Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Bez satysfakcji (Lesley-Ann Jones, „Freddie Mercury”; Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, „Czarny anioł”)

Posted on 11 listopada 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Od ćwierć wieku niedoścignionym wzorem biografii muzyków jest dla mnie „Satysfakcja” Daniela Wyszogrodzkiego. Ta opowieść o Rolling Stonesach w idealnych proporcjach przedstawia karierę i muzykę zespołu oraz omawia życie prywatne jego członków, nic nie ukrywając, ale i nie staczając się przy tym w plotkarskie bajoro. Wszystko na bogatym tle przemian społeczno-obyczajowych i napisane barwnym językiem. Poprzeczka wisi tak wysoko, że test „Satysfakcji” przechodzi niewiele muzycznych biografii.

 

Z płytami Queen mam jeden problem: żadna nie podoba mi się od pierwszego do ostatniego utworu; na każdym znanym mi albumie trafia się co najmniej jedna piosenka, której nie mogę znieść. I podobnie jest z książką Lesley-Ann Jones: są w niej partie znakomite i rozdziały mało przekonujące. Najlepsze rozdziały dotyczą lat osiemdziesiątych, kiedy Queen i Freddie osiągnęli niepodważalny status megagwiazd, a Mercury, który od dawna bez zahamowań korzystał z życia, dowiedział się, że jest zakażony wirusem HIV. Szczytowym momentem tej dekady był występ na wielkim charytatywnym koncercie Live Aid. Freddie i Queen ukradli show innym wykonawcom, a Jones niczym klamrą spina książkę opowieścią o tym wydarzeniu. Potem nic już nie dorównało tym chwilom.

Jones opierała się na własnych wspomnieniach, ale sięgnęła też po materiały prasowe, wywiady, recenzje. Przepytała dziesiątki osób: krewnych Freddiego, jego kochanków i kochanki, współpracowników, rozmaite postacie, które w różnym okresie otarły się o zespół, ale nie rozmawiała z kolegami Mercury’ego z Queen. Pojechała nawet na Zanzibar, by tropić rodowód Farrokha Bulsary. Mimo to jej opowieść nie porywa. Nie podejmuję się rozstrzygnąć, z czego to wynika. Być może tak nietuzinkową postać jak Freddie Mercury trudno jest zamknąć w ciasnych ramach książki, trudno wniknąć pod maskę, jaką nosił; łatwiej skupić się na pozorach: ekstrawagancjach wszelkiego rodzaju czy wybujałym życiu seksualnym. Inną twarz Freddiego znali najbliżsi. Jego kochanka, Barbara Valentin, tak go wspominała: „Sława sprawiła, że był najbardziej samotnym człowiekiem na całym świecie. Dla równowagi zaczął prowadzić coraz bardziej zwariowane życie, aż w końcu przejęło nad nim kontrolę. Rekompensował sobie samotność: Freddie we wszystkim popadał w skrajność. Zapłacił za to najstraszliwszą cenę. Wiem, że nie to planował. Ale postawił na swoim. Zawsze pragnął nieśmiertelności, więc ją dostał”.

Na książkę o Ewie Demarczyk czekałem niecierpliwie. Pieśniarka rozbłysła w Piwnicy pod Baranami, olśniła publiczność i krytyków. Świat – jak się wydawało – stał przed nią otworem, jednak międzynarodowej kariery nie zrobiła. Niewiele nagrań, stosunkowo wąski repertuar, zupełnie nieznane życie osobiste. „Czarny anioł” mógł zadać mnóstwo pytań, podać wiele możliwych odpowiedzi, być szansą na stworzenie pogłębionego portretu, na wyjaśnienie nurtujących wielbicieli kwestii – na czele z tą najważniejszą: dlaczego zniknęła, dlaczego unika widzów i prasy.

Kuźniak i Karpacz-Oboładze nie dotarły do pieśniarki; rozmów z nimi odmówiła też siostra Demarczyk. Oparły się na wywiadach z bliższymi i dalszymi przyjaciółmi, znajomymi, współpracownikami, na recenzjach i artykułach prasowych. Powstał z tego zbiór anegdot, a nie portret. Historyjki te w zdecydowanej większości dobrze są znane każdemu, kto śledził karierę Demarczyk i przeczytał cokolwiek na jej temat. Cóż nam bowiem z historii o czarnej łazience, która doprowadzała artystkę do rozpaczy, cóż po wzmiankach o czarnym materiale, którym wykładano scenę podczas koncertów, by uzyskać efekt idealnej czerni? (Z nowych rzeczy dowiedziałem się, że za nagrodę z Opola Demarczyk kupiła skuter i że była świetnym kierowcą). Ani na krok nie przybliża nas to do Demarczyk człowieka, nie pomaga zgłębić motywów jej rozmaitych decyzji i wyborów, które sprawiły, że nie zrobiła światowej kariery, że nie rozwijała swego repertuaru, że utraciła własny teatr i wreszcie odsunęła się od życia publicznego. Tu wciąż skazani jesteśmy na domysły, na składanie w całość jakichś rzucanych mimochodem wzmianek w relacjach.

Na okładce podkreśla się, że autorki są utytułowanymi reporterkami. Odniosłem jednak wrażenie, że taką samą książkę mógłby stworzyć fan-hobbysta, który dysponuje archiwum wycinków o swojej idolce i posiedział parę tygodni w dobrze zaopatrzonej bibliotece. Kuźniak i Karpacz-Oboładze w książce nie istnieją, nie wyrażają własnej opinii, co najwyżej informują („znalazłyśmy w prasie relację”) oraz tu i ówdzie dołączają „słowo wiążące”. „Czarny anioł” doskonale wpisuje się w modne od pewnego czasu, mniej lub bardziej starannie przygotowywane zestawienia „gwiazda X we własnych słowach” czy „gwiazda Y we wspomnieniach przyjaciół i znajomych”. Tyle że Ewie Demarczyk należy się coś więcej, coś na miarę fenomenu, jakim wciąż jest.

Z takiego źródła pochodzi mój egzemplarz "Satysfakcji".
Z takiego źródła pochodzi mój egzemplarz „Satysfakcji”.

Lesley-Ann Jones, Freddie Mercury. Biografia legendy, tłum. Marta Kisiel-Małecka, Łukasz Małecki, Wydawnictwo Dolnośląskie 2012.
Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk, Znak 2015.

26 thoughts on “Bez satysfakcji (Lesley-Ann Jones, „Freddie Mercury”; Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, „Czarny anioł”)”

  1. Leżę i czytam pisze:
    11 listopada 2015 o 15:13

    Nie wiem, dlaczego, ale w przypadku muzycznych idoli, do pełni satysfakcji najczęściej wystarcza mi słuchanie ich muzyki. Muzyczne życiorysy, owszem, są barwne i skandaliczne – skandalizujące nawet – ale papierowa forma często odbiera im „pazur”.
    Wyjątkiem – jednym z wielu, na szczęście – jest opracowanie Borwina Bandelowa „O trudnym szczęściu bycia sławnym”. Nie jest to klasyczna autobiografia artysty, ale analiza artystycznej osobowości (na wielu słynnych przykładach: m.in. Monroe, Jackson, Presley, Joplin), z wykorzystaniem fragmentów autoryzowanych biografii. Całości przedsięwzięcia podejmuje się – niemałą pasją – terapeuta. Niedawno ta książka doczekała się kolejnego wydania. Odpowiada na pytanie, dlaczego niektórych tak trudno „zamknąć w ciasnych ramach książki” :-) Naprawdę polecam.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 listopada 2015 o 15:39

      Mnie często rozczarowywały książki o moich ulubieńcach, a miło zaskakiwały biografie takich muzyków, którzy mi byli obojętni. A pod wpływem książek zacząłem ich słuchać :)
      Nie znam książki, o której piszesz, ale informacja, że pisał ją terapeuta niezbyt mnie zachęca. Nie przepadam za jakimiś próbami wnikania w psychikę. Za to odwdzięczę się informacją, że bardzo ciekawy jest Leksykon gwiazd Maxa Cegielskiego – gdzie bohaterowie są ukazywani na świetnie zarysowanym tle swojej epoki.

      Odpowiedz
      1. 5000lib pisze:
        11 listopada 2015 o 20:46

        Chyba tak jest często bo o swoich idolach/idolkach wiemy bardzo dużo. I trudno nas zaskoczyć, do tego dochodzą emocje, chociażby tych ze wspomnieniami…
        Dzięki za recenzje, będę omijać, na Demarczyk nawet bym się skusiła… Ale jeśli piszesz to co piszesz, to ja Ci zawierzam. Zwłaszcza, że Demarczyk wypowiadała się gdzieś niedawno, że z mężem prowadzi firmę transportową i o tym może porozmawiać, zaś rozdział „Piwniczny” uważa za zamknięty, nieodwołalnie.
        Pozdrawiam,
        Może po prostu jesteśmy bardziej krytyczni/wymagający odnośnie tych/ tego na czym choć trochę, albo dobrze się znamy?

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 listopada 2015 o 22:39

          Na pewno po trosze jest tak, jak mówisz. I dlatego mnie Czarny anioł rozczarował, bo skupia się głównie na tym, co wiem. Ale mimo to autorki nawet się nie zbliżyły do określenia fenomenu Demarczyk, wręcz mam wrażenie, że nawet nie próbowały. Moim zdaniem to był skok na kasę po prostu.
          Pamiętasz, gdzie słyszałaś tę wypowiedź Demarczyk? Ona chyba od 10 lat nie udziela żadnych wywiadów.

          Odpowiedz
          1. 5000lib pisze:
            13 grudnia 2015 o 18:34

            Tego się właśnie obawiałam. Dlatego nie sięgałam po książkę, co więcej miałam ambiwalentne odczucia (nie mogę mieć zdania o czymś, czego nie brałam do ręki. Właściwie to nie pamiętam, nie zwróciłam uwagi, pamiętam ten argument, bo został on powtórzony przez autorki, podczas wywiadu (bodaj Kultura) i właśnie dlatego, że słyszałam go po raz drugi, utkwił mi w pamięci.
            Wiem, że Demarczyk sukcesywnie odmawia wywiadów, nie wiem, czy jest to od dziesięciu lat, mam wrażenie, że dużej. Pod patronatem Polskiego Radia ukazał się swojego czasu (w 2001 roku) box składający się z 5 płyt i już wtedy Demarczyk nie wyraziła gody by umieścić jej nagrania…

            Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    11 listopada 2015 o 17:53

    Tyle sobie obiecywałem po biografii Demarczyk, a tu proszę… – jestem Koledze winien piwo za zaoszczędzony czas.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 listopada 2015 o 17:58

      Czasu byś wiele nie zmitrężył, ale cztery dychy Ci w kieszeni zostały :P To dwa piwa dla mnie :D

      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        11 listopada 2015 o 18:02

        Właśnie, to jeszcze tylko pozostało ustalić rodzaj, czas i miejsce.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 listopada 2015 o 18:04

          Może poczekamy aż się cieplej zrobi, a po drodze może będziemy sobie nawzajem zawdzięczać jeszcze po piwie :)

          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            11 listopada 2015 o 18:07

            Nie ma problemu, też bardziej wolę zimne piwo w gorący dzień niż gorące piwo w zimny dzień i będę Cię wypatrywał w czasie warszawskich targów :-)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              11 listopada 2015 o 18:08

              Bardzo dobry pomysł.

              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                11 listopada 2015 o 18:22

                To jesteśmy umówieni – a nie mogłeś wcześniej napisać o „Czarnym Aniele”? :-)

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  11 listopada 2015 o 22:36

                  Nie mogłem, nie chciało mi się :) Chociaż czytałem w marcu bodajże.

  3. Bazyl pisze:
    12 listopada 2015 o 08:31

    Za młodego słuchałem takiej muzy, której twórców nie zaszczycano biografiami. Nie wiem nawet czy zaszczycono ich do tej pory, choć Vesper wydał parę książek o robiących hałas :P
    Zainteresowałeś mnie tą książką o Demarczyk i myślę, że jak znajdę na półce biblio to poczytam. Jako laikowi w temacie może być dla mnie niezłym wstępem do poznania twórczości pani Ewy. Twórczości na tyle tajemniczej, że aż niedostępnej na Spotify.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      12 listopada 2015 o 09:23

      Za naszych czasów to w ogóle dopiero zaczynano drukować cokolwiek o nowszej muzyce :D
      Nagrania Demarczyk są dość restrykcyjnie chronione na życzenie wykonawczyni, ale mogę Ci jak za dawanych czasów nagrać coś na kasety Stilon Gorzów :D

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        12 listopada 2015 o 11:26

        Na dobra sprawę to chłopaki musiały obrosnąć w sławę i tłuszczyk, bo tak to o czym tu pisać? Wóda, dragi i grupiesy – ileż można :P Kasety mogą być, bo wciąż mam w domu sprzęt do odtwarzania. Swoją drogą pamiętam pierwszego BASFa kupionego za bony w PEWEXie :D

        Odpowiedz
  4. visage zacofany.w.lekturze pisze:
    12 listopada 2015 o 11:32

    O wódzie, dragach i grupisach można do upojenia, jak sądzę :)
    Kaseciaka to i ja mam, wraz z kolekcją piratów. Tyle że na Pewexy to mnie nie było stać :(

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      12 listopada 2015 o 13:08

      Mnie w sumie też nie. I jak się teraz zastanawiam, to nie były bony, tylko jak raz dostałem od chrzestnej, nie wiem nawet skąd przez nią pozyskany, papierek z Lincolnem. To spożytkowałem :) Marzy mi się dobry CD do odsłuchu przez słuchawki, ale póki co nie stać mnie na realizację dziwnych zachciewajek :(

      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        12 listopada 2015 o 13:11

        Ech, całe życie człowiek marzył o dobrym sprzęcie, a i tak na stare lata CD z laptopa musi słuchać :( Nie ma sprawiedliwości na świecie.

        Odpowiedz
        1. Bazyl pisze:
          12 listopada 2015 o 13:29

          Świat się zmienia. Ojciec bohatera czytanej teraz przeze mnie książki, jazzman z wyczulonym uchem, taki co to tylko czarne krążki, 78 obrotów i wzmacniacz na lampach, zaskakuje syna, prezentując mu jedno z poszukiwanych nagrań na iPodzie. A widząc zdziwienie potomka twierdzi wręcz, że daje on „niezły dźwięk”. Można stawiać na lokowanie produktu, ale w tym akurat przypadku, raczej nie jest to ta opcja :) Trzeba widać iść z duchem i zapomnieć o zakurzonych szpulach i pocztówkach muzycznych odtwarzanych na Bambino :P

          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            12 listopada 2015 o 13:37

            Dzieckiem będąc odtwarzałem pocztówki dźwiękowe na Bambino, uchował się u nas w domu :) Pocztówki ojciec ma do dziś, uwielbiałem je oglądać.
            No ale może faktycznie czas pomyśleć o czymś lepszym.

            Odpowiedz
  5. natanna pisze:
    14 listopada 2015 o 19:43

    Byłam i jestem wielką fanką Ewy Demarczyk i Frediego . Rollingstonsi to zespół związany z moją wczesną młodością.
    Ale jakoś nie kuszą mnie biografie osób, z którymi się stykałam oczywiście nie osobiście ….chociaż na koncercie Ewy Demarczyk byłam w Tarnowie i do dzisiaj go wspominam jako wydarzenie muzyczne nie……. i życie ich śledziłam na bieżąco.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 listopada 2015 o 19:48

      To chyba kwestia indywidualna, jedni lubią wiedzieć wszystko o życiu idoli, innym wystarczy sama twórczość. Koncertu Ewy Demarczyk zazdroszczę bardzo.

      Odpowiedz
  6. natanna pisze:
    14 listopada 2015 o 19:51

    Prawie pól godziny owacji na stojąco……bez jednego bisu….artystka nigdy nie bisowała….

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 listopada 2015 o 20:02

      Ech :(

      Odpowiedz
  7. Pingback: „Who wants to live forever?” (Matt Richards i Mark Langthorne, „Somebody to love”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT