Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wszeteczeństwa i macki (Marcin Mortka, „Morza Wszeteczne”)

Posted on 5 marca 201431 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Zaczyna się z takim przytupem, jaki rozlega się tylko wtedy, gdy pirat łomocze drewnianą nogą o pokład. I z gwizdem. Gwizdem pocisków padających na Necroville, podupadające miasto, gdzie z upodobaniem zabawiają się korsarze z Mórz Wszetecznych. Kapitan Roland Wywijas i jego wierna załoga, oderwani od portowych rozrywek, szybko namierzają agresora i ruszają do walki. Zastosowawszy nader oryginalne środki bojowe, pokonują agresorów i zagarniają nowy statek w miejsce swojej starej łajby. Zdobyczna jednostka budzi niepokój, tu i ówdzie spod farby przebija jakiś pentagram, a z różnych miejsc zaś dobiegają dziwne ryki.
Byle ryczący demon nie jest w stanie wystraszyć piratów, którzy sami w sobie są dość straszni jako mutanci, wyrzuceni poza nawias społeczeństwa i obdarzeni rozmaitymi nadprogramowymi narządami lub zdolnościami – kapitan Roland, na przykład, nader sprawnie posługuje się wyrastającymi z pleców mackami, dzięki którym zdołał udaremnić niejeden bunt na pokładzie. Wokół Rolanda i jego załogi zaczyna się jednak dziać zbyt dużo zastanawiających rzeczy, by przejść nad nimi do porządku dziennego. Kapitan zaczyna drążyć, a to, czego się dowiaduje, wcale mu się nie podoba…
„Wyspa skarbów”, „Złoto z Porto Bello” czy „Kapitan Blood” to pirackie powieści, które wspominam z przyjemnością. Miałem nadzieję, że Marcin Mortka napisał podobną historię i ponownie przeniosę się na pokład żaglowca, między załogę, w której na bank będzie jeden jednooki, jeden z drewnianą nogą i obowiązkowa papuga, a podchmieleni rumem marynarze wyśpiewywać będą fałszywie „Johoho i butelka rumu”. Abordaże, statki ze skarbami, piękne branki… Ech. Nie powiem, autor bardzo udanie nawiązał do klimatu pirackich klasyków: nie żałuje czytelnikowi egzotycznych żeglarskich terminów i nieco mniej egzotycznych dosadnych przekleństw. Nie żałuje także rubasznego humoru budzącego zdrowy rechocik, i efektownych scen walki. Nadprzyrodzone elementy: mutacje, szamańska magia, a nawet demony obsługujące statek są atrakcyjnym urozmaiceniem pirackiego sztafażu. Niestety, gdzieś tak w połowie książki powoli zacząłem tracić nadzieję, że Marcin Mortka podąży za tak pożądanymi przeze mnie klimatami awanturniczymi. Wyobraźnia skierowała go bowiem w teoretycznie również atrakcyjnym kierunku ogólnoświatowej apokalipsy wywołanej starciem rywalizujących od wieków Demonów i Aniołów. Też pięknie, ale w miarę lektury coraz silniejsze stawało się wrażenie, że wątek piracki i paranormalny sklejane są nieco na siłę, a finał w ogóle mnie nie przekonał: za dużo gadania, za mało akcji.
Krótko mówiąc: mnóstwo udanych pomysłów, spory potencjał i barwny styl; ciekawa piracka banda i wiele świetnych epizodów, ale i niezbyt spójna koncepcja całości. Z zapowiedzi na okładce wynika jednak, że Marcin Mortka nie porzuca Mórz Wszetecznych i spotkamy jeszcze Rolanda, Baobaba, Julię i Berbelucha. Liczę, że następnym razem dostanę solidną porcję piratowania: wszeteczeństw, łupienia i żeglarskich manewrów z rubasznymi powiedzonkami. Materiał jest tej klasy, że obejdzie się bez udziwniania na siłę.
Marcin Mortka, Morza Wszeteczne, Uroboros 2013. 

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

29 thoughts on “Wszeteczeństwa i macki (Marcin Mortka, „Morza Wszeteczne”)”

  1. Bazyl pisze:
    6 marca 2014 o 05:57

    Arrrrrrgh! Cóż za gustowna syrenka :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 06:44

      Prawda? Syrenek u nas sporo, chociaż kucyków więcej :P Niestety, nie trafiają mi się żadne lektury z kucykami :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 06:54

      Ja bym mógł dołożyć transformersa :P A na odtrutkę po, jak piszesz, fatalnej końcówce „Mórz …”, proponuję powtórkę z Rabarbara. Masz grochowiny do fajki i grochówkę do talerza?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 06:56

      Oo, haniebnie zapomniałem o Rabarbarze. A niedawno czytałem :( Mam tylko obierki od jabłka i pomidorową :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 07:17

      Polecam też uwadze TO. Już na okładce jest gość bez nogi :P
      PS. Arbuz by uszedł, ale z pomidorową bym nie startował, no, chyba że nakroisz wędzonki :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 07:28

      Wydanie śliczne, ale gdzieś ostatnio czytałem, że Polkowski zwalił tłumaczenie Księgi dżungli, więc nie wiem, czy zaryzykuję Stevensona :P Prędzej kupię jakieś stare wydanie.
      Pomidorowa z wędzonką to jest rewolucyjny pomysł do wypróbowania :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 07:44

      Mam, czytałem co prawda dawno, ale nic mi tam nie zgrzytało. Rikki-Tikki-Tavi zaczarował wówczas chłopaków, bo powtarzałem ze trzy razy. Hmm, no ale ja nie siła fachowa, a i innych translacji nie pamiętam :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 07:47

      Kwestia jest o tyle bezprzedmiotowa, że wydanie z rys. Wilkonia kosztuje majątek i w ogóle są chyba dwie wersje. A znam tylko jedyne niegdyś dostępne, stare i też nienajlepsze

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 07:58

      Czy ja wiem czy majątek? W obliczu tego, że mini książeczka do nauki czytania kosztuje na arosie dychę, to te 35 zeta za „Księgę …” nie wydaje mi się ceną wygórowaną. I abstrahując od tłumaczenia, wydanie jest naprawdę świetne. A zauważ, że ja ilustracją Wilkonia raczej się nie zachwycam :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 07:59

      Za to 35 zł to sobie nowego Pratchetta kupię :P Ja Księgę znam, a moje dzieci wolą inne lektury:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 08:25

      No to mów, że masz inne plany zakupowe, a nie że drogo. Zresztą tak przeliczając, to ja za parę groszy więcej kupiłem trzy tomy Runcimana. Jaki nowy PT?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 08:31

      29 IV Para w ruch, o Moiście von Lipwigu, mam tylko nadzieję, że nie będzie kolejnym klonem Piekła pocztowego.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 08:54

      I bardzo ładnie. Głowiłem się nad prezentem urodzinowym dla Kitka :) A tu jak znalazł :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 08:56

      Jeszcze się ukazała Długa wojna, ale chyba wolałbym Parę :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 10:39

      A tego cyklu Kitkowi nie kupuję, bo raczej nie Jej klimaty, a i sam zastanawiam się nad kontynuacją :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 10:42

      Już mam drugi tom, a właśnie zauważyłem, że po angielsku już i trzeci się szykuje, uch.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. Bazyl pisze:
      6 marca 2014 o 13:32

      Ja wiem, że pisze tandem autorski, ale tempo z deczka niepokoi :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. momarta pisze:
      6 marca 2014 o 22:07

      Ja się chyba skuszę na tę „Wyspę skarbów”, bo wprawdzie Polkowski mnie odstrasza (jego tłumaczenie „Władcy pierścieni” zabija według mnie połowę atrakcyjności tej książki) za to ilustracje! Gdyby Innocenti nie zilustrował „Pinokia”, w życiu nie dalibyśmy rady go przeczytać, a tak weszło niemal bezboleśnie!
      A stare (bardzo) wydanie „Wyspy skarbów” posiadam w domu. Tłumaczenie (nie pamiętam teraz czyje) także jednak nie budzi mojego entuzjazmu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 22:10

      Ja zmogłem Wyspę skarbów w oryginale, więc już mi żadne tłumaczenie nie podpasuje :) Ale stary Birkenmajer nie jest zły, ma swój urok.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    6 marca 2014 o 21:42

    Kolega tu nie prawi o chęci do przeczytania awanturniczej historii, bo ta syrenka kolegę zdradza! Pirackiego romansu Ci się chce, ot co!:P
    A tak serio, ja coś nie mogę się za Mortkę chwycić. Robiłam nawet parę przymiarek do Tappiego, ale ciągle coś stawało na drodze:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 21:45

      Ciszej, nie demaskuj mnie tak ostentacyjnie :P Syrenki u Mortki zaiste nader do swawoli chętne, ale ja tu przykładny mąż jestem :D Spróbuj z Tappim, bo chwalą wszędzie, i daj znać.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      6 marca 2014 o 21:58

      Jak nie demaskować, jak sam się ostentacyjnie prosisz!:P Skoro jednak syrenki chętne do swawoli, wnoszę że dzieło pana Mortki przeznaczone jest raczej dla starszych chłopczyków?
      Nie wiem, czy upcham tego nieszczęsnego Tappiego w grafiku, naprawdę! Chyba, że już zacznę sporządzać listę książek do przeczytania wnukom:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 22:00

      Dzieło wręcz dla bardzo dużych chłopczyków, i to nie tylko ze względu na swawolne syrenki, ale i nader piracki język. I bynajmniej nie mówią „do kroćset fur beczek” :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      6 marca 2014 o 22:04

      No to chyba faktycznie zabiorę się za tego Tappiego. Wprawdzie brodaty i z lasu, ale wygląda na znacznie bardziej kulturalnego!:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 22:05

      I pewnie z syrenkami tylko w kosi kosi łapci się bawi :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      6 marca 2014 o 22:07

      Widziałeś kiedyś syrenkę w lesie? A rusałki pewnie za wstydliwe:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2014 o 22:12

      A Tappi to leśny stwór? W każdym razie w Morzach rusałki chętne są do pocieszania marynarzy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Pingback: Wyspy Plugawe, czyli na pohybel Piekłu ! | Tramwaj nr 4 książki i…
  4. ToTemat pisze:
    27 marca 2023 o 22:03

    Świetna książka a raczej cała trylogia. Doskonałe ma dialogi, fabuła jest tam taka dobra ale nie doskonała, natomiast wymiany zdań często pierwszej wody. Książka to abstrakcja nawet jak na standardy fantazy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
4 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d