Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Embarras de richesse (Mariola Zaczyńska, „Kobieta z Impetem”)

Posted on 25 października 201431 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Sądząc po „Kobiecie z Impetem”, Mariola Zaczyńska lubi opowiadać barwne, złożone historie rozgrywające się w scenerii, którą dobrze zna – w tym wypadku w Siedlcach i okolicach, aż do białoruskiej granicy. Lubi zwierzęta i przejmuje się ich losem. Tworzy bohaterów, których chętnie poznałoby się lepiej i polubiło (lub nie), gdyby tylko miało się taką szansę, gdyby nie przemykali przed naszymi oczami w szalonym pędzie od epizodu do epizodu. A jest ich spora gromadka: fotograf zwierząt Mikołaj, mimo licznych sukcesów, pozostaje ciepłym facetem, który martwi się problemami swoich chrześniaków; celebryta Janusz, aspirujący do gwiazdki Michelina restaurator, jest w gruncie rzeczy spragniony ciepła i akceptacji; dynamiczna Olga zmaga się z demonami przeszłości i nawet najnormalniejsza z tego towarzystwa, Irena, ma swoje tajemnice, nieułożone stosunki z matką i obawy związane z dziećmi. Do tej grupy przyjaciół należy jeszcze para neurotyków: bibliotekarka Regina i malarz Ignacy. Już problemy tego towarzystwa z nawiązką wypełniłyby spory tomik. Autorka jednak dokłada do tego wątek kryminalny i początkującą policjantkę aspirant Zuzannę Brodzik (również po przejściach osobistych). Nic w tym nagannego, porządna zbrodnia i życiowo-romansowe perypetie mogą stanowić apetyczną mieszankę – pod warunkiem jednak, że zachowane zostaną właściwe proporcje składników.
A tu właśnie zaczyna się mój problem z tą książką – problem nadmiaru. Prawdziwy embarras de richesse. Wszystkiego robi się za dużo: bohaterów i wątków, co powoduje pobieżne ich traktowanie. Złapałem się w pewnym momencie na tym, że skupiam się nie na akcji, ale na przesuwaniu fabularnych klocków i zamaszystym cięciu wyimaginowanymi nożycami. I na złoszczeniu się, że masa świetnego materiału nie doczekała się takiego dopracowania, na jakie zasługiwała. Każdy bowiem bohater i każdy wątek sam w sobie ma potencjał, rozbudowany i pogłębiony dałby punkt wyjścia do pokazania jakiejś życiowej sytuacji czy problemu. Weźmy taką Olgę, bizneswoman usiłującą utrzymać się na powierzchni w obliczu kryzysu, z problemami uczuciowymi, skłonnością do alkoholu i tatusiem, który objawił się po kilkudziesięciu latach. Albo Irena, zdecydowanie najbardziej rozbudowana postać: kobieta po przejściach, a mimo to dość pozbierana (które to wrażenie psuje absurdalny romans, w jaki się wdała – chociaż z kolei jej kochanek wnosi nieco humoru). Porządkowanie stosunków z matką, zamartwianie się popsutymi relacjami między własnymi dziećmi Ireny i dochodzenie do konkluzji, kto jest mężczyzną jej życia, spokojnie udźwignęłoby książkę. Na okrasę mielibyśmy barwnego Janusza z jego huśtawkami nastroju i wątek kryminalny.
I takiego wątku kryminalnego, jak mogę sądzić z mojej nader pobieżnej znajomości najnowszych kryminałów, jeszcze nie było. Chodzi bowiem o przemyt egzotycznych i niebezpiecznych zwierząt i zagrożenia, jakie niesie to nie tylko dla poszukiwanego przez kolekcjonerów „towaru”, ale i dla ludzi. Niektóre sceny godne są thrillera; na okładce powinno widnieć ostrzeżenie: „Jeśli boisz się pająków, nie sięgaj po tę książkę”. Wątek ten angażuje kilkoro z bohaterów w wystarczającym, moim zdaniem, stopniu, by urozmaicić fabułę. Wprowadzenie więc do niej początkującej policjantki Zuzanny uważam za niepotrzebne.
Niepotrzebne już choćby z tego powodu, że w gęstwinie bohaterów i wątków aspirant Brodzik nie może się rozwinąć. A to, co autorka o niej pisze, jest bardzo interesujące: ucieczka z rodzinnych stron przed niechcianym uczuciem, pierwsze kroki w śledztwie, próba urządzenia się w nowym miejscu – aż się prosi o więcej detali, scenek z komisariatu, technicznej strony dochodzenia. Zuzanna, moim zdaniem, to doskonała bohaterka dla całego kryminalnego cyklu osadzonego w siedleckiej scenerii. Do tego nieco perypetii osobistych, dawka humoru – i ja bym to kupił. Szczególnie jeśli znalazłoby się więcej miejsca dla psa Impeta i pana majstra. Oraz więcej lokalnych widoków, smaków i smaczków. Nie wątpię, że byłoby z czego czerpać.
Siedlce w powieści zasługują na więcej niż tylko wzmianka o więzieniu w centrum.
Lubię dobrze skrojone powieści rozrywkowe i wiele razy narzekałem na blogu, że zbyt liczne wątki i zwichnięta konstrukcja pozbawiają mnie w mniejszym lub większym stopniu przyjemności czytania (tak było choćby przy okazji kolejnych części „Felixa, Neta i Niki” Rafała Kosika czy „Pl-Boya” Marcina Szczygielskiego). Z opinii znalezionych w sieci wynika, że „Kobieta z Impetem” mało kogo uwiera do tego stopnia, by bawił się w prucie i fastrygowanie na nowo powieściowej materii. Ja też nie robiłbym tego, gdybym nie widział potencjału i w autorce, i w jej historii. Pisarski temperament trudno jest powściągnąć, żal wycinać bohaterów czy sceny, warto jednak pamiętać, że „less is more”. Tak jak w kuchni – nie zawsze wszystkie składniki do siebie pasują. To, co dobre samo w sobie, niekoniecznie musi smakować w zestawieniu z innym smakołykiem. W literaturze podobnie: suma dobrych, ciekawych wątków nie musi dawać dobrej i ciekawej powieści.
A o cyklu o aspirant Brodzik pisałem jak najbardziej serio. Może mieć Sandomierz ojca Mateusza, mogą mieć Siedlce śledczą Zuzannę. Z Impetem. I z impetem.

 

Mariola Zaczyńska, Kobieta z Impetem, Prószyński i S-ka 2014.

24 thoughts on “Embarras de richesse (Mariola Zaczyńska, „Kobieta z Impetem”)”

  1. momarta pisze:
    26 października 2014 o 19:13

    A czemu nikt tu nie komentuje? Wszyscy w Krakowie, czy wszyscy zarobieni po uszy, jak ja?
    Książek pani Zaczyńskiej nie znam (nawet nie wiem czy napisała coś więcej), ale czytając to, co napisałeś, przypomniała mi się „Rzeka zimna” Magdaleny Kawki. Nawet sobie przeczytałam swój post na jej temat i rzekłabym, że podobieństwo jest uderzające. Trochę żal, ale może można liczyć na to, że będzie lepiej?
    PS. A takiego pająka regularnie znajduję we własnym łóżku. Naprawdę nie wiem czemu moi synowie myślą, że gdy znajdę go, to zakrzyknę wielkim głosem:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 19:47

      Zdecydowanie źle wyliczyłem czas publikacji, sądząc z fejsa to faktycznie prawie wszyscy się targowali przez weekend.
      Podejrzewam, że mechanizm publikacji tych powieści jest podobny: autor przynosi do wydawcy, ktoś zerka pobieżnie okiem i zatwierdza do druku, a potem to już redaktor co najwyżej przecinki wstawia. Nie ma mowy o solidnej recenzji i pracy nad maszynopisem. Zaraz mi się przypomina Musierowicz przerabiająca Szóstą klepkę parę razy. Liczę na to, że jednak będzie lepiej :)
      PS. Pająk, nie wiedzieć czemu, u wielu osób wzbudza niechęć, chociaż jest taki rozkosznie kosmaty („Pająk? Dziecku?”). Mamy jeszcze parę pluszowych szczurów i myszy.

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      26 października 2014 o 20:08

      Po obejrzeniu swojego komentarza powyżej, stwierdzam że mi też przydałaby się solidna recenzja i praca nad maszynopisem. Bądź natychmiastowe zaprzestanie używania imiesłowów:(
      Nie mam pojęcia jak wydaje się książki, ale z własnego doświadczenia wiem, że jeśli chcesz coś opublikować na poważnie, musisz mieć kogoś niezaangażowanego emocjonalnie, kto spojrzy i spuści lanie. A już ci wykreślający nadmiar są po prostu na wagę złota!:)
      PSPS. Szczury i myszy? Moje dzieci byłyby zachwycone! Daj jakieś namiary, nabędziemy natychmiast!

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 20:15

      Nie jest z Twoimi komentarzami tak źle, w swoim też znalazłem błąd :)
      Niezaangażowani emocjonalnie są recenzenci na etapie kwalifikacji do druku, ale ich się skreśla z budżetu :(
      Szczury i myszy są z Ikei. Swego czasu były jeszcze nietoperze, ale jakoś nie wzbudziły entuzjazmu.

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:07

      Nie zwykłam cieszyć się z cudzych nieszczęść, pozwól więc że ubiczuję się w jakimś zacisznym kąciku.
      Żyjemy w czasach, w których krytyczni recenzenci nie są w cenie i każdy uważa, że wie i może wszystko, więc czemu się tu dziwić.
      Obejrzałam właśnie aktualną ofertę Ikei. Szczurów i myszy nie stwierdza się, bu!

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 21:09

      Krytyczni nie są w cenie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza :)
      A szczurków ile chcieć: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/70145472/

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:17

      O, dzięki! Szukałam przez „zabawki”, ale pewnie trzeba było przez „szczurki”. I tylko szkoda, że w Szczecinie ciągle brak Ikei, ale może jakoś sobie poradzę i z tym nieszczęściem:P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 21:18

      Akurat trafiły się miniaturki, ale są też szczury pełnowymiarowe :)

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:20

      Tak, widziałam:) Nie wiem tylko, co na takie powiększenie rodziny powie nasz kot.

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 21:21

      Póki mu tych szczurów nie wysmarujesz walerianą, to zlekceważy :)

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:24

      No nie wiem. Kot wszedł w fazę pt. „o rety, jacy fajni ci nowi ludzie” i żywo interesuje się wszelkimi naszymi poczynaniami. Niewątpliwie ewentualne pojawienie się szczurków nie przejdzie bez echa. Chociaż z drugiej strony, zważywszy na to, że zima idzie i gryzonie pchają się do domów, może to i dobrze?:)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 21:26

      Czyli kot przestał wizytować wannę? A gryzonie się pchają, i owszem, u nas dwa upolowane na środku domu, jeden wyniesiony żywcem. Czego i wam życzę :)

      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:30

      Owszem, teraz wizytuje głównie nasze kocyki:P Gryzoni żywych chwilowo nie stwierdza się, ale mamy wysoki parter, do którego dostępu strzeże kot, a okienek piwnicznych przezornie nie otwieramy od miesiąca. Zbyt żywe są we mnie jeszcze wspomnienia spotkań z myszami posilającymi się pozostawionymi nieopatrznie w kuchni kotletami, brr!

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 21:34

      Kocyki są super. A jak odpalicie kominek, jeśli macie, to dopiero się będzie działo :)
      Nie chcę być wredny, ale mysz się przeciśnie dowolną dziurą, one tylko czyhają na te kotlety!

      Odpowiedz
    14. momarta pisze:
      26 października 2014 o 21:43

      Na razie mamy: kominek luzem, sztuk jedna; dziury w ścianie i stropie, sztuk trzy; dziura w budżecie, sztuk jedna, za to duża. Tej zimy chyba kupimy zdjęcie ognia i wstawimy do środka kominka, będzie musiało wystarczyć. No, możemy tam też wstawić kotlety dla myszy:P

      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 października 2014 o 22:41

      O, to przez te dziury nawchodził wam cały myszyniec :) Kotlety was zrujnują, lepiej worek pszenicy im kupić :)

      Odpowiedz
    16. Bazyl pisze:
      27 października 2014 o 07:28

      Wczoraj u Mamy nornica prawie wlazła mi do buta :P Co do meritum, to spora część książek rozrywkowych ma tendencję do powstawania ze zbyt dużej ilości dobrych pomysłów. Na zasadzie, mam wrażenie, „ooo, ta akcja byłaby super, to przypnę” :) Przykład „co za dużo” – TU :)

      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 października 2014 o 07:36

      Jak, napisałem wyżej: wydawcy skąpią na recenzenta przed wydaniem, to potem tak jest.
      Ja ostatnio ewakuowałem mysza na pole, bo wlazł do zabawkowego wiaderka i już kot się zaczynał interesować :)

      Odpowiedz
    18. Bazyl pisze:
      27 października 2014 o 09:14

      Ludzki pan dla myszów jesteś. Napisz „Myszy i ludzie 2” albo co :P A wydawcy to skąpią na wszystko, mam wrażenie. A brak wewnętrznej recenzji skutkuje potem czymś takim o czym pisała Zwierz :(

      Odpowiedz
    19. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 października 2014 o 09:18

      Lubię myszy, poza tymi, które przegryzają mi się przez paczkę chrupków kukurydzianych :)
      Sytuacja opisana przez Zwierza to właśnie klasyk, wydawcy chyba tak są spragnieni autorów piszących popularnonaukowe (czytaj sprzedające się) dzieła, że zbytnio im w detale nie zaglądają, niestety.

      Odpowiedz
    20. Bazyl pisze:
      30 października 2014 o 07:00

      Z drugiej strony, może to i dobrze, że naród wiedzy głodzien i kupuje te popularnonaukowe cuda na pniu. Szkoda tylko, że w niektórych przypadkach zarabia kompilator bestselleru, a nie naukowiec, który włożył trud w stworzenie krynicy, z której później czerpano :(

      Odpowiedz
    21. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 października 2014 o 08:36

      Mnie tam uczyli, że się kompilatorów nie czyta i zawsze trzeba sięgnąć do źródła :P No ale to taka specyfika studiów była :)

      Odpowiedz
  2. Rozkminy Hadyny pisze:
    30 października 2014 o 13:31

    Pajączek jest uroczy, a przez zbyt duży impet zrobił się spory ambaras, jak widzę. To prawda, że targowanie było intensywne:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 października 2014 o 13:41

      Czytałem o targach i zatargach na targach :P Dużo emocji :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT