Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Ciocia jak wulkan gorąca (Mario Giordano, „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”)

Posted on 2 września 20178 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ciotka Poldi i sycylijskie lwyMario Giordano kupił mnie pierwszym zdaniem, które obiecywało bardzo wiele i – dodam od razu – nie były to czcze obietnice. „Moja ciotka Poldi w dniu swoich sześćdziesiątych urodzin wyprowadziła się na Sycylię, by tam elegancko zapić się na śmierć, spoglądając przy tym na morze”. Czym prędzej pospieszyłem zacieśniać znajomość z tak intrygująco przedstawioną heroiną.

Życie Poldi nie było łatwe,

miała na koncie kilka „niewesołych zakrętów, uskoków i błotnych lawin”. Co prawda przyprawiło ją to o melancholię, „ale mimo to nadal często się śmiała, kochała, ostro tankowała i po prostu nie potrafiła odpuścić, kiedy coś szło nie po jej myśli. Czyli w gruncie rzeczy zawsze”. Jako kostiumolożka potrafiła się doskonale ubrać na każdą okazję, a niespożyta energia sprawiała, że „musiała wziąć sprawy w swoje ręce i zaprowadzić porządek”. Poldi obserwujemy oczami jej siostrzeńca, aspirującego do miana pisarza (czemuż tacy młodzieńcy zawsze muszą być aspirującymi pisarzami?), który pomaga krewnej w przeprowadzce na Sycylię, gdzie zamierzała oddać się aktywności wspomnianej w otwierającym książkę zdaniu, a potem staje się jej powiernikiem, któremu opowiada o wszystkim, co się wydarzyło. A poza zwykłymi perypetiami związanymi z przenosinami w nowe miejsce wydarzyło się morderstwo – zginął młody chłopak, który pomagał Poldi w zakupach. Niby nikt bliski, ale ciotunia nie mogła przecież zostawić tej sprawy odłogiem…

Ciotka Poldi jest postacią bardzo wyrazistą,

wręcz nieco przerysowaną, jednak jej działania obserwuje się z zaciekawieniem i rozbawieniem: stroje, codzienne zwyczaje, nietypowe hobby, niespożytą energię i odradzający się apetyt na życie. Inni bohaterowie na jej tle nikną, zresztą Giordano raczej ich szkicuje, nadając każdemu kilka dominujących cech wyglądu i charakteru, niż dokładniej ich prezentuje (aczkolwiek nawet te szkice mają masę wdzięku, jak opis ciotek narratora). Nie jest to brak szczególnie dokuczliwy, wiadomo, kto gra pierwsze skrzypce w książce i na kim ma się skupiać uwaga czytelnika. Świetne są wszelkie scenki rodzajowe, których autor nam nie szczędzi – kulminacją tych wszystkich smaczków jest opis sycylijskiego wesela.

Wychowany na drętwych czytankach niemieckich opiewających uroki turystycznych atrakcji Berlina i Poczdamu, z trudem wierzyłem w to, że niemczyzna może być tak giętka. Autor konstruuje zdania niczym wielopiętrowe wieże, a tłumaczka, Agnieszka Hofmann – tu wyrazy zawodowej zawiści – świetnie sobie z tą ekwilibrystyką radzi. Styl jest barwny, lekki, oddający sycylijską radość życia i bujną osobowość głównej bohaterki. Na dodatek to chyba pierwsza zabawna niemiecka książka, jaką czytałem.

Rzecz jasna, nie można mieć wszystkiego.

Najsłabszym elementem powieści jest wątek kryminalny. Poldi ma co prawda pracę śledczą we krwi jako córka nadkomisarza policji i doskonale zna teorię („powodzenie każdego śledztwa spoczywa na dwóch filarach: notatkach i tablicy korkowej”), to jednak dochodzenie posuwa się do przodu niemal wyłącznie dzięki kolejnym przypadkom i zbiegom okoliczności. A gdyby nie znajomość ciotki Poldi z jednym z eks-Beatlesów, to w ogóle utknęłoby w martwym punkcie. W oczekiwaniu na kolejną wskazówkę tempo akcji nieco siada i można zacząć się zastanawiać, czy aby trup nie został wprowadzony do książki tylko po to, by Poldi mogła poznać interesującego policjanta, na którego od razu zagięła parol.

Dziwne, że wydawca nie zdecydował się na premierę przed wakacjami. Miałby murowany plażowy bestseller. Szansy na bestseller, rzecz jasna, nie traci nawet jesienią, kiedy wraz ze skracającym się dniem wzrasta zapotrzebowanie na wysokowitaminowe i pełne kolorów powieści, niezobowiązujące umilacze szarych dni.

Mario Giordano, Ciotka Poldi i sycylijskie lwy, tłum. Agnieszka Hofmann, Initium 2017.

42 thoughts on “Ciocia jak wulkan gorąca (Mario Giordano, „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”)”

  1. Joanna pisze:
    2 września 2017 o 14:38

    Szanowny Panie Zacofany. I znowu naraża mnie Pan na koszty. Ileż to ja już kupiłam książek po przeczytaniu Pana bloga! Ale uczciwie mówiąc, nie żałuję tego. I tę książkę na pewno kupię, niestety trzeba czekać na nią do 12 września. Pozdrawiam i nieustająco czekam na nowe czytelnicze inspiracje.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 września 2017 o 14:52

      Ach, jak ja lubię, gdy mi czytelnicy robią takie wymówki :) Bardzo się cieszę, że jestem źródłem aż tylu inspiracji. Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  2. J. pisze:
    3 września 2017 o 17:01

    Brzmi równie barwnie, jak wygląda okładka :). Może się skuszę, bo bardzo takie klimaty lubię.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 września 2017 o 17:22

      Zachęcam.

      Odpowiedz
  3. Peek-a-boo pisze:
    3 września 2017 o 17:45

    Trzeba przyznać że Cioteczka w Twoim opisie brzmi intrygująco. Wygląda na to że w jej towarzystwie jesienne wieczory mogą stać się mniej smętne.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 września 2017 o 17:54

      Owszem, a ja sobie jeszcze do książki dołożyć kolorowego drinka i coś słodkiego, to w ogóle – żadna szarówka nie straszna :)

      Odpowiedz
  4. Peek-a-boo pisze:
    3 września 2017 o 18:20

    Wiadomo: Malinówka i pogryzki to obok książki obowiązkowy jesienny ekwipunek podręczny ?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 września 2017 o 18:32

      A nie lepiej szarlotka?

      Odpowiedz
  5. Peek-a-boo pisze:
    3 września 2017 o 22:25

    szarlotka? Za dużo czasu by to zajęło. Lepiej sobie zamiast pieczenia poczytać. ?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 września 2017 o 22:26

      W drodze na targ po malinówki zawsze można zahaczyć o cukiernię :P

      Odpowiedz
  6. Peek-a-boo pisze:
    3 września 2017 o 23:15

    Heh tylko u mnie Malinówka ma postać nalewki stojącej na domowej półce ?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 września 2017 o 23:17

      Aaaaa. No to faktycznie szarlotka jest zbędną stratą czasu :D

      Odpowiedz
  7. Peek-a-boo pisze:
    3 września 2017 o 23:54

    No właśnie szarlotką jeszcze książkę można pociapać a Malinówka ma odpowiednie walory higieniczne, praktyczne i zdrowotne ?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2017 o 08:13

      Uznaję więc wyższość Twojego sposobu :)

      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    4 września 2017 o 09:48

    Podobnie jak Ciebie kupiło mnie pierwsze zdanie, bo brzmi jak fajny plan na starość. Niestety, to co udaje się Poldi w naszych realiach emerytalnych … :P I podobnie jak Joanna czekam na premierę, bo Beksińscy w parze z pogodą mogą mnie wpędzić w niezdrowe klimaty :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      4 września 2017 o 10:15

      Plan jak plan, mogę siedzieć na własnym tarasie, niekoniecznie czekając na śmierć :) Ja się przy tej pogodzie dobijam Mankellem, więc rozumiem tęsknotę za czymś lżejszym.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        4 września 2017 o 10:22

        Tym bardziej, że łatwiej teraz o dobrą literaturę dołującą niż porządnie napisany rozweselacz. Całe szczęście mam całą, Kitkową półkę nieprzeczytanych Pratchettów. I tak, tak, wiem :P

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          4 września 2017 o 10:27

          Ale to zawsze tak było przecież, naród nie umie w zabawne książki niestety. Pratchetta nie komentuję, może sobie nawet zarzucę jakąś powtórkę.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            4 września 2017 o 10:31

            A ja to chyba wezmę sobie na ruszt jakąś starą JCh. „Wszystko czerwone” zawsze na propsie :) Albo odpalę Zosię z Kociej ostatnią. Może Młodszy posłucha :)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              4 września 2017 o 11:21

              Wszystko czerwone faktycznie zawsze dobre :) Ale nie kuś :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                4 września 2017 o 11:41

                Jako alternatywę mam wypożyczonego odruchowo „Kukuczkę”, ale póki co Zdzichu mi działa na nerwy, więc nie wiem czy psychicznie wytrzymam czytanie o kolejnym indywidualiście. Tym bardziej, że po jakimś dokumencie odniosłem wrażenie, że pan Jerzy też łatwy we współżyciu nie był :P A ręka już sięgała po Wandę :)
                Wskoczyłbym w kolejny świat Chrestomanciego, ale jak raz WBP nie ma 4tego tomu :(

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  4 września 2017 o 11:44

                  No zaiste, galeria oryginałów, można mieć dość. Chrestomanci to chyba luźne tomy, sprawdź, bo może da się czytać bez tego brakującego.

                2. Bazyl pisze:
                  4 września 2017 o 11:55

                  Luźne, luźne, bo oprócz bohatera serii każdy o czym innym. Niemniej jednak wolałbym za koleją :D

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  4 września 2017 o 11:58

                  Fundamentalista :)

                4. Bazyl pisze:
                  5 września 2017 o 13:24

                  Mści się to na mnie okrutnie w momencie przerwania cyklu. Zapominam początek i zamiast olać i wybrać dowolny z kolejnych (po rzeczonej przerwie), to ja, z uporem godnym lepszej sprawy, cisnę od początku :P I stąd Pratchett w powijakach, bo nie da się przeczytać kilkudziesięciu tomów ciupasem :)

    2. Pożeracz pisze:
      5 września 2017 o 12:27

      Chciałem napisać przecież i u nas można się zapić, ale w sumie i z tym niedługo będą problemy.

      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        5 września 2017 o 13:02

        Zapić się faktycznie można wszędzie, ale chodzi o to, żeby to zrobić w jak najatrakcyjniejszych okolicznościach przyrody :) Ciocia wybrała sobie bardzo efektowną scenografię.

        Odpowiedz
        1. Bazyl pisze:
          5 września 2017 o 15:28

          No i kluczowe jest tutaj to „elegancko” :D

          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            5 września 2017 o 16:47

            W niektórych kręgach, żeby było elegancko, wystarczy z kieliszka :D

            Odpowiedz
            1. Bazyl pisze:
              6 września 2017 o 09:01

              Albo z osłony od kierunkowskazu Żuka. Masz rację, wszystko zależy od towarzystwa i tego jak ono definiuje elegancję :P

              Odpowiedz
              1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                6 września 2017 o 09:06

                moi teściowie ze łzami w oczach wspominają imprezy w przyfabrycznym ambulatorium, podczas których pito z naczynek do przepłukiwania gałki ocznej. Takie płaskie, soczewkowate :) Plus naczynia laboratoryjne.

                Odpowiedz
                1. Bazyl pisze:
                  6 września 2017 o 09:22

                  Ach, szkło laboratoryjne! Niezastąpione zarówno przy destylacji jak i degustacji :P
                  PS. Niezły dryf, ciocia byłaby z nas dumna :D

                2. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  6 września 2017 o 09:31

                  Tak, ciocia na pewno by doceniła fantazję tej konwersacji :D

  9. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
    5 września 2017 o 13:27

    @Bazyl. No ale akurat Pratchetta to można cyklami, można na wyrywki, bez napinania się na całość. Ja niektóre tomy mam przeczytane raz, a inne po sześć razy :D

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      5 września 2017 o 13:36

      Wiem, wiem, widziałem rozpiskę na jakiejś stronie, ale cóż poradzę jak zniechęcam się „Kolorem magii” i potem mi się nie chce. Przebóg!, muszę się przemóc :P Może jak się wprawię, to pokończę kilka ponapoczynanych seryjek :)

      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        5 września 2017 o 13:44

        No weź, kto zaczyna od Koloru magii, od tego się łysieje i zęby przednie się psują. Zacznij od Czarownic. Albo od straży miejskiej. Nie, od Czarownic, Niania Ogg zostanie Twoją idolką :D

        Odpowiedz
        1. Bazyl pisze:
          5 września 2017 o 14:19

          Na końcu klawiatury miałem napisanie, że wolę Babcię niż panią Ogg, ale w końcu TA piosenka oraz słabość tej drugiej do kufelka sprawiają, że to Niania jest mi duchowo bliższą :D

          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            5 września 2017 o 14:21

            A no właśnie, właśnie :D Czytaj wiedźmy :P

            Odpowiedz
            1. Bazyl pisze:
              6 września 2017 o 09:03

              Na razie utknąłem w Beksie i nijak ruszyć nie mogę. Myślisz, że „Trzy wiedźmy” na przełamanie? :)

              Odpowiedz
              1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                6 września 2017 o 09:05

                Wiedźmy zawsze dobre :)

                Odpowiedz
  10. czarny.pieprz pisze:
    5 września 2017 o 22:51

    Znaczy brać:-) Podobają mi się tłumaczenia Agnieszki, ale lizusowsko przyznam, że Humboldt też był dobrą robotą:-)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 września 2017 o 22:56

      To ja podziękuję w imieniu małżonki i własnym, Agnieszka niech sama dziękuje :) I brać, brać, rzecz jasna.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT