Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Łurzowy Kłulik zwiastujący Zagładę, czyli o spotkaniu z Martą Kisiel

Posted on 13 kwietnia 20145 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Takie plakaty jak ten poniżej zapraszały warszawiaków w sobotnie popołudnie na spotkanie z Martą Kisiel, ałtorką (pisownia oficjalna!) „Dożywocia”, które ma już status prawdziwego białego kruka, i wydanego w lutym „Nomen omen” (recenzja, miejmy nadzieję, już wkrótce).
 

Ałtorka paczy znacząco.

Pracownicy księgarni „Matrasa” jasno dali do zrozumienia, jaki tytuł powinien być absolutnym hitem list sprzedaży i zajmować w Top 10 wszystkie piętnaście miejsc. Pod tym wyrazem uznania Ałtorka, na pozór nieporuszona gromadzącym się tłumkiem czytelników, omawiała tajemnicze sprawy.


Wreszcie jednak frekwencja okazała się zadowalająca, co Marta sprawdziła kątem oka:

I się zaczęło. Ałtorkę przepytywał Michał Czajkowski z bloga FUNtastyka:

Potoczyło się wartko, a zebrani reagowali spontanicznie, wznosząc okrzyki, rzucając komentarze i wybuchając śmiechem. Marta została odpytana na okoliczność:
a) odkrycia fabuły w swojej drugiej książce;
b) chęci napisania kiedyś naprawdę poważnej powieści;
c) namiętności do Warcrafta (wina męża) i gier planszowych (też wina męża);
d) czytania dziecku i pisania dla dzieci (czekamy na bajkę o złym czarodzieju Stefanie i żabie z temperówką!);
e) pornografii z elementami paranormalnymi (tak, tak, istnieje cały taki dział „literatury”, przy którym ponoć słynne „50 twarzy Greya” jest kawałem dobrej powieści);
f) planów literackich, które mnożą się jak Łurzowe Kłuliki, a ich realizacja zajmie Ałtorce najbliższe kilkanaście lat (w wersji optymistycznej). W każdym razie wielbiciele „Dożywocia” dostali potwierdzenie, że kontynuacja będzie;
g) miłości do romantyzmu – tu Marta jako prawdziwa miłośniczka epoki popłynęła, a słuchacze wraz z nią (ręka do góry, kto nabrał ochoty, żeby poczytać Słowackiego czy Mickiewicza pod kątem klimatów wampiryczno-horrorycznych).
Poza tym było o wybuchach natchnienia dopadających Ałtorkę przy bliskim kontakcie z wodą i o sposobach utrwalania pomysłów w środowisku wilgotnym oraz o praniu ręcznym jako niezawodnym źródle inspiracji. Konkurs na najciekawsze pytanie z sali wygrało pytanie o to, dlaczego papuga z „Nomen omen” nazywa się Roy Keane. Przy tej okazji Marta przyznała się do oglądania meczy piłkarskich i sympatii do Manchesteru United. Zdradziła też kulisy powstania swoich pierwszych opowiadań oraz postaci Łurzowego Kłulika zwiastującego Zagładę.
 

Wierne fanki w pierwszym rzędzie.

Wreszcie nadejszła wiekopomna chwila i Ałtorka zaczęła wypisywać dedykacje w swoich książkach, a ogon po autograf wił się długi, cętkowany, kręty i rozgadany. Na sali zauważono: Agnieszkę z „Książkowa”, Kasię z „Mojej pasieki” oraz Inwentaryzację Krotochwil. Ktoś jeszcze ujawni się w komentarzach?
 

Ałtorka, jak widać, dokonała zupełnie niepotrzebnej samokrytyki.

Po części oficjalnej, która przedłużyła się ogromnie, uniemożliwiając punktualne zamknięcie księgarni, część zebranych udała się na pogaduchy w ściślejszym gronie, by spiskować w celu przejęcia władzy nad światem. O terminie nadciągającej apokalipsy powiadomimy w osobnym komunikacie.

PS. Ruszyła oficjalna strona ałtorska: martakisiel.pl

33 thoughts on “Łurzowy Kłulik zwiastujący Zagładę, czyli o spotkaniu z Martą Kisiel”

  1. Kasia Sawicka pisze:
    13 kwietnia 2014 o 10:11

    Fenomenalna i bardzo wyjątkowa relacja! ;D Jako wierna fanka potwierdzam i nie zaprzeczam, że wydarzyło się powyższe, a ponadto i w szczegółach nawet lepiej! ;-) Teraz będę szczerzyć kolejną propagandę, co by ludzkość czytała Martę Kisiel ;-) Trzeba w końcu wspierać Matrasa w udowadnianiu co jest bestsellerem, a co nie.. ;)

    Odpowiedz
    1. Kasia Sawicka pisze:
      13 kwietnia 2014 o 10:12

      Szczerzyć szczerząc zęby w uśmiechu :D

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 10:41

      Będziemy się szczerzyć i propagandę też szczerzyć, co jej będziemy żałować :)

      Odpowiedz
  2. Aine pisze:
    13 kwietnia 2014 o 10:16

    Zazdroszczę do potęgi n-tej!!! :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 10:42

      Bo też i jest czego zazdrościć :)

      Odpowiedz
    2. Aine pisze:
      13 kwietnia 2014 o 19:56

      No wiem! Poważnie przez jakąś godzinę rozważałam wyprawę do Warszawy. :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 20:12

      Może jakbyś pozastanawiała się jeszcze kwadrans, to widzielibyśmy się wczoraj :)

      Odpowiedz
    4. Aine pisze:
      13 kwietnia 2014 o 20:57

      Bardzo możliwe :) Gdyby tak Pendolino z Przemyśla do stolicy śmigało, eh…
      Ale wcale nie jestem pewna, czy przyznałabym się, że ja to ja ;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 21:02

      Wyznania w kwestii tożsamości były zupełnie dobrowolne, nikt tam nikogo nie przypalał pogrzebaczem :)

      Odpowiedz
    6. Aine pisze:
      13 kwietnia 2014 o 21:10

      Pod groźbą pogrzebacza to można się przyznać do bardzo wielu tożsamości, nie tylko swojej własnej :)

      Odpowiedz
  3. Agnes pisze:
    13 kwietnia 2014 o 10:40

    I znakomicie. Knuję niecny plan.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 10:41

      Knuj, tylko się nie daj przyłapać :)

      Odpowiedz
  4. Iza pisze:
    13 kwietnia 2014 o 10:43

    O żabie z temperówką to chyba i Ty byś napisał z palcem w nosie:).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 11:00

      Najpierw bym musiał ją wymyślić, a wyobraźnia zupełnie nie ta :P

      Odpowiedz
  5. Lara Notsil pisze:
    13 kwietnia 2014 o 10:43

    No proszę, Warszawa się świetnie bawiła :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 11:01

      Szampańsko wręcz :)

      Odpowiedz
  6. buksy pisze:
    13 kwietnia 2014 o 11:05

    Ależ Pani MK zmieniła imidż. Na dożywocie już się cieszę, mam tylko nadzieję że nie będzie to o rodzince człekodrzewek, za to chętnie przyjęłabym zmaterializowanie się Panicza ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 11:11

      Pewnie sama Ałtorka jeszcze do końca nie wie, o czym będzie. Liczę na niespodzianki:)

      Odpowiedz
  7. Agnieszka pisze:
    13 kwietnia 2014 o 20:54

    No wlasnie, ja DOMAGAM się powrotu Panicza. Dobrze, ze altorka stronę ma, to ją mogla będę nawiedzic i się podomagac. Ale Wam zazdroszczę! A ja tu wsród zakapturzonych procesji bez krzty wyobrazni, o poczuciu humoru zapomnij…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2014 o 20:59

      No ja nie wiem, czy Ałtorka da radę zaspokoić rozpasane żądania wszystkich czytelników, ale pewnie będzie się usilnie starać. Skoro nie dane Ci było spotkanie z Martą, to chociaż postaraj się mieć odrobinę radości z tych ponurych procesji :P

      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    14 kwietnia 2014 o 10:57

    Wciórności! Zazdrość mnie zżera. I piwo ponoć było. Ech! :(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 kwietnia 2014 o 11:13

      Piwo, zapewniam, było jedną z mniejszych atrakcji :)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      14 kwietnia 2014 o 18:29

      Nie bluźnij!! :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 kwietnia 2014 o 19:14

      Wcale nie bluźnię, a akurat było bardzo niezłe. Ale i tak zbladło przy innych atrakcjach :)

      Odpowiedz
  9. Agnieszka Hofmann pisze:
    14 kwietnia 2014 o 18:45

    No niestety, spóźniłam się o dzień… Dotarłam na warszawskie śmiecie dopiero nazajutrz, czyli the day after:-) Ale powieść czytalam i moje krytyczne oko zostało dopieszczone tym razem. Recenzja w pisaniu :-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 kwietnia 2014 o 19:15

      Wielka szkoda :( Tym razem? Znaczy że poprzednim nie zostało?

      Odpowiedz
    2. Agnieszka Hofmann pisze:
      15 kwietnia 2014 o 08:36

      „Dożywocie” podobało mi się znacznie mniej niż „Nomen omen” – co nie znaczy, że w ogóle mi się nie podobało. Nie ma już tego, co mi zgrzytało w debiucie (np. niedopracowana konstrukcja i przesycenie śmiesznostkami – poczatkowo fajne, pod koniec już męczące), fabuła została fantastycznie rozpisana, jest narastające napięcie, a styl się wygładził i stonował. Dla mnie rewelacja :-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2014 o 08:42

      Wszystko się zgadza:) Postęp jest wielki, zauważalny i we właściwą stronę.

      Odpowiedz
    4. Agnieszka Hofmann pisze:
      15 kwietnia 2014 o 09:02

      Tak jest :-) Następną książkę Ałtorki kupuję w ciemno i w przedsprzedaży!

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2014 o 09:05

      I oby nie za cztery lata :)

      Odpowiedz
  10. guciamal pisze:
    15 kwietnia 2014 o 14:55

    Nie zdążyłam dotrzeć, a sama ciekawość blogerskiej braci była dużym wabikiem, bo książek i ałtorki nie miałam przyjemności, jednakowoż zabawiałam na wystawie w MNW, a kiedy z niej wyszłam pędziłam coś zjeść i do Teatru. Warszawa jest stanowczo nazbyt atrakcyjna kulturalnie – trzeba się rozrywać pomiędzy kilka równie ciekawych propozycji

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2014 o 16:10

      Być tak blisko i się nie ujawnić, no ja nie mogę! Ale mam nadzieję, że bawiłaś się choć w połowie tak dobrze jak my :)

      Odpowiedz
  11. Pingback: „Migotliwa wiązka potencjalnych elementów” (Jan Zieliński, „Słowacki. Szatanioł”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT