Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Człowiek przyjemnie jednoznaczny” („Akademia Pana Brzechwy”)

Posted on 3 stycznia 20144 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
<
Roku czytania biografii nie wymyśliłem tak całkiem bezinteresownie. Chciałem się w ten sposób zmobilizować do napisania o kilku przeczytanych książkach, które być może wstawiłbym na półkę bez poświęcenia im chociaż kilku słów. A tak, to proszę: jest cel, jest i motywacja, więc przedstawiam pierwszą z zeszłorocznych zaległości.Jan Brzechwa, prawnik z wykształcenia, chciał zabłysnąć jako poeta, w końcu pokrewieństwo z Bolesławem Leśmianem zobowiązywało. Zadebiutował wierszem w wieku piętnastu lat, ostatecznie jednak, niejako wbrew sobie, skupił się na twórczości dla dzieci, która przyniosła mu nie tylko miłość małych czytelników, ale i upragnioną sławę, i stabilność finansową. Sam żartował, że pisanie dla dzieci jest dla niego sposobem, by trafiać do ich… matek:

Wiadomo przecież od stuleci,
że taki rzeczy jest porządek:
do matek trafia się przez dzieci
tak jak do mężczyzn – przez żołądek.
Czy to uwłacza matkom miłym?
No cóż, przyznaję się: zgrzeszyłem.

Lubię twarzyczki wasze młode
i często sobie wyobrażam
wasz wdzięk i powab, i urodę,
i mimo woli się rozmarzam.
A gdy marzenie mnie kołysze,
wtedy dla dzieci wiersze piszę.

„Akademia pana Brzechwy” to typowy zbiór wspomnień – najpierw siostra przedstawia dom rodzinny przyszłego bajkopisarza, a potem żona, przyjaciele, koledzy i współpracownicy dorzucają własne historie, anegdoty, charakterystyki. (Grono autorów jest zresztą wyborne. Jak napisała Stefania Grodzieńska: „Powiedz mi, kto napisał o tobie wspomnienie pośmiertne, a powiem ci, kim byłeś”. Stosując to kryterium, możemy uznać, że Jan Brzechwa był wielkością niekwestionowaną).

Z tych wszystkich materiałów wyłania się Jan Brzechwa jako wybitny znawca prawa autorskiego, niespełniony poeta, uwielbiany bajkopisarz, człowiek szarmancki, czuły na damskie wdzięki, smakosz i miłośnik kart. Jednym słowem, jak stwierdziła redaktor Irena Szymańska, „człowiek przyjemnie jednoznaczny”, życzliwy, pogodny, taktowny, upiornie pracowity i obdarzony wielkim poczuciem humoru. Nawet pieniądze tracił z wdziękiem i jednego nie znosił nade wszystko – nudy.

Młode matki, dla których ponoć pisał Brzechwa, chyba wolałyby nie wiedzieć, w jakich okolicznościach rodziły się pomysły na utwory dla dzieci. Takie „Opowiadał dzięcioł sowie” to rezultat suto zakrapianej kolacji, podczas której pijany w drzazgi działacz spółdzielczy zamówił książkę propagującą spółdzielczość u równie pijanego poety i niewylewającego za kołnierz ilustratora. Jak podsumował ów rysownik, Eryk Lipiński: „Książeczka ta może służyć nie tylko dzieciom, ale przeciwnikom prohibicji jako niezbity dowód pożytków wynikających z picia wódki w dobrym towarzystwie”.

Pan Kleks, rys. Jan Marcin Szancer, 1963 rok.

Wspomnienia te czyta się trochę jak jedną z baśni Brzechwy. Rzadko się bowiem zdarza, by nawet w tego rodzaju publikacjach – z definicji mających nieco hagiograficzny charakter – panowała powszechna zgodność co do charakteru bohatera i taka temperatura uczuć wobec niego (oraz równie wysoki poziom literacki). Mnie w pamięć zapadł szczególnie tekst Seweryny Szmaglewskiej, bardzo osobisty i pokazujący nie tylko Brzechwę jako prezesa łódzkiego oddziału Związku Literatów Polskich, ale przede wszystkim jako mentora młodej pisarki, który zachęcał ją do pracy nad „Dymami nad Birkenau” i przeprowadzał przez czyhające po drodze debiutantki pułapki.

Przyjemna jednoznaczność bajkopisarza bywa współcześnie podważana, co jakiś czas na nowo budzi bowiem kontrowersje aktywność Brzechwy w okresie stalinowskim. Autorzy wspomnień z dyskrecją przemykają się nad tą kwestią. Chyba tylko Ryszard Matuszewski napisał o tym ciut więcej: „Janek nie był typem opozycjonisty […]. Nie wstydził się też wierszy pełniących funkcje wyraźnie usługowe: od tego był mistrzem w pisarskim rzemiośle, żeby umieć napisać na odgórne zamówienie również tren, pean czy panegiryk”. Tego typu utwory pisał zresztą i przed wojną: wydał w 1938 roku tom „Imię wielkości. Wiersze o Józefie Piłsudskim”. Nie wypierał się go nigdy, tak samo jak nie wypierał się o trzynaście lat późniejszych „Strof o Planie Sześcioletnim”. Rozmaitym wojenkom i dyskusjom właściwe proporcje przywrócił niedawno Krzysztof Varga i pod jego zdaniem mógłbym się podpisać:

Ja „Pana Kleksa” uwielbiam i nic nie zmienia mojego uwielbienia dla Brzechwy; gdyby „Pana Kleksa” napisała, dajmy na to, Wanda Wasilewska – Wandę Wasilewską bym sławił.

Swoją drogą, może warto sprawdzić, co też Wasilewska napisała?

Akademia pana Brzechwy. Wspomnienia o Janie Brzechwie, red. Antoni Marianowicz, Czytelnik 1984.

Wykorzystałem fragment felietonu Krzysztofa Vargi „Brzechwa dzieciofob, czyli kompleks bajkopisarza” („Gazeta Wyborcza”, 16 maja 2013 roku), za który dziękuję Ani.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

73 thoughts on “„Człowiek przyjemnie jednoznaczny” („Akademia Pana Brzechwy”)”

  1. Lirael pisze:
    3 stycznia 2014 o 17:37

    Wasilewska? Na przykład „Pokój na poddaszu”, który zresztą w dzieciństwie zrobił na mnie duże wrażenie.
    Na pewno ciekawa jest też autobiografia Brzechwy „Gdy owoc dojrzewa”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 17:38

      Właśnie o „Pokoju” myślałem, ale najpierw zużyję zapasy Wandy Żółkiewskiej i poznam Halinę Górską, też lewicującą.
      Autobiografię Brzechwy mam, nie powiem, dzięki komu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:25

      Już nie pamiętam, kto komu polecił, ale najważniejsze, że mamy, bo chyba warto. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Kasia Sawicka pisze:
    3 stycznia 2014 o 17:45

    Ciekawe, czytając akapit o penach na rzecz planu sześcioletniego stwierdziłam, że się idealnie w moment wstrzeliłeś, bo właśnie czytam (nie, nie czytam, znowu łażę po blogach ghrr..) rozdział o literaturze z okresu socrealizmu. Zgadzam się, że niezależnie jednak od tego, Brzechwa to Brzechwa, za pana Kleksa też uwielbiam i trudno, trzeba pewne fragmenty z jego biografii przełknąć. Zresztą, nie on pierwszy, nie ostatni. Andrzejewski miał silną fazę zachwytu komuną, a jakoś nie jestem w stanie nie doceniać „Miazgi”, podobnie z Konwickim. Trzeba też brać pod uwagę inne zmienne związane z trudnościami epoki. Wydaje mi się, że oceniać jednoznacznie jest zbyt łatwo.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 17:49

      Nie chodzi o to, żeby zapominać czy pomijać, ale żeby właśnie uwzględniać więcej zmiennych niż tylko „podpisał”, „wychwalał”, co zwykle prowadzi do bezwzględnego „zeszmacił się”. No ale niestety wiele osób lubi uproszczenia, widać świat wydaje się im wtedy prostszy :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      3 stycznia 2014 o 17:55

      Nie da się ukryć. Dzielenie świata i ludzi w sposób ewidentnie czarno – biały to jedna z wad ludzkości. A zgadzam się, że zatajać też się nie powinno. Po prostu przyjąć do wiadomości i próbować zrozumieć „koloryt” czasów. Nie zawsze łatwo było odmówić, nie zawsze najlepszym wyjściem była emigracja. A umiejętność pisania na każdy temat to też zaleta! Szczególnie, gdy to pisanie nie traci na wartości niezależnie od tematu. Choć powiem szczerze, że już szczególnie tych wierszy Brzechwy czytać nie muszę ;-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:07

      Ale rymowany przepis Brzechwy na flaczki byś przeczytała? Rozkoszna rzecz:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:19

      Złośliwiec ;P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:23

      Wcale nie, on serio napisał taką rzecz:
      „Kilo flaków na początku
      Dobrze oczyść, wrzuć do wrzątku,
      Przepłucz, odcedź. Na to nalej
      Rosół z kości. Gotuj dalej.”

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Kasia Sawicka pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:47

      Złośliwiec do kwadratu ;P przecież nie wątpiłam że coś takiego napisał..

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:53

      Dalej jest jeszcze fajniej, chociaż flaków nie znoszę:)
      A wszystkich socrealistycznych utworów naszych rozmaitych wieszczów naczytałem się w młodości, w ramach zachłystywania się jawnością, niecenzuralnością itp.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Kasia Sawicka pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:54

      Mi starczyło parę tekstów na studiach. Więcej mi nie trzeba do szczęścia..

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    3 stycznia 2014 o 18:48

    Skoro Kolega zaczyna już Vargę cytować, to znaczy, że bakcyl połknięty.;) Cieszy mnie to niepomiernie.;)
    I dobrze, że Brzechwa różne rzeczy pisał, inaczej byłby zbyt idealny. Jestem zdania, że największą wadą człowieka jest brak wad.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:55

      Varga się tu nadawał idealnie, raz jeszcze dzięki za rozsianie bakcyla:)
      Gdyby wierzyć wspomnieniom z tomu, to taki był, dobrze, że się komuś czasem coś wymknęło, chociaż to pewnie Urbanek odarł Brzechwę do końca z uroku.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      3 stycznia 2014 o 18:57

      Ależ proszę bardzo, KV zasługuje na uwagę, oklaski itp.;)
      Czyli najpierw lepiej czytać Brzechwę w wersji light? Jutro obejrzę tę książkę w bibliotece, na szczęście jest.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:37

      Wersja light jest przede wszystkim kopalnią fantastycznych anegdot różnego kalibru, o dziwo wszystkie teksty trzymają też poziom. No i masa prywatnych zdjęć, takie z lodówką rządzi :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      4 stycznia 2014 o 11:58

      Z lodówką? To sporo mnie ominęło.;( Niestety zanim doszłam do półki z Marianowiczem miałam już wyczerpany limit książek do wzięcia. Ale tytuł jest odnotowany, nie zginie. Jeśli teksty trzymają poziom, tym bardziej warto pamiętać.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2014 o 11:59

      Całe wspomnienie żony jest poświęcone tematowi „mój mąż i jedzenie”, jest o czym poczytać :) Poziom musiał być wysoki: Marianowicz, Grodzieńska, Lipiński, Iwaszkiewicz, Szymańska, Szmaglewska…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      4 stycznia 2014 o 16:49

      Nawet Iwacha? No, no.
      Skoro żona pisze głównie o upodobaniach kulinarnych/żywieniowych Brzechwy, czuję się bardziej zmotywowana.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2014 o 17:41

      Iwacha poprzez jakieś wspomnienie pośmiertne, ale ładne.
      Żonę naprawdę warto poczytać, cytuje m.in. wiersz o flaczkach, który podałem w którymś komentarzu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Marlow pisze:
    3 stycznia 2014 o 19:16

    Brzechwa to jednak dla przede wszystkim „Brzechwa dzieciom”, „Pan Kleks” jakoś przeszedł bez echa, w przeciwieństwie do „Pokoju na poddaszu”, który swego czasu należał do moich ulubionych książek.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:38

      Z „Brzechwy dzieciom” „Witalisa” znałem na pamięć, a i dziś to i owo jeszcze pamiętam, ale „Kleks” to była absolutna fascynacja:)
      A drugi głos na „Pokój na poddaszu” sprawia, że jestem coraz bardziej tej książki ciekawy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:54

      Zaznaczam, że bardzo mi się podobał w podstawówce a od tego czasu trochę się jednak zmieniło :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:57

      Biorę na to poprawkę, rzecz jasna. Ciekawe, czemu mnie to w ręce nie wpadło, przecież na pewno było w bibliotekach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Marlow pisze:
      3 stycznia 2014 o 19:59

      To chyba była nawet lektura – może akurat nie było Cię na tej lekcji?! :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:00

      Jeśli było lekturą, to co najwyżej uzupełniającą i na pewno jej nie omawialiśmy. Timura i jego drużynę to i owszem :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Marlow pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:04

      U nas oprócz niego był też do wyboru „Kordzik” albo „Samotny biały żagiel”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:06

      Hmm, to takich rzeczy raczej na pewno nie było, nawet jako uzupełnień. Jakiś Putrament w ósmej klasie był, ale z Rosjan tylko Gajdar.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. anek7 pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:06

      To ja też dorzucę głos na „Pokój na poddaszu” – czytałam i bardzo miło wspominam, chociaż nad kilkoma fragmentami płakałam jak bóbr…

      A Halinę Górską za baśń „O księciu Gotfrydzie, rycerzu gwiazdy wigilijnej” będę kochać do końca świata:)
      Zresztą Żółkiewską i jej „Ślady rysich pazurów” też miło wspominam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:09

      „Gotfryda” chyba czytałem, ale teraz chciałbym „Chłopców z ulic miasta” i „Drugą bramę”.
      „Śladów rysich pazurów” nie lubiłem, ale to dlatego, że nie cierpię opowieści typu „samotny chłopiec przebijający się przez ciemny las pełen niebezpieczeństw”, a tam chyba takich momentów było sporo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Marlow pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:10

      Uuuu … Panie … , to słabiutko – do dziś pamiętam zieloną okładkę cegły – „Poematu pedagogicznego” Makarenki a na dokładkę „Młodą gwardię” i „Opowieść o prawdziwym człowieku” – eh, miał człowiek wówczas zdrowie … :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:12

      „Poemat” zacząłem czytać na własną rękę, też miał zieloną okładkę. Wytrzymałem może jedną trzecią, bo się zrobiło nieznośne, mimo iż dzieckiem byłem nieuświadomionym politycznie. A „Opowieść” sobie zapodałem jako całkiem duży chłopiec i przeszła, scenę z jeżem do dziś wspominam :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. anek7 pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:18

      „Chłopców z ulic miasta” też czytałam, ale oprócz ogólnego wrażenia nie pamiętam jej za specjalnie. Zresztą wiecznie mi się ta książka myliła z „Chłopcami ze Starówki” Haliny Rudnickiej, która to powieść z kolei podobała mi się bardzo.
      O popatrz, a ja myślałam, że chłopcy lubią książki typu „samotny chłopiec przebijający się przez ciemny las pełen niebezpieczeństw”. Ot, niespodzianka;)

      A nawiązując do tego co wyżej pisze Marlow, to w moich szkolnych czasach „Kordzik” i „Samotny biały żagiel” też były w uzupełniających lekturach (tak gdzieś VII, VIII klasa), natomiast Gajdar był obowiązkowy – „Czuk i Hek” i oczywiście „Timur”.
      Może Ty młodszy od nas jesteś i już wtedy nie było tych książek w kanonie?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. Marlow pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:20

      „Poemat” przeszedłem do końca choć pamiętam go przez mgłę, a „Opowieści” i „Młodej gwardii” nawet przez mgłę nie pamiętam :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:20

      Chyba jestem nietypowym chłopcem, bo mi tak zostało. Do dziś mam drgawki przy serialu „Gazda z Diabelnej” – chłopcy się tam ciągle plączą po jakichś pustych hangarach i stale ktoś ich tam obserwuje, brrr.
      „Czuka i Heka” też nie czytałem, do dziś zresztą. Z Marlowem kiedyś ustaliliśmy, że jesteśmy niedużo, ale jednak przesunięci w czasie :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 20:22

      Marlow: do Polewoja mnie zachęciła „Księga urwisów”, oni to tam chyba czytają albo oglądają. Nie wiem, czy „Młoda gwardia” też nie jest wspomniana.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. momarta pisze:
    3 stycznia 2014 o 21:10

    Bo wbrew temu, co można by przypuszczać, czytając i słuchając ostatnio różnych takich, naprawdę mało kto jest „typem opozycjonisty”. Czytałam ostatnio trochę o Natalii Gorbaniewskiej i jestem absolutnie przekonana, że nigdy, przenigdy nie postąpiłabym tak jak ona, mając tak małe dzieci. Nie wiem więc, co i kogo miał Brzechwa, czy też czego nie miał, ale po prostu go lubię, chromoląc przy tym jego biografię.
    Chociaż nie do końca podzielam słuszność jego spostrzeżeń na temat drogi dojścia do młodych matek:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:17

      Nie udawaj takiej odpornej na urok szpakowatych panów opowiadających piękne baśnie :) Nie wiem, co kierowało Brzechwą, ale też chromolę. Miałem czytać Urbanka, ale chyba straciłem ochotę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:25

      Najwyraźniej spotykam niewłaściwych szpakowatych panów:(
      A Urbanka dostałam w prezencie urodzinowym ponad pół roku temu i tak sobie leży. I pewnie poleży jeszcze przez jakiś czas, chyba że coś mnie trzepnie. Natomiast „Akademię Pana Brzechwy” chętnie chwyciłabym w rękę natychmiast; cóż, kiedy mi ją właśnie zutylizowali w bibliotece.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:28

      O, i to tyle z posiadania nowości :P Mój egzemplarz wspomnień rozpadł się na luźne kartki, bo to kryzysowe wydanie. Szkoda, że biblioteka się pozbyła, bo można co prawda nabyć książkę bez trudu, ale przecież wszyscy w nowym roku ślubowaliśmy powstrzymanie się od kompulsywnych zakupów :D W każdym razie, jeśli uda mi się w najbliższym czasie ten rozsyp skleić, to mogę Ci pożyczyć.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:36

      Tak jakoś to wygląda z tymi nowościami, niestety. Mam sporą półkę takich, na które rzucałam się zachłannie w księgarniach, jakby natychmiast mieli zakazać ich sprzedaży, i których – odkąd znalazły się w mojej własnej biblioteczce – od tamtej pory nie omiotłam nawet wzrokiem.
      W przyszłym tygodniu spróbuję obadać bibliotekę, bo parę razy zdarzało się już tak, że co innego widniało w sieci, a co innego stało na półce. W razie gdyby jednak tym razem oba światy się pokrywały, zwrócę się albo do mistrza introligatorstwa (dzięki!), albo do mistrza zakupów w sieci (ja tam niczego nie ślubowałam:P).

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:38

      Też mam masę takich (już nie) nowości :P Na szczęście książki się nie przeterminowywują.
      Powodzenia w łowach w takim razie, na wszelki wypadek zacznę jednak sklejać kartki :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:44

      Przeterminowują? No, nie psują się, o.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:50

      Ja tam byłabym za pierwszą językową opcją, ale co ja tam wiem!:P A psuć się psują, przynajmniej te z peerelowskich czasów: żółkną, rozpadają się. Obejrzałam parę ofert „Akademii..” na allegro: jak nie odpadnięta od całości okładka (to, że nie ma takiego słowa jak „odpadnięta”, to wiem:P), to żyjące własnym życiem kartki. Ech, i było przeczytać od razu, w 1984 roku?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 21:54

      Pooglądaj sobie książki z końca XIX wieku drukowane na kwaśnym papierze, od razu polubisz peerelowskie druki na papierze klasy piątej.
      W ’84 „Akademię” pewnie sprzedawali spod lady względnie wymieniali na co najmniej pół kilo szynki, więc wtedy by nie dało rady poczytać. Ja widzę jedną ofertę ze stanem „uszanowanym i dobrym”, a drugą na oko „bardzo uszanowanym”, więc nie mnóż trudności :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:06

      Jakoś nie miałam (nie)przyjemności, najstarsze książki mam z początku ubiegłego wieku i są w całkiem niezłym stanie:)
      Najgorsze jest to, że jestem posiadaczką samych książek spod lady. Niewykluczone więc, że w którymś z licznych kartonów spoczywa i Marianowicz. Tylko a) w którym? b) czy aby na pewno spoczywa? Chyba łatwiej kupić na allegro, psiakrew:(
      A ci od stanu „uszanowanego i dobrego” już raz mi podpadli, więc nie wierzyłabym im tak bardzo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:08

      Widać ludzie różnie rozumieją uszanowanie.
      A co do kupowania nowego, gdy nie można znaleźć starego egzemplarza, to masz bardzo godną współtowarzyszkę procederu :D
      Jak Ci się obaj synowie nauczą pisać, to zasadź ich do spisania zawartości pudeł :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:16

      Mam wrażenie, że doskonale wiem, kto to, ale posiadam również dziurę w mózgu, w miejscu gdzie było jej nazwisko:P
      Sądzę, że sama do tego dojrzeję, i to już niedługo. Kiedy pakowałam zawartość do pudeł, miałam nawet taki plan, żeby wszystko spisać, i nawet coś tam zaczęłam, ale byłam wtedy w dość zaawansowanej ciąży i hormony popukały mnie w czoło na tyle mocno, że przestałam:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:18

      Czas teraz wziąć odwet na przyczynach burzy hormonalnej i zagonić małoletnich do roboty społecznie użytecznej :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:20

      Tak o tym do tej pory nie myślałam, ale faktycznie: jest to myśl! Starszy ma przerąbane!:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:22

      Nie bądź prosię, poczekaj aż i młodszy się nauczy chociaż drukowanymi pisać :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. momarta pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:24

      Po pierwsze, Młodszy jest niewinny. Po drugie, czy Ty wiesz ile ja książek zdążę do tego czasu bez sensu kupić???

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 stycznia 2014 o 22:25

      No to jest argument. Biedny Starszy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. guciamal pisze:
    4 stycznia 2014 o 13:58

    Przede wszystkim cieszę się, że przy okazji postu o Brzechwie objawiło się, że Pokój na poddaszu (tej Wandy Wasilewskiej) podobał się nie tylko mnie, bo już myślałam, że jakaś odosobniona byłam. Oczywiście czytałam, jako nieświadome czegoś takiego jak ideologia i manipulacja dziewczątko, ale jakoś tak do dziś miło wspominam i tylko boję się dziś powrotu do lektury, coby się nie okazało, że dziś świadoma znaczenia obu pojęć na książkę spojrzę bez sympatii. Dlatego, jeśli przeczytasz ją to ja bardzo poproszę o recenzję z tego dorosłego czytania. A co do Pana Kleksa to mogę się tylko powtórzyć-uwielbiam Brzechwę za Kleksa i jest dla mnie właśnie autorem Akademii i Podróży przede wszystkim.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2014 o 15:21

      Wasilewska będzie na pewno, o ile uda mi się zdobyć egzemplarz, bo jak na lekturę wydawaną chyba w setkach tysięcy egzemplarzy dostępność jest kiepska :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Małgorzata Zaczytana pisze:
    4 stycznia 2014 o 16:53

    dzięki Waszym komentarzom przypomniałam sobie wiele lektur z dzieciństwa, w tym właśnie „Pokój na poddaszu” (oj nieraz się zryczałam nad tą książką) i Polewoja (też wtedy zrobiła na mnie wrażenie). Nie były to moje lektury szkolne, tylko jakieś stare egzemplarze wyszarpnięte z czeluści biblioteki domowej – pożółkłe kartki z poszarpanymi brzegami, niejednokrotnie wypadające kartki i strach, czy jakiejś nie zabraknie. A że molem książkowym byłam chyba już w łonie matki, to zawsze uwielbiałam takie starocie.
    A co do Brzechwy – to kocham Go i zawsze będę. Do tej pory potrafię chwycić za jego wiersze i odkrywać Go na nowo. „Pan Kleks” zawsze był dla mnie arcydziełem. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2014 o 17:47

      Też uwielbiam te wspominki, dzięki którym wypływają zapomniane lektury :) Nie ma to jak porządny biblioteczny staroć.
      A Brzechwa trzyma się mocno również w biblioteczkach moich córek :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Dagmara Hadyna pisze:
    4 stycznia 2014 o 22:07

    Nigdy bym nie pomyślała, że staro dobry Brzechwa był takim „czułym na damskie wdzięki” osobnikiem, że aż marząc sobie o powabnych młodych żonkach, pisał dla ich dzieci bajki;) Uroczy wierszyk.
    A co do „Pana Kleksa”, to chyba nawet nie trzeba wpisać, jakie wrażenie do tej pory wywiera na dzieciarni. Ja też bardzo ciepło wspominam z lat szczenięcych. A do tego jeszcze ta ekranizacja, w której były te przerażające wilki z czerwonymi oczyskami, do tej pory sobie przypominam tę potworną muzykę, te dziwne odgłosy, które akompaniowały ich przemarszom na ekranie… Ciarki przechodzą.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2014 o 22:11

      Urok takich wspomnieniowych zbiorków polega na tym, że rozmaite ciekawostki wychodzą na jaw :)
      O tym, kto się bał wilków z filmu o Panu Kleksie już tu kiedyś dyskutowaliśmy, chyba na wszystkich robiły dość piorunujące wrażenie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. peek-a-boo pisze:
    5 stycznia 2014 o 13:18

    Tez uwielbiam Pana Kleksa zwłaszcza część pierwszą i trzecią. Dlatego jakoś nie bardzo chciałam sięgnąć po Brzechwę nie dla dzieci. Za to ten tytuł wydaje się bardziej przyjazny i pisarzowi i jego czytelnikom.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 stycznia 2014 o 13:24

      Jeśli lubisz ciepłe opowieści z nutką humoru, to jak najbardziej polecam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. buksy pisze:
    5 stycznia 2014 o 19:19

    a kto nie lubi?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 stycznia 2014 o 20:03

      Znalazłoby się pewnie parę osób, które kręcą inne klimaty :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. Bazyl pisze:
    9 stycznia 2014 o 12:25

    A mnie się „Akademię …” czytało bardzo dobrze i podobał mi się obraz Brzechwy w niej przedstawiony. I nic to, że jednostronny i pewnie uładzony, bo „o zmarłych etc.”, a tu jeszcze o znajomym czy współpracowniku. I nawet książka Urbanka nie zmieniła mojego zdania o Brzechwie jako po prostu sympatycznym człowieku.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2014 o 12:27

      To u Ciebie zobaczyłem tę książkę:) A ja sobie Urbanka chyba odpuszczę, co sobie będę psuł obraz:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      9 stycznia 2014 o 12:33

      Pewnie, lepiej przeczytaj kolejny raz Akademię albo Wiersze dla dzieci :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2014 o 12:34

      Uhum, właśnie Starsza przygotowuje na konkurs recytatorski Kaczkę Dziwaczkę, jestem absolutnie na bieżąco :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      9 stycznia 2014 o 12:54

      Stosuje patent z zatkanym palcami nosem? U nas taka właśnie wersja, podawana przez Szymka, biła rekordy popularności :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2014 o 12:57

      Najpierw opanowanie pamięciowe, potem interpretacja. Będziemy szli w kierunku nosowości :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      9 stycznia 2014 o 13:05

      Pomysł ograny czy nie, ale nie ma jak nosowa Kaczka Dziwaczka :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2014 o 13:07

      Też tak uważam. Rozważałem włączenie w celach szkoleniowych piosenki o Kaczce z filmu o Kleksie, ale to skończyłoby się odśpiewywaniem wiersza, a nie wiem, co na to jury :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      10 stycznia 2014 o 13:25

      Myślę, że lepiej jednak nie, bo to jednak konkurs recytatorski, a nie melo :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 stycznia 2014 o 14:18

      Toteż ograniczamy kontakt z piosenką do minimum :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d