Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Obrazki z podróży (Maria Konopnicka, „Na normandzkim brzegu”)

Posted on 14 sierpnia 201529 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Na normandzkim brzegu

 

Lektura antologii „100/XX” dostarcza wielu zdziwień i odkryć, na przykład takich, że Maria Konopnicka też należała do reportażystów. Podczas swego pobytu we Francji w 1900 roku wysyłała do warszawskiej prasy „obrazki” z Normandii, pisane co prawda dla chleba, ale wnikliwe, przepełnione ciekawością wobec nowych ludzi i zjawisk, nie pozbawione też walorów literackich. Rzecz jest ze wszech miar warta uwagi i szkoda wielka, że popadła w zapomnienie.

Życie na wybrzeżu Normandii od zawsze związane jest z morzem i na morzu się opiera.

Lud tu zahartowany przez klimat i ciężką pracę, konserwatywny i bogobojny. Uczestniczymy w życiu wioski, gdzie podział ról jest bardzo wyraźny. Mężczyźni wyruszają na połów i lepiej, żeby wyprawa była udana, gdyż wartość mężów w oczach kobiet zależy od zysków, jakie przynoszą. Mąż zarabiający ma szacunek żony, smaczne kąski i uśmiech kobiety. Mąż pechowy w finansach, mniej zaradny, traktowany jest z lekceważeniem. Czekające na lądzie kobiety – jeśli wierzyć Konopnickiej – myślą wyłącznie o zyskach, rentach, wpływach z ubezpieczenia na życie.

Rybaczka normandzka nie powierza morzu „swego człowieka” bez ścisłej gwarancji. Asekuruje go ona prawie że w dzień ślubu, prawie że w chwili, kiedy się on wraz ze swoją barką, sieciami własnością jej staje, i poza całym przywiązaniem patrzy na niego jak na przedmiot, który nie tylko za życia, ale i po śmierci korzyść jej jeszcze przyniesie.

Okropnie to brzmi, szczególnie z punktu widzenia mężczyzny, chociaż Konopnicka próbuje tuszować ten zgrzyt zapewnieniami, że

Normandki przecież kochają swych mężów

(„Nie znaczy to wcale, że mère Toutaint nie kochała père Toutaint. Bynajmniej! Kocha go bardzo. Zawsze jednak błogo pomyśleć, że i śmierć nawet sama zysk jej jakowyś przyniesie” – mało to przekonujące, czyż nie?). Z tekstu wynika zresztą, że nad mężów przedkładają synów, za którymi tęsknią i których szczerze opłakują, gdy przepadną na morzu.

"Wybrzeże Normandii", mal. Mihály Munkácsy, 1880 rok.
„Wybrzeże Normandii”, mal. Mihály Munkácsy, 1880 rok.

Konopnicka traktuje Normandczyków inaczej, niż się spodziewamy.

Nie pochyla się troskliwie nad ich ciężką dolą, nie uderza w ckliwe nuty. Dla niej są raczej przedmiotem obserwacji bezstronnej, chłodnej, niemal w myśl postulatów naturalizmu. Doskonale to widać w minidramacie o sieciarkach – kobietach naprawiających sieci, których los na starość był nie do pozazdroszczenia (to zresztą jeden z najświetniejszych fragmentów książki). Widać to w opisach starych rybaków i wioskowych „prababek”, w obserwacji sposobu, w jaki odnoszą się do siebie nastolatkowie obojga płci.

Są też jednak epizody pełne dramatyzmu,

jak walka dwumasztowca z przeciwnymi wiatrami i prądami, o dość niespodziewanym zakończeniu, czy barwne, nawet lekko humorystyczne, jak sprzedaż połowu kupcom paryskim – pełna rytualnych gestów, po trosze spektakl, po trosze strategiczna rozgrywka. W ogóle zresztą rytuały i tradycje zajmują tu wiele miejsca, gdyż porządkują one od wieków życie wspólnoty i normują wszystko – zaloty sabotnika do pończoszarki i nadawanie nazw barkom.

Język jest barwny, plastyczny, urozmaicony, pomaga podkreślić nastrój.

Przy opisie łowienia węgorzy wszystko jest dynamiczne, skrzy się, wije, migocze niczym zręczne ryby:

Węgorka trzeba łowić niemal w lot, jak ptaka. Tu jest, tu go nie ma. Wije się, podrzuca sobą, skręca się, rozkręca, podbija, w twarz ci prawie skacze i naraz – przepada. Już go trzymasz, jeszcze nie twój. Z ręki ci się wyśliźnie, cóż z siatki!

Dorównuje mu sprawozdanie z wiejskiego festynu, ważnego wydarzenia w ciągu roku, kiedy życie na chwilę wypada z utartych kolein, bo przecież „Święto polega na zrzucaniu z karku codzienności życia, od koszuli aż do psychologii”.

Inaczej wyglądają opisy morza, zmiennego, na zmianę łagodnego i groźnego.

Nadaje mu Konopnicka cechy ludzkie, czy wręcz nadludzkie, bo w końcu ono nigdy nie spoczywa, zawsze aktywne, zawsze w ruchu, bez snu, bez ukojenia, nawet w nocy:

Przede wszystkim [morze] nie przerywa ruchu, nie zawściąga pozornie nawet wielkiej pracy życia. […] To życie, które pracuje po nocy jest jak galernik przykuty do jakiejś okropnej taczki, toczącej się w ciemnościach z głuchym łoskotem łańcucha. Coś się przewala w otchłaniach, coś kłębi. […] Jakiś gwałt rozpiera pierś morza. Pędzi je, zawraca, smaga, kołysze nim ode dna, goni na wysokościach jego i o brzegi ciska. Męka bez wypoczynku, praca bez wytchnienia…

"Sztorm u wybrzeży Normandii", mal. Eugène Isabey, ok. 1850 roku.
„Sztorm u wybrzeży Normandii”, mal. Eugène Isabey, ok. 1850 roku.

Pobrzmiewa w opisach morza młodopolszczyzna: „wielka pulsacja Nieskończoności”, „warsztat życia”, „bezsenny chór duchów”, „mroczne głębiny przepaści zalega odwieczne milczenie”, „głosy nieukojone, łkające”, „przestrzenny eter”, „Lira gwiezdna”, rozmaite „wszechskargi” i „echa wyjące”. W 1900 roku z pewnością brzmiało to oryginalniej niż dziś, kiedy spiętrzenie takich fraz kojarzy się raczej z poezją niewysokich lotów. Szczęśliwie dla nas Konopnicką w pełni poniosło w te górne rejony dopiero w ostatnim obrazku („A capella”) i mniej odporni mogą go zwyczajnie pominąć.

Maria Konopnicka, Na normandzkim brzegu, Wydawnictwo Morskie 1978.

Podobne pozycje:

Pan Balcer w Brazylii

Maria Konopnicka

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

34 thoughts on “Obrazki z podróży (Maria Konopnicka, „Na normandzkim brzegu”)”

  1. Pyza Wędrowniczka pisze:
    14 sierpnia 2015 o 19:36

    Szczerze mówiąc to podejście do mężów mnie nie dziwi — to w końcu rodziny oparte na nieco innym modelu światopoglądowym, czy — mówiąc szerzej — na innej umowie, w której funkcjonowanie ekonomiczne ma niebagatelne znaczenie. Tak przynajmniej mi się wydaje, bo jednak rodzina jako ta przysłowiowa podstawowa komórka społeczna była podstawowa z zupełnie innych powodów niż dzisiaj, o czym się często zapomina.

    A a propos zapominania: tak sobie dumam, że zasadniczo Konopnicka-reportażystka się nie ostała przez to, że została Konopnicką-nowelistką-patriotyczną/Konopnicką-pisarką-dla-dzieci, i te jej wizerunki wyparły inne możliwe (choć powracające, na przykład dzięki książce Leny Magnone). A fragmenty, które cytujesz, brzmią szalenie współcześnie (modernistyczną frazę zostawiając na boku) i mocno w stylu dzisiejszych reportaży.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2015 o 19:54

      Cóż, właściwie i dziś są kobiety, które oceniają mężczyzn czy mężów tylko na podstawie zasobności portfela. Może to potomkinie tych trzeźwo myślących rybaczek :D Mnie ten małżeński układ nie dziwił, natomiast wydaje mi się, że takie rzeczowe opisanie go w tamtych czasach wymagało niejakiej odwagi – może Konopnicka przestraszyła się własnej śmiałości i stąd te próby łagodzenia tego opisu?
      Reportażystką nie została, bo chyba nie ma w jej twórczości więcej takich „Normandzkich brzegów”, chyba że coś by się znalazło w korespondencjach z podróży wysyłanych do prasy. Właśnie ta współczesność tego tekstu zachęciła mnie do sięgnięcia po całość – to pierwsza przeczytana książka z tych, które zebrałem po lekturze „100/XX”, szalenie inspirująca antologia :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pyza Wędrowniczka pisze:
        15 sierpnia 2015 o 09:44

        No nie do końca, bo nie tyle chodziło o zasobność portfela, co o zdolność wypełniania go (a że dostawało się potem ubezpieczenie — w społeczności żyjącej w ten sposób to duży plus, podejrzewam, że nie zawsze tam tak było). To prawda, że opisy są śmiałe, ale wydaje mi się, że przy okazji szczere — sceptycyzm obyczajowy Konopnickiej wygląda spod spodu, a ona go tak kocykiem, kocykiem ;).

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          15 sierpnia 2015 o 10:44

          Podejrzewam jednak, że ewent. kandydata na męża oceniano także pod względem zawodowej i finansowej obrotności:) Konopnicka w publikowanych utworach starała się nie wychylać, za to w listach, to hoho!

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. koczowniczka pisze:
    14 sierpnia 2015 o 20:21

    Czyżbyś uległ urokowi prozy Konopnickiej? :-)
    Konopnicka była znacznie ciekawszą autorką, niż nam to mówiono w czasach szkolnych. A i życie miała bardzo nietypowe. Ja z jej utworów najbardziej lubię nowelę „Panna Florentyna”.
    Ale w jaki sposób śmierć męża mogłaby przynieść korzyść kobietom żyjącym ponad sto lat temu? Przecież te kobiety same nie zarabiały, mąż był jedynym żywicielem rodziny… Chyba że liczyły na zarobki synów.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2015 o 20:29

      Ja akurat Konopnicką od dawna wysoko cenię, może poza poezją:)
      Mężowie byli ubezpieczani na życie, więc wdowy, poza uciułaną rentą, dostawały też odszkodowanie. Co do zarobków synów, to matki synów, którzy zginęli na morzu, dostawały część ich pensji.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. koczowniczka pisze:
        14 sierpnia 2015 o 20:43

        A czy te „Obrazki z Normandii” są grube? I jak to, nie cenisz poezji tej pani? A przecież takie ładne wierszyki tworzyła:
        „Pucu! Pucu! Chlastu! Chlastu!
        Nie mam rączek jedenastu,
        Tylko dwie mam rączki małe,
        Lecz do prania doskonałe.
        Umiem w cebrzyk wody nalać,
        Umiem wyprać… no… i zwalać,
        Z mydła zrobię tyle piany,
        Co nasz kucharz ze śmietany”.
        :-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          14 sierpnia 2015 o 21:10

          No tak, ten wierszyk akurat jest rozkoszny, chociaż wolę Stefka Burczymuchę.
          „Normandzki brzeg” ma 108 stron formatu kieszonkowego sporą czcionką:)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. visage Momarta pisze:
    15 sierpnia 2015 o 22:48

    Ja tam jestem za. Gdyby polskim kobietom od stu lat wbijano do głów, że mają być zapobiegliwe i troszczyć się o męża nie tylko za życia, ale i po śmierci, nie byłoby dzisiaj wielu naprawdę dramatycznych sytuacji. A w dobie „umów śmieciowych” problem jest jeszcze bardziej aktualny. Konopnicka wieszczką, jak nic.
    U mnie czytanie antologiowych fascynacji sklęsło, niestety. Ale chwilowo odpoczywam od reportażu, może dlatego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. visage zacofany.w.lekturze pisze:
    15 sierpnia 2015 o 22:52

    Zawsze można męża ubezpieczyć na życie; niech płaci składki, a zapobiegliwa małżonka niech go pilnuje, żeby zaległości nie robił.
    U mnie chwilowo też przestój w reportażach, Konopnicka krótka, a reszta jednak dłuższa. Jedna Krzywicka się cienkością wyróżnia, hmm.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Momarta pisze:
      15 sierpnia 2015 o 23:04

      Akurat u nas to raczej odwrotnie:) Ale tak generalnie, to przydałoby się włączyć ten tekst jako obowiązkową czytankę na lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, mówię poważnie.
      Krzywicką bierz i się nie zastanawiaj! Ja z w miarę cienkich poantologiowych mam Bijaka, ale nijak nie mogę się zabrać:( A tu trzeci tom się szykuje. Co to będzie, co to będzie?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        15 sierpnia 2015 o 23:05

        Oj będzie trzeci, będzie. Już się zacieszam :)
        No dobra, wezmę Krzywicką, niech się tylko te upały ogarną i zmniejszą.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Momarta pisze:
          15 sierpnia 2015 o 23:08

          Ja tam cieszę się mniej. Jeszcze nie przeczytałam dwóch pierwszych:(
          I nie wiem w czym upał przeszkadza – gorąco, nie gorąco, sąd i tak idzie (do roboty):P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            15 sierpnia 2015 o 23:10

            Biedny redaktor też idzie do roboty gorąc, nie gorąc :P Idzie, ale niekoniecznie funkcjonuje w tych tropikach, o czym niech świadczy męczenie od ponad tygodnia całkiem stylowego horrorku.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Momarta pisze:
              16 sierpnia 2015 o 06:05

              No widzisz, a sąd musi funkcjonować. Chyba czas pomyśleć o wywieszkach nad salami rozpraw: „Z powodu upałów jakość wyroków może być obniżona. Wejście na własną odpowiedzialność!” Nic więc dziwnego, że sąd idzie i idzie, byle jak najdłużej, co potem osobniki w stylu Krzywickiej wykorzystują do pisania paszkwili:P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                16 sierpnia 2015 o 09:37

                Zamiast wywieszkować, należy sądy klimatyzować:) Wtedy żadne paszkwilanty się nie przyczepią:P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
  5. Fatalne Skutki pisze:
    17 sierpnia 2015 o 15:34

    Zaciekawiła mnie ta książka. Niby wiem, że Konopnicka to coś więcej niż krasnoludki, ale jakoś nigdy nic w ręce nie wpadło..

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 sierpnia 2015 o 21:57

      Nigdy nie jest za późno, żeby sobie poszerzyć horyzonty:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Secrus pisze:
    19 sierpnia 2015 o 15:50

    Parę dni temu byłem w moim mieście na spotkaniu z Michałem Ogórkiem. Jako niesamowity człowiek anegdota poruszył też temat Konopnickiej w charakterze reportażystki. O tych rybach, rybaczkach opowiadał, niezwykle barwnie zresztą. A ja wiedziałem, o co chodzi i jak sytuować te rozważania, bo kilka godzin wcześniej trafiłem na ten wpis (uwielbiam takie sytuacje). Dzięki ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 sierpnia 2015 o 20:03

      No cóż, miło mi, że czytanie mojego bloga bywa przydatne:D Mam nadzieję, że spotkanie było udane nie tylko ze względu na Konopnicką, która wielką pisarką była:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Secrus pisze:
        19 sierpnia 2015 o 20:30

        Było, bo i pan Ogórek niemałym felietonistą jest ;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 sierpnia 2015 o 20:49

          I, nawiasem mówiąc, niegdyś był niezłym reporterem.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Secrus pisze:
            19 sierpnia 2015 o 23:17

            O tym też wspominał (że był, nie że był niezłym, bo zapewne skromność przeszkodziła mu wyrokować :P).

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              19 sierpnia 2015 o 23:17

              Mariusz Szczygieł zawyrokował za niego, umieszczając go w swojej antologii reportażu.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Secrus pisze:
                20 sierpnia 2015 o 00:55

                To ciekawe, bo Michał Ogórek przywołał też Szczygła i jego antologię. Mnie do reportażu wciąż daleko, ale gdy nastanie dzień, w którym postanowię to zmienić, zapewne przez długi czas nie będę się rozstawał z tym zbiorem i publikacjami Czarnego w ogóle ;) Na razie to wędruję na spotkania, to buszuję po blogach, edukując się biernie.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 sierpnia 2015 o 10:43

                  To znakomity przewodnik będzie, i nawet z trzecim tomem wkrótce :)

                  Wczytywanie…
  7. Bazyl pisze:
    25 sierpnia 2015 o 08:24

    Jako, że cierpię na paść czytelniczą (trochę podleczoną lekturą „Gdzie się cis …”), to na razie w ambit konopniczowski raczej nie pójdę. Odnotowuję jednak. I wracam do Wegnera. PS. Jak nie będzie nowej Flawii na TK w Krakowie, to osobiście nawiedzę stoisko Vespera :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      25 sierpnia 2015 o 08:34

      Nawiedzisz z miotaczem płomieni? Coś ten Vesper Ci podpada:)
      Kryzys sierpniowy normalna rzecz, mnie na razie nawet Potter nie pomógł.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        25 sierpnia 2015 o 09:17

        A mnie Flawia pomogła i przeczytałem w try miga. Nawet z rozpędu miałem się ambitnie zabrać za „Londyn” Ackroyda, ale pomyślałem, że lepiej nie kusić licha i zacząłem „Niebo ze stali” :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          25 sierpnia 2015 o 09:19

          Wegner powinien być akurat, Harry Potter dla starszych chłopców i dziewcząt :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            25 sierpnia 2015 o 11:33

            Wczorajsze porto pozwoliło mi raptem na prolog i pięć linijek, więc to jeszcze nic pewnego. Może jednak pójdę w kryminał. Albo powtórkę Wawrzyńca :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              25 sierpnia 2015 o 12:22

              To i tak nieźle, ja się musiałem na sucho męczyć :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                26 sierpnia 2015 o 11:06

                Wczoraj zalałem słój jeżynówki, ale zanim dojrzeje, to ratuję się sklepowym asortymentem. Niestety to już końcówka zapasów. Ale może to i lepiej, bo jak widać skutki dla mojego czytelnictwa mają te degustacje opłakany :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  26 sierpnia 2015 o 11:26

                  Jeżynówka? Mlask:) Kurcze, to może i ja coś zaleję, mrożoną żurawinę mam.

                  Wczytywanie…

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d