Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Na Fannie Flagg zmarnowany każdy znak (Fannie Flagg, „Babska stacja”)

Posted on 20 kwietnia 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

flagg_babska
Dawne powiedzonko mówiło: „Na Putramenta szkoda atramenta”. Dziś można by powiedzieć: „Na Fannie Flagg zmarnowany każdy znak”, ale może wiernym czytelnikom tej autorki należy się ostrzeżenie przed „Babską stacją”. Zaoszczędzą parę dych i nie zaznają uczucia zawodu.

Sookie ma 59 lat i wreszcie może odetchnąć. Przetrwała maraton ślubny swoich trzech córek i po miesiącach organizowania i doglądania wreszcie jest wolna i może powiedzieć, że odzyskała spokój i wolny czas. Jedyną chmurką na horyzoncie jest Lenore, matka Sookie, wulkan energii, absorbujący swoją osobą nie tylko córkę, ale i całe otoczenie. Wychowana w cieniu matki Sookie cierpi na brak poczucia własnej wartości, gnębi ją też lęk przed rodzinną skłonnością do zaburzeń psychicznych. Jak grom z jasnego nieba spada na nią wiadomość, że jest zupełnie kimś innym, niż myślała przez całe życie.

W tym momencie włącza się wątek z przeszłości: dzieje rodziny polskiego emigranta Stanisława Ludwika Jurdabralińskiego, który sądząc po tych wyrafinowanych danych osobowych był co najmniej arystokratą. Przyjechał do Stanów Zjednoczonych w roku 1908, osiedlił się w mieście o swojskiej nazwie Pulaski i założył rodzinę. To jego córki, o typowo polskich imionach Fritzi Willinka, Gertrude May i Tula June (czwarta siostra nazywa się już po bożemu: Sophie Marie) prowadziły tytułową „babską stację” benzynową, a w latach drugiej wojny światowej służyły jako pilotki dostarczające samoloty z fabryk do baz sił powietrznych.

Fannie Flagg jest baśniopisarką. Snuje krzepiące opowieści, zręcznie wiążąc teraźniejszość z przeszłością amerykańskiego Południa, by dać swoim bohaterkom przykład i motywację do zmian. Jej książki zaspokajają pragnienie przeniesienia się do innego świata, gdzie w otoczeniu życzliwych, dobrych ludzi nawet najpoważniejsze problemy wydają się łatwiejsze do rozwiązania, gdzie pozytywny stosunek do świata i ludzi sprawia, że świat i ludzie odpłacają tym samym. Gdzie wszystko jest bardziej kolorowe i bardziej optymistyczne.

W przypadku „Babskiej stacji” baśń to jednak bez klimatu i nastroju (oraz ze szczątkowym humorem). Partie współczesne są nadmiernie rozwleczone, chociaż to może tylko wrażenie związane z tym, że Sookie jest nijaka (złośliwi użyliby pewnie słowa „irytująca”), a jej poczynania ślamazarne. Oswajanie się z nową tożsamością na pewno nie jest łatwe, ale czy koniecznie musi się ograniczać głównie do rozpatrywania kwestii ewentualnych chorób dziedzicznych?

Mocną stroną wcześniejszych powieści Flagg były wycieczki w przeszłość. Tym razem jednak partie retrospektywne pisane są w tonie czysto sprawozdawczym, na dodatek autorka pędzi przez nie biegiem, nie przystając ani na chwilę, żebyśmy mogli poczuć atmosferę wydarzeń, podelektować się nastrojem i zaprzyjaźnić z bohaterami. Zmarnowana szansa na stworzenie z prowadzonej przez panny Jurdabralińskie stacji benzynowej miejsca równie urokliwego i ciekawego jak Whistle Stop Cafe w „Smażonych zielonych pomidorach”, zmarnowana okazja do zainteresowania czytelnika pilotkami, które mimo całego swojego ogromnego poświęcenia w latach drugiej wojny światowej, zostały cynicznie pozbawione wszelkich zasług i zapomniane na dziesięciolecia. Wreszcie szkoda wielka, że autorka lepiej nie odrobiła pracy domowej, skoro już postanowiła uczynić Polaków współbohaterami książki. Dowiadujemy się, że Polacy mają pokręcone nazwiska (Jurdabraliński, litości! chociaż jest też ksiądz Sobieski), lubią buraki, kiszoną kapustę oraz wygrywanie polek na akordeonie. A, no i przeszłość mieli trudną. Nie wiem, czy powinniśmy cieszyć się z wprowadzenia choćby tak przekłamanych akcentów polskich, czy raczej słać noty protestacyjne do amerykańskiego wydawcy.

Fannie Flagg, Babska stacja, tłum. Dorota Dziewońska, Wydawnictwo Otwarte 2015.

47 thoughts on “Na Fannie Flagg zmarnowany każdy znak (Fannie Flagg, „Babska stacja”)”

  1. Galene pisze:
    20 kwietnia 2015 o 21:37

    Po przeczytaniu recenzji czuję się zniechęcona. Zrobię sobie powtórkę ze Smażonych zielonych pomidorów.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2015 o 21:42

      Słuszna decyzja, ja też poczułem taką potrzebę po lekturze Stacji :P

      Odpowiedz
  2. Pingback: PoniedziałkowePolecamTO! [odcinek 18] | Obsesja czytania
  3. peek-a-boo pisze:
    20 kwietnia 2015 o 22:44

    Czyli jednak intuicja dobrze mnie tchnęła na nie, kiedy oglądałam ten tytuł. Już po kilku zdaniach jakieś mi się toto wydało miałkie, nudne i nijakie.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2015 o 22:47

      Mnie się po kilku pierwszych stronach wydawało raczej obiecujące, ale niestety. Nie co dzień świętego Jana :(

      Odpowiedz
  4. peek-a-boo pisze:
    20 kwietnia 2015 o 22:53

    Heh, dlatego przeglądanie w księgarni zawsze zaczynam od środka ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 kwietnia 2015 o 22:54

      Ja wziąłem w ciemno jako wielbiciel.

      Odpowiedz
      1. Barwny Motek pisze:
        21 kwietnia 2015 o 07:56

        Wzięłam w ciemno jako wielbicielka i czytałam w oryginale, nie czekając na polskie wydanie. Rzeczywiście, imiona i nazwiska pokręcone jak diabli. Fritzi jako polskie imię? No, chyba że nazwana po Chopinie. Jurdabralinski? To nawet dla nas trudne do wymówienia i jakieś takie … przepolszczone. Podobne „kwiatki” jeśli chodzi o polskie realia i potrawy. Ciekawa historia kobiet – pilotów wojskowych. Jak w każdej z książek Fannie Flagg, również interesujący wątek poszukiwania własnego”ja”. Dla mnie to również okazja do poznania realiów amerykańskiego Południa dawniej i dziś. Nie wszystko jest tak słodkie i magnoliowe, jak chcieliby tego synowie i córy Konfederacji… W obecnym, polskim wydaniu dużo zależy od tłumacza. Czytałam wyjątek i chyba na tym poprzestanę, zwłaszcza, że oryginał w biblioteczce. Dla wielbicieli autorki – jak najbardziej. Dla poznających – polecam „Daisy Fay” i „Smażone zielone pomidory”. W końcu…najważniejszy jest dobry sos!

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          21 kwietnia 2015 o 08:17

          A nie sądzisz, że te poszukiwania własnego „ja” Sookie prowadzi jakoś tak flegmatycznie? I zdecydowanie za długo?
          Polskie wydanie jest ok, z tym sprawozdawczym tonem niewiele się dało zrobić. I nie jest to książka dla wielbicieli Flagg, zbyt ich może denerwować. Mnie zirytowała.

          Odpowiedz
          1. Barwny Motek pisze:
            21 kwietnia 2015 o 12:33

            Rzeczywiście, wewnętrzne walki Sookie trwają i trwają… Jeśli chodzi o dzieła Flagg, łapię wszystkie, które wpadną w ręce – jednak niektóre są żywe, a niektóre jakieś śnięte, przegadane. „Babską stację” przeczytałam ze względu na autorkę, i pewnie do niej wrócę w godzinie posuchy czytelniczej. Jednak w porównaniu na przykład z „Witaj na świecie, Maleńka” – gdzie również postać Sookie i jej matki drugoplanowo się pojawia – „Stacja” mniej przyciąga. Tysiąc książek przepuszczamy, a najlepsze zostawiamy.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              21 kwietnia 2015 o 12:36

              Za Maleńką nie przepadam, ale i tak była lepsza, mimo wszystko. Chociaż niewiele pamiętam :)
              Babska stacja zostanie ze mną jako memento :)

              Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    21 kwietnia 2015 o 07:45

    Mam. Przeczytam. Ewentualnie dam odpór :D

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 08:14

      Daj odpór, koniecznie :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        21 kwietnia 2015 o 09:09

        Ewentualnie. Bo, być może, stanę obok i też będę kopał :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          21 kwietnia 2015 o 09:12

          Brutal :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            21 kwietnia 2015 o 09:12

            A, przepraszam, kto zaczął? Porównaniem do Putramenta!

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              21 kwietnia 2015 o 09:21

              Fantazja ułańska mnie poniosła :)

              Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    21 kwietnia 2015 o 08:43

    To miało być moje pierwsze spotkanie czytelnicze z FF, a tu takie buty.;( Z recenzji innych jej książek wnioskowałam, że autorka pisze, owszem, bajeczki, ale trzyma poziom.
    Chyba wrócę do „cierpkiej” Flannery O’Connor, też pisze o amerykańskim Południu.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 08:48

      Na pierwsze spotkanie z FF Stacja się nie nadaje zupełnie, spróbuj raczej znaleźć Smażone zielone pomidory, baśń na wysokim poziomie :)

      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    21 kwietnia 2015 o 09:02

    Pomidory znam z filmu, może coś innego?

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      21 kwietnia 2015 o 09:08

      Nieskromnie – TU

      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        21 kwietnia 2015 o 09:14

        Pomidory filmowe a książkowe to jednak trochę co innego, książka bogatsza.
        A Dogonić tęczę to jedyne, czego nie znam, bo mam w oryginale i się lenię z czytaniem :)

        Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    21 kwietnia 2015 o 09:19

    W takim razie stanie chyba na Tęczy.;) Jeśli zaskoczy, może znajdzie się czas i dla Pomidorów.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 09:21

      To i ja muszę nadrobić :)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      21 kwietnia 2015 o 10:00

      To jeszcze, żeby wybór był większy – TO

      Odpowiedz
    3. Eireann pisze:
      21 kwietnia 2015 o 19:42

      Aniu, gorąco polecam na początek „Daisy Fay i cudotwórca” :-).

      Odpowiedz
      1. czytanki.anki pisze:
        22 kwietnia 2015 o 08:58

        Będę ją miała na oku.;) Dziękuję za sugestię.

        Odpowiedz
  9. koczowniczka pisze:
    21 kwietnia 2015 o 10:31

    Zastanawiałam się, czy nie sięgnąć po tę książkę, bo widziałam same pochwalne opinie. Jedna ze znanych blogerek napisała o niej tak: „niezmiernie przyjemna, urocza i bardzo babska, w tym najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, powieść, która ma szansę zachwycić kobiety w każdym wieku. Autorka ma umiejętność przenikania prosto do serc czytelniczek, porusza najważniejsze życiowe tematy”. Ostrzegając, robisz dobry uczynek :-)
    A jeśli chodzi o akcenty polskie, nie poradziła sobie z nimi nawet tak znakomita pisarka jak Margaret Atwood. W „Pani wyroczni” znajduje się wątek polski, z którego wynika, że Polacy to antysemici, upośledzone Polki pracują jako prostytutki… i to wszystko.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 10:42

      Mniej więcej to samo wypisane jest na okładce :) Zresztą, to jest tekst pasujący do każdej książki Flagg – poza tą jedną akurat :D
      Po Atwood spodziewałbym się czegoś więcej, szkoda.

      Odpowiedz
  10. Eireann pisze:
    21 kwietnia 2015 o 19:44

    Jaka szkoda, a tak się ciekawie zapowiadało, nawet się zastanawiałam nad kupnem… ;-( Do tego przyjemna okładka, jak rozumiem, więcej warta niż sama powieść…

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 20:46

      Okładka jest rozkoszna, na dodatek milutka w dotyku. No ale FF miała u nas szczęście do okładek :)

      Odpowiedz
  11. visage Momarta pisze:
    21 kwietnia 2015 o 22:13

    Przekłamanie okropne: w życiu nie grałam polki na akordeonie! Napisałeś już tę notę i mogę tylko podpisać czy tworzyć własną?
    Poza tym jednak – sądząc po nazwisku autorki (?) blurba – chyba nie jesteś grupą docelową, do której z dziełem chciał dotrzeć wydawca.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 kwietnia 2015 o 22:18

      A nie lepiej zamiast pisać notkę, to potrenować te polki na akordeonie? Pewnie korzyść z tego większa niż z dyplomatycznych zatargów :)
      I protestuję, bo jako wielbiciel FF (aktualnie nabity w butelkę) jestem właściwszym odbiorcą książki niż pani aktorka, która się na okładce podpisała. Sądząc po jej (?) tekście, książki nie czytała, bo jak można chcieć grać taką Sookie? No chyba że chciałaby zagrać pannę Jurdabralińską :P

      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        21 kwietnia 2015 o 22:28

        Gdybym zaczęła po tylu latach niegrania ćwiczyć (na pewno nie polki, prędzej czardasze), to dopiero byłyby zatargi! Nawet najbardziej wytrawni dyplomaci by nie pomogli, uspokoić wzburzony tłum mogłoby tylko wtrącenie trenującej (wraz z instrumentem) do starannie wygłuszonej celi.
        A sprawdzałeś jak owe cudowne „polskie” nazwiska brzmią w oryginale? Tak właśnie? Chociaż np. Fritzi Willinka Jurdabralińska nie rusza mnie ani trochę. Całkiem niedawno zetknęłam się z dzieckiem nazywającym się Nicola (tak właśnie pisana) Czosnek i odtąd jestem w stanie wyobrazić sobie nawet najśmielsze kombinacje:P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          21 kwietnia 2015 o 22:33

          Cudowne nazwiska w oryginale brzmią tak, jak podaje polskie wydanie. W dzisiejszych zdegenerowanych czasach nie rażą najdziksze kombinacje personaliów, ale na początku ubiegłego wieku polski emigrant powinien dzieciom nadać jakieś bardziej swojskie imiona niż Fritzi Willinka. Swoją drogą, z jakiego języka jest ta Willinka?
          Zamiast wtrącać artystkę do celi i może jeszcze dawać jej w niej wikt i opierunek, tłum po prostu przedziurawiłby akordeon widłami i z głowy. Może i artystkę też by ktoś przedziurawił. Tanio, cicho :)

          Odpowiedz
          1. visage Momarta pisze:
            21 kwietnia 2015 o 23:24

            Myślę, że Prakseda Jurdabralińska faktycznie byłaby bardziej na miejscu. Willinka natomiast nie kojarzy mi się absolutnie z niczym, chyba że z luźną wariacją czasownika „will”. Niczego nie ujmując pani Flagg, wydaje się jednak, że jej wiedza na temat Polski jest zbliżona do tej, jaką posiada słynny ostatnio pan z FBI, więc chyba szkoda czasu na tego rodzaju dywagacje.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              22 kwietnia 2015 o 17:29

              Prakseda to nie jest swojskie imię, tylko greckie, jak poucza wikipedia :P
              Panią FF powinno być stać na dobry risercz, podobnie jak pana z FBI. Skoro oboje go nie zrobili, to znaczy, że olewają rzetelność :)

              Odpowiedz
              1. visage Momarta pisze:
                22 kwietnia 2015 o 22:21

                Idąc tym tropem, należałoby odrzucić także Hermenegildę Kociubińską, gdyż – jak pouczają internety – imię Hermenegilda ma źródłosłów germański. Nie idźmy więc lepiej tą drogą.
                Po dzisiejszym dniu stawianie pana z FBI na równi z panią Flagg wydaje się być obraźliwe dla tej ostatniej, więc tą drogą też może lepiej nie idźmy.
                Dla dodania dramatyzmu zapytam więc: Quo vadis?, po czym czym prędzej się wyloguję:D

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  22 kwietnia 2015 o 22:24

                  I poszła sobie w off-line :P Sprytniusio :)

  12. Natalia pisze:
    22 kwietnia 2015 o 11:56

    Ojej, jaka szkoda! Ale dzięki za ostrzeżenie, zaoszczędzę parę dych rzeczywiście, bo się przymierzałam, zwłaszcza że okładka bardzo przyjemna. (Co prawda raczej w klimacie lat 50., tak samo zresztą jak i nowe wydanie „Smażonych…”, więc się to ma średno do treści, ale przynajmniej nie kłuje czytelnika w oczy).

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2015 o 17:30

      Fakt, trochę te pin-up girls się nie zgrały w czasie, ale nie czepiajmy się niepotrzebnie :)

      Odpowiedz
  13. -EW pisze:
    22 kwietnia 2015 o 14:22

    A ja mam do tej książki sentyment! Kupiłam na stacji (pciowo mięszanej) Kraków Główny i wsiadłam do pociągu. Kierunek Częstochowa. Pociąg ów w swym biegu spóźnił się o minut 80. Pociąg powrotny- a oba super- hiper- intercity , spóźnił się o minut 130, więc tę rozczarowującą -fakt! Fanny Flagg całowałam z czułością po satynowej okładce.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2015 o 17:36

      Ja się złapałem za Stację przy świętach, więc niestety pieczone mięsa stawały mi okoniem w gardle :)

      Odpowiedz
  14. Sylwia Pomocka pisze:
    4 maja 2015 o 10:08

    Ech, a okładka ta retro-zachęcająca:) Swoją drogą, pamiętam, swój zachwyt, sprzed lat co prawda, nas Smażonymi… może warto je jeszcze raz przeczytać?:) Dzięki za ostrzeżenie:)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 maja 2015 o 10:14

      „Smażone” zawsze warto sobie powtórzyć.

      Odpowiedz
  15. Pingback: Babska stacja – czytadło na lato | Tramwaj nr 4 książki i...
  16. Iwka pisze:
    23 września 2015 o 13:30

    Dzięki za ostrzeżenie! Chciałam kupić, bo uwielbiam książki i filmy o amerykańskim południu. Jeśli dzielicie tę pasję polecam „Lato w Savannah” Beth Hoffman.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT