Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 6: O czytelnictwie pod okupacją niemiecką

Posted on 4 listopada 20153 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

ksiaznica_winieta

W wielu krajach okupowanej Europy wystąpiło identyczne zjawisko: wzmożone zainteresowanie książką, głód słowa drukowanego, spędzanie znacznej ilości czasu nad lekturą. Jakie były tego przyczyny? Zapewne wszędzie dość podobne. Na czoło wysunąć należy, jak się zdaje, potrzebę oderwania się łudzi od koszmarnych przeżyć i trosk dnia codziennego, chęć przeniesienia się choć na parę godzin w świat literackiej fikcji. Oczywiście nie był to powód jedyny. Tłumaczy on co prawda poczytność literatury rozrywkowej, podróżniczej, sensacyjnej, romansów czy sag rodzinnych, nie wyjaśnia jednak olbrzymiego zainteresowania książkami naukowymi i popularnonaukowymi.

Poczytność opracowań historycznych wynikała przede wszystkim z potrzeby snucia analogii pomiędzy przebiegiem dawnych wojen a przebiegiem wojny aktualnie trwającej. Stąd gorączkowe czytanie książek dotyczących I wojny światowej, stąd popularność prac mówiących o rosyjskiej kampanii Napoleona 1812 roku. Opracowania z dziedziny geografii ułatwiały śledzenie wydarzeń na frontach, pomagały w poznawaniu tych krajów, gdzie wojna w danym momencie zbierała swe krwawe żniwo.

Wielkie zainteresowanie budziły książki o treści filozoficznej i socjologicznej, rozprawy na temat etyki i moralności, rozważania poświęcone zagadnieniom postępu, cywilizacji, przeszłości i przyszłości nauki i kultury. Łatwo zrozumieć powody tych zainteresowań. W czasach pogardy i odrzucenia przez brunatnych siewców śmierci wszelkich norm etycznych sięganie do dorobku myśli całej postępowej ludzkości pomagało Polakom – i nie tylko im – utwier­dzać się we własnym człowieczeństwie. Pomagało w zachowaniu ludzkiej godności, dawało wytyczne postępowania i działalności, ułatwiało wybór moralny, pozwalało na przewartościowanie prądów i kierunków filozoficznych.

Wzrost zainteresowania książką i rozwój czytelnictwa wiązał się zresztą także z faktem natury bardziej prozaicznej – mianowicie z wczesną godziną policyjną. Długie wieczory, często przed wojną spędzane w kinie, teatrze, lokalu rozrywkowym lub na spacerze, teraz przymusowo spędzać trzeba było w domowym zaciszu. Jakże wiele osób sięgało wtedy po książkę, poświęcając czas lekturze.

Jakie książki i jakich autorów czytywali warszawiacy wówczas najchętniej? Oto opinia Kazimierza Wyki, wypowiedziana w roku 1945:

„Gdyby w latach okupacji można było przeprowadzić konkurs na najbardziej czytywaną i najpopularniejszą powieść tych lat, zwycięzcą byłby niewątpliwie twór amerykańskiej autorki Margaret Mitchell »Przeminęło z wiatrem«”.

Zdaniem wysuwającego tę kandydaturę, poczytność „Przeminęło z wiatrem” wynikała z podobieństwa losów i przeżyć bohaterów powieści z życiem czytelników książki. Snuto ponoć w latach okupacji dalsze analogie, wyłapywano skojarzenia. Wojna Stanów Północnych z Południowymi stawała się odbiciem II wojny światowej, klęska i upadek rodzin arystokratycznego Południa przypominała losy kresowej szlachty polskiej.

Uliczna sprzedaż książek.
Uliczna sprzedaż książek.

Pozostając przy literaturze obcej wymienić można wśród książek czytywanych dość nagminnie „Rodzinę Thibault” Rogera Martin du Garda, Galsworthy’ego „Sagę rodu Forsyte’ów”, dzieła Dumasa. Zapewne w grę tu wchodził – prócz wartości literackich – sam fakt zapewnienia lektury na co najmniej kilka wieczorów. […]

Z literatury polskiej czytano głównie klasyków, przede wszystkim zaś dzieła Henryka Sienkiewicza. O popularności autora „Trylogii” tak pisze Stanisław Sierotwiński:

„Te same książki, które dawniej przyczyniały się do budzenia świadomości narodowej, służyły poprzednim pokoleniom w ich dążeniach niepodległościowych, odzyskiwały swój walor i założone w nich przeznaczenie. Wielu chciało odświeżyć wrażenia z dawnej, zapomnianej lektury, inni tam właśnie spodziewali się znaleźć to, czego najbardziej pragnęli. A paląca potrzeba pokrzepienia serc, przypomnienia historycznej drogi narodu, wzbudzenia nadziei, umocnienia wiary, nie wystąpiła nigdy dotąd tak ostro jak po klęsce wrześniowej […]”.

Ten sam autor przypomina, że kilkakrotnie w wydawnictwach konspira­cyjnych, między innymi przeznaczonych dla młodzieży szkolnej, przedrukowywano fragmenty Sienkiewiczowskiej prozy. Dowodem popularności dziel Sienkiewicza są dziesiątki konspiracyjnych i partyzanckich pseudonimów, wywodzących się od imion i nazwisk bohaterów jego książek. […]

Rzecz jasna, z klasyków polskich popularny był nie tylko Sienkiewicz. Powracano z zapałem do lektury dzieł trzech wieszczów. Być może Słowacki stał się wówczas szczególnie bliski. Pod jego wpływem rozwijał się wspaniały talent Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, jego poezję czytali w uniesieniu młodzi chłopcy, członkowie Szarych Szeregów, z jego to wszak wiersza zaczerpnięto tytuł powieści „Kamienie na szaniec”.

Interesujące światło na kierunek zainteresowań czytelniczych w okupacyjnej Warszawie rzucają sprawozdania Biblioteki Publicznej i wypowiedzi jej pracowników. Szmatławiec opublikował artykuł informujący o działalności tej placówki. Zacytowano w nim taką oto wypowiedź bibliotekarzy:

„Zapotrzebowanie jest ogromne. Dziś każdy chce czytać i czytać. Przede wszystkim cieszą się poczytnością książki omawiające poprzednią wojnę oraz dzieła naukowe, a głównie przyrodnicze, następnie sensacyjne, dalej o treści obojętnej, no i oczywiście nie brak amatorów romansów, powieści kryminalnych etc. Skala zainteresowań czytelników jest duża”. […]

Uliczna sprzedaż książek.
Uliczna sprzedaż książek.

Czegóż więc nie wolno bylo czytać w okupowanej Warszawie, jakie książki w myśl zarządzeń „Kulturtragerów” nakazano wycofać z handlu księgarskiego i antykwarycznego oraz z bibliotek, czytelni i wypożyczalni? Już 2 XI 1939 rozporządzenie Urzędu Propagandy nakazuje księgarzom dokonanie spisu posiadanych druków i wydzielenie (z zakazem sprzedaży) książek „mogących zakłócać współżycie narodu niemieckiego i polskiego”. Dalsze zarządzenia wprowadzają zakaz sprzedaży wszelkich książek o treści politycznej, filozoficznej, światopoglądowej, literatury francuskiej i angielskiej, ba, nawet słowników.

Wiosną 1940 r. wydany zostaje w Krakowie pierwszy wykaz książek zakazanych: „Liste des deutschfeindlichen, schadlichen und unerwunschten polnischen Schrifttums”. Od 30 IV 1940 na hitlerowskim indeksie znalazły się dzieła wielu autorów pochodzenia żydowskiego, prace dotyczące historii stosunków polsko-niemieckich, opracowania poświęcone ziemiom przyłączonym po 1939 do Rzeszy, książki beletrystyczne i naukowe, literatura piękna. Niekiedy wciągnięcie na listę spowodowane było samym brzmieniem tytułu – tym chyba należy tłumaczyć umieszczenie na niej „Zwycięstwa” Josepha Conrada, „Granicy” Zofii Nałkowskiej, „Proporca” Jana Kochanowskiego. […] Na liście znalazły się „Grażyna” i „Konrad Wallenrod” Mickiewicza, wiele książek Zofii Kossak-Szczuckiej, Gustawa Morcinka, Stefana Żeromskiego, wszystkie dzieła Romana Dmowskiego, Wojciecha Korfantego, Romana Lutmana, Zygmunta Wojciechowskiego. W tym samym roku Urząd Propagandy wydal listę nr 2. Lista nr 3, zawierająca także obie poprzednie, ukazała się w marcu 1942 r., zaś ostatnią listę nr 4, stanowiącą uzupełnienie wcześniejszych, wydano w końcu 1943 r. Dopiero na niej znalazła się „Trylogia” Henryka Sienkiewicza, a także wszystkie dzieła Józefa Piłsudskiego. […]

Latem 1940 roku władze okupacyjne przeprowadziły selekcję księgozbiorów wszystkich warszawskich czytelni, księgarń, antykwariatów i wypożyczalni. Procedura była następująca: właściciele tych placówek nadsyłali katalog książek do Urzędu Propagandy, gdzie skreślano w nich pozycje „niepożądane”, po czym odsyłano katalogi z powrotem z żądaniem wycofania skreślonych tytułów.

Tomasz Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik 1988, s. 361–365.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

16 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 6: O czytelnictwie pod okupacją niemiecką”

  1. Bazyl pisze:
    5 listopada 2015 o 09:59

    Oprócz kwestii czytelniczych, równie ciekawym aspektem okupacji były relacje twórca – wydawca. Spalone rękopisy, paskarskie umowy itd.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2015 o 10:30

      Ciąg dalszy nastąpi, materiału jest aż nadto.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        5 listopada 2015 o 14:58

        Zatem prosiemy, prosiemy :) Swoją drogą, czy naprawdę wojny trzeba, by wzrosło czytelnictwo w kraju? :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          5 listopada 2015 o 14:59

          Jak to u nas. Wielkie mobilizacje tylko w obliczu wielkich okazji dziejowych.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            5 listopada 2015 o 15:02

            Vide trzymanie się za rączki „kibiców” wrażych klubów :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              5 listopada 2015 o 15:07

              Na przykład.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  2. Qbuś pożera książki pisze:
    5 listopada 2015 o 14:09

    W ramach ciekawostki pozaksiążkowej warto poznać historię gry Superfamer, która powstała w Warszawie w 1943 roku. Nosiła wtedy tytuł „Hodowla zwierzątek”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2015 o 14:19

      A można tę historię gdzieś znaleźć?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytam, bo muszę pisze:
        5 listopada 2015 o 18:12

        https://pl.wikipedia.org/wiki/Superfarmer

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. czytam, bo muszę pisze:
          5 listopada 2015 o 18:14

          A tu
          o twórcy gry, Karolu Borsuku https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Borsuk

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            5 listopada 2015 o 18:24

            Dzięki, nie podejrzewałem, że to może być w Wiki :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. czytam, bo muszę pisze:
              5 listopada 2015 o 18:27

              i jeszcze tu: http://www.superfarmer.pl/starawersja/o-grze.html

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. 100str/h pisze:
    6 listopada 2015 o 23:09

    Bardzo ciekawy wpis. Mignęło mi dziś gdzieś w sieci „Co zrobić żeby 80% Polaków przeczytało jedną książkę rocznie? – wprowadzić zakaz czytania” coś może być na rzeczy ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      6 listopada 2015 o 23:13

      Zważywszy naszą niechęć do przestrzegania zakazów i wrodzoną przekorę, to mogłoby dać rezultaty :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Elenoir pisze:
    7 listopada 2015 o 01:25

    Zaintrygowało mnie określenie „książki o treści obojętnej”, wymienione powyżej między sensacją a romansem. Do tej kategorii zaliczyłabym właściwie większość tego, co się teraz wydaje…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
    7 listopada 2015 o 08:28

    Czyli „we wojnę” dzisiejsza literatura funkcjonowałaby bez przeszkód. Trochę to smutne.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d