Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Stworzeni dla siebie (Elisabeth Kyle, „Duet”)

Posted on 24 września 201326 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Duet
Klara Wieck od najmłodszych lat uczyła się gry na fortepianie pod okiem swego ojca, znakomitego pedagoga, który szybko pojął, że trafił na prawdziwy talent. Umiejętności córki miały przynieść nie tylko sławę pianistce i chwałę jej nauczycielowi, ale pozwoliłyby też całej rodzinie żyć bez trosk materialnych. Klara bez szemrania podporządkowywała się woli pana Fryderyka, który kierował jej wychowaniem i karierą, wymagając absolutnego posłuszeństwa. Pewnego dnia w domu Wiecków pojawił się młodzieniec żądny muzycznej wiedzy. Robert Schumann zapowiadał się na wybitnego kompozytora, ale brakowało mu podstaw teoretycznych. O to jednak miał zadbać herr Wieck.

I tak splotły się losy Klary i Roberta.

Dziewięć lat różnicy wieku sprawiło, że początkowo traktowali się jak rodzeństwo, jak przyjaciele. Spędzali ze sobą wiele czasu i podziwiali nawzajem swoje talenty.
Dla czytelnika szybko staje się jednak oczywiste, że ci dwoje są stworzeni, by żyć razem i się dopełniać. On komponowałby dla niej fortepianowe cacka, ona podczas koncertów popularyzowałaby jego muzykę. Klara i Robert – zwłaszcza on, jako typowy mężczyzna – nieco wolniej to pojmują. Kiedy już to do nich dotrze, rozpoczną walkę o swoją miłość, gdyż życie spiętrzy przed nimi wiele przeszkód.
 
Klara i Robert Schumannowie
Klara i Robert Schumannowie.

„Duet” rozgrywa się w epoce strojnych sukien, wysokich męskich kołnierzyków, królewskich dworów i eleganckich sal koncertowych.

Trochę żal, że opisy są mocno skrótowe; zdarzają się jednak celne (mój ulubiony: „W Dreźnie szalały marcowe wichury, zderzały ze sobą kry na rzece, kruszyły je i zatapiały odłamki. W ogrodach Zwingera skapywała woda z lodowych sopli fontanny Neptuna, a w pałacu królewskim damy dworu przebiegały śpiesznie zimne korytarze chcąc znaleźć się szybko w kręgu ciepła bijącego od pieca”). Nie tylko opisy są uproszczone; również sylwetki bohaterów, ich uczucia i rozterki trudno uznać za pogłębione. Da się wyczuć, że autorka uładziła wszystko z myślą o młodych czytelnikach (a raczej, nie oszukujmy się, czytelniczkach), w rzeczywistości zaś dzieje Klary i Roberta były bardziej skomplikowane (a już zupełnie smutne wnioski można wyciągnąć z epilogu, gdzie skrótowo omówione jest życie Schumannów po ślubie). A mimo to nieco staroświecka opowieść o miłości z przeszkodami jest pełna uroku. Nie napiszę, że dałem się temu urokowi podbić bez reszty, ale na pewno była to całkiem przyjemna lektura.

Elisabeth Kyle, Duet. Opowieść o Klarze i Robercie Schumannach, tłum. Aldona Szpakowska, ilustr. Anna Włoczewska, Nasza Księgarnia 1975.

60 thoughts on “Stworzeni dla siebie (Elisabeth Kyle, „Duet”)”

  1. Ann RK pisze:
    24 września 2013 o 16:46

    Bardzo ciekawa historia, choć nieco szkoda tych spłyconych opisów. W tego typu książkach czasami o wiele bardziej cenię klimat budowany opisami, niż samą historię.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 17:21

      Klimat nawet udało się stworzyć, tyle że całość trochę bez błysku.

      Odpowiedz
  2. Kasia Sawicka pisze:
    24 września 2013 o 17:22

    Dziewięć lat różnicy to nie dziwię się, że traktowali się jak rodzeństwo.. ;P Skoro książka bardziej dla czytelniczek to pozwolę sobie wyjątkowo nie rzucić się na poszukiwania :D tym bardziej, jak o miłości ;P

    Ale, ale, jak ja mam zagłosować na Ciebie???

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 września 2013 o 17:31

    O miłości nie chcesz czytać? No doprawdy, cóż za rozbestwienie. Co do głosowania, to niezbędne jest konto na FB, po kliknięciu obrazka otwiera się strona, na której można dać „lajka” mojemu tekstowi.

    Odpowiedz
    1. Kasia Sawicka pisze:
      24 września 2013 o 17:37

      O miłości nie chcę już czytać. Mam w tej chwili wstręt. Jak mi wróci chęć (pewnie na wiosnę dopiero ;P) to przemyślę sprawę.

      Czyli co, mam specjalnie dla Ciebie konto na FB zakładać??

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 17:39

      Dla mnie jednego się nie fatyguj, chyba że planujesz poza tym rozwijać życie towarzyskie i oglądać coraz to nowe zdjęcia kotków i piesków:D

      Odpowiedz
    3. Kasia Sawicka pisze:
      24 września 2013 o 17:41

      Dla Ciebie jednego to może bym i mogła, to drugie to w ogóle odpada. Zdjęcia piesków i kotków chętnie, ale do tego FB mi nie trzeba ;P A życie towarzyskie, jak już ostatnio się przyznałam, to u mnie mocno kuleje. FB raczej tego nie zmieni.. Dobra, ale skorzystam z konta Marcina. Czego to ja dla Ciebie nie zrobię ;P

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 18:07

      Podziękuj mężowi za udostępnienie konta:) Doprawdy jestem wzruszony.

      Odpowiedz
    5. Kasia Sawicka pisze:
      24 września 2013 o 18:09

      :)

      Odpowiedz
  4. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 19:32

    to dlatego nie lubię takich książek,opartych na faktach,dobrneliśmy z bohaterami do końca,niby wszystko dobrze się kończy,zwycięża miłość i szczęście,ale ta historia przecież wcale nie ma szczęśliwego zakończenia,prawda?czuję się jakaś oszukana,to już wolę fikcję

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 19:37

      Przy fikcji też czasem trudno się rozstać z bohaterami po finałowej scenie happy endu. Często zdarza mi się myśleć, że widzimy bohaterów szczęśliwych, a skądinąd wiemy, że za rok wybuchnie wojna i co wtedy z ich szczęściem? Również można stwierdzić, że nas autor oszukał.

      Odpowiedz
  5. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 20:01

    to nic,wiem,że to fikcja i już,a w takich historyjkach niby prawdziwych,wiem,że ktoś je „przepuścił przez sito”,usunął to,co niewygodne,upiększył dla lepszego efektu,podkolorował,zaglądam do internetu albo lecę do biblioteki i co?dowiaduję się,że wcale tak pięknie nie było,czy widział pan kiedyś taki wyciskacz łez pt.”sissi”,jak pan myśli ile tam jest prawdy?wystarczy przeczytać biografię franciszka józefa i już patrzę na film inaczej

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 20:06

      Dlatego czasem nie warto dociekać, jak było naprawdę, żeby sobie nie psuć wrażenia. Chociaż mam wrażenie, że takie koloryzowanie to już przeszłość, dziś raczej chętniej dorabia się bohaterom grzeszki, kompleksy, świństewka, bo zbyt świetlani się nie sprzedają. Obserwuję to na kolejnych biografiach Marii Skłodowskiej, akcenty rozkładane są coraz dziwaczniej.

      Odpowiedz
  6. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 20:27

    tu się z panem zgadzam,wystarczy sobie przypomnieć biografię kapuścińskiego,domosławskiego,pisze pan,że czasem niewarto dociekać jak było naprawdę,może
    tak,ale nic na to nie poradzę,że czasem oglądam,czytam piękną,wzruszającą historię a potem „głodna”informacji pędzę po książkę i co?kaplica,ktoś mi wcisnął kit,gdy się już wie jak potoczyły się losy roberta schumana,to historyjka opowiedziana w”duecie”coś jednak traci ze swego romantyzmu

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 20:31

      Być może te uładzone wersje są obliczone na tych, którym się nie będzie chciało dociekać, jak było naprawdę. Chociaż akurat autorka „Duetu” sama sobie strzeliła w stopę epilogiem, gdzie ogródkami, ale jednak kilka dramatycznych informacji podała. Aż chyba poszukam jakiejś „dorosłej” biografii Schumanna.

      Odpowiedz
  7. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 20:41

    ale niech pan przyzna,chciałoby się czasem trafić na taką piękną”niepodrasowaną”opowieść

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 20:45

      Pewnie, że by się chciało. Usiłowałem sobie nawet jakąś przypomnieć, ale nic mi nie przychodzi do głowy, Mam nadzieję, że bardziej z powodu mojej słabej pamięci niż faktycznego braku takich opowieści:)

      Odpowiedz
  8. momarta pisze:
    24 września 2013 o 20:49

    Romantyczne historie z tamtych czasów chyba tylko w książkach miewały spływający miodem finał.
    Ta historia przywiodła mi natomiast mi na myśl książki Jane Austen. Czy autorka obdarzyła Klarę równie silnym charakterem, jak czyniła to Austen w stosunku do swoich bohaterek, czy też biedaczka nieco zagubiła się w fałdach swych sukien?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 20:51

      Klara jest subtelnym kwiatuszkiem przydeptanym brutalnie przez tatusia. Chociaż pod koniec nieco się prostuje, bo inaczej nie byłoby happy endu. Za to o sukniach pisze się w książce zaskakująco mało:P

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      24 września 2013 o 21:13

      Po czym okazuje się (w epilogu), że zły mąż nakłada gumofilce i ciach, z powrotem ją do gleby?:P
      O sukniach w sumie nie musiało być dużo, już jeden klucz wiolinowy wystarczy, by się pogubić, że nie wspomnę o ogonkach i chorągiewkach ósemek i szesnastek:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 21:28

      Gorzej, gorzej. O dziwo, o kieckach mało, o kluczach wiolinowych równie mało.

      Odpowiedz
  9. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 20:51

    no widzi pan?ale mogę panu opowiedzieć zasłyszaną kiedyś historię,nie powiem,że jest o miłości,ani że jest szczęśliwa,utkwiła mi jednak głęboko w pamięci i czasem ją opowiadam,chce pan?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 20:55

      Pewnie, że chcę:)

      Odpowiedz
  10. Anonymous pisze:
    24 września 2013 o 21:23

    kiedyś przed laty przychodził do domu moich rodziców ich znajomy,przystojny,starszy pan,mieszkał z córką i wnukami,pewnego razu trochę sobie wypił i opowiadał o swoim życiu,urodził się i wychował na wsi,poznał dziewczynę,założył rodzinę,żona urodziła dwie córki i
    wybuchła wojna,cały ten okres spędził w więzieniach i obozach,wyzwolenie zastało go gdzieś w austrii,kiedy wrócił do domu okazało się,że żona zwariowała,nikogo nie poznawała i do nikogo się nie odzywała,całą resztę życia spędziła w zakładzie psychiatrycznym(gdy słuchałam tej historii,ta pani jeszcze żyła),mąż odwiedzał ją tam przynajmniej raz w miesiącu,przez prawie czterdzieści lat,moja mama,nie zdobyła się na to żeby go zapytać po co on to robi,czym się kieruje,ale zapytała jak takie odwiedziny wyglądają skoro ona nikogo nie poznaje i do nikogo się nie odzywa,skoro nie reaguje na niczyją obecność,wie pan,na zawsze zapamiętałam jego odpowiedź,-„…siedzimy naprzeciwko siebie,ona patrzy na mnie,a ja patrzę na nią…”,patrzyli tak na siebie przez prawie czterdzieści lat,żyli długo,bo zmarli dopiero gdzieś w osiemdziesiątych latach,może się komuś wydawać ta historia banalna,ale jest prawdziwa i ja sama ją usłyszałam,siedząc z tym panem,przy stole w kuchni

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 września 2013 o 21:31

      Wcale nie jest banalna. Każdy z nas chyba chciałby mieć kogo, kto by przez te 40 lat go odwiedzał, choćby po to, żeby móc na siebie popatrzeć.

      Odpowiedz
  11. Nie jedzcie stokrotek pisze:
    25 września 2013 o 05:57

    Czytałam Duet w młodosci i wydał mi się ksiązką kompletnie nijaką.Moze nawet ją gdzies mam.
    Była jak słabe odbicie czegos przez kolejne kalki.
    Te strony z klikaniem sa niedostepne.Obie.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 06:12

      Ładnie powiedziane z tym odbicie przez kalkę, chociaż nie byłbym aż tak surowy. Linki u mnie działają, może to jakieś chwilowe problemy. Czy pojawia się jakiś komunikat błędu?

      Odpowiedz
  12. Anutek pisze:
    25 września 2013 o 06:02

    Czytałam we wdzięcznej mlodości daaaawno temu, chyba sobie powtórzę!

    Czytałam też podobną książkę o związku Elizabeth Barret-Browning i Roberta Browninga, też najezonym przeszkodami i z podobnym tatusiem dziewczyny, dało mi to impuls do przemyśleń na temat typu tatusiów występujących w czasach wiktoriańskich (choć obawiam się, że nie tylko).

    Zakończenie również… przewrotnie szczęśliwe.

    Gdybym tylko pamiętała tytuł :/…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 06:26

      Jedyne, co mi się kojarzy z Browningami to „Flush” Virginii Woolf, ponoć oparty na ich biografii. Tylko pojęcia nie mam, czy występuje tam jakiś tatuś, bo na pewno jest pies:)

      Odpowiedz
    2. Anutek pisze:
      25 września 2013 o 17:23

      Tez nie mam pojęcia :). A Woolf to nie była, gdyz to powazna pisarka dla powazynych ludzi, a książka, o której wspominam jest tego samego rodzaju, co opisywana tu – czyli dla mlodziezy wlasciwie :).

      Tatusia nie dalo sie wyprzeć z pamięci, ten sam typ, co tatuś Klary Wieck…

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 17:39

      To nic innego mi do głowy nie przychodzi. Ale jak sobie przypomnisz, daj znać:)

      Odpowiedz
  13. czytanki.anki pisze:
    25 września 2013 o 08:57

    Obecnie nie przepadam za fabularyzowanymi biografiami, ale w szczenięcych latach b. je lubiłam. Myślę, że to dobra zachęta do dalszego szperania, a i w głowie jakieś skojarzenia zostają.
    Przytoczone cytaty są ogromnie sugestywne, miodzio!:)

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      25 września 2013 o 09:43

      A ja tam lubię i nawet wczoraj, podczas wieczornego czytania „Skarbu Atlantydów” powiedziałem Kitkowi, że muszę sobie zwlec „Grecki skarb” Stone’a :D

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 10:07

      Ja lubiłem i lubię. Kto mi dał skrzydła czytałem z pięć razy:) Pauszer-Klonowską, Stone’a, Le Mure’a też. Niedawno skończyłem Sen o Troi o Schliemannie właśnie, nie porwało mnie tak jak w dzieciństwie, ale dalej to niezła rzecz jest. Mam w stosie parę rzeczy do powtórki i parę nowych.
      Aniu: zgadza się, dzięki takim powieściom ma się ogólny obraz i można dalej szukać. Może dzięki Porazińskiej i Pauszer-Klonowskiej nie mam uprzedzeń do Kochanowskiego, Prusa czy Orzeszkowej:)

      Odpowiedz
    3. czytanki.anki pisze:
      25 września 2013 o 11:41

      Stone i Porazińska jak najbardziej. Pamiętam, że czytałam w podstawówce powieść o Wyspiańskim – świetna (na tamte czasy;) rzecz. nazwiska autora (raczej był to mężczyzna) nie pamiętam.

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 11:56

      Szkoda, że nie pamiętasz autora, bo o Wyspiańskim powieść może być świetna. Chyba znalazłem: Lew Kaltenbergh, Ogień strzeżony, muszę to mieć :)

      Odpowiedz
    5. czytanki.anki pisze:
      25 września 2013 o 12:20

      To była raczej inna książka, imię i nazwisko brzmi mi zbyt obco.;(

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 12:24

      Uu, szkoda:(

      Odpowiedz
    7. czytanki.anki pisze:
      25 września 2013 o 12:27

      Już mam: Bodnicki „Z rodu tytanów” – trzy tomy.

      Odpowiedz
    8. czytanki.anki pisze:
      25 września 2013 o 12:28

      Aha, książka o Matejce tego samego pana też mi się wówczas podobała.;)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 12:32

      Dzięki. Faktycznie wygląda smakowicie:)

      Odpowiedz
    10. czytanki.anki pisze:
      25 września 2013 o 12:34

      O dziwo, te książki są jeszcze dostępne w bibliotekach.;)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 12:41

      O dziwo, jest nawet w mojej. I o Matejce też.

      Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 września 2013 o 10:07

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

    Odpowiedz
  15. Karolina Małkiewicz pisze:
    25 września 2013 o 11:54

    Życzyłabym sobie, żeby ktoś kiedyś opisał jak należy historię Klary i Roberta. Tę lekturę raczej sobie daruję, przeszkadzałaby mi płycizna i inne niedostatki, o jakich wspomniałeś:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    25 września 2013 o 17:52

    Przy takim tempie nadrabiania zaległości ja napiszę o „Duecie” chyba gdzieś za pół roku. :(
    Moim zdaniem uproszczenia, o których wspominasz, a zabrzmiało to trochę jak zarzut, to rzecz naturalna, biorąc pod uwagę wiek czytelników. Przecież to jest powieść napisana z myślą o dwunasto-szesnastolatkach, wydana w 1968 roku.
    Nie zgadzam się też z tym, że opisy są uproszczone. Szczerze mówiąc nie rozumiem tego zarzutu. Kyle próbuje odmalować tamten świat i wychodzi jej to całkiem nieźle. Właściwie nie potrafię podać przykładu książki z rozbudowanymi opisami, która byłaby uwielbiana przez czytelników w tym wieku. Chodziło raczej o oddanie atmosfery tamtych czasów, a to według mnie naprawdę się udało, notabene na dość niewielkiej liczbie stron.
    Szkoda, że w komentarzach do Twojej recenzji „Duet” został uznany a priori za książkę płytką, bo według mnie to sympatyczna, pełna wdzięku opowieść, całkiem zgrabnie napisana. Poza tym zachęca do słuchania jakże niemodnej muzyki klasycznej. Sama z przyjemnością przypomniałam sobie utwory, o których była mowa.
    Wątek choroby psychicznej nie został pominięty – przedstawiono go tak, żeby był zrozumiały i nietraumatyczny dla dziecka. Swoją drogą nawet w naszych czasach to jest temat tabu w literaturze dziecięcej, vide zaburzenia psychiczne matki Tuwima i jego biografie dla dzieci wydane w tym roku.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 19:18

      Mam nadzieję, że uda Ci się jednak napisać o „Duecie” nieco szybciej. Mój początkowy entuzjazm wobec tej książki nieco ochłódł pod koniec, kiedy pojawiły się problemy z zawarciem małżeństwa i proces – tu uproszczenie motywacji starego Wiecka wydało mi się zbyt duże, nawet biorąc poprawkę na wiek grupy docelowej. Pamiętałem, że to książka dla młodzieży, przyjmowałem więc uproszczenia jako coś naturalnego.
      I masz rację, „Duet” jest ciepły i sympatyczny, co napisałem zresztą w podsumowaniu, utworów Schumanna dedykowanych Klarze też posłuchałem z przyjemnością, jednak w końcówce książki autorce chyba trochę zabrakło serca do całej historii i już nie wykrzesała z niej tyle, ile by mogła (albo mnie już serca zabrakło do wczuwania się w perypetie bohaterów).
      Co do opisów: przytoczony przeze mnie cytat świadczy, że Kyle potrafiła je tworzyć, tylko z jakiegoś powodu z nich rezygnowała – Paryżowi podczas zarazy można było poświęcić nieco więcej uwagi. Zaraz po Duecie sięgnąłem po również przeznaczony dla młodzieży Sen o Troi, którego autor – fakt, że w dłuższej opowieści – potrafił, moim zdaniem, w sposób bardziej przekonujący tło przedstawić, o czym mam nadzieję niedługo napisać więcej.
      Wątek choroby psychicznej, o ile pamiętam, to też jest sama końcówka i epilog. Skoro ojciec Klary obawiał się dla córki związku z człowiekiem obciążonym chorobą, to dlaczego autorka jakoś tego nie wykorzystała? Dostajemy obraz Wiecka tyrana i skąpca, który boi się utraty dochodów Klary, a nie co prawda surowego, ale i troskliwego ojca. Zachwianie w charakterze postaci wydało mi się zbyt gwałtowne. Poza tym, skoro w epilogu mogła autorka dość wyraźnie o pewnych rzeczach napisać, mogła o tym też napisać wcześniej. A tak wyszło trochę na to, że o chorobach psychicznych w rodzinie Schumanna wiedzieli wszyscy poza Klarą. Zgrzytnęło mi to.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      25 września 2013 o 20:21

      Nie sugeruję, że „Duet” to dzieło genialne, ale wspominam tę powieść miło. Na pewno nie jak brodzenie po płyciznach.
      Bez sięgnięcia do źródeł czy biografii nie dowiemy się, jaki naprawdę był Wieck. Wersja Kyle wydaje się przerysowana, ale nie możemy wykluczyć, że jest w niej sporo prawdy. Być może kierowała nim troska o dziecko, ale może nieciekawe cechy, które autorka z lubością akcentuje, typu parcie na karierę po trupach, wcale nie są fikcją literacką. Tacy ludzie też się zdarzają.
      Przypuszczam, że Kyle zrezygnowała z obszernych opisów z prostego powodu: dla wielu dwunastolatków to zbędny balast. Wydaje mi się, że nie planowała stworzyć arcydzieła poruszającego psychologiczną głębią tylko popularną, lekkostrawną biografię dla starszych dzieci.
      Na pewno wzmianka o chorobach psychicznych w rodzinie pojawia się wcześniej, więcej na ten temat jest w epilogu. Najwyraźniej jest to trudny i niewdzięczny temat w książkach dla dzieci.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 września 2013 o 20:36

      To już nie jest kwestia tego, jaki Wieck był naprawdę, ale trzymania się przez autorkę własnej wersji bohatera – trochę go jednak zwichnęła. Skłonny byłbym przypuszczać, że bardziej interesowały go pieniądze córki niż troska o nią, jednak zwrot od surowego ojca do ojca harpagona trochę mało wiarygodnie jest przedstawiony.
      Co do opisów: przypuszczam, że wytrzymałość dwunastolatków na opisy pół wieku temu mogła być większa niż dziś i Kyle spokojnie mogła tu i ówdzie wyjść poza jedno czy dwa zdania. Zgoda co do tego, że chciała napisać przyjemną biografię, ale w pewnym momencie chyba za bardzo zaczęła pędzić ku zakończeniu, co mnie nie usatysfakcjonowało w pełni.
      Były chyba jakieś szepty o zdrowiu pani Schumann, ale mam wrażenie, że mało konkretnie.
      W każdym razie po Kyle i Stollu zamierzam sobie zrobić małą rundkę po podobnej literaturze, z „Kto mi dał skrzydła na czele” :)

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      26 września 2013 o 13:43

      Nie możemy też wykluczyć, że Wieck sam się na jakimś etapie życia zwichnął samodzielnie, a Kyle chciała być wierna źródłom, co akurat wydaje mi się zaletą. Nie znamy kulisów porzucenia go przez pierwszą żonę, ale w tamtych czasach takie historie nie zdarzały się często, więc determinacja matki Klary musiała być spora.
      Już tytuł książki zapowiada, że autorkę najbardziej interesował wątek romansowy w biografii Roberta i Klary, a najwyraźniej doszła do wniosku, że małżeństwo to już zupełnie inna para kaloszy. :)
      Pęd ku zakończeniu dla mnie jest zrozumiały – bez wątku choroby psychicznej nie udałoby się o dalszych wydarzeniach opowiedzieć z detalami, a to nie jest temat mile widziany w książkach dla dzieci z ostatnich klas podstawówki, a już na pewno nie był w latach sześćdziesiątych.
      Myślę, że podstawowy cel takiej lajtowej biografii to zachęcić czytelnika do dalszych poszukiwań na temat bohatera i w moim przypadku Kyle udało się to wyśmienicie. Zaopatrzyłam się już w „Clarę” Janice Galloway i mam nadzieję, że znajdę odpowiedź na parę pytań.
      Pamiętam, że „Kto mi dał skrzydła” nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Kiedy czytałam w wieku 11-12 lat, wydało mi się dość nijakie. Beletryzowane biografie też bardzo lubię.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 września 2013 o 16:47

      Zmiany osobowościowe u Wiecka niewykluczone, a sprawa z pierwszą żoną tajemnicza. Odniosłem najpierw wrażenie, że „to zła kobieta była”, ale potem się okazało, że chyba nie i faktycznie nie dowiedzieliśmy się wszystkiego.
      Rzeczywiście, wygląda na to, że pospieszne zakończenie wynikało z tego, że historia zrobiła się nie dla dzieci, takie rodzinne pranie brudów przed sądem to raczej mało dydaktyczna rzecz.
      Mam nadzieję, że Galloway faktycznie odpowie na nurtujące nas pytania.
      A „Kto mi dał skrzydła” to była jedna z moich ulubionych książek, o Kochanowskim dzięki niej pisałem pracę na olimpiadę polonistyczną w ósmej klasie. Bardzo jestem ciekaw powtórki.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      26 września 2013 o 19:30

      Przejrzałam opinie o książce Galloway i wydaje mi się, że to może być całkiem niezła powieść, choć oceny są rozmaite. Przy okazji natknęłam się na kilka uwag o Wiecku i wygląda na to, że Kyle wręcz patrzyła na niego przez różowe okulary. :) Wszędzie powtarza się słowo tyran.
      Tutaj recenzja „Clary” w „Guardianie”.
      Trafiłam na jeszcze jedną powieść o Schumannach: „Longing” J. D. Landis. Ale najbardziej to chciałabym przeczytać dziennik Klary.
      Ja w liceum pisałam pracę na olimpiadę z „Cudzoziemki” Kuncewiczowej. :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 września 2013 o 19:40

      To jestem jeszcze bardziej ciekaw tej Galloway. Zastanawiam się, czy prawdziwa Klara była taka potulna i cicha, czy jednak jej dziennik pokazuje inne oblicze.
      W liceum od olimpiad trzymałem się z daleka, ale Cudzoziemka była dość nieoczywistym wyborem, jak sądzę?

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      27 września 2013 o 05:02

      Tutaj znalazłam ciekawy artykuł o Klarze. Rewelacyjny musi być ten małżeński dziennik, który prowadzili wspólnie z Schumannem. Chyba rozejrzę się za przekładem angielskim. Chyba łatwo nie będzie.
      Przed olimpiadą dostawało się taką długą listę lektur i trzeba było sobie coś wybrać, a potem napisać o tej książce pracę. Szkoda, że ten spis lektur gdzieś się zawieruszył, chętnie bym go sobie poczytała. To było tuż po przeczytaniu „Cudzoziemki”, więc dla mnie wybór był oczywisty. :)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 września 2013 o 07:07

      Clara’srelationship with her husband is highly romanticized and is distilled
      down to a passionate love story about two people who overcame great obstacles
      and found fulfillment as partners in marriage.
      Czyli jednak prawdziwa historia była i ciekawsza, i dramatyczniejsza. Przestudiuję ten artykuł, dzięki.
      Ciekaw jestem, co teraz się proponuje w takich wykazach lektur – mam czarne przeczucia, że już na pewno nie Kuncewiczową.

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      27 września 2013 o 12:13

      Zobaczymy, czy Galloway też romantyzowała. :)
      Może teraz takiej listy w ogóle nie ma i można wybrać samemu.

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 września 2013 o 12:34

      Miejmy nadzieję, że nie. Po tym artykule mam wrażenie, że Klara wpadła z deszczu pod rynnę :(

      Odpowiedz
  17. Marzena pisze:
    26 września 2013 o 16:40

    Czyta się świetnie ale ile w tym „prawdziwej prawdy” trudno wyczuć:D Po lekturze jestem wielką fanką Klary, Wiecka ogarniam jako żądnego wypłynięcia na plecach zdolnych młodych, Schumann dla mnie jest trochę nijaki ale to moja subiektywna ocena i nie będę się kłócić jeśli ktoś czyta to inaczej. Pozdrawiam i poproszę więcej:))

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 września 2013 o 17:33

      Mnie zaciekawiły obie panie Wieck, wydaje mi się, że mogły odegrać większą rolę, niż pokazała autorka książki. Więcej ma być podobnych książek? Postaram się:)

      Odpowiedz
  18. Marzena pisze:
    26 września 2013 o 17:57

    Czyta się świetnie ale ile w tym „prawdziwej prawdy” trudno wyczuć:D Po lekturze jestem wielką fanką Klary, Wiecka ogarniam jako żądnego wypłynięcia na plecach zdolnych młodych, Schumann dla mnie jest trochę nijaki ale to moja subiektywna ocena i nie będę się kłócić jeśli ktoś czyta to inaczej. Pozdrawiam i poproszę więcej:))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT