Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (XXVIII): Maria Dąbrowska o Marcelu Prouście

Posted on 18 czerwca 20176 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

pisarze ze starej szkoły
Pierwsze wzmianki o dziele Marcela Prousta pojawiają się w dziennikach Marii Dąbrowskiej w 1927 i 1929 roku, jednak dopiero po zakończeniu wielkiej pracy nad „Nocami i dniami” pisarka sięga po ten „«ostatni krzyk» wyrafinowanej literatury”, a wrażenia zapisuje (szkoda, że tak skrótowo) w swoich notatkach.

9 IX 1934. Niedziela. […]
Zaczęłam czytać Prousta. Nuży mnie, ale i zaciekawia. Nic, czego bym nie wiedziała o człowieku od niego nie dowiaduję się. Zbyt drobiazgowa kuchnia pisarska pokazana – ale dokument – b. potrzebny –

23 IX 1934. Niedziela. […]
Wróciłam znów do Prousta „Du côté de chez Swann” – Zajmuje mnie teraz. Dużo myśli identycznych prawie z tym, co jest w mojej książce. Gdyby nasi kretyni krytycy lepiej znali Prousta, wnet by wyprowadzili insynuacyjny wniosek, że pisałam pod jego wpływem – Mieliby jedno ułatwienie więcej w swym impotenckim poszukiwaniu ułatwień – w to, że nie znałam Prousta dotąd – nie uwierzyliby.
Pisarzowi – jak podsądnemu, nie wierzy się – Wszak popełnił wielką zbrodnię. Uczynił coś dobrego i coś, czego nikt inny nie potrafi – W Polsce zrobić coś dobrego to jedyna droga, aby znaleźć się zupełnie osamotnionym – pewnego rodzaju obóz izolacyjny – z którym, jak z każdym obozem izolacyjnym, sympatyzuje nieoficjalne społeczeństwo, żywi – nieposzufladkowani ludzie – A tego ci durnie też nie wiedzą, że pisarz prawdziwy jest na świecie jeden w wielu osobach – przedstawiciel jednej i tej samej wiekuistej myśli tworzącej. […]

7 X 1934. Niedziela. Sorrento. […]
Ja robię noc, zamykam okiennicę, zapalam lampę i chwilę czytam pierwszy tom Prousta (wiele szczegółów tej miłości z Odette zbędnych, dygresje niektóre wręcz banalne, a dialogi miłosne płaskie, ale jest sporo i b. dobrych rzeczy). Nad Proustem zmorzyła mnie drzemka, gaszę światło i śpię do wpół do szóstej.

10 X 1934. Środa. […]
Po śniadaniu w ciemnych okularach z Henr. na tarasie czytamy. Ja Prousta „Du côté de chez Swann”. Coraz więcej zastrzeżeń.

11 X 1934. Czwartek. […]
Rano usiłuję leżakować z Henrykami na tarasie, ale marznę i uciekam czytać Prousta do pokoju. Teraz trafiłam na interesujący opis wielkopańskiego przyjęcia (opis lokajów i dam).

25 XI 1934. Niedziela. […] Późno położyliśmy się spać, a ja jeszcze czytałam Prousta, który mnie coraz bardziej zajmuje –

5 XII 1934 […]
Czytam ponownie „Zwycięstwo” Conrada – Prousta na razie odrzuciłam – nie mogę. Nie mogę tam przebrnąć przez kilkunastostronicowe opisy sukien pani Swann, małostkowe analizy bródki i stylu pisarza Bergotte i oglądanie przez mikroskop mocno podśmierdzającego świata, który aby opisać, trzeba mieć nieco dynamitu w duszy.

A la recherche du temps perdu29 I 1936. Środa. […]
Dziś w nocy, nie mogąc spać, zaczęłam czytać drugi tom Prousta. B. nudne, ale uparłam się, że go pomału zmorduję.

13 II 1936. Czwartek. […]
Zaczęłam czytać Prousta „Du côté de Guermantes”.

27 II 1936. Czwartek.
Stachno leży z powodu ataku artretycznych bólów w ręce i w kolanie. Ja rano na lekcji angielskiego. Potem w domu bakłażam się i czytam Prousta. […] Wcześnie spać z Proustem. Myślę, jakie życie byłoby piękne, gdybym ja się jeszcze mogła kimś zachwycić, chodzić pod czyimś urokiem, jak bywało dawniej.

11 III 1936. Środa. […]
Przed zaśnięciem czytam w tym świętym miejscu [w hotelu sióstr nazaretanek we Włocławku] „Sodome et Gomorrhe” Prousta.

26 III 1936. Czwartek. […]
Idziemy dziś do teatru na „Mieszczanin szlachcicem”. Wbrew głupim krytykom jest to bardzo dobre, kulturalne przedstawienie. Jak dużo znaczy reżyseria, z którą np. Borowski w „Wieczorze Trzech Króli” nie dał sobie rady, a z której świetnie wywiązał się Zelwerowicz. Sam zresztą doskonale gra Jourdaina. Jego Molierowskie typy są dobroduszne i głupkowate. Tak zresztą pojmowano w tym czasie – a u nas jeszcze aż Fredro – snobów i dorobkiewiczów.
Dziś największa elita umysłowa i artystyczna zastąpiła Geldhabów i Jourdainów, nikt jej nie prześcignie w próżności i snobizmie; a „ostatni krzyk” wyrafinowanej literatury, Proust, jest niejako rehabilitacją i psychologizującą apologią snobizmu i dorobkiewiczostwa duchowego. A swoją drogą jaki Fredro jest nędzny w porównaniu z tym nawet nędznym Molierem.

21 IV 1936. Wtorek. […]
Skończyłam czytać „Wykolejeńca” i zaczęłam 7-my tom dusznego Prousta, dusznego, jak suterena biednych ludzi, mimo że opisuje świat bogatej wyrafinowanej burżuazji i arystokracji. […]

10 XI 1959. Wtorek […]
Prawie cały czas czytam autora, o którego istnieniu jeszcze parę tygodni nie wiedziałam – Robert Musil: „Der Mann ohne Eigenschaften”. […] Otóż już w pierwszych rozdziałach znalazłam zdanie: „Seine Augen glänzten wie frisch ausgeschälten Kastanien” – Otóż identyczne zdanie, tylko w odniesieniu do kobiety określa u mnie wygląd Elżusi Pawoniakówny
– To już drugi raz mi się zdarza w tym roku, że spotykam u znakomitych pisarzy identyczne z moimi zdaniami – […]
Miałam już kilka takich wypadków w życiu. Z Mannem, z Proustem, z Czechowem – Znalazłam u wszystkich identyczne zdania z moimi –
Manna i Czechowa (z wyjątkiem sztuk scenicznych) poznałam dopiero po tej wojnie. Prousta czytałam w maju i czerwcu 1936 roku na Rabie, w małym hoteliku pani Samankowicz –
Tak to tworzy się myśl, metaforę, zwrot, porównanie w absolutnym przeświadczeniu, że są pierwsze w literaturze – gdy okazuje się, że kto inny już to przed nami napisał. Może nawet stu innych.
Obawiam się, że nawet najoryginalniejsi, najbardziej kreacyjni pisarze nie są zabezpieczeni przed tego rodzaju niespodziankami.

Maria Dąbrowska, Dzienniki 1914–1965, Instytut Badań Literackich 2009.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

32 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (XXVIII): Maria Dąbrowska o Marcelu Prouście”

  1. Olga pisze:
    18 czerwca 2017 o 12:05

    „Duszny, jak suterena biednych ludzi”! :D CUDOWNY komentarz na proustowskie, literackie wyczyny! Najlepsze jednak jest samozaparcie Marii Dąbrowskiej i to poczucie, że jak już się zaczęło, to należy skończyć.
    Ciekawe, że zachwycił ją „Człowiek bez właściwości” Musila, bo z przeczytanych fragmentów powiedziałabym, że to Musil jest właśnie męczący i duszny – należy to sprawdzić i przetestować. :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2017 o 12:12

      Sutereny biednych ludzi są raczej stęchłe i wilgotne, duszne to są u Prousta raczej te buduary dam przesycone perfumami i sypialnie chorych ciotek :) Co do samozaparcia, to jednak myślę, że gdyby ją książka absolutnie nudziła, to nie brnęłaby, na dodatek w oryginale.
      O Musilu nie napisała, że ją zachwycił, ale widać, że jej się podoba („znakomity pisarz”). Sprawdź i przetestuj, mnie jakoś nie ciągnie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Olga pisze:
    18 czerwca 2017 o 12:37

    Cóż za pochlebna opinia na temat krytyków;). Dąbrowska imponuje przede wszystkim samozaparciem – choćby nużyło, książkę trzeba skończyć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2017 o 12:44

      Ona, zdaje się, nie przepadała za krytykami, zwłaszcza tymi, którzy jej nie chwalili, rzecz jasna :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Pyza pisze:
    18 czerwca 2017 o 13:30

    Ciekawe, że w sumie bardziej w tych fragmentach widać autorefleksję Dąbrowskiej nad własnym pisarstwem niż jej zdanie o Prouście ;-). Ale też jestem zdziwiona, że bardziej Musil niż Proust!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2017 o 13:36

      Ona dość obsesyjnie odnosiła wszystko do własnej twórczości. Jest tu gdzieś na blogu jej notatka o tym, jak bezczelnie Kuncewiczowa ukradła jej koncepcję i wykorzystała w Cudzoziemce :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pyza pisze:
        18 czerwca 2017 o 13:38

        Nie wiedziałam, że z niej był taki typ pisarki :-D. Ciekawe, że jej zdanie o Prouście wydaje się przez te circa 20 lat nie zmieniać.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 czerwca 2017 o 13:52

          Później do Prousta nie wracała, jeśli nie liczyć jakichś przypadkowych kartkowań, nie miała okazji do zmiany poglądów.
          Obsesja na tle własnej twórczości to chyba dość typowe, Nałkowska też nieustannie biadała, tyle że na własną nieudolność, a nie na podłość świata.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Pyza pisze:
            18 czerwca 2017 o 14:06

            Nałkowska miała też pecha (wystarczy wspomnieć o tym, że świetni „Niecierpliwi” wyszli tuż przed wojną i nigdy nie doczekali się specjalnego uznania, bo nie trafiali „w czas”), ale zgadzam się, jest to jakiś wzór, to rozmyślanie o sobie, przy okazji lektur innych. Swoją drogą właśnie to jest ciekawe w tych fragmentach: że Proust ją nuży trochę jakby na pokaz (to narzekanie, że nic jej już nie może ująć!), jakoś tak to mi się czyta :-).

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              18 czerwca 2017 o 14:17

              Lektura Prousta trafiła u Dąbrowskiej, moim zdaniem, w dość niedobry okres; wyczerpanie pisaniem Nocy i dni, emocje związane z przyjęciem powieści, problemy zdrowotne; to wszystko wyciąłem, może trochę szkoda. Nużył ją nie tylko Proust, tylko w ogóle życie.
              Żałuję, że u Nałkowskiej nie ma nic o Prouście, poza suchymi informacjami, że właśnie go czyta; w końcu uznaje się, że wywarłna nią spory wpływ. Jedna tylko refleksja mnie uderzyła, o koncepcji czasu u Prousta wywodzącej się od św. Augustyna. Czas poczytać „Wyznania” :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  4. koczowniczka pisze:
    18 czerwca 2017 o 13:39

    A ja – w przeciwieństwie do Dąbrowskiej – z przeczytaniem „W stronę Swanna” nie miałam problemów, za to nie przebrnęłam przez „Zwycięstwo” Conrada.
    Dąbrowska pisze: „Potem w domu bakłażam się i czytam Prousta”. Mógłbyś mnie oświecić, co znaczy „bakłażam się”? Nigdy nie słyszałam tego wyrazu. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2017 o 13:45

      Dąbrowska była wielbicielką Conrada, nic dziwnego, że wolała go od Prousta.
      Pojęcia nie mam, skąd on wzięła to „bakłażać się”, ale w dzienniku występuje dwa razy, zawsze w kontekście obijać się/lenić :D Swoją drogą, cudnie to brzmi.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pożeracz pisze:
        20 czerwca 2017 o 11:53

        Zdecydowanie cudnie, też zwróciłem na to uwagę. Rozważam zasymilowanie do własnego idiolektu.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          20 czerwca 2017 o 11:54

          To ty asymiluj, a ja się pobakłażam :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  5. Rozkminy Hadyny pisze:
    18 czerwca 2017 o 16:07

    Jak cudownie, wychodzi na to, że wszystko czytała w oryginale! Też bym tak chciała. I do „Człowieka bez właściwości” mam zajrzeć od wieków. A tymczasem uczę się tego niemieckiego od wieków i jak nie umiałam, tak wciąż nie umiem.

    Tak czy siak, boskie fragmenty, świetnie się czyta o Proustowej drodze przez mękę:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2017 o 16:12

      To jest to, czego zawsze zazdroszczę ludziom tamtej epoki: znajomości języków na poziomie, który pozwalał na swobodne czytanie nie tylko powieści, ale i filozofów, naukowców – wszystkiego. I to minimum dwóch języków.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Rozkminy Hadyny pisze:
        18 czerwca 2017 o 18:17

        Dokładnie! Ale to zazwyczaj dzięki temu, że jednak wyższe sfery miały pieniądze na obcojęzyczne albo przynajmniej świetnie wykształcone bony i nauczycieli, dzięki czemu dziecko pod taką opieką od najmłodszych lat wychowywało się na wielojęzyczne. Zazdrość.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 czerwca 2017 o 18:55

          Nie tylko bony i guwernantki decydowały. Język zaborcy młodzi ludzie znali niejako z urzędu, a ówczesne gimnazja i pensje też dawały solidne wykształcenie językowe (z greką i łaciną na dodatek).

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Niekoniecznie Papierowa pisze:
            20 czerwca 2017 o 13:47

            Ja tak zawsze zazdrościłam Szwajcarom. W jednym kraju się rodzą a potem mówią 4/5 językami.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 czerwca 2017 o 13:51

              No właśnie, a tu człowiek musi się uczyć w pocie czoła i bez gwarancji sukcesu.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  6. Bazyl pisze:
    19 czerwca 2017 o 13:55

    Proust wydaje mi się być nadto skondensowanym. A ja rozpieszczony przez hamerykańskie pageturnery, w 80% składające się z list dialogowych, jestem :) Ale miło poczytać, że nawet literatom Marcel nie wchodził łatwo :P
    PS. Też mnie to „bakłażam” zaintrygowało :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 czerwca 2017 o 14:00

      Po przeczytaniu setek pageturnerów człowiek nabiera ochoty na coś do niespiesznego napawania się. A potem rzuca się na bestsellery z nowym entuzjazmem :D
      Prawda, że piękne słowo? Szkoda, że słowniki go nie znają.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        19 czerwca 2017 o 14:15

        Tak mówisz? Widocznie mnie ta potrzeba jest obca, choć przyznaję, że kolejny bestseller oparty na kliszach, bywa czasem ponad moje siły :P A jeśli poczuję chęć powrotu na łono klasyki, to będzie to „Faraon”, bo cholernik łypie na mnie z półki :)
        No i też bym się bakłażał, ale trawnik … Co Ci zresztą będę tłumaczył :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 czerwca 2017 o 14:27

          Pobakłażać sobie przy bakłażanach :D Ech, wiem wiem, trawnik, rynna, podlewanie…
          Faraon dobra rzecz :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            20 czerwca 2017 o 12:57

            Na razie wkręciłem się w Simmonsa i nie wiem czy jutro nie wrócę z WBP z drugą cegłą cyklu :P No i ten brak dynamitu w duszy Prousta … :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 czerwca 2017 o 13:02

              Bo Proust nie chciał wysadzić tego świata w powietrze, tylko napisać mu nekrolog. Świat rozsypał się sam z siebie, tak był spróchniały.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                20 czerwca 2017 o 13:08

                Nekrolog świata. Nic dziwnego, że trochę papieru mu na to poszło :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 czerwca 2017 o 13:10

                  Ale warto było, mało kto ma taki nekrolog.

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  20 czerwca 2017 o 13:12

                  Dobrze, że nie epitafium, bo to jednak ładna góra kamienia by była :)

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 czerwca 2017 o 13:17

                  Jedna bomba i po górce. To już lepiej na papierze.

                  Wczytywanie…
  7. Niekoniecznie Papierowa pisze:
    20 czerwca 2017 o 13:54

    Bardzo mnie ubawiła Dąbrowska, ale trochę ją rozumiem. Nic dziwnego, że przy Prouście się nudziła skoro i tak pisał, to co ona wie i myśli. Jeszcze takimi samymi zdaniami.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2017 o 13:59

      Tak, to chyba tragedia jej życia była: wszędzie widzieć swoich bohaterów, swoje wątki fabularne i wręcz całe sformułowania :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d