Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 1: O bezoarze

Posted on 3 września 20135 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Starożytni i średniowieczni uczeni i podróżnicy zebrali mnóstwo informacji o obcych ziemiach, dalekich miastach, egzotycznych obyczajach, dziwacznych zwierzętach i roślinach. Dziś to już skarbiec wiedzy przestarzałej i zgoła nam, w wielu wypadkach, niepotrzebnej, a równocześnie na swój sposób fascynującej. Do kurzących się w bibliotekach pism tych dawnych mędrców zaglądają niemal wyłącznie specjaliści, którzy bynajmniej nie smakowitych anegdot i barwnych bajek w nich szukają. Myślę jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie byśmy sami od czasu do czasu nie zapuścili się w te zakurzone labirynty w poszukiwaniu ciekawostek.
Dziś o kamieniu, który kojarzy każdy wielbiciel Harry’ego Pottera, chociaż samemu Harry’emu bezoar z niczym się nie kojarzył. Nie znał najwidoczniej „Księgi dziejów” ormiańskiego historyka z XVII wieku, Arakela z Tebryzu, który tak pisał o bezoarze:
B e z o a r (panzachr). Noszenie przy sobie tego kamienia, nazywanego pożywieniem życia, przynosi duży pożytek. Kto utłucze na kamieniu sześć karatów i spożyje w ciągu tygodnia, ten przeżyje 120 lat i nie będzie chorować. Kto zje bezoar albo będzie go nosił przy sobie, ten będzie odważny, nie podziała na niego urok, nie użądli go żmija ani inna gadzina. Należy jeść bezoar rozpuszczony w wodzie różanej i tak zręcznie, żeby nie dotknął zębów, bo to szkodzi. Jeżeli zapytasz, gdzie się go wydobywa, wiedz: jest w pobliżu Szirazu góra, zwana Szabankar, na górze tej mieszkają kozy o długich rogach, które nie jedzą innej trawy oprócz trawy zwanej szabankarską. I w ich brzuchu znajduje się bezoar. […]
Spomiędzy stu kozłów zaledwie w jednym można znaleźć bezoar, a są one zazwyczaj chude i z długimi rogami. Kamień ten znajduje się w trzewiach samców i bywa zazwyczaj miękki, a jeżeli wziąć go do ust, to twardnieje. Bezoar 10-mischalowy kosztuje 200 florenów, a 2- lub 3-mischalowy — 12 florenów. […]
Z wyglądu przypomina żołędzie — podłużne i okrągłe, ułożone szeregami jeden pod drugim. Wewnątrz jak gdyby nasiona. Kamień ten ma barwę ziemi — czarną o czerwonawym odcieniu. Dobry gatunek jest ten, który pozostawia czerwonawy ślad, kiedy potrze się go z mlekiem o kamień, a kiedy potrzesz i zostanie zielony ślad, to niedobry gatunek. […]
Jeżeli przy tarciu bezoaru o kamień powstaje wiele barw, to niedobrze. Za dobry gatunek uważa się ten, przy którego tarciu powstaje barwa czerwonawo-czarna. W Szamie ten be­zoar tak podrabiają, że trudno to rozpoznać. Rozpoznaje się go przez wetknięcie w kamień igły rozżarzonej do czerwoności w płomieniu; jeżeli bezoar jest podrobiony, podnosi się czarny dym, a jeżeli prawdziwy — żółty. Jeżeli rozetrzeć go w wodzie koperkowej i otrzymaną maścią nasmarować miejsce użądlone przez żmiję, pomoże: ból się zmniejszy w tej samej chwili; i w ogóle pomaga on przy wszelkim pokąsaniu przez zwierzęta, i zapobiega złu. Zażycie bezoaru wagi 12 ziaren jęczmiennych po­maga przeciwko słabości serca i dodaje człowiekowi sił. Cena jednej porcji — pół danka. Ten, kto co dzień będzie przyjmować porcję za pół danka, wybawi się od wszystkich niebezpieczeństw i zatruć. Pomaga on także i gorącym naturom, a to nie z przyczyny działania stosownie do natury, na którą działa, ale że własna jego natura jest niezwykle gorąca — żebyś wiedział. […]
Bezoar ze skarbca Zakonu Krzyżackiego w Wiedniu, XVI w. (źródło). 

Arakel z Tebryzu, Księga dziejów, tłum. Witold Dąbrowski i Andrzej Mandalian, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 480–481.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

36 thoughts on “Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 1: O bezoarze”

  1. Lirael pisze:
    4 września 2013 o 04:47

    Skoro „pomaga on przy wszelkim pokąsaniu przez zwierzęta, i zapobiega złu”, muszę się koniecznie zaopatrzyć! A nuż w drodze do pracy spotkam jakąś żmiję. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 05:01

      Tyle że w celu zaopatrzenia się musiałabyś albo wypatroszyć kozła z góry Szabankar, albo obrabować szafę Snape’a ze składnikami do eliksirów – wybór należy do Ciebie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Simon pisze:
      4 września 2013 o 06:16

      Ja bym wolał zająć się kozłem :)
      Generalnie świetna sprawa jak bardzo fascynujące teksty mogą kryć w sobie stare źródła.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 07:34

      Z dwojga złego faktycznie z kozłem miałoby się przynajmniej jakieś szanse:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      4 września 2013 o 15:46

      No nie wiem, nie uśmiecha mi się sekcja 100 koźlich żołądków, tym bardziej, że znając moje szczęście, bezoar znalazłabym w tym ostatnim. :) A nawet wtedy byłby problem, bo nie potrafiłabym połknąć go „tak zręcznie, żeby nie dotknął zębów”. :)
      A tak w ogóle bezoar kojarzy mi się z dinozaurem żywiącym się bezami. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    4 września 2013 o 06:46

    Przy pisaniu pracy licencjackiej miałem okazję zetknąć się z przedziwnymi księgami traktującymi o czarach i remediach na nie. Wyobraźnia ludzka w temacie zabobonu nie zna granic :) Przykłady? Proszę bardzo – pierwszy z brzegu :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 07:33

      Dzięki za księdza Chmielowskiego, przyda się. Przewidywałem z tamtej epoki tylko księdza Kitowicza:P W nagrodę w następnym odcinku coś specjalnie dla Ciebie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      4 września 2013 o 08:05

      Teraz to w ogóle rozpusta jest, bo nie trza wdychać kurzu w czytelni BUJ (w moim przypadku), tylko się odpala neta i wszystko ma się na tacy. Taki „Zielnik” Syreniusza na ten przykład :) A tak, to po tygodniu wypożyczania „Czarów i czartów polskich” i innych równie demonicznych tytułów, w zestawieniu ze strojem (czerń, czerń i jeszcze raz czerń), obsługujący wypożyczenia i zwroty patrzyli na mnie cokolwiek dziwnym wzrokiem :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 08:08

      Jakbyś jeszcze z czarnym kotem przychodził, to na pewno by wezwano egzorcystę:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      4 września 2013 o 08:23

      Wolałbym kruka, który w najmniej spodziewanym momencie darłby się: „ABRRRRRRRRAKADABRRRRRRRRRA!!!!!” :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 08:25

      Kruka by obsługa zapchała żółtym serem, jak w bajce:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      4 września 2013 o 08:38

      Żółty ser! Spodziewałbym się jakiegoś Protego Totalum albo co :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 08:40

      To ponoć był BUJ, a nie biblioteka w Hogwarcie, nie wymagaj za dużo od obsługi:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      4 września 2013 o 08:49

      Masz rację, zapędziłem się. Kiedy pisałem licencjat, to takim zaklęciem mógłbym oberwać najwyżej TU. Ale aż tak się do tej pracy nie przykładałem :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 08:52

      Ja się przykładałem do swojej, a i tak skończyło się na Bibliotece Narodowej:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      4 września 2013 o 09:40

      Kiedy Was czytam, ogarnia mnie potrzeba natychmiastowego i dobrowolnego zgłoszenia się do swojego dziekanatu z żądaniem odebrania mi zdobytego onegdaj tytułu magistra! Mam bowiem nader jasne wspomnienia na temat tego, że pisząc pracę nie wyszłam dalej niż poza mury biblioteki wydziałowej:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 09:44

      Może to była bardzo dobrze zaopatrzona biblioteka wydziałowa:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      4 września 2013 o 09:54

      Tak, tej wersji powinnam się kurczowo trzymać:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. Bazyl pisze:
      4 września 2013 o 10:29

      @momarta Nie dramatyzuj. Ja licencjat robiłem w, jak to mawia mój znajomek, Wyższej Szkole Brzękania Garnkami i Przekładania Fajerek, czyli w takim czymś co nie miało biblioteki w ogóle, o wydziałowej nie wspominając :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. momarta pisze:
      4 września 2013 o 11:02

      Licencjatu nie robiłam w ogóle, jak teraz myślę – tylko dlatego, że nie wiedziałam wówczas o istnieniu szkół o takich fajnych nazwach!:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    4 września 2013 o 07:13

    Czy „Księga dziejów” Arakela z Tebryzu jest jedną z ponad sześciuset książek tkwiących w Twoim stosie, czy też jej miejsce jest po stronie tych, które już przeczytałeś od deski do deski?
    Aha, i z góry danke za odpowiedź (pół danka potraktuj jako napiwek!)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 07:31

      To było dzieło z góry przewidziane do kategorii „mogą się przydać, ale nie będę ich czytać”, tak samo jak dzieła Arystotelesa na przykład:P No i nadszedł czas, żeby się przydały.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      4 września 2013 o 07:52

      „Nie będę ich czytać”? No wiesz?! Otaczający Cię nimb intelektualisty właśnie gwałtownie się rozrzedził:P
      (Naprawdę myślisz, że Harry Potter nie czytał też Arystotelesa? Nawet tej części o metafizyce?)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 07:55

      Skoro mam Arakela na półce, to sobie mogę zawsze sięgnąć i się podelektować:P A Harry Potter to chyba niewiele czytał, do Historii Hogwartu nie zajrzał pewnie ani razu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    4 września 2013 o 08:24

    Ależ oczywiście, zawsze możesz; póki co musisz zadowolić się mianem intelektualisty in spe, obawiam się:P
    HP podupada w moich oczach i zdaje się, że urodą nie nadrobi…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 08:27

      Trudno, jakoś przeżyję ten upadek opinii:( A HP miał charyzmę, a nie urodę:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    4 września 2013 o 08:30

    Na bezoara nie mam szans ale będę musiał pomyśleć o „drzewku szczęścia” :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. peek-a-boo pisze:
    4 września 2013 o 18:49

    Ale dlaczego końcówka tego szlachetnego tekstu brzmi jak współczesna reklama pasty do zębów? To wzbudza u mnie duże podejrzenia co do intencji autora ;).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2013 o 18:58

      To już wiesz, jakich klasyków czytają w agencjach reklamowych w poszukiwaniu inspiracji:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Krasno Ludek pisze:
    5 września 2013 o 19:45

    Właśnie pamięć o tym, że występuje w Harrym (szczególnie w szóstej części) sprawiła, że przeczytałam ten tekst;) Chyba muszę się zaopatrzyć w ten jakże przydatny kamień;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. Kasia Sawicka pisze:
    6 września 2013 o 06:41

    Jak widać zajęcia u Severusa zaliczyłbyś celująco ;P

    Ten tytuł „Skarbiec wiedzy dziwnej” jakoś pasuje mi do Ciebie. Tak w ogólności. Może czas przeformułować bloga? ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 września 2013 o 07:54

      Zważywszy na ilość materiału, to się raczej skończy założeniem osobnego bloga:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      6 września 2013 o 09:18

      Co jak podejrzewam, nie byłoby dla Ciebie żadną trudnością..:D

      Tylko nie wiem jak to się skończy dla mnie.. Właśnie przekopuję się przez obfitość „Płaszcza zabójcy”.. A jeszcze trzeci blog.. Wiesz co, jednak może lepiej nie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 września 2013 o 09:20

      Przekopuj się, przekopuj, perły tam są, brylanty:) A lecisz chronologicznie czy po autorach?
      Nad trzecim się zastanowię, ale ponieważ ostatnio mi się nic nie chce, to Skarbiec na razie zostanie tutaj, żeby przerwy między notkami nie były za długie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      6 września 2013 o 09:25

      Na razie próbuję tej karkołomnej sztuki, by czytać chronologicznie, choć przyznaję, że kusi po autorach. Sam pomysł w ogóle przedni! :) Tylko dość długo się wzbraniałam przed lekturą z przyczyn oczywistych ;P

      Tobie się nic nie chce? Niedobrze, niedobrze.. Mam nadzieję, że wena wróci ;) Chociaż z pewnego punktu widzenia, jak nie wróci, tym zdrowiej dla Twoich czytelników.. :D ;P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 września 2013 o 10:55

      Nie wierzę w wenę, skupić się nie mogę. Początek roku szkolnego bardziej stresuje rodziców niż dzieci:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d