Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pokłady wspomnień (Jakub Małecki, „Dygot”)

Posted on 17 listopada 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Jak najlepiej przedstawić kilkadziesiąt lat z życia dwóch rodzin, ich pochodzenie, zdarzenia codzienne i niezwykłe, narodziny, radości, tragedie? Niegdyś preferowano drobiazgowość opisów i rozlewność fabuły, dziś w cenie jest zwięzłość. Małecki kondensuje losy swych bohaterów na niewielu stronach. Oświetla te punkty ich życia, które uważa za kluczowe, resztę pozostawiając domyślności czytelnika.

W wielkopolskiej wiosce rodzi się chłopiec albinos. Jego rodzice wierzą, że odmienność Wiktora to skutek klątwy rzuconej w ostatnich dniach wojny przez Niemkę, której ojciec dziecka nie chciał pomóc w powrocie do Niemiec. Mały Łabendowicz nie będzie więc miał w życiu łatwo. Dostajemy od Małeckiego historię borykania się z odmiennością i odrzuceniem. Jest to również historia miłości małżeńskiej, rodzicielskiej, rodzinnej – szorstkiej, ale prawdziwej, czasem uświadamianej czy okazywanej dopiero w sytuacjach skrajnych. Czas jest w powieści podzielony na dokładnie wyznaczone odcinki, odpowiadające kolejnym częściom, począwszy od 1938 roku: bohaterowie dorastają, rodzą im się dzieci, starzeją się, umierają. Ale równocześnie w świecie wokół Łabendowiczów i Geldów czas zdaje się nie płynąć, omijają ich wydarzenia ze świata, ledwo docierają echa historycznych wypadków – poza wojną. Jej wybuch wzmiankuje Małecki w sposób bardzo oryginalny i od razu wskazujący, że jego bohaterowie wręcz mają moc wpływania na to, co się dokoła dzieje:

[…] Janek Łabendowicz zbudował wojnę.

Kupił w Radziejowie cewkę, detektor i kondensator, dwie słuchawki pożyczył od Paliwody, a potem siedział nad tym wszystkim w stodole przez parę dni, grzebiąc po półkach, sklejając, owijając, montując, niszcząc i montując na nowo, aż w końcu zaczął odbierać szum, a z szumu wyłoniły się słowa.

[…] Zaniósł odbiornik kryształkowy do Tkaczów […], postawił go na stole i uroczyście podniósł słuchawki.

– Dziś rano o godzinie piątej minut czterdzieści oddziały niemieckie przekroczyły granicę polską, łamiąc pakt o nieagresji – oznajmił szeleszczący głos. – Zbombardowano szereg miast.

[…] Na prośbę Tkacza tego samego wieczoru Janek zniszczył radio, ale wojna, którą zrobił w stodole, trwała dalej.

Wpisuje się to w szereg nadprzyrodzonych wypadków, które determinują losy bohaterów. Poza klątwą Niemki mamy „rozmyte” widzenie Wiktora, które może być częstym problemem albinosów ze wzrokiem albo – jak chyba sugeruje autor – jakimś przejawem szóstego zmysłu czy wręcz opętania złem; mamy cygańską przepowiednię, która wpływa na życie rodziny Geldów, teściów Wiktora, rodziców oszpeconej Emilii. Być może te zabiegi miały wprowadzić do powieści ów zapowiadany na okładce pierwiastek realizmu magicznego, ale moim zdaniem „Dygot” mógłby się bez niego obejść, szczególnie że podążanie za niesamowitością wprowadza kilka fałszywych tonów, w tym w kluczowej dla fabuły rodzinnej tajemnicy. Ciężki los odmieńca na wsi czy poparzonej dziewczyny  można opisać bez posuwania się do odwołań do mrocznych sił.

Szczęśliwie Małecki nie idzie całkowicie w te klimaty; niekiedy tworzy sceny wręcz naturalistyczne; świetnie wychodzą mu portrety zwierząt: psa Konia, konia Psa, a przede wszystkim sowy Durnej. Zręcznie posługuje się sugestią – kilkoma słowami czy zdaniami podsuwa nam obraz, a nasza wyobraźnia dopowiada resztę, szczególnie jeśli mamy wspomnienia wsi czy małego miasteczka, pamiętamy specyficzny ziemno-piwniczny zapach staroświeckich zieleniaków, wygląd małomiasteczkowego zakładu fryzjerskiego, wiejskie obejście. Jeśli chodziliśmy po świeżo zaoranym polu i jako dzieci z lękiem przyglądaliśmy się przygarbionej staruszce okutanej chustami, wyobrażając ją sobie jako Babę Jagę.

Jeśli wierzyć entuzjastycznym rekomendacjom z okładki, mamy do czynienia z dziełem wyjątkowym. Wydaje mi się, że to niepotrzebne pompowanie czytelniczych oczekiwań. Małecki napisał powieść, którą bardzo dobrze się czyta. Ma ona wszystkie warunki, by zdobyć popularność, niekoniecznie jednak na dłużej zagości w pamięci czytelników. Dla mnie jedną z głównych wartości „Dygotu” jest poruszenie pokładów moich wspomnień. Zastanawiam się jednak, czy przemówi ona tak samo do czytelników urodzonych dziesięć czy dwadzieścia lat później niż ja. Chociaż skoro pochodzący z tego młodszego pokolenia Małecki potrafił takie obrazy stworzyć, to może jego rówieśnicy bez trudu je odbiorą?

Jakub Małecki, Dygot, SQN 2015.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

24 thoughts on “Pokłady wspomnień (Jakub Małecki, „Dygot”)”

  1. Marlow pisze:
    17 listopada 2015 o 22:16

    To jakiś renesans motywu Niemca – Twardoch, Karpowicz teraz Małecki – zmówili się czy co? A pewnie jeszcze kogoś by się dało znaleźć :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 listopada 2015 o 22:21

      Zmowa niewykluczona. Może nawet nawzajem sobie konspekty poprawiali :D
      Tu Niemka gra rolę marginalną, choć znaczącą, za to jest i Niemiec psychopata.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        17 listopada 2015 o 22:23

        Koledzy…, jak jednemu się sprzedało, to dlaczego by drugi i trzeci nie mogli spróbować tego samego :-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          17 listopada 2015 o 22:29

          Karpowicz chyba nie należy do tej grupy przyjaciół :P Ale poważniej, to Niemcy nie są osią tej powieści, choć dwoje wpłynęło na losy głównego bohatera.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            17 listopada 2015 o 22:31

            Uff, jeszcze tego by brakowało :-)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              17 listopada 2015 o 22:34

              To ufnięcie to w kwestii Karpowicza czy Niemców?

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                17 listopada 2015 o 22:40

                To ulga z powodu niekopiowania osnowy, choć z tego co zdążyłem się rozeznać, to już wszyscy trzej panowie epatują brutalnością (czy też seksem w przypadku Małeckiego nie wiem) a la Kosiński.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  17 listopada 2015 o 22:43

                  Brutalność u Małeckiego poziom lajt, seks ledwie markowany, do Kosińskiego w obu kwestiach lata świetlne.

                  Wczytywanie…
                2. Marlow pisze:
                  17 listopada 2015 o 22:44

                  To w takim razie widzę przełom w polskiej powieści współczesnej :-)

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  17 listopada 2015 o 22:49

                  Przełom? Kosiński to chociaż jakieś emocje wzbudza, a tu lekki dygot czasami tylko :)

                  Wczytywanie…
  2. Izabelka pisze:
    18 listopada 2015 o 08:31

    No proszę, mój krajan a tak mało o Nim wiedziałam. Poruszyłam pokłady pamięci, nazwisko znane, ale czy to z tych… ? ;-)
    W każdym razie, do zapoznania. :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 listopada 2015 o 08:50

      Zawsze to jakiś pretekst do poznania nowego autora :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. grendella pisze:
    18 listopada 2015 o 11:03

    Jakoś mi się ta okładka gryzie z tym co piszesz o tej książce. Zaznaczam, że jest to pierwsza opinia o tej powieści, która mnie zachęciła do przeczytania książki i paradoksalnie zainteresowało mnie właśnie wykorzystanie konwencji realizmu magicznego, którą według Ciebie można sobie darować ;) Plus oczywiście przywołanie wspomnień, lubię wspominać zapach zieleniaka, w którym można było również zakupić napój w woreczku i „zimne lody”, choć podejrzewam, że oba przysmaki składały się z samych „E”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 listopada 2015 o 11:38

      Okładka mi się nie podoba zupełnie, wygląda jak „Gala” albo „Viva” i niestety z klimatem powieści nie ma wiele wspólnego :( Jestem realistą do szpiku kości, więc autor musi się mocno napracować, żeby mnie uwieść klimatami a la Marquez, a mam wrażenie, że Małeckiemu ten klimat też nie leży, trochę na siłę udziwniał. Powieść przeczytać można bez bólu, kilka scen robi wrażenie, całość natomiast dość letnia.
      Ciepłe lody i napój to był głównie cukier, o nijakich E w tamtych siermiężnych czasach nikt nie słyszał przecież :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. grendella pisze:
        18 listopada 2015 o 12:46

        Dla mnie ta okładka wygląda jak z Top Model ;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 listopada 2015 o 13:18

          Poetyka w sumie podobna :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  4. czytankianki pisze:
    18 listopada 2015 o 11:22

    Janek Łabendowicz zbudował wojnę – to chyba najlepsze zdanie w tej książce.;)
    Przedstawienie zwierząt w Dygocie też mi się podobało, bardzo dobry zabieg z imionami.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 listopada 2015 o 11:44

      Liczyłem na więcej takich zdań. Małecki jeszcze napisze coś bardzo dobrego, ma potencjał.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. czytankianki pisze:
    18 listopada 2015 o 12:17

    Czytałam wcześniej jego „Dżozefa” i mam wrażenie, że nie jest jednak w stanie przeskoczyć pewnego pułapu. Jest blisko bardzo dobrego poziomu, ale coś nie gra.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 listopada 2015 o 12:23

      Nie czytałem nic wcześniej, nie mam porównania. Ale potencjał jest, może to kwestia znalezienia właściwego tematu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Bazyl pisze:
    23 listopada 2015 o 07:27

    To piękno i okrucieństwo prowincji kuszą, ale okładka odstrasza :P Może zacznę od „Dżozefa”, choć z tego co pamiętam plątały się wokół niego jakieś realizmy magiczne i oniryczne klimaty, a to nie wróży dobrze dla mnie :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2015 o 08:50

      Nie przeczytasz, to się nie przekonasz :) Oniryzmu nie ma, tyle dobrego.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        23 listopada 2015 o 09:00

        Teraz piszesz o „Dygocie” czy „Dżozefie”? :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          23 listopada 2015 o 09:02

          O „Dygocie”. Tu Ci przynajmniej jedno nie grozi :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d