem jest hardkor:)

      Odpowiedz
  3. Anna Flasza-Szydlik pisze:
    1 września 2013 o 09:42

    Podatek mi się całkiem podobał, kiedy czytałam go po raz pierwszy, ale zapamiętałam głównie babcię Krysię i wampiry ;).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 09:50

      Bo babcia Krysia to jest ktoś:)

      Odpowiedz
  4. Anonymous pisze:
    1 września 2013 o 10:06

    harry potter to coś czego nigdy nie czytałam i pewnie nigdy tego nie zrobię,ale mam tej powieści wiele do zawdzięczenia,mam bratanicę,którą kiedyś uczyłam czytać,szło to opornie,stałam nad nią,jak kat nad potępioną duszą,przez całą podstawówkę i gimnazjum,pewnie,że potrafiła przeczytać każdy wyraz,każde zdanie ale nigdy nie przeczytała żadnego dłuższego tekstu,żadnej lektury,kupowałam streszczenia,ekranizacje albo czytałam sama i opowiadałam,no coś trzeba było robić żeby ją z klasy do klasy przepchać,poszła do liceum i z tej okazji dałam jej pierwszą część harrego pottera,niezbyt trafiony prezent,można byłoby pomyśleć,ale okazało się,że stał się cud,nie tylko to przeczytała ale nawet kupiła następne części,kiedyś powiedziała,że przeczytała je wszystkie dwanaście razy,dziś to jest pani architekt wnętrz,wierzę że potrafi czytać a ja mam nareszcie spokój,ona też,bo ma mnie z głowy,ha ha ha.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 10:16

      Dla wielu młodych ludzi była to pierwsza przeczytana książka, pozostaje mieć nadzieję, że nie była ostatnią:)

      Odpowiedz
  5. Anonymous pisze:
    1 września 2013 o 10:23

    ja też mam taką nadzieję,w mojej rodzinie czytać lubią wszyscy,nie wszyscy czytają książki,bo też trzeba przyznać,że nie wszyscy mają na to czas,ale nadrabiają w niedzielę,czytając gazety z całego tygodnia,przepraszam,że zbaczam z tematu,ale co pan sądzi o nowym kanonie lektur,wczoraj przeczytałam artykuł na ten temat

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 10:39

      Zważywszy, że szkoła i tak nie daje już żadnej systematycznej edukacji wykreślenie tego czy innego klasyka pewnie niewiele zmieni, dalej, kto będzie chciał, to przeczyta, reszty nijak się nie zmusi. Zabił mnie za to próg wymagań: 5 książek rocznie, zgroza.

      Odpowiedz
  6. Anonymous pisze:
    1 września 2013 o 11:03

    trudno się z panem nie zgodzić,może tak musi być,czasy się zmieniają i może treści przekazywane w szkole też muszą ulec zmianie,przystawać bardziej do rzeczywistości,czy to,że przeczytałam te wszystkie rzeczy,które dziś czyta się tylko we fragmentach lub nie czyta się wcale,sprawiają,że jestem pod jakimś względem lepsza?chyba nie,czasem czuję się jak ktoś,kto dźwiga ciężki plecak,który spokojnie mógłby wyrzucić a jednak tego nie robi,całe te spory chyba nie mają sensu,nie wiem czy jeszcze wierzy ktoś”w zbawczą”rolę literatury

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 16:32

      Ja tam się cieszę, że dostałem pewną systematyczną podstawę. Przynajmniej wiem, że poeci barokowi mi nie leżą, a Pan Tadeusz jak najbardziej:) Właśnie się okazało, że panika z Panem Tadeuszem trochę wybrakowana.

      Odpowiedz
  7. Anonymous pisze:
    1 września 2013 o 17:30

    w każdym razie zawsze się zastanawiam czemu mają służyć te spory,o lektury,
    toczone,na najwyższym szczeblu,co do baroku to parę lat temu odkryłam go dla siebie na nowo,bardzo mi odpowiada

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 września 2013 o 19:04

      Ja chwilowo zostanę przy Panu Tadeuszu, z powtórką baroku nieco poczekam:)

      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    2 września 2013 o 05:51

    U mnie jedno podejście do prozy pani Mileny, niestety nieudane. I szkoda, że po wakacjach, bo znów zaczniesz wyższą półkę :P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 05:54

      Na Twoim miejscu bym się tak tą wyższą półką nie martwił, próbowałem się na nią wspiąć i znowu spadłem do dziecięco-młodzieżowych klasyków:P Jeszcze przez jakiś czas tak pozostanie:)

      Odpowiedz
  9. Kasia Sawicka pisze:
    2 września 2013 o 17:03

    Dobrze, dobrze, jestem, czytam ;P Uważnie. To znaczy chciałam zapytać od czego miałeś wakacje drogie dziecię? ;P

    A za tego Pottera to lubię Cię jeszcze bardziej ;P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 17:14

      Rozumiem, że uchodzę za snoba, który nie zniża się do Potterów?:P A wakacji nie miałem od niczego, może trochę od pracy:)

      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      2 września 2013 o 17:25

      Tam zaraz snoba! Ten wywalony jęzor był po to, żeby znowu nie było za miło. Nie cierpię jak się robi za bardzo landrynkowo ;) Poza tym doprawdy, już bardziej Cię lubić nie mogę, wystarczy ;P

      Znaczy, wakacje skończyły tylko dzieci ;P Dobrze, lubię precyzję :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 17:31

      Och jej, ja to się dziś naczytam na swój temat:) Dzieci skończyły wakacje, rodzicom nigdy się nie zaczęły, tak to ujmę:)

      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      2 września 2013 o 17:35

      Dlatego ja już nic więcej nie piszę. O.
      Czytam tylko :D

      :P
      :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 17:55

      Pisać też możesz, nie bądźmy małostkowi :P

      Odpowiedz
    6. Kasia Sawicka pisze:
      2 września 2013 o 18:15

      Jakiś Ty wielkoduszny… ;P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 18:20

      i szlachetny:P

      Odpowiedz
    8. Kasia Sawicka pisze:
      2 września 2013 o 18:23

      I tak, tak, jakiż skromny!

      Aż powątpiewam, czy Ty jesteś prawdziwy.. Bo się zaczynasz ocierać o ideał ;P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 18:47

      Bez obaw, to tylko taka kreacja na użytek internetu:P w naturze jestem fajniejszy:D

      Odpowiedz
    10. Kasia Sawicka pisze:
      2 września 2013 o 18:59

      Uff! Bo już miałam poważne obawy ;)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 19:06

      W ogóle to jestem swoją własną żoną, ale facetów mniej w blogosferze i łatwiej się im przebić, to się podszywa:P

      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      2 września 2013 o 19:14

      :D :D :D W trosce o zdrowie psychiczne otoczenia natychmiast przestaję czytać ten wątek, bo głośne rechoty i rzężenia mogą źle wpływać na sąsiadów, mąż już przywykł. :)

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 19:15

      Lirael, przyznaj się, że jesteś własnym mężem, który się wstydzi tak niemęskiego zajęcia, jak blogowanie o książkach, i się podszywa:PP

      Odpowiedz
    14. Lirael pisze:
      2 września 2013 o 19:36

      To już jest sadyzm! :D Tutaj życiowe motto Zacofanego w lekturze! :)

      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 19:44

      Ojtam ojtam, zdecydowanie bliższa jest mi wersja taka

      Odpowiedz
    16. Lirael pisze:
      2 września 2013 o 19:48

      Tak, tylko zwróć proszę uwagę, jakie ten słodziak ma ząbki. To jest wampirek w przebraniu przytulanki. :)

      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 19:51

      Wampirek? Wyglądał mi na kotka:P

      Odpowiedz
  10. grendella pisze:
    3 września 2013 o 11:09

    Ech, chyba też sobie powtórzę HP – po raz 357-y :) Masz rację co do rozwoju bohaterów, oni rzeczywiście dorastają przez cały cykl – uwielbiam to :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 września 2013 o 11:12

      Chociaż Fred i George Weasleyowie nigdy nie dorośli…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT