Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wyjście ze skorupy (Zofia Chądzyńska, „Wstęga pawilonu”)

Posted on 12 września 20138 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Wstęga pawilonu
Tak już jesteśmy skonstruowani, że własne problemy wydają nam się najważniejsze i najpoważniejsze i dopiero konfrontacja z cudzym losem pozwala złapać dystans i obiektywniej ocenić swoją sytuację.

Licealistka Anna jest samotna.

Uważa, że nie pasuje ani do swojej rodziny, ani do rówieśników. W rodzinie dominuje matka, typ niezawodnej organizatorki, która jednak nie umie wykrzesać z siebie zrozumienia i czułości dla córki, tak odległej od ideału, jaki sobie wymarzyła. Zatopiony w pracy ojciec jest Annie bliższy, ale nie jest w stanie jej wesprzeć. Stosunki z młodszą siostrą, pupilką matki, układają się różnie; nieskomplikowana Kaśka zgarnia większość matczynej uwagi i miłości. W szkole Anna pragnie przyjaźni Danieli, ale nie ma odwagi się do niej zbliżyć, irytują ją natomiast niezdecydowane zabiegi Marcina, który uważa, że ze sobą chodzą.
Anna się jąka i wpędziło ją to w tak potężny kompleks, że w sumie niewinna uwaga kolegi o wadzie wymowy powoduje niezwykle emocjonalną i brzemienną w skutki reakcję. Dziewczyna ma żal do rodziców, że nie próbowali jej leczyć, że zamietli sprawę pod dywan, woleli ją przemilczać; zresztą cała sprawa ma głębsze podłoże. W swej samotności Anna może liczyć na jedną osobę: starą Doktorzycę, lekarkę, z którą się przyjaźni. Nawet jednak ona nie umie – do czasu – przebić się przez otaczającą nastolatkę skorupę. Dopiero sama Anna spróbuje zwalczyć swoje słabości, gdy pozna ludzi naprawdę poszkodowanych przez los i powoli zacznie otwierać się na innych, do czego przyczyni się też pierwsza miłość.
Zofia Chądzyńska stworzyła wiele świetnych postaci: samej Anny; Doktorzycy – starej panny z zaborczym kotem, zapracowanej idealistki,; pani Cieszkowskiej, sąsiadki, która otacza opieką pacjentów z urazami kręgosłupa; dyrektor liceum Kmicikowej; skoczka narciarskiego Janka. Mniej przekonująco wypadli rodzice dziewczyny, szczególnie matka, naszkicowana chyba zbyt grubą kreską.

„Wstęga pawilonu” to powieść dobra, mądra i dająca nadzieję

wszystkim, którzy tak jak Anna cierpią z powodu kompleksów, prawdziwych lub wyimaginowanych ułomności czy wad. Równocześnie nie jest to książka mamiąca łatwymi rozwiązaniami; przeciwnie, droga do pokonania słabości wymaga przede wszystkim pracy nad sobą i zaufania do ludzi, którzy próbują nam pomóc. Nic nie przyjdzie samo, ale należy wierzyć, że się uda – tego uczy się Anna od swoich podopiecznych; ich hart ducha będzie dla niej wzorem. „Wstęga pawilonu” właściwie się nie zestarzała: problemy Anny, jej rodziny, Doktorzycy są ponadczasowe; już tylko nie trzeba – jak Anna i Kaśka – jeździć po całym mieście, żeby kupić kalosze. Może jedynie nie do pomyślenia jest, by lekarka czy psycholog palili w obecności pacjenta, co w książce nikogo nie dziwi. Natomiast kolejki do gabinetów i załatwianie wizyt u specjalistów po znajomości to stały element i lat siedemdziesiątych, kiedy powstała książka, i naszych czasów.
Zofia Chądzyńska, Wstęga pawilonu, Nasza Księgarnia 1982.

40 thoughts on “Wyjście ze skorupy (Zofia Chądzyńska, „Wstęga pawilonu”)”

  1. czytanki.anki pisze:
    12 września 2013 o 08:30

    Im częściej widzę u Ciebie notki dot. młodzieżowych książek sprzed lat, tym większa ogarnia mnie panika: prawie nic z nich nie pamiętam.;( Nadeszła chyba pora na leki wspomagające pamięć.;)
    Z powyższej powieści pamiętam tylko tytuł – tak nieoczywisty, że aż zagadkowy. Co do ostatniego zdania z Twojej recenzji – mam wrażenie, że obecnie jest mimo wszystko podobnie.;(

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      12 września 2013 o 08:34

      Proponuję zbiorowy zakup większego opakowania tych tabletek, bo mam tak samo. No, jest jedna różnica – dodatkowo pamiętam, że na pewno czytałam książkę w tym samym wydaniu…
      Zgroza. I co ja powiem dzieciom, kiedy zapytają mnie po co czytać, skoro nic potem się z tego nie pamięta?:P

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      12 września 2013 o 09:27

      Właśnie – dużym plusem jest to, że w PRL-u wznowień nie było zbyt wiele, więc łatwiej skojarzyć książkę także po okładce. Inna rzecz, że czasem nie pamiętam nic z lektur sprzed kilku lat, ale tu winą obarczam autora, który najwyraźniej nie stworzył nic wartego zapamiętania.;(

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:10

      Dopiszcie i mnie do tych tabletek, mam tak samo:)

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      12 września 2013 o 10:30

      Trzeba będzie wyszarpać jakiś porządny rabat! Najgorsze jednak jest to, że obawiam się iż tak naprawdę nie ma takich tabletek, które będą w stanie nam pomóc:(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:39

      Poniekąd w zastępstwie tabletek prowadzimy blogi, przynajmniej tytuły z tego czasu nam nie umkną:P

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      12 września 2013 o 11:19

      Myślę, że czym prędzej powinniśmy zapisać się do stowarzyszenia miłośników medycyny niekonwencjonalnej i równolegle opatentować nowatorską metodę samoleczenia blogiem!:P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 11:24

      W porównaniu z innymi terapiami alternatywnymi to metoda przyjemna i skuteczna, przynajmniej nie trzeba pić ziółek, nic sobie wbijać w skórę ani spożywać:)

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      12 września 2013 o 11:30

      Ja tam czasem spożywam, kiedy piszę i bardzo mi wówczas przyjemnie:P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 11:33

      Ale Ty stosujesz winoterapię, jak sądzę, a można spożywać płyny daleko mniej apetyczne:)

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      12 września 2013 o 12:04

      Wszystko to rzecz gustu. Gdy np. myślę o zwolennikach Campari, myślę sobie, że znacznie taniej byłoby spożywać tożsamy w smaku Guajazyl…

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 12:18

      Guajazyl jeszcze produkują? Smak mojego dzieciństwa :P

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    12 września 2013 o 08:37

    Chądzyńska – choć niewiele z niej pamiętam – tak mi się właśnie kojarzy: jako autorka mądrych książek. Chyba przyspieszę zaplanowaną już wcześniej ponowną lekturę „Statków, które mijają się nocą”:)
    A jeśli chodzi o kalosze, też nic się nie zmieniło: przed wyjazdem na wakacje objeździłam wszystkie sklepy w moim mieście (był początek lipca) i wszędzie pukali się w głowę: kalosze? teraz? Ostatecznie udało mi się je dostać dopiero w piątym z kolei sklepie w mieście wojewódzkim:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:13

      Sobie kalosze kupiłem bodajże w markecie budowlanym, a damskie mają w centrach ogrodniczych:)) Dzieci dostają kalosze w spadku, więc mogłem nie zauważyć braków w zaopatrzeniu:P
      Chądzyńska jest dla mnie nową autorką, to wszystko wina Kasi z Mojej pasieki. No i parę osób głosowało na nią w plebiscycie.

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      12 września 2013 o 10:34

      Kaloszowym spadkiem też bym nie pogardziła, bo cykliczne wydawanie całkiem sporych pieniędzy na kupę śmierdzącej gumy zaczyna mnie lekko irytować.
      Ale jak mogłeś nie czytać Chądzyńskiej? Ty? W życiu bym nie pomyślała:)
      To chyba niestety jedna z tych autorek, które ostatnio niezasłużenie popadły w zapomnienie. Wydaje mi się, że nie było ostatnio żadnych wznowień jej książek.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:41

      Przypuszczam, że czytałem Statki, ale głowy nie dam. Obawiam się, że już i w moich czasach nie była szczególnie popularna. A wznowienia były, owszem, mają koszmarne okładki, jak to w Siedmiorogu czy innym Akapicie:( Zapomnienie natomiast niesłuszne, więc czytać i przypominać.

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      12 września 2013 o 11:30

      Te wznowienia o których piszesz, też były już dość dawno temu. Swoją drogą, ciekawe czemu akurat te wydawnictwa ją wydawały – dla mnie, gdybym nie znała tej autorki wcześniej, byłaby to swego rodzaju antyreklama.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 11:32

      Dla mnie też była to antyreklama i specjalnie szukałem starszych wydań. Ale Siedmioróg i Akapit miały swego czasu, a i chyba dziś, monopol na mnóstwo starych młodzieżówek, sam mam ichnie Bahdaje czy Nowacką, kupowane na wyprzedażach.

      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    12 września 2013 o 08:52

    Wygląda na to, że mimo tej całej dzisiejszej nowoczesności problemy nastolatków pozostały ciągle takie same. Trafiłem na coś podobnego w „Grubym” Minkowskiego, choć z Twojego opisu wynika, że problemy Anny zostały przez Zofię Chądzyńską potraktowane znacznie głębiej.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:16

      Minkowski pisał o przygodach, więc się nie wgłębiał w psychikę bohaterów, o ile pamiętam. Ale problemy faktycznie niezmienne:)

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    12 września 2013 o 08:56

    Przypadek to, że znów w książce pojawia się temat ułomności i wykluczenia?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:19

      Przypadek. Chądzyńską czytałem wcześniej niż Szmaglewską, tylko mi z pisaniem się zeszło.
      Miałem protestować, że jąkanie Anny nie jest ułomnością, ale tak ją blokowało, że faktycznie trzeba je tak nazwać. Natomiast o wykluczeniu nie ma mowy, przynajmniej nie przez rówieśników, to sama Anna od nich stroni, im to jąkanie nieszczególnie przeszkadza.

      Odpowiedz
  5. koczowniczka pisze:
    12 września 2013 o 10:48

    O, Chądzyńska :) To jedna z moich ulubionych autorek z okresu, kiedy miałam kilkanaście lat. Mądra kobieta, bardzo mądra. Lubiła pisać o osobach nieprzystosowanych, zakompleksionych, o różnego rodzaju dziwakach. Napisała też powieść dla dorosłych pt. „Skrzydło sowy”, ale to powieść taka sobie. Nie zachwyciła mnie tak bardzo jak powieści dla młodzieży.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 10:50

      No i życie miała ciekawe, jak wynika z przeglądanej autobiografii:)

      Odpowiedz
    2. koczowniczka pisze:
      12 września 2013 o 11:59

      Życie miała bardzo ciekawe, ale niestety w przeciwieństwie do większości naszych rodaków nie lubiła plotek ani ekshibicjonizmu, więc wiele zataiła. Dla czytelnika to, co zataiła, mogłoby być najciekawsze :)
      Pamiętam, że Chądzyńska nie umiała rozróżniać twarzy, ludzi rozpoznawała tylko po głosie.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 12:03

      Autobiografia faktycznie niewielka objętością:( Za to wyczuwam pokrewną duszę, bo ja też zupełnie nie mam pamięci do twarzy.

      Odpowiedz
  6. Lirael pisze:
    12 września 2013 o 17:20

    Na blogach kulinarnych z przepisami są często takie specjalne guziczki „Zamień na listę zakupów” – stanowczo domagam się dodawania ich do Twoich recenzji. :)

    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    12 września 2013 o 18:00

    Rozumiem, że mam poszukać odpowiedniego gadżetu i go zamontować? :)

    Odpowiedz
    1. Lirael pisze:
      12 września 2013 o 18:07

      Byłoby wskazane, ale tym razem poradziłam sobie bez. :) „Wstęga…” już kupiona. :)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 września 2013 o 18:36

      Ja bym nie poprzestawał na jednym tytule, bo mam dobre przeczucia co do autorki :P

      Odpowiedz
    3. Lirael pisze:
      12 września 2013 o 19:38

      Chyba lepiej by było, gdybym jednak poczekała na tę hurtową listę zakupów. :)
      Mam już autobiografię Chądzyńskiej i na pewno przeczytam też to. :)

      Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    12 września 2013 o 20:09

    Zapomniałem o „Drabie” :(

    Odpowiedz
    1. maiooffka pisze:
      14 września 2013 o 18:35

      O Drabie nie sposób zapomnieć ;) Ale dzięki Tobie przypomniałam sobie, że to książka Chądzyńskiej. A czytało się jej książki na jednym oddechu niegdyś.

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2013 o 19:05

      Jak się Draba nie czytało, to aż za łatwo się o nim zapomina. A miałem już nic nie kupować dodatkowo :(

      Odpowiedz
    3. maiooffka pisze:
      14 września 2013 o 19:47

      Wstrzymaj się jeszcze trochę, a dzieci z biblioteki szkolnej Ci przyniosą ;)

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2013 o 19:55

      Nie wiem, kiedy ostatni raz byłaś w bibliotece szkolnej, ale z pewnością w naszej nie zachowało się nic wydanego przed 2000 rokiem.

      Odpowiedz
  9. PIOTR BOLC pisze:
    14 września 2013 o 14:33

    Nie znam tej pani (rocznik 90) i już chyba nie poznam. Ale kto wie…

    Odpowiedz
  10. Mika pisze:
    28 września 2013 o 20:53

    Dobry wieczór, ja pierwszy raz piszę, chociaż od pewnego czasu podczytuję. Bardzo dziękuję za przypomnienie różnych książek i autorów z mojej młodości. „Drab” był jedną z moich ulubionych książek, niestety gdzieś mi przepadł, chyba ktoś pożyczył i nie oddał. Nawiasem mówiąc, w ubiegłym tygodniu na antenie radiowej Dwójki leciały wspomnienia Zofii Chądzyńskiej, przez nią samą opowiadane, w serii „Głosy z przeszłości”, można odsłuchać na stronie Dwójki. Wspaniale się tego słuchało, opowiadała niezwykle barwnie.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2013 o 21:04

      Dobry wieczór, witam serdecznie i zapraszam do częstszego komentowania:) Dziękuję za wiadomość o audycji, znalazłem ją i posłucham w wolnej chwili (link: http://www.polskieradio.pl/8/755/Artykul/937739/)

      Odpowiedz
  11. Pingback: Liczenie słupków, czyli co się klika najlepiej – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT