Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

O zasypywaniu przepaści czasu (William Shakespeare, „Zimowa opowieść”; Jeanette Winterson, „Przepaść czasu”)

Posted on 9 stycznia 201615 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Zimowa opowieść. Przepaść czasuSzekspirowska „Zimowa opowieść” to rzecz o obsesyjnej, bezpodstawnej zazdrości oraz niegodziwościach i zbrodniach, jakie za sobą pociąga. Historia króla Sycylii Leontesa, który oskarża na podstawie urojeń swą żonę Hermionę o romans i zajście w ciążę z Poliksenesem, królem Czech i jego przyjacielem z dzieciństwa, pociąga za sobą kilka zgonów, jedno porzucone dziecko i głębokie wyrzuty sumienia. Elżbietański dramaturg otoczył jednak tę posępną fabułę obłokiem baśniowości, natchnął ją nieco sielankową atmosferą i w ostatecznym rozrachunku uwieńczył szczęśliwym zakończeniem, które współczesnemu czytelnikowi zgrzyta w zębach. Tak samo jak zgrzyta mu brak psychologicznej wiarygodności całej tej sztuki, irracjonalność zachowań bohaterów.

Może więc napisanie na nowo całej tej historii to nie byłby głupi pomysł? Okazją do tego stał się rocznicowy Projekt Szekspir, w ramach którego opowiedziane na nowo mają być najbardziej znane dzieła Wielkiego Willa. Z początku dość sceptycznie byłem nastawiony do tego pomysłu. W końcu klasyk, znawca ludzkich zachowań, mistrz napięcia i wielki poeta broni się nawet po stuleciach. Jednak ponowna lektura „Zimowej opowieści” skłoniła mnie do zmiany opinii. Siedemnastowieczna gawiedź mogła łykać bajeczkę, napawając się dramatyzmem losów bohaterów i słodyczą scen miłosnych, ale czytelnik XXI wieku chciałby poznać dogłębniej mechanizm wypadków. A skoro zadania uwspółcześnienia podjęła się Jeanette Winterson, to można mieć pewność, że z bajeczki i słodyczy nie zostanie nic, za to obsesje bohaterów przeanalizowane zostaną do głębi.

Powieść Winterson można czytać bez znajomości Szekspira,

zresztą na początku mamy streszczenie „Zimowej opowieści”. Wydaje mi się jednak, że byłaby to jednak duża strata dla czytelnika. „Przepaść czasu” bardzo bowiem zyskuje w zestawieniu z pierwowzorem, a śledzenie podobieństw i różnic zmienia się w fascynującą grę literacką. Winterson bowiem oddała fabułę niemal w stosunku jeden do jednego, zmieniając jedynie nieco kolejność scen. Każdy epizod z Szekspira ma swój odpowiednik, każdy bohater został przeniesiony przez wieki.

Zamiast króla Sycylii mamy finansistę Leo, jego żona MiMi jest gwiazdą piosenki, a Kseno, przyjaciel z dzieciństwa, projektuje gry komputerowe. Całą trójkę łączą skomplikowane więzy emocjonalne, sięgające dzieciństwa i uzasadniające późniejszą tragedię. Wydarzenia rozwijają się zgodnie z szekspirowskim schematem, zwraca jednak uwagę bardzo ważne przeniesienie akcentu: na pierwszy plan wysuwają się nie losy sprawców wszystkich nieszczęść, lecz Perdity, córki Leo i MiMi, którą w wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczności przygarnął owdowiały Shep (Shepard – Szekspirowski Pasterz; jeden z tych smaczków, które się docenia w zestawieniu z pierwowzorem). Dziewczynka spędza z nim i z jego synem Clo szczęśliwe dzieciństwo, kochana i hołubiona. Jako osiemnastolatka zakochuje się pierwszą miłością. To Perdita ostatecznie doprowadzi do rozplątania tragicznego węzła. Ta zmiana jest całkowicie zrozumiała w świetle biografii Winterson, dziecka adoptowanego, które bardzo długo zmagało się z poszukiwaniem własnej tożsamości, także seksualnej (co zresztą uczyniła też jednym z tematów swoich książek).

Czerpiąc z Szekspira, Winterson pozostała sobą;

dochowała wierności swojemu stylowi i widzeniu świata. Można jej wierzyć, gdy twierdzi, że „Zimowa opowieść” jest dla niej książką-talizmanem, nie tylko dlatego, że opowiada o „znajdzie”. Również dlatego, że opowiada o przebaczeniu i pogodzeniu się ze światem i innymi (a to też jeden z motywów twórczości Winterson). Jest w „Przepaści czasu” kilka niepotrzebnych, moim zdaniem, dialogów, niekonieczna też jest doklejona na końcu analiza ostatnich sztuk Szekspira (ciekawe zresztą, czy to pomysł autorki, czy może założenie twórców cyklu – w każdym przypadku irytuje mnie tłumaczenie przez autora, co miał na myśli). Jest też jednak kilka pomysłów mocno przemawiających do wyobraźni – jak choćby komputerowa gra Ksena, odtwarzająca stosunki jej twórcy, Leo i MiMi po tragicznych wydarzeniach związanych z narodzinami Perdity.

„Przepaść czasu” jest szorstka, miejscami brutalna i przejmująca,

pozbawiona barw i lekkości Szekspirowskiego pierwowzoru. Świat bohaterów jest szary i chłodny, nawet nad przybraną rodziną Perdity unoszą się cienie przeszłości. Nie łagodzi go nawet odrobina humoru, w „Zimowej opowieści” reprezentowanego przez złodziejaszka i oszusta Autolikusa. Autolycus u Winterson jest już tylko pajacem, niesympatycznym i cynicznym cwaniakiem. Jedynym promieniem w tej szarości jest miłość Perdity i Zela, chociaż doskonale zdajemy sobie sprawę, że ich związek nie będzie łatwy, zbyt wiele na nich ciąży, zbyt wiele upiorów będą musieli pokonać (bo „przeszłość to granat, który eksploduje, gdy się nim rzuci”). Ale jest dla nich nadzieja; nadzieja jest i dla pozostałych, jeśli tylko dadzą sobie szansę i zasypią „przepaść czasu”.

William Shakespeare, Burza. Zimowa opowieść, tłum. Stanisław Barańczak, W Drodze 1991.
Jeanette Winterson, Przepaść czasu, tłum. Anna Gralak, Wydawnictwo Dolnośląskie 2015.

39 thoughts on “O zasypywaniu przepaści czasu (William Shakespeare, „Zimowa opowieść”; Jeanette Winterson, „Przepaść czasu”)”

  1. peek-a-boo pisze:
    9 stycznia 2016 o 14:08

    Zimny i szary to mam za oknem, czyli chyba po Twoim podsumowaniu za książkę podziękuję. Za to powyobrażam sobie jakby to było, gdyby za naszą rodzimą klasykę wzięli się autorzy współcześni i przenieśli ją literacko w nasze czasy.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2016 o 14:09

      Szczerze mówiąc, to byłaby czysta zgroza. Katarzyna Michalak pisząca Nad Niemnem, a Leon Wiśniewski opowiadający Lalkę :D

      Odpowiedz
      1. Agnieszka Hofmann pisze:
        9 stycznia 2016 o 16:43

        O, to by się pani Michalak ucieszyła, gdyby wiedziała, że zrównujesz ją z Winterson, Tyler czy choćby Gilian Flynn! ;-)
        A „Zimową opowieść” widzianą oczami Winterson bardzo chętnie przeczytam, już teraz ze spokojnym sumieniem (bo wiem, że raczej nie będzie wpadki). I pozostałe powieści, które powstają w ramach projektu, również, z wielką rozkoszą :-)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          9 stycznia 2016 o 16:51

          Pani Michalak raczej by się oburzyła stawianiem jej obok jakiejś nawiedzonej feministki piszącej posępne rozdrapy i niemającej pojęcia o drimowaniu :P
          Na szczęście nasi wydawcy nie miewają tak ekscentrycznych pomysłów na wydawanie swoich pieniędzy, więc przez dłuższą chwilę żaden Projekt Klasyka nam nie grozi, serio natomiast podejrzewam, że gdyby powstał, to autorów starannie dobrano by pod kątem sprzedawalności :D
          Wpadki nie ma, są męczące kawałki, ale to norma u Winterson. Ja czekam na Atwood.

          Odpowiedz
          1. Agnieszka Hofmann pisze:
            9 stycznia 2016 o 17:14

            Może nowy minister kultury wymyśli superpatriotyczny projekt finansowany z budżetu państwa, nie wiadomo ;-)
            A ja czekam na Atwood, Nesbo i Flynn.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              9 stycznia 2016 o 17:26

              Tyle że w rządowym superpatriotycznym projekcie braliby udział Marcin Wolski i Ziemkiewicz. Oraz ten pan od plagiatu z Chandlera.

              Odpowiedz
              1. Agnieszka G. (koczowniczka) pisze:
                9 stycznia 2016 o 18:26

                Co do Michalak, podobno napisała ona jakieś patriotyczne „Miasto walecznych” w dwóch tomach – to chyba będzie nowa wersja „Kolumbów” czy czegoś w tym stylu. Ma się ukazać latem. I jeszcze będzie jakaś powieść o tytule „Zemsta” :(

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  9 stycznia 2016 o 18:29

                  Internet znowu będzie miał używanie, a wydawca pewnie załatwi sobie patronat jakichś wysokich czynników :D

              2. Agnieszka Hofmann pisze:
                10 stycznia 2016 o 15:35

                Dopiero teraz skojarzyłam, o co chodzi z tym panem od plagiatu. Dżizes… to się nie dzieje naprawdę…

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  10 stycznia 2016 o 15:36

                  Niestety, dzieje się.

  2. peek-a-boo pisze:
    9 stycznia 2016 o 14:08

    miało byc; zimny i szary świat, oczywiście.

    Odpowiedz
  3. grendella pisze:
    9 stycznia 2016 o 18:36

    Cieszę się, że jednak się zdecydowałeś na przyjrzenie się projektowi i że dałeś mu szansę. Na pewno czytanie w zestawieniu z oryginałem pomaga docenić wiele aspektów powieści, bo na tym tle rys psychologiczny wypada znakomicie.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2016 o 18:39

      Nadal nie jestem wielbicielem Winterson, ale to na pewno dobra powieść. Może nawet z dobra plusem. I faktycznie dobrze, że przeczytałem ponownie Szekspira, bardzo to poprawiło odbiór.

      Odpowiedz
      1. grendella pisze:
        9 stycznia 2016 o 19:26

        Rozumiem, że z Winterson nie do końca Ci po drodze, więc tym bardziej ważna jest dla mnie Twoja pozytywna opinia :) Ja teraz czekam bardzo na nową odsłonę „Kupca weneckiego” – nowy Shylock bardzo mnie ciekawi. Zresztą, jak wiesz, czekam z niecierpliwością na wszystkie te powieści :)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          9 stycznia 2016 o 19:31

          Kupiec może być ciekawy, szczególnie jeśli autor pogłębi kwestię antysemityzmu. Niestety, nie wiem, kto to ma pisać, nie znam człowieka.

          Odpowiedz
          1. grendella pisze:
            11 stycznia 2016 o 15:50

            Jacobson był nagrodzony Bookerem za „Kwestię Finklera”, ale samej powieści jeszcze nie czytałam

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              11 stycznia 2016 o 17:44

              Co dalej mi nic nie mówi :)

              Odpowiedz
  4. rewakino pisze:
    9 stycznia 2016 o 21:54

    Ooooo! A jakże mi się podobało! Winterson znam nie od dziś i podoba mi się wciąż :) Projekt Szekspir podkręcił mnie mocno i czekam na kolejne części. Wolę nie wnikać, kto i co pisałby w podobnym polskim projekcie bo dostałabym prędzej apopleksji, podagry czy innej zarazy ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2016 o 22:00

      Gdybanie to fajna zabawa. W końcu możemy nawet iść w wersję bardziej optymistyczną: Jacek Dehnel przygotowujący nową wersję Pana Tadeusza, Twardoch – Łyska z pokładu Idy itepe.

      Odpowiedz
  5. visage Momarta pisze:
    9 stycznia 2016 o 22:41

    No dobrze. Przeczytałam o Projekcie Szekspir i o tym, że na pierwszy rzut idzie pani Winterson i się obraziłam. Teraz się może odobrażę:P
    „Zimową opowieść” pamiętam bardzo słabo, ale chętnie wrócę. Swoją drogą, mój egzemplarz zestarzał się identycznie jak Twój – też mam wyblakły cały grzbiet. Myślisz, że to wada fabryczna, czy oboje tak samo beznadziejnie przechowywujemy swoje książki?:)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 stycznia 2016 o 22:45

      Hehe, mnie też ta Winterson odstraszała, ale dałem się przekonać, bo co mi szkodziło poczytać i gruntownie schlastać? :P I niestety takie rozczarowanie, że to niezłe :(
      Blaknięcie papieru to cecha naturalna, rzekłbym. Moje Szekspiry są traktowane z najwyższym szacunkiem, ale swoje lata mają. Nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii przechowywania :P

      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        9 stycznia 2016 o 22:52

        W sumie dla dobra projektu też się mogę rozczarować, co mi tam:P
        A co do blaknięcia, to mnie nie przekonałeś. „Król Lear” wydany ledwie rok później (i tez żółty, i w twardej) a wygląda dużo lepiej. Takie zaś np. „Stracone zachody miłości” (fakt, że wydane 5 lat po „Zimowej opowieści) to w ogóle wyglądają jak świeżynka, a stały u mnie w tym samym miejscu co Zimowa. Musiało być, że to na kryzysowym jeszcze papierze wydrukowali, o!

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          9 stycznia 2016 o 22:58

          Rozczaruj się, co będziesz sobie żałować. U mnie co drugi tom wyblaknięty na grzbiecie, może faktycznie niektóre farby nie trzymały odcienia :) Zimowa opowieść zresztą i tak się rozpadła, muszę ją oprawić w płócienko i będzie się wyróżniać na półce.

          Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    10 stycznia 2016 o 15:30

    Wchodzę w ten projekt jak w masło, bo to moje ulubione zabawy literackie, a Winterson b. lubię niezmiernie.
    Ciekawa jestem, jak przepisano by „Tytusa Andronikusa, biorąc pod uwagę hektolitry krwi, jakie się w nim przelewają.;(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 stycznia 2016 o 15:32

      Zostałby horrorem. Tytus znaczy :) Niestety wybór padł na bezpieczne klasyki, więc się nie przekonamy.

      Odpowiedz
      1. czytanki.anki pisze:
        10 stycznia 2016 o 15:35

        I słusznie, że na bezpiecznie klasyki, bo Tytus mógłby być nie do zniesienia.;(

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          10 stycznia 2016 o 15:38

          Bo ja wiem? Publiczność lubi krew. Przecież zlecenie Nesbo, żeby się zmierzył z Makbetem, to chyba strzał pod publikę i liczenie, że będą flaki i kałuże krwi wszędzie.

          Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    10 stycznia 2016 o 15:49

    Flaki i kałuże krwi to mało, w Tytusie musiało być coś w stylu „ręka, noga, mózg na ścianie, oko na widelcu” do kwadratu.;(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 stycznia 2016 o 15:52

      Ćwierć wieku temu Graham Masterton dałby radę :) Albo King z epoki Carrie :)

      Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    10 stycznia 2016 o 15:57

    Raczej tak.;)

    Odpowiedz
  9. Qbuś pożera książki pisze:
    11 stycznia 2016 o 15:24

    Co do Tytusa Andronikusa. Długo myślałem nad odpowiednim człowiekiem do tego zadania, ale w światku krwistych horrorów nie jestem obeznany i przyszło mi do głowy inne skojarzenie – za to dzieło powinien się wziąć Quentin Tarantino.

    Odpowiedz
  10. Bazyl pisze:
    11 stycznia 2016 o 15:26

    Na razie okazyjnie podczytuję po komedyjce, a że tom grubaśny, to i mi nie ubywa. A zarówno Burza jak i Zimowa … na końcu :P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 stycznia 2016 o 17:45

      Tak im z chronologii wychodzi, cóż poradzisz.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        12 stycznia 2016 o 09:49

        Zacznę czytać od końca? :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          12 stycznia 2016 o 09:51

          W sumie właściwie to bez znaczenia :)

          Odpowiedz
  11. Rozkminy Hadyny pisze:
    15 stycznia 2016 o 16:23

    Projekt Szekspir od razu przykuł moją uwagę, bo wielkie nazwiska, to raz, i bo adaptacje, co zawsze jest niezłą zabawą, jeśli dobrze zrobione. Czytałam „Oranges Are Not the Only Fruit” Winterson, więc z wielką chęcią zajrzałabym do jej „Zimowej opowieści”… jeśli tylko znajdę czas. A z tym jest krucho.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 stycznia 2016 o 18:12

      Przepaść jest ciut lepsza od Pomarańczy, ale moją faworytką i tak jest autobiografia. W każdym przypadku raczej czytelnik nie jest ubawiony :)

      Odpowiedz
  12. B.T. pisze:
    23 stycznia 2016 o 18:42

    Nesbo i „Makbet”. Czysta rozkosz.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 stycznia 2016 o 18:44

      To się okaże. Nie mam nabożeństwa do Nesbo.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT