Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„To wszystko świnie” (Emil Zola, „Kuchenne schody”)

Posted on 21 stycznia 201415 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Kuchenne schody

 

Dwudziestodwuletni Oktaw Mouret przybywa do Paryża z niewielkim kapitalikiem w kieszeni i z głową pełną wielkich planów. Zamierza podbić Paryż, a narzędziem do tego celu mają się stać kobiety. Wierzy, że je rozumie, zamierza roztaczać swój czar, a potem wykorzystywać kobiety, by osiągnąć sukces w handlu, który go pasjonuje.

Na początku jednak niewiele wskazuje na to, by Oktawowi mogło się udać.

Zamieszkuje w solidnej, mieszczańskiej kamienicy

przy ulicy Neuve-Saint-Augustin, która każdym detalem świadczy o bogobojności i prawym życiu jej lokatorów:

Panował tu martwy spokój mieszczańskich salonów, gdzie nie dociera nawet najsłabszy podmuch zła. Rzekłbyś, że niezgłębionej cnoty strzegą te mahoniowe drzwi, piękne i błyszczące.

W miarę upływu dni Mouret zaczyna poznawać prawdziwą naturę tego małego światka: państwa z salonów i służby z kuchni. Nawiązuje romans z niepozorną panią Pichon, zaczyna bywać na przyjęciach, zawiera znajomość z kilkoma bywalcami i – rzecz jasna – bacznie wszystko obserwuje i słucha plotek. Stateczność i zamożność lokatorów okazują się równie fałszywe jak marmury na klatce schodowej. Wszędzie panuje ta sama atmosfera, a panie z towarzystwa prowadzą się tak samo jak ich służące. I czasem nawet nie są dużo czystsze od swoich pokojówek.

 

Paryska kamienica z połowy XIX wieku.
Próby nawiązania kolejnych romansów przez Moureta przeplatają się z losami rodziny Josserandów. Mimo swego ubóstwa starają się oni podtrzymywać pozory zamożności, byle tylko wydać za mąż dwie córki. Oszczędza się na jedzeniu, byle móc wydawać wtorkowe przyjęcia, suknie nicuje się przed każdym sezonem balowym, a halek nie pierze – w końcu nikt ich nie ogląda. Przytłoczony wymaganiami swej małżonki pan domu, któremu nie starcza na fanaberie, po nocach wypisuje za grosze opaski adresowe. Złapanie męża przez młodszą pannę Josserand niewiele zmienia w sytuacji rodziny. W matrymonialnych gierkach oszukują bowiem obie strony, a przykre rozczarowanie następuje po ślubie.

„Kuchenne schody” to frontalny atak na mieszczańską moralność,

pełną obłudy i zakłamania, na podtrzymywanie pozorów, dbałość wyłącznie o to, by domowe brudy nie ujrzały światła dziennego. „To wszystko świnie”, ocenia swych chlebodawców jedna ze służących. Nawet ksiądz Mauduit nie różni się od swych owieczek: zawsze gładkimi pouczeniami potrafi załagodzić każdy skandal. Tylko służące wykrzykują przez kuchenne okna pełnym głosem to, o czym wszyscy wiedzą: kto z kim sypia, kto ma długi, kochankę, wstydliwą chorobę. Same zręcznie wykorzystują domową sytuację, podkradają jedzenie, przyjmują kochanków w służbowych pokoikach, demoralizują niedoświadczone dziewczyny – nie ma dla nich nic świętego. Doktor Juillerat, który doskonale zna sprawki swych pacjentów, wystawia brutalną diagnozę:

[…] kobiety: jedne to lalki bądź głupie, bądź zdeprawowane przez złe wychowanie, drugie, na skutek dziedzicznej neurozy mają zwyrodniałe skłonności i uczucia. Wszystkie puszczają się w bezsensowny, upodlający sposób, wbrew woli i bez żadnej przyjemności. Zresztą, nie okazał więcej pobłażania dla mężczyzn, tych – pod maską elegancji – drani i utracjuszów. Z pasją jakobina ogłaszał alarm dla całej mieszczańskiej klasy, rozpad i ruinę gmachu, którego zgniłe rusztowanie trzeszczy.

Dla Zoli wszyscy są równi w swej niemoralności:

łajdaczą się mężczyźni i kobiety; jedni bardziej dbają o pozory, inni mniej. Część żon przymyka oczy na kochanki mężów, byle oddalić od siebie pańszczyznę małżeńskich obowiązków; inne – wobec niedołęstwa małżonków – same szukają gachów. Jednym uczciwym lokatorem w kamienicy wydaje się być stolarz, wyrzucony z mieszkania za… niemoralność, nikt bowiem nie uwierzył, że odwiedzająca go w pokoju kobieta jest jego żoną. On to podsumowuje najdobitniej atmosferę kamienicy – i szerzej – całego mieszczaństwa:

Mam po dziurki w nosie tej parszywej kamienicy! Ładne rzeczy się tu dzieją! Co za brudy! Człek nie może mieć żony u siebie, ale wyelegantowanym dziwkom na każdym piętrze wolno po kryjomu prowadzić się jak suki. Banda skurczybyków! Banda burżujów!

Oktaw Mouret z kochanką.
Sporą winę za te wszystkie zwyrodnienia zdaje się Zola przypisywać instytucji małżeństwa w ówczesnej formie, wobec której nie ma żadnych złudzeń: to cyniczny związek oparty na oszustwie, bez którego panna nie znajdzie męża, pozbawiony ciepła i zaufania. Nic zresztą dziwnego: „Ludzie nie pobierają się nigdy wedle swych upodobań… Urządzić się potem możliwie najlepiej to jeszcze najmądrzejsze”, stwierdza jednak z opisanych mężatek. O to możliwie najlepsze urządzenie dbają matki, takie jak pani Josserand, rozgrywająca matrymonialne kampanie niczym Napoleon i trzymająca swoje wojsko silną ręką niczym sierżant.

„Kuchenne schody”, jak przypuszczam, musiały wywołać skandal:

nie tylko bezkompromisowym podważaniem mieszczańskiej moralności, ale i nader przejrzystymi aluzjami seksualnymi, dokładnym opisem porodu, wzmianką o dzieciobójstwie, szczegółowym przedstawieniem sposobów „łapania męża” (chociaż pewnie wszyscy je doskonale znali), soczystym językiem. Bohaterowie reprezentują raczej pewne typy potrzebne Zoli do scharakteryzowania środowiska: Oktaw – młody, ambitny, dążący do celu; Maria Pichon – bezwolna, nieciekawa kobietka; pan Josserand – zahukany pantoflarz; pani Josserand – megiera; ich córka Berta – zepsuta panna; wuj Bachelard – stary rozpustnik i pijak; ksiądz Mauduit – obłudnik; lekarz Juillerat – radykał i bezbożnik; cała gama dam: dewotka, histeryczka, chora, energiczna kupcowa; do tego służące brudne i zdemoralizowane i tak dalej. Mimo to nie ma się wrażenia papierowości postaci, każda jest odrębna, każda ma do odegrania jakąś rolę, a Zola dba o to, by nie popaść w sztampę i funduje czytelnikom sporo zwrotów akcji. Oszczędnie dawkowane są opisy, daleko tu jeszcze do orgii detali cechującej „Wszystko dla pań”; dowiadujemy się jednak dość o wnętrzach, toaletach, posiłkach, sklepach, salonach i służbówkach.
Na przykładzie kamienicy przy Neuve-Saint-Augustin pokazana jest cała sfera mieszczańska, wszędzie bowiem jest tak samo i bez względu na to, jakie burze przetoczą się przez salony i kuchnie, nic się nie zmieni. Trzeszczący gmach mieszczaństwa miał się bowiem jeszcze przez jakiś czas opierać wichrom.
Emil Zola, Kuchenne schody, tłum. Nina Gubrynowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy 1959 [Rougon-Macquartowie, tom 10].

55 thoughts on “„To wszystko świnie” (Emil Zola, „Kuchenne schody”)”

  1. koczowniczka pisze:
    21 stycznia 2014 o 17:58

    To ten sam Oktaw, który pojawi się we „Wszystko dla pań”, prawda?
    Czytałam tę książkę w listopadzie i muszę przyznać, że świetnie się przy niej bawiłam. Pod koniec zaczęłam się lekko nudzić, ale to tylko dlatego, że książka jest za długa; kto to widział w naszych czasach, by przez 6 wieczorów czytać tę samą książkę ;)
    Postacie raczej odpychające, ale przedstawione z wielkim humorem. Taki np. wuj Bachelard to postać w gruncie rzeczy wstrętna, ale przedstawiona wybornie.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 18:11

      On to właśnie we własnej osobie:)
      Wcale nie jest długa, chociaż i mnie zajęła sześć wieczorów. Chociaż gdybym mógł, pochłonąłbym ją w dwa dni.
      Wuj należy do moich faworytów, on trochę w typie Falstaffa i Zagłoby jest, spryciulek.

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 18:28

      Nutki humoru też mi się bardzo podobały, ale moje ulubione są opisy pani Josserand.

      Odpowiedz
    3. koczowniczka pisze:
      21 stycznia 2014 o 19:29

      No tak, w porównaniu do „Prawdy”, która liczy ponad 1000 stron, „Kuchenne schody” z 377 stronami wcale nie są długie :)
      Pani Josserand ogromnie mi psuła humor. Podobnie zresztą jej córeczki. Z tej rodzinki tylko pan Josserand oraz ich syn o dziwnym imieniu, Saturn czy jakoś tak, budzili we mnie jakieś cieplejsze uczucia.

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 19:50

      Synowi było Saturnin. Obu panów J mi było żal. Baby okropne, ale Zola uroczo im wbijał szpileczki.

      Odpowiedz
    5. koczowniczka pisze:
      25 stycznia 2014 o 08:46

      O tak, Saturnin. Świetna była scena, kiedy rozhisteryzowana Berta w nocnej koszuli biegała po klatce schodowej. Oraz ta, kiedy nieśmiała pani Pichon pod wpływem lektury zdecydowała się zdradzić męża :)

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 stycznia 2014 o 09:38

      Bo książki to zuo, nic dziwnego, że pannom nie pozwalano czytać powieści :)

      Odpowiedz
    7. koczowniczka pisze:
      25 stycznia 2014 o 12:04

      O właśnie, scena z panią Pichon to świetny przykład na to, że nieodpowiednie książki jednak szkodzą :) Gdyby nie czytała romansideł, byłaby oddaną matką Lilusi i grzecznie czekałaby na powrót męża.

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 stycznia 2014 o 12:09

      No nie czytała znowu takich romansideł, tylko George Sand i Balzaka, o ile pamiętam :) Co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi pewnie :P

      Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    21 stycznia 2014 o 18:15

    Bardzo lubię zabieg pokazywania różnych warstw społecznych albo typów ludzkich w jednej kamienicy, od „Lalki” po „Kair, historię pewnej kamienicy”. Może obecnie nie jest niczym oryginalnym, ale daje wiele możliwości.
    Trzeba będzie wreszcie wyjść poza „Nanę”.:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 18:30

      Bardzo zgrabnie to Zoli wyszło, tym bardziej że wcześniej rzadko pokazywano pokoje dla służby:) Wyjście poza „Nanę” gorąco polecam.

      Odpowiedz
  3. Franca pisze:
    21 stycznia 2014 o 20:20

    Już po lekturze ,,Germinalu” wiedziałam, że Zola jest genialny. Naturalizm w najlepszym, ale nie podkoloryzowanym wydaniu!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 20:21

      Podkolorowany? Nigdy. To absolutnie naturalny naturalizm:)

      Odpowiedz
  4. Anna pisze:
    21 stycznia 2014 o 20:49

    Mam nadzieję, że wreszcie i ja ruszę z Zolą, na razie nadal wiszę w Michenerze, strona jakieś 450. Planuję czytac jednak po kolei. A na bloga zolowego recenzję wrzucisz?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 20:50

      Jasne, tylko niech tu najpierw chwilę powisi :)

      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    21 stycznia 2014 o 22:15

    Strasznie to ponure i dołujące, aż dziw, że po babraniu się w tych zgniliznach Zola zatonął w świecie falbanek, koronek, fatałaszków i opisał go z takim wdziękiem. Rzeczywiście „Kuchenne schody” musiały w tamtych czasach wywołać oburzenie.
    Kapitalna jest rycina z kamienicą. Skojarzyła mi się z tym teledyskiem. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 22:21

      Właśnie, że to nie jest dołująca książka, chociaż Zola wali z grubej rury. To raczej we Wszystko dla pań są bardziej dołujące fragmenty, dola Denise i jej kuzynki, zdradzanej przez subiekta.
      A Fleetwood Mac bardzo lubię :)

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      21 stycznia 2014 o 22:30

      W każdym razie zanurzyć się bezkarnie w tym świecie raczej nie można i chyba trudno się uwolnić od opisanych przez Zolę problemów i nieszczęść nawet po przeczytaniu książki? Może dramatyzuję, ale takie odniosłam wrażenie.
      Owszem, we „Wszystko dla pań” są smutne epizody, ale wymowa nader optymistyczna, zakończenie takoż, wręcz baśniowo-hollywoodzkie, dlatego tak dziwię się czytając o „Kuchennych schodach”. Oczywiście wiedziałam, że Zola to demaskator społecznych dramatow, naturalista, etc, ale ta część cyklu to chyba apogeum tych skłonności.
      Nie mogę przestać przyglądać się tej rycinie, każdy pokoik to oddzielna historia. :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 stycznia 2014 o 22:35

      Jakoś nie zauważyłem u siebie depresyjnych nastrojów, może dlatego, że wszystkie postacie są siebie warte i nikt nie budzi sympatii, w przeciwieństwie do Denise, której losami można się przejąć. O ile pamiętam sprzed lat, to największe wrażenie zrobił na mnie Germinal, powtórka za jakiś czas. We Wszystko dla pań bohaterce należała się nagroda za wszystkie przejścia, więc autor pozwolił jej poskromić Moureta. Happy end zdarzył mu się chyba tylko w tym tomie.
      Rycina jest świetna, niestety nie wpadł mi w ręce żaden opis do niej, a powinien być, po pokoje są numerowane.

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      21 stycznia 2014 o 22:50

      Na szczęście Zola ma poczucie humoru i dzięki temu nawet ponure diagnozy są strawne.
      Bardzo współczułam Denise, ale chyba pozytywni i mili bohaterowie to nie była specjalność Zoli, w tym przypadku chyba trochę się zagalopował z anielskością postaci. :)
      Może to posiadacz ryciny miał za zadanie ułożyć opowieści o wszystkich mieszkańcach i żeby wszystko się nie pokiełbasiło, dodano te numery?

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 06:02

      Jedna anielska postać na dwadzieścia tomów jest do przełknięcia. Szczególnie że nie trzeba Denise interpretować jako anioła, można ją nazwać nieprzystosowaną życiowo:)
      Spróbuję poszukać czegoś o tym obrazku, bo faktycznie działa na wyobraźnię – wszystkie interpretacje dozwolone.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      22 stycznia 2014 o 20:55

      Jak na osobę nieprzystosowaną, w finale osiągnęła spory sukces, ale już się nie wyzłośliwiam na jej temat, poczekam na Twoją recenzję „Wszystko dla pań”. :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:01

      Ale zwróć uwagę, że sukces odniosła wyłącznie poprzez nieświadome emanowanie swoim czarem (albo wyjątkowym nieprzystosowaniem), a nie metodą na harpię, którą stosowały inne panie wobec Moureta :D Nie wiem, czy będzie recenzja, w końcu cóż ja nowego odkryję przy szóstym czytaniu?

      Odpowiedz
  6. momarta pisze:
    22 stycznia 2014 o 20:50

    Mam wrażenie, że gdyby Zola żył teraz, mógłby realizować się jako redaktor któregoś z plotkarskich portali. W zasadzie mógłby to być nawet portal publiczny, finansowany z abonamentu, bo przecież każdy z newsów byłby przekazywany w szczytnym zamierzeniu doprowadzenia do podniesienia poziomu moralności u bliźnich!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 20:52

      Chyba go krzywdzisz tą opinią, on to robił dla Sztuki i dla podniesienia Ludzkości przez ukazanie jej, w jakim bagnie tkwi. Znał różne sprawki bliźnich i nie wahał się ich używać, ale nie dla zdobycia reklamodawców, tylko dla wyższych celów :P

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 20:56

      Ależ ja nie wątpię, że z pewnością podniósłby z bruku wszystkie brukowce!:P Ze swej strony mogę zapewnić, że – nie mogąc się doczekać kolejnych relacji z bagna – nie tylko terminowo opłacałabym abonament, ale i wykupiłabym prenumeratę dla siebie i całej rodziny!

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 20:58

      Te abonamenty i prenumeraty to w imię poprawy moralności, a nie gwoli czczej ciekawości?

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:18

      Moja moralność jest bez zarzutu, wypraszam sobie! Oczywiście, że gwoli czczej ciekawości!:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:19

      A to jak gwoli ciekawości, to pewnie wiesz, że Taniec z gwiazdami wraca na anteny ogólnopolskie?

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:20

      Zwracam uwagę, że użyłam czasu przyszłego: „bym opłacała”, „bym wykupiła”. Myślisz, że Zola napisałby coś o Maseraku?:P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:22

      On o nim napisał, pewnie tylko inaczej go nazwał. W Kuchennych schodach nazywa się Leon Josserand :P

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:25

      No sam widzisz! Nie wiem ile Zola zarabiał na tych swoich książkach, ale z pewnością teraz zarobiłby na nich znacznie więcej!:P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:27

      Jasne, publiczność domaga się Zoli, pragnie czytać opisy porodów służących. O czym świadczy fakt, że jedyne wydanie książki ukazało się 60 lat temu:P Gdyby Zola chciał zarabiać, powinien na podstawie swoich książek kręcić reality szoły.

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:31

      Rozumiem, że w ten subtelny sposób chciałeś się pochwalić, że dysponujesz kolejnym białym krukiem?:)
      Publiczność, która nie chce czytać opisów porodów służących, to akurat rozsądna publiczność. A całą resztę dałoby się załatwić odpowiednim marketingiem. I obeszłoby się bez reality show, chyba że Leon J. koniecznie musiałby gdzieś popląsać:P

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:34

      No owszem, dysponuję, chociaż niekoniecznie chciałem się chwalić :P
      Ja tam lubię dobry opis porodu, chociaż okropnie się one zdewaluowały, odkąd Anna Mucha robi ze swoich medialne show:P

      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:39

      Zmilczę co myślę na temat tego rodzaju upodobań. Zapewniam jednak, że po pierwszym własnym minęłoby Ci bezpowrotnie.
      Show Anny Muchy najwyraźniej ma słaby zasięg, bo szczęśliwie nic o nim nie wiem. Masz może jeszcze jakieś ploteczki?:P

      Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 stycznia 2014 o 21:42

    Zawsze uważałem, że powinienem być chirurgiem :P
    Oczywiście, że mam. Jestem wręcz na bieżąco, co chcesz wiedzieć? Bo nawet cenę ujawniono.

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:45

      Zmilczę po raz drugi.
      Cenę? Czego? Porodu Anny Muchy? O niej akurat nie chcę słyszeć. I jak się skupię, to chyba o nikim krajowym także. A zagraniczne plotki też masz?

      Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 stycznia 2014 o 21:47

    Jasne. Sąsiedzi mają dość Justina Biebera, a Kim Kardashian nie pozwolono wziąć ślubu w Wersalu :D

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:51

      Niemożliwe? Naprawdę? I jak teraz żyć? Jak żyć?
      (a te komentarzowe zygzaki to tak specjalnie?)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 21:52

      Jak żyć to chyba nie do mnie pytanie, tylko do premiera?
      Zygzak się przypadkiem zrobił, bo przy tych przeskokach góra-dół przy pisaniu komentarzy nie trafiam we właściwy link.

      Odpowiedz
    3. momarta pisze:
      22 stycznia 2014 o 22:20

      Premier nigdy nie podaje tak wstrząsających informacji tuż przed snem, ale ok, mogę przerobić pytanie na: I jak tu zasnąć? Jak zasnąć?
      I Ty już może więcej nie czytaj tych plotek, bo ten zygzak to jak nic od nadmiernego ich spożycia!

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 stycznia 2014 o 22:26

      Ploteczki tylko do śniadania :P W każdym razie, gdyby zaciekawiły Cię wieści ze świata, to pytaj.

      Odpowiedz
  9. mięta pisze:
    23 stycznia 2014 o 20:08

    Nie czytałam tej ksiażki Emila Zoli. Jednak po zamieszczonym fragmęcie i powyższej rozmowie w komentarzach,przypomniała mi się zaraz „Moralność Pani Dulskiej ” i „Granica”….jak zupełnie inna jest „44 Scotland Street”- Alexander McCall Smith. Choć dotyka tego samego tematu, życia w jednej kamienicy różnych ludzi i ich zachowań.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 stycznia 2014 o 20:12

      Zapolska z Zoli czerpała bez wątpienia, chociaż pewnie dziesiątki takich Dulskich widywała na co dzień. A Granicę chciałbym sobie przypomnieć.

      Odpowiedz
  10. bookfa pisze:
    23 stycznia 2014 o 22:49

    Nie które powieści z tego cyklu czytałam przed laty, ale nigdy nie udało mi się dopaść całości, mimo chodów w bibliotece wojewódzkiej, ha ha ha…
    Teraz przymierzam się do obejrzenia serialu Wszystko dla pań, i chociaż Paryż zamieniono na Londyn, to mam nadzieję, że coś z oryginału tej powieści zostało.

    Odpowiedz
  11. bookfa pisze:
    23 stycznia 2014 o 22:50

    „Niektóre”, oczywiście ;p

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 stycznia 2014 o 06:09

      W mojej dawnej bibliotece też nie było kompletu.
      Przenieśli akcję do Londynu? Co za świętokradztwo:)

      Odpowiedz
  12. Marta Kowalik pisze:
    24 stycznia 2014 o 20:27

    Ależ u Ciebie jest zawsze ambitnie :) Podziwiam :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 stycznia 2014 o 20:29

      Dzięki, chociaż Zola nie jest hermetycznym autorem i czyta się go z przyjemnością.

      Odpowiedz
  13. guciamal pisze:
    25 stycznia 2014 o 15:23

    Ja też dołączam się do wyrazów oburzenia, jak można przenieść akcję Wszystko dla pań z Paryża do Londynu :( nie rozumiem…. A twoją recenzją przypomniałeś mi, że zalegam z recenzją Zoli, a także z lekturą. Kuchenne schody przede mną, ale wygląda na to, że będzie to kolejna smakowita lektura.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 stycznia 2014 o 15:24

      To jestem w dobrym towarzystwie oburzonych :)) Pisz i czytaj, u mnie jeszcze zalega „Oskarżam”.

      Odpowiedz
  14. Bazyl pisze:
    27 stycznia 2014 o 07:45

    Nie wiem czemu, ale przypomniało mi się „Małżeństwo niedoskonałe” Nepomuckiej. A o strasznych mieszczanach, w strasznych mieszkaniach, to się chyba zawsze dobrze czyta. I czytając przekonuje samego siebie: „To nie o mnie” :P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 stycznia 2014 o 07:48

      No ale przecież nie mamy z nimi nic wspólnego, np. służących nam brakuje :P

      Odpowiedz
  15. Monika Gała pisze:
    29 stycznia 2014 o 09:33

    Przypomina mi to niektóre szkole lektury :) Gdyby mój dziadek usłyszał o podobnej kamienicy, powiedziałby, że to dom wariatów :P Muszę przeczytać w najbliższym czasie :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT