Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Bogatsi i sprytniejsi od innych” (Scott Lynch, „Kłamstwa Locke’a Lamory”, „Na szkarłatnych morzach”, „Republika złodziei”)

Posted on 21 października 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Camorra – miasto szklanych wież pozostawionych przez tajemniczą, dawno zaginioną cywilizację. Teraz zamieszkują je książę i najbogatsi arystokraci. U stóp budowli, na licznych wyspach, rozciąga się miasto z domami szlachty i kupców, świątyniami, ale też podejrzanymi spelunkami i ruderami. Obok władztwa księcia Nicovante istnieje świat Prawych Ludzi, większych i mniejszych przestępców, trzymanych żelazną ręką przez capę Barsaviego.

Do tego światka należą też Niecni Dżentelmeni, nieliczna, ale wyjątkowo przebiegła grupa oszustów i złodziei, wszechstronnie utalentowanych i wysoko wykwalifikowanych, dzięki czemu mogą działać w dowolnym otoczeniu, bez trudu się w nie wtapiając. Jak sami o sobie mówią, są „bogatsi i sprytniejsi od innych”. Naczelną postacią gangu jest Locke Lamora, sierota, od dzieciństwa kształcony w złodziejskim fachu. Drobny i niepozorny, raczej niestworzony do bijatyk i pojedynków, jest za to świetnym aktorem, a przede wszystkim potrafi tworzyć niesamowite, skomplikowane i błyskotliwe plany operacji. W ich realizacji pomaga mu kilku przyjaciół: Jean Tanner, niebezpieczny zabójca; bliźniacy Sanza, szulerzy; i terminujący jeszcze Pędrak, śmiały spryciarz. Obserwujemy tę sympatyczną (bo mimo uprawianego fachu nie da się chłopaków nie lubić) gromadkę w akcji – właśnie naciągają jednego z arystokratów na sporą sumę pieniędzy. Pewnie bez problemu (jak zwykle) odnieśliby sukces (kolejny), gdyby nie to, że tajemniczy Szary Król wszczyna wojnę w miejskim półświatku. Uderza brutalnie, by obalić Barsaviego, a Niecni Dżentelmeni zostają wplątani w bezpardonową walkę. Opowieść o wielkim przekręcie Dżentelmenów przerywana jest wycieczkami w przeszłość: poznajemy Locke’a, gdy jako osierocony chłopiec trafia w ręce Złodziejmistrza i zaczyna naukę złodziejskiego fachu; dalej śledzimy kolejne etapy jego „kariery”.

Zamiast sobie dawkować pozostałe dwa tomy (w końcu premiera czwartego wciąż jest odkładana), pochłonąłem je od razu. „Na szkarłatnych morzach” początkowo nieprzyjemnie mnie zaskoczyło – co prawda Lynch wciąż świetnie opowiadał, ale zanosiło się na to, że przetworzy fabułę z „Kłamstw”, zmieniając jedynie scenerię i detale. Okazało się jednak, że nie doceniłem sprawności autora, który wykonał zręczną woltę i wrzucił swoich bohaterów na pokład pirackiego okrętu; zapewnił tym samym zupełnie nowe wrażenia. Mniej entuzjazmu wzbudziła we mnie „Republika złodziei”. Obecne w poprzednich częściach retrospekcje pojawiają się i tutaj, tyle że są obszerniejsze niż wcześniej – albo tak mi się wydawało, bo najzwyczajniej w świecie są dużo ciekawsze od akcji stanowiącej kontynuację „Na szkarłatnych morzach”. Przyciężkawa akcja się wlecze, główny bohater zachowuje się jak osioł; gdyby nie wspomnienia z młodości Locke’a, można by się zanudzić na śmierć. Tu się narażam sporej gromadzie wielbicieli Lyncha, ale opinii nie zmienię.

Cykl Lyncha przywodzi na myśl opowieści o Robin Hoodzie, ale przede wszystkim najlepsze powieści Jeffreya Archera, z „Co do grosza” na czele, i „Żądło” z Robertem Redfordem. Te same zmyślne plany, zręczne przebieranki, identyczny element zaskoczenia, rosnące napięcie, bohaterowie o zimnej krwi i bystrych umysłach, u Lyncha na dodatek obdarzeni umiejętnościami walki wręcz. Sceny pojedynków zresztą, niezwykle dynamiczne, stanowią ozdobę wszystkich tomów. Camorra przypomina Wenecję w XVII wieku i równocześnie Pratchettowskie Ankh-Morpork (na dodatek camorryjski system zorganizowanej przestępczości pewnie zawdzięcza to i owo regulacjom lorda Vetinariego), a „Na szkarłatnych morzach” przywołuje wspomnienia wszystkich lektur o piratach, jakie kiedykolwiek czytałem. Nie chcę przez to powiedzieć, że cykl Lyncha jest wtórny. Przeciwnie, bardzo sprawnie udało mu się z tych wszystkich elementów zbudować własną, bardzo wciągającą historię o honorowych i lojalnych łotrzykach. Styl Lyncha jest równie brawurowy, jak jego bohaterowie; dialogi jędrne, pełne ciętych ripost i dosadnych wyrażeń (jedynie w trzeciej części Lynch momentami wikła się w przyciężkawe wymiany zdań). Szczęśliwie też dwie pierwsze części równoważą słabości trzeciej, a liczę, że czwarta, gdy się już wreszcie ukaże, zatrze nienajlepsze wrażenia. Zamierzam dalej kibicować Niecnym Dżentelmenom.

Scott Lynch, Kłamstwa Locke’a Lamory, tłum. Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła, Mag 2013.
Scott Lynch, Na szkarłatnych morzach, tłum. Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła, Mag 2013.
Scott Lynch, Republika złodziei, tłum. Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła, Mag 2013.

Do wyznawców Locke’a Lamory należą też: Agnes, Bazyl oraz Milvanna i Grendella.

40 thoughts on “„Bogatsi i sprytniejsi od innych” (Scott Lynch, „Kłamstwa Locke’a Lamory”, „Na szkarłatnych morzach”, „Republika złodziei”)”

  1. Elenoir pisze:
    21 października 2015 o 22:40

    Czytałam dwie pierwsze części, jeszcze w starym wydaniu, a potem czekałam i czekałam na trzecią, aż w końcu chyba ją przeoczyłam. Trochę mnie zmartwiłeś informacją, że jest słabsza, ale pewnie i tak kiedyś w końcu ją przeczytam. Poczucie humoru Lyncha chwilami nieco rozmija się z moim, ale polubiłam Niecnych Dżentelmenów – również dlatego, że nie zawsze im się udaje wszystkich przechytrzyć.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2015 o 22:55

      O ile dobrze sprawdziłem, to należę do niewielu malkontentów :) Czekam na kolejną część, bo jestem ciekaw, gdzie teraz autor rzuci Dżentelmenów. Ich się faktycznie nie da nie lubić.

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    22 października 2015 o 07:47

    Też narzekałem na „Republikę …”, ale z racji zauroczenia postanowiłem na tę parę niepodobających mi się rzeczy przymknąć oko. I tylko martwię się, że znów mamy przestój :(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2015 o 08:27

      Na fejsie mało mnie nie zlinczowali, jak napisałem, że w trzecim tomie Locke głupieje :) A autor przynudza. Co do kontynuacji, to liczę, że w końcu autor da radę mimo problemów, bo ma chłopak dryg do pisania.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        22 października 2015 o 08:34

        Ano ma. A linczyk mi jakoś umknął, muszę poszukać. Tylko nie rozumiem skąd ta chęć do linczowania, skoro piszesz prawdę. Choć z drugiej strony, kto z miłości nie głupieje. Tylko przynudzania szkoda :P Dobrze, że Jean trzyma formę i kolejny raz ratuje Locke’a. Również fabularnie :)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          22 października 2015 o 08:43

          Wiesz, linczowały kobiety, zaślepione miłością do LL :D Jean jest świetny, idealny do zrównoważenie szaleństwa Lamory.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            22 października 2015 o 10:11

            Któż z nas nie robił głupot w miłosnym afekcie niech pierwszy rzuci różą :P

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              22 października 2015 o 10:12

              Co innego robić, a co innego wstawiać taką drętwą gadkę jak w książce :D

              Odpowiedz
  3. Qbuś pożera książki pisze:
    22 października 2015 o 11:51

    Cykl Lamory jest bardzo wysoko na mojej WLLdKP* – słyszałem wiele dobrego, ale jakoś jeszcze nie sięgnąłem. Podobnież jest lokalnie z Wegnerem.

    *Wielka Lista Lektur do Koniecznego Przeczytania

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2015 o 12:06

      Szkoda tracić czas, trzeba sięgnąć. Po Wegnera też:)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        22 października 2015 o 14:04

        Z całym szacunkiem, ale Lynch bardziej mnie uwiódł. A już to ciągłe odliczanie czasu uderzeniami serca, u Wegnera, to mi bokiem wychodziło. Co oczywiście nie przeszkodziło mi pochłonąć meekhańskiego cyklu na dwóch wdechach :) Swoją drogą – Górska Straż rządzi :D

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          22 października 2015 o 14:09

          Przecież nie narzucam koledze kolejności. Mnie u Wegnera brakuje poczucia humoru, strasznie tam wszyscy spięci :D

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            22 października 2015 o 14:30

            Humor jest, trochę przaśny, ale jest. Mnie u Wagnera podobają się postaci drugoplanowe. Na ten przykład prawa ręka dowódcy Szóstek :D

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              22 października 2015 o 14:38

              W pierwszym tomie nie zauważyłem :) Szóstka chyba też nie zauważyłem :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                22 października 2015 o 14:47

                Nie da się nie zapamiętać (a może jednak da) wielkiego, wytatuowanego w klanowe wzory faceta. Ty z tym Szóstkiem, to tak dla jaj?? :D

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  22 października 2015 o 14:50

                  A był w pierwszym tomie? Bo dalej nie wyszedłem, a i ten pierwszy słabo pamiętam.

                2. Bazyl pisze:
                  22 października 2015 o 15:06

                  Iii, to ja tu z myślą, że kolega po całości, a tu wiódł ślepy kulawego :P Varhenn Velergorf był bohaterem pierwszego tomu opowiadań :) A „Szóstki”, to nazwa kompanii :D

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  22 października 2015 o 15:09

                  Kolega sobie dawkuje, bo Lyncha wchłonąłem od razu i teraz się zostałem za czekającego na dalszy ciąg :P

                4. Bazyl pisze:
                  22 października 2015 o 15:12

                  Iii, to ni cholery tak nie działa. Z moich obietnic dotyczących kolejnych cykli został się tylko mglisty opar, bo psiekrwie autory, tyle czasu każą sobie czekać :( U Wegnera zostało mi darmowe opowiadanie ze strony, na otarcie łez :)

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  22 października 2015 o 15:17

                  Mnie się też cykle kończą. Jeszcze tylko Fandorin się trzyma. Wegnera był skończył, ale akurat nie miałem drugiego tomu jeszcze, więc został w zapasie.

                6. Bazyl pisze:
                  23 października 2015 o 08:28

                  Ja mam prawie całego Pratchetta w odwodzie. I nie zawaham się go wkrótce użyć. Ze wskazaniem na wątek Straży, tym razem :) W sumie Akunin z nielicznymi wyjątkami też jeszcze terrą incognitą :D

                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  23 października 2015 o 08:30

                  Pratchetta mam jakieś smętne resztki, które oszczędzam, jak mogę. Czy ktoś na sali zna jakiś nowy fajny cykl o fajnych dziewczynach i chłopakach?

                8. Qbuś pożera książki pisze:
                  23 października 2015 o 09:48

                  A toście się Panowie rozpisali ;) Humorystyczna fantastyka to w ogóle spory problem – można tu od biedy podciągnąć „Rzeki Londynu” i części następne, ale chyba najlepszym rozwiązaniem będzie skierowanie się w stronę Jaspera Fforde’a – jego „Shades of grey” nie było chyba wydane po polsku, ale już cykl Thursday Next był. Jest dość specyficzna fantastyka, ale mnie rozbawiła setnie.

                9. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  23 października 2015 o 09:52

                  My się zawsze rozpisujemy:P Nabyłem Rzeki Londynu i liczę na dobrą zabawę. O Ffordzie nie słyszałem, obadam temat, dzięki. Na czym polega specyficzność?

                10. Qbuś pożera książki pisze:
                  26 października 2015 o 09:57

                  Specyficzność polega na specyficznych pomysłach. Akurat w serii o Thursday Next mamy do czynienia z rzeczywistością alternatywną, w której książki stały się jedną z najważniejszych spraw dla ludzkości. Rękopisy cenniejsze od diamentów, zamachy na tle literackim i policja tropiąca literackie fałszerstwa. Według mnie – jest to cudowna kopalnia referencji i dowcipów dla miłośników literatury (ze wskazaniem na angielską).

                11. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  26 października 2015 o 10:04

                  Widzę, że już mi się podoba. Właśnie czekam na książki i będę sobie z przyjemnością (oby!) czytał. Dzięki za sugestię.

                12. Qbuś pożera książki pisze:
                  27 października 2015 o 10:27

                  Do usług. Ja zaś muszę poszukać tomu trzeciego in English.

  4. grendella pisze:
    22 października 2015 o 13:32

    Przyznaję, że widzę mankamenty w „Republice złodziei”, najgorsze chyba jest odrętwienie Lamory w rękach Sabethy, i rzeczywiście są pewne dłużyzny, ale… a) ja na tę książkę czekałam 6 lat! b) uwielbiam motyw teatru w konstrukcji fabuły i zbieram sobie takie rzeczy do „kolekcji”, c) to zdanie: Chłopak może być kłótliwy, ile wlezie, ale kiedy dziewczyna nie sra uśmiechami na komendę, świat zaczyna pomrukiwać ponuro o jej „nastrojach”. :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2015 o 13:36

      Sześcioletnie oczekiwanie doskonale wpływa na ostrość sądów, wiem coś o tym :) Ja nie musiałem czekać, więc łzy radości mi nie mąciły wzroku :) Ad b) wątek teatralny znakomity i on ratuje tę książkę, ad c) też zwróciłem uwagę na to zdanie, autor się wykazał genderowo :)

      Odpowiedz
      1. grendella pisze:
        22 października 2015 o 14:24

        Hmm, ciekawe ile poczekamy na część czwartą…

        Odpowiedz
        1. Bazyl pisze:
          22 października 2015 o 14:28

          A kysz! :D

          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            22 października 2015 o 14:38

            Pewnie długo, skoro już kolejny raz przesunęli :(

            Odpowiedz
          2. grendella pisze:
            22 października 2015 o 21:13

            Nie „kyszaj” mi tu, też cierpię :p

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              22 października 2015 o 21:16

              A ponoć ludzkość już nie cierpi z powodu literatury :)

              Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    23 października 2015 o 10:28

    Zacznę z tego miejsca. Przeczytałem „Rzeki …”, ale mimo że uznałem je za niezłe, to nie podzieliłem entuzjazmu padmy, u której, w samych superlatywach, usłyszałem o cyklu Aaronovitcha. Znakiem tego jest fakt, że „Księżyc …”, który jako pocieszacz miał ze mną, bodajże w czerwcu, jechać do szpitala, do dziś zalega na nocnym stoliku, nieruszony :P Z Fforde było inaczej. Wkręciłem się, ale Znak, który z wielką pompą (własna strona cyklu), ruszył z wydawaniem, olał mnie po dwóch tomach. Angielskiego nie znam, więc … Mógłbym tutaj rozpocząć debatę o wydawaniu „na próbę”, ale po co? Prószyński puścił jeszcze Toma Holta, ale „Przenośne drzwi” zupełnie mi nie podeszły. ZwL jak chcesz mogę Ci podrzucić na TK do spróbowania :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2015 o 10:37

      Do Rzek jestem nastawiony pozytywnie, zobaczymy, co z tego zostanie po lekturze. Fforde’a sobie właśnie zabezpieczyłem, też sprawdzę. O przerywaniu serii moglibyśmy dyskutować długo i namiętnie, ale skoro pierwsze tomy się z jakiegoś powodu nie sprzedają, to trudno, żeby wydawca brnął dalej. Holta czytałem komplet, z rosnącym zniesmaczeniem, więc nie musisz dźwigać dla mnie :)

      Odpowiedz
    2. grendella pisze:
      24 października 2015 o 15:40

      My obie jesteśmy Aaranovitchem zachwycone, cykl ma ma słabsze momenty, ale wybaczamy :)

      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        25 października 2015 o 19:50

        Rzeki Londynu czekają, się sprawdzi :)

        Odpowiedz
  6. visage Momarta pisze:
    23 października 2015 o 23:10

    No dobra, przyznam się. Nic nie rozumiem. Ale poczekam na czwarty tom i wtedy sprawdzę.
    Scott Lynch??? Czy ja przegapiłam własną hibernację?

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2015 o 23:24

      Szczerze? To ja nie rozumiem czego nie rozumiesz :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT