Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Świat bez kolorów (Hubert Klimko-Dobrzaniecki, „Preparator”)

Posted on 2 stycznia 201630 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Słuchamy wyznań pomywacza trupów, kazirodcy i mordercy? Poznajemy krwawe szczegóły zbrodni? Kulisy procesu? Nie. Słuchamy wyznań człowieka głęboko nieszczęśliwego, pozbawionego miłości, otoczonego przez sieć zakazów, odartego z własnych marzeń. Człowieka, który w przypływie rozpaczy posuwa się do ostateczności. A może słuszniej byłoby napisać, że został do tej ostateczności doprowadzony?

„Preparator” ukazał się w serii, która ma przedstawiać „sfabularyzowane historie głośnych zbrodni”. Nastawiłem się więc na rekonstrukcję wydarzeń, może sprawozdanie z procesu. Dostałem rekonstrukcję życia i sprawozdanie z życia, składane przez anonimowego bohatera anonimowemu reporterowi czy dziennikarzowi, który zadaje krótkie pytania i wywołuje strumień zdań, nieprzerwany wręcz strumień słów, układających się w przygnębiający obraz. Typowa rodzina: matka, ojciec, brat i siostra. Mieszkanie w bloku. Chłód emocjonalny.

Moja matka była osobą smutną. Nie pamiętam uśmiechu na jej twarzy. […] Jej oczy pełne nieokreślonego bólu, żalu. A dziecko widzi, czuje. Nie mam pojęcia, dlaczego tak było. Być może nie była szczęśliwa z moim ojcem. Być może ojciec nie był szczęśliwy z nią. Być może całe to ich małżeństwo było wielką pomyłką.

Syna zawsze odpychała, wolała córkę. Ojciec też nie okazywał uczuć ani żonie, ani dzieciom. Stłamszony przez żonę, ożywiał się rzadko, przy przygotowywaniu wędek. To były też jedyne chwile bliskości z chłopcem, nie licząc wspólnych wizyt u fryzjera, które bohaterowi kojarzyły się z niemal mistycznym przeżyciem.

Bohater zawsze czuł się inny, niechciany, bezwartościowy. Niezbyt zdolny, stale porównywany z wzorową siostrą, brutalnie przestawiany na używanie prawej ręki. Miłość dawali mu jedynie dziadkowie, o miłości ojca przekonał się zbyt późno, zresztą była ona nieudolna, koślawa, jak sam ją określił. Miał nieszczęście spotkać ludzi, którzy zniszczyli jego poczucie wartości i marzenia: matkę, bo „miała talent do psucia najpiękniejszych chwil”, poznaną latem Czeszkę, przez którą doznał miłosnego zawodu i z którą porównywał później wszystkie kobiety, małostkowego fotografa, który z zawiści przekonał zdolnego, ale niepewnego siebie chłopaka, że jego zdjęcia są nic niewarte. Odebrali mu nadzieję i szansę na znalezienie dla siebie oparcia, rzeczy, z której mógłby czerpać siłę, bo przecież „marzenia trzeba mieć. Gratisowa inwestycja. Większość marzeń się nie spełnia, co wcale nie znaczy, że trzeba przestać marzyć, marzyć trzeba nawet dla tego jednego procenta, który się spełnia”. Możemy się tylko domyślać, jak potoczyłoby się życie bohatera, gdyby mógł zająć się fotografią, odnosić sukcesy, zyskać uznanie. Miał na to szansę, miał swoją wizję: jeśli fotografia, to czarno-biała, bo „ma dużą przewagę nad kolorową. Jest prawdziwsza, choć oddaje świat bez kolorów. Niektórzy mówią, że świat, ten, w którym przyszło nam żyć, tak naprawdę jest właśnie czarno-biały. Jest prawda i kłamstwo, a to, co pomiędzy, to nieprawda, to są właśnie kolory”.

Znalazł dla siebie inny azyl, miejsce, które dawało mu spokój i wolność – cmentarz. Znalazł pracę preparatora, potrzebną, choć pogardzaną przez większość: przygotowywał zwłoki do pogrzebów. Założył rodzinę, próbował normalnie żyć, ale nie było mu dane. Gromadząca się latami frustracja, rozczarowania, chory układ, w którym tkwił, brak nadziei doprowadziły do ostatecznego wybuchu.

Preparator to nie tylko zawód bohatera, ostatnia posługa oddawana zmarłym. On też dla nas wypreparowuje swoje życie, rozkłada je na czynniki pierwsze, pokazuje fragment po fragmencie. Odsłania rzeczy przykre, wstydliwe, mroczne, ale wskazuje też nieliczne jasne punkty, gasnące szybko. Mówi beznamiętnie, przechodząc płynnie od dygresji na tematy bieżące do swoich wspomnień, od rozważań o życiu w ogóle do analizy własnej egzystencji. Poznajemy człowieka, który wreszcie może opowiedzieć o sobie komuś, kto ma chęć go zrozumieć, kto nie chce oceniać czy potępiać. Jest więc boleśnie szczery, nie widzi powodu, żeby coś ukrywać czy przeinaczać, podkolorowywać. Najwyraźniej w odniesieniu do własnej biografii też stosuje zasadę, że czerń i biel są prawdziwsze niż kolory. Bohaterowi można współczuć, można się identyfikować z częścią jego przeżyć; jego poglądy mogą się wydawać naiwne, może nawet śmieszne, ale czasem trudno im odmówić słuszności i pewnej wnikliwości. Zapadają w pamięć, podobnie jak jego słowa i emocje, jakie wzbudza jego historia. Długo też pamięta się duszną, klaustrofobiczną atmosferę „Preparatora”.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Preparator, Od Deski do Deski 2015.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

29 thoughts on “Świat bez kolorów (Hubert Klimko-Dobrzaniecki, „Preparator”)”

  1. grendella pisze:
    2 stycznia 2016 o 16:30

    Zainteresowała mnie ta seria już wcześniej, ale jakoś o niej zapomniałam. To nie jest dla mnie lektura na teraz, ale za jakiś czas penie sięgnę.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 stycznia 2016 o 16:33

      Ja przyswajałem w rozkwicie wiosny. To jednak wymaga wspomagania zewnętrznego, żeby się nie zadusić.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. grendella pisze:
        3 stycznia 2016 o 17:08

        Tak mi się właśnie wydawało.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          3 stycznia 2016 o 17:09

          Ale, rzecz jasna, może ktoś lubi takie historie zimową porą.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            5 stycznia 2016 o 13:07

            Tak, to może być coś dla mnie.;) Chętnie się trochę poduszę.;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              5 stycznia 2016 o 15:54

              Preparator czeka na spakowanie i wysyłam pewnie w przyszłym tygodniu :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  2. Izabelka pisze:
    2 stycznia 2016 o 17:24

    Bardzo podoba mi się styl w jakim pisze Hubert. Ma u mnie miejsce w pierwszej piątce współczesnej prozy polskiej.
    Udanego, dobrego nowego roku życzę Ci tak przy okazji.
    :-D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 stycznia 2016 o 17:26

      Nie znałem go wcześniej, ale Preparatorem wbił się do czołówki, już sobie zebrałem parę innych jego książek.
      Dziękuję za życzenia i nawzajem, najlepszego :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. koczowniczka pisze:
        2 stycznia 2016 o 18:21

        Ja znam tylko „Bornholm, Bornholm”. Przeczytałam tę książkę z oczarowaniem, krzywiąc się jedynie przy kilku scenach, kiedy autor przesadnie długo jak na mój gust opisywał czynności fizjologiczne. Gdybym miała taką władzę, kazałabym pisarzowi te sceny wykreślić :) W tamtej książce też panowała duszna atmosfera i bohater miał toksyczną matkę.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          2 stycznia 2016 o 18:24

          Być może duszność i toksyczne matki to znak rozpoznawczy autora, zamierzam to dogłębnie sprawdzić, liczę jednak, że nie będzie aż tak monotonnie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Izabelka pisze:
            2 stycznia 2016 o 20:40

            W „Wariacie” jest kilka opowiadań. Toksycznej matki tam nie zauważyłam.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              2 stycznia 2016 o 21:07

              Dobry znak :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
          2. Agnieszka G. pisze:
            16 marca 2016 o 12:01

            Przeczytałam. Dzięki Twojej recenzji. Książka jednocześnie mnie fascynowała i odpychała i w sumie jeszcze nie wiem, jaką ocenę jej postawię. Muszę się jeszcze zastanowić :)
            Bohater tłamszony najpierw przez matkę, potem przez żonę. Słaby psychicznie, wstydliwy, nie walczył o swoje, można powiedzieć, że cierpiał w milczeniu. Ale frustracja w nim rosła, w końcu musiał nastąpić wybuch. Wobec żony preparator nie był w porządku. Widział w niej jedynie grubą, nieapetyczną „hipopotamicę”. Ale nie potrafił powiedzieć jej, żeby schudła, zadbała o siebie i zaczęła wychodzić z domu…

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              16 marca 2016 o 13:47

              Miło mi, że Cię skłoniłem do lektury. To faktycznie książka, która może wywoływać mieszane uczucia. Ja chyba czułem głównie fascynację.
              Co do bohatera, to jak miał żonie zwrócić uwagę, skoro nie był nauczony wyrażania uczuć i opinii? W ogóle był nauczony, że nic nie znaczy, tak samo jak jego życzenia. Wątpliwe, by się mógł sam z siebie przełamać.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    5 stycznia 2016 o 09:10

    Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Właśnie po południu idę do biblioteki szukać czegoś miłego, słonecznego i z happy endem do wyrzygu. Muszę się odtruć po bagienku z „Mr Pebble ..” :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 stycznia 2016 o 09:13

      Eee, jakim bagienku z Pebble’a? Te tam trochę rozliczeń to jeszcze nie bagienko. A jak Ci się podobała wielka scena z elektrownią wiatrową?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        5 stycznia 2016 o 09:22

        Z drezyną lepsza :) Chyba, że z wiatrownią coś się jeszcze dzieje odjazdowego na koniec, bo jestem na 80% :P Ładne mi trochę rozliczeń :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          5 stycznia 2016 o 09:26

          Była już wichura i śmigło odpadło? To potem już nic nie ma :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            5 stycznia 2016 o 09:40

            To podtrzymuję o drezynie :) Co do reszty wrażeń, to postaram się nieskładnie coś skrobnąć jak skończę :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              5 stycznia 2016 o 09:43

              Nieee, drezyna ma drugie miejsce. Pisz, pisz, chcę poczytać.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                5 stycznia 2016 o 10:39

                Póki co to z postanowieniami noworocznymi jest tak, że je mam :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 stycznia 2016 o 10:41

                  To napisz nie w ramach postanowienia, tylko ot tak :)

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  5 stycznia 2016 o 10:45

                  Najpierw muszę, ot tak, przeczytać. a tu dziś gry, a nocami śpiuch mnie mami :P

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 stycznia 2016 o 10:48

                  No to czytaj czytaj, planszówki i spanie są przereklamowane :D

                  Wczytywanie…
                4. Bazyl pisze:
                  7 stycznia 2016 o 10:03

                  E tam. Przy czytaniu przysnąłem. A na planszówkach, nie :D

                  Wczytywanie…
                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  7 stycznia 2016 o 10:11

                  Po prostu zmęczony byłeś przy czytaniu :P

                  Wczytywanie…
                6. Bazyl pisze:
                  13 stycznia 2016 o 15:16

                  Przy planszówkach jednakowoż też :D

                  Wczytywanie…
                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  13 stycznia 2016 o 15:21

                  Bo trzeba grać w coś dynamicznego, w chińczyka albo bierki :D

                  Wczytywanie…
  4. Pingback: To już piąty rok | Beznadziejnie zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d