Nawet nam, posiadaczom pralek automatycznych, pranie wydaje się czynnością męczącą i mało urokliwą, do bólu przyziemną. Nie inaczej było w poprzednich wiekach. Należało do najbardziej uciążliwych obowiązków kobiecych, najchętniej spychanych na niewolnice, służące czy słabo opłacane wyrobnice. Kijanki, balia i tara, a później pralka Frania z wyżymaczką nie pociągały pisarzy i poetów, uznawali je za niegodne miejsca w literaturze, choć pewnie większość z tych pięknoduchów lubiła czyste koszule i krochmalone kołnierzyki. Kiedy próbowałem sobie przypomnieć, kto i gdzie o praniu pisał, na myśl przychodziły mi książki niezbyt dawne; od francuskich naturalistów począwszy. Udało mi się jednak zestawić wstępną listę scenek z praczkami, po łokcie zanurzonymi w mydlinach, z dymiącymi kotłami do gotowania bielizny i schnącymi na sznurach ubraniami. Co jakiś czas zaprezentuję coś z tego zbioru. A może pamiętacie pralnicze epizody ze swoich lektur i podrzucicie propozycję do tego spisu?
Na początek wybrałem pranie naprawdę pradawne, być może w ogóle pierwsze w literaturze. Mamy (zapewne) VIII wiek przed naszą erą, Homer opowiada o powrocie Odysa spod Troi. W tym świecie nawet w banalne pranie musi wtrącić się jakaś wścibska bogini. Tak więc: „Pranie głoś, Muzo!”.
[…] Tymczasem Atena szła do kraju i miasta Feaków.
[…] teraz panował [tam] natchniony od bogów Alkinoos.
Właśnie do jego domu zmierzała jasnooka Atena, rozważając w swym wielkim sercu powrót Odyssa.
Weszła do ozdobnej komnaty, gdzie spała dziewczyna śmigła i piękna jak boginie – Nauzykaa, córka wielkodusznego Alkinoosa. […] Jak wiatru powiew Atena przemknęła ku łożu dziewczyny i stanęła u wezgłowia, podobna do jej ukochanej rówieśnicy, córki Dymanta, sławnego ze swoich okrętów. Jej mając postać przemówiła jasnooka Atena:
– Nauzykao, jakąż opieszałą córkę urodziła twoja matka. W zaniedbaniu leżą lśniące szaty, a tu już blisko twój ślub, kiedy i samej trzeba się pięknie ubrać, i mieć w pogotowiu stroje dla tych, którzy ciebie odprowadzą do nowego domu. Rośnie stąd sława szlachetna u ludzi, cieszy się ojciec i matka czcigodna. Chodźmy więc prać, skoro zabłyśnie Jutrzenka. Pomogę ci chętnie, by się z tym jak najprędzej uporać. Już niedługo będziesz dziewicą, już się o ciebie starają co przedniejsi w kraju Feaków, równi tobie rodem. Jeszcze przed świtem idź i proś ojca, żeby ci kazał dać muły i wóz, na którym powieziesz przepaski, peplosy, lśniące prześcieradła. A i tobie przystoi raczej jechać niż iść pieszo do pralni, które są daleko za miastem.
To rzekłszy, jasnooka Atena wróciła na Olimp […].
Wnet wzeszła na pięknym tronie Jutrzenka i obudziła strojną Nauzykaę. A ona, przejęta swoim snem, pobiegła na pokoje, by obwieścić rodzicom, drogiemu ojcu i matce. Oboje zastała w domu. Matka siedziała przy ognisku i razem z niewiastami służebnymi wiła purpurę na wrzecionach. Ojca spotkała w drzwiach, gdy wychodził na radę przesławnych królów, dokąd wzywali go szlachetni Feakowie. Stanąwszy bardzo blisko, przemówiła do miłego ojca:
– Kochany ojczulku, czybyś nie kazał zaprząc dla mnie wysokiego wozu o mocnych kołach? Trzeba zawieźć do rzeki i wyprać bieliznę – tyle brudów się nazbierało! Przecież i tobie przystoi mieć na ciele czystą odzież, gdy idziesz radzić w radzie książąt, przecież w domu masz pięciu drogich synów, dwóch żonatych, trzech dorastających w boskiej urodzie: zawsze się oni upominają o świeże szaty, ilekroć idą na tańce. A wszystko jest na mojej głowie.
Tak mówiła, wstydząc się przed ojcem wspominać o weselu. Lecz on wszystko zrozumiał i odparł:
– Ani mułów tobie nie odmawiam, dziecino, ani innej rzeczy. Idź, a służba przygotuje wóz o mocnych kołach, wysoki i z latrami.
Po czym wydał rozkazy, a słudzy je spełnili.
Wyprowadzili przed dom wóz o dobrych kołach, muły do niego zaprzęgli, a dziewczyna wyniosła ze skarbca świetlistą odzież i ułożyła na wozie pięknie gładzonym. Matka napełniła jej koszyk wszelakim jadłem, przysmakami, nalała wina do koziego bukłaka, a gdy dziewczyna weszła na wóz, podała jej złote naczyńko z miękką oliwą, by miały się czym namaścić po kąpieli – ona i służące.
Nauzykaa chwyciła bicz i cugle błyszczące, smagnęła muły. Ruszyły z hałasem i bez wytchnienia ciągnęły wóz z bielizną i dziewczyną, a za nim szły służące.
Tak przybyły do rzeki o pięknym wód biegu. Były tam zbiorniki zawsze pełne. Jasna woda płynęła ze skał, było czym zmyć największe brudy. Wyprzągnięto muły i puszczono nad zakręty rzeki, by się pasły słodką jak miód trawą. Z wozu zdjęto szaty i zniesiono do wody bijącej z ciemnych źródeł. Dziewczęta weszły do zbiorników i bieliznę ubijały nogami na wyścigi.
Skoro z niej wypłukały i zmyły wszystek brud, rozłożyły ją rzędem na wybrzeżu, gdzie morze nieraz występuje na ląd i obmywa kamyki. Zaczem same się wykąpały i szczodrze natarły oliwą, i zasiadły do śniadania na wysokim brzegu rzeki, a tymczasem szatki schły w blasku słońca. Nacieszywszy się jedzeniem, zrzuciły zasłony i bawiły się piłką: białoramienna Nauzykaa prowadziła grę. […]
A kiedy już pora była jechać z powrotem do domu, zaprzęgać muły i składać bieliznę, wtedy jasnooka Atena pomyślała, by Odys się zbudził i zobaczył piękną dziewczynę, która go zaprowadzi do miasta Feaków.
Homer, Odyseja, tłum. Jan Parandowski, Czytelnik 1990, s. 91–93.
Winietę cyklu stanowi fragment obrazu Camille’a Pisarra Praczki z Eragny, 1895 rok.
U Orzeszkowej w Nad Niemnem pranie było, ale to pewnie już wynotowałeś. :)
Tak, od tego fragmentu w ogóle się zaczęło, jest się w końcy psychofanem :D
Świetny pomysł :)
Dzięki :)
Temat wspaniały i wart zgłębienia ;-). Ale ja właściwie chciałam nawiązać do wstępu do wpisu: bodajże u Małgorzaty Szpakowskiej wyczytałam kiedyś, że jeszcze w połowie XX wieku pranie było uważane za czynność wcale nie przynależącą do domowych obowiązków „pani domu”, ale — „pana domu”. Ze względu na to, że trudno było coś wyprać w pojedynkę, prało się sobotami, raczej wespół niż wyłącznie własnymi rękoma i że dopiero pralki automatyczne jakoś tak wyeliminowały pranie jako coś, co wymaga siły i ma się kojarzyć raczej z męskim zajęciem. Także może dałoby się coś znaleźć w prozach wczesnego PRL-u, te mydliny, wilgoć w powietrzu w całym blokowisku, te unurzane w baliach ręce i kręcące wyżymaczkami bicepsy ;-).
Ciekawe, ale jakoś zupełnie sprzeczne z moimi obserwacjami (tak, wiem, nie mają wartości statystycznej) i tym, co udało mi się wyczytać. Mężczyźni, jeśli już, to chyba co najwyżej wodę ze studni przynosić mogli. Mój dziadek na wsi w pranie się nie mieszał, choć już mój tata i owszem, prał, płukał, rozwieszał :) Mam nadzieję, że ktoś podrzuci obrazek z „bicepsami unurzanymi w mydlinach”. Męskie przepierki to mi się raczej kojarzą z praniem skarpet i bielizny na delegacji :P Natomiast tradycję „wielkiego prania” w wolny dzień pamiętam doskonale, nawet z franią zajmowało to mnóstwo czasu.
A, i mam mój wczesno peerelowski Poradnik gospodyni wiejskiej, sprawdzę przy okazji, czy tam się doradzało włączać mężczyzn w pranie :D
Z opisami prania kojarzy mi się Konopnicka i jej wierszyk „Pucu pucu chlastu chlastu, nie mam rączek jedenastu, tylko dwie mam rączki małe, lecz do prania doskonałe” oraz Zola i jego „W matni”. Gerwazyna Macquart była, o ile dobrze pamiętam, praczką. :)
„W matni” zawiera mnóstwo cudnych opisów pralniczo-prasowalniczych, do wykorzystania wielokrotnego :) Fantastyczne sceny rozgrywają się w publicznej pralni na początku. A co do Konopnickiej, to mam wrażenie, że później nikt już nie propagował prania wśród najmłodszych, a na pewno nikt nie zyskał takiej popularności.
Epizod pralniczy w męskim wydaniu Kolega znajdzie w „Martinie Edenie” a „Pralnię paryską” z „dziewuchami jak dwugarbne wielbłądy”, choć chyba bez opisu ich pracy w „Lalce”.
W Lalce niestety wątek pralniczy nie został potraktowany z odpowiednią powagą, a szkoda :( A za Martina Edena dziękuję, tego nie znałem.
Co prawda też bardzo lakonicznie ale jednak i to w dodatku w sposób przyprawiający o ekscytację uczniów szkoły podstawowej, pranie potraktował Tuwim w „Balu w operze” :-)
A tu mi chyba coś dzwoni :D Ale to też tylko jeden wers bodajże.
Jeden z bardziej stukniętych pomysłów jakie spotkałem na blogach, doskonały :) Jak rozumiem, pranie brudnych pieniędzy się nie łapie? ;-)
Jeżeli wyglądałoby tak, jak w „Lekarstwie na miłość” Batorego, to biorę :) ponoć chińskie pralnie idealnie się nadawały do takiej działalności :D
Wzmianki o praniu:
” Caryca”-Ellen Alpsten,
„Elizabeth i jej ogród”- Elizabeth von Arnim
” Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Brontë -pamiętam chodziło tam o czarne pończochy i białe kołnierzyki
„Tysiąc wspaniałych słońc”- Khaled Hosseini
„Trzech panów w łódce”- Jerome K. Jerome
O praniu, choć wzmianka to nawet w „W Pustyni i Puszczy” jest.
Troszkę o praniu jest w „Kuna za kaloryferem”-A.Wajraka,
w „Sceny z życia smoków”-Beata Krupska.
Kiemlicze ze swoim „Ociec,prać?” się nadadzą? ;)
I ciekawostka,jak kto nie wie : w Praniu jest muzeum K.I. Gałczyńskiego i znam jeden utwór muzyczny „Z praniem w tle”.
Dzięki. Poszukam, chociaż w Smokach to chyba tylko kilka zdań jest (Żaba w pepegach :P)
Tak,tak..biedna żabka martwiła się, że nie ma nic do prania i chciała kupić podkolanówki:)
W zasadzie w większości są krótkie wzmianki.Jeszcze mi się przypomniało, że u Musierowiczowej coś było w „Szóstej klepce”, cos o praniu pieluch. I kurde nie pamiętam dokładnie tyłu,coś jak „Traktat o fasoli…” hym,tam też było. I o jakimś weterynarzu, co mu koza bieliznę zeżarła z prania…tu pustka ani tytułu ani autora, tylko tę kozę pamiętam.skleroza,no skleroza..
Z takich jednozdaniowych zdań zawsze można sklecić coś zbiorczego :) Tak, w Szóstej klepce gotuje się pieluszki, w Musierowicz zresztą sporo się pierze, przynajmniej póki autorka pisała o życiu, a nie o swoich projekcjach. Traktat o łuskaniu fasoli Myśliwskiego? Bo o weterynarzu to tylko Herriota znam, ale takiej sceny nie pamiętam.
Tak”Traktat o łuskaniu fasoli” tam było coś ,że pomagał pranie nosić nad jezioro i myślał, że się tamta utopi-ta co prała,ale się wtedy nie utopiła.
Herriota? Całkiem możliwe, I na pewno „weterynarz” w tytule był ,na pewno było o kozie i dokładnie o kalesonach.Wyciągał tej kozie z gardła sznur od bielizny a na końcu były te jego gacie.
Takie się czasami pamięta fragmenty dziwne ….
To zapisuje Myśliwskiego, a Herriota przejrzę i spróbuję namierzyć tę kozę :D
Pomysł przedni, szczególnie dla miłośników literatury, seriali i wszelakich cyklicznych ciągów :) Może ktoś pomyślał by nad innymi pracami domowymi, jest przecież jeszcze prasowanie, zmywanie, odkurzanie, cerowanie, etc :)
Odkurzanie chętnie Ci odstąpię, bo nie przepadam :D
Był kiedyś taki konkurs w Biblionetce
O, to już masz bazę tytułów :D
Ale to było Pranie w literaturze :), tylko linka nie mogę wkleić, ale możesz sobie sprawdzić
:D A to możliwe, że pamiętam ten konkurs.
Właściwie jak tak poważnie się zastanowić, to może być niezły temat pracy magisterskiej, o ile takowej jeszcze nie było :)
Ale pranie w ogóle, czy pranie w literaturze? W obu przypadkach na bank coś takiego powstało :D
Miałem na myśli poważny temat „Pranie w literaturze światowej – od Homera po Supermena” :) Wszystko już jednak kiedyś było, niestety. A nbam pozostaje tylko zabawa :)
Superman nie wygląda na takiego, co sam by sobie gatki prał. Ten jego kostium to chyba nylon, więc się nie brudzi :D
Supermen ma już dzieci, a wiadomo jak one się brudzą i jak często pranie trzeba robić :)
Serio? Zatrzymałem się w jego kawalerskich czasach :)
Myślę, że chyba na pewno, mam przynajmniej takie przekonanie graniczące z pewnością. Dlaczego jemu miało by być lepiej niż innym, przez to zyskuje trzeci wymiar, staje się bardziej ludzki, i nie jest już taki płaski i papierowy, coś za coś :))
Słusznie, należy mu się. Zawsze mnie irytował ten perfekcyjny loczek, to mu dzieci potargają, ot co.
Śmiechłam :D Fantastyczny pomysł.
Muszę przyznać, że jakoś na ten element nie zwracałam uwagi. Jedynie co kojarzę to „Nad Niemnem”, „Dziwne losy Jane Eyre” no i „Pranie” u Konopnickiej.
:) Widzę, że czeka mnie kartkowanie Jane Eyre, nie powiem, że zrobię to bez przyjemności, podczytam sobie przy okazji :)
Może u Szelburg-Zarembiny coś by się znalazło? Przychodzi mi jeszcze na myśl „Dziennik panny służącej”
Wątek prania pojawia się na chwilę w „Na oślep” Hustvedt, ale bez opisów. Kafkowski K. miał romansik z praczką.
Na pewno w 1984 jest scena (z grubsza po 2/3 tekstu) rozpoczynająca się od słów: Zapinając pasek od kombinezonu, Winston… itd. Jeden akapit, ale ciekawy.
U Szelburg-Zarembiny jest cały, długi rozdział o praniu, znalazłem go u Marchewki i poniekąd od niego się zaczęło :) Resztę obadam, dzięki.
Jakby poszperał, to w wielu książkach choć jedno zdanie na temat prania się znajdzie. Nie lubię, ale przy bieganiu nie da się nie prać :P Wpierw międliłem z łapkach, ale doszedłem do wniosku, że marnuję więcej czasu, energii i wody niż pralka z programem 30′ i teraz tak to załatwiam :D
Słusznie. I tyle dobrego, że te nylony błyskawicznie schną. I prasować nie trzeba :D
Właśnie, prasowanie :( Mam taką koszulkę polo, do gry w golfa. Dostałem z darów. Aligancka, z kołnierzykiem. Zdejmujesz ze sznurka i na grzbiet. Cudo :D
Ale dokupisz sobie do niej kije, czy tak się marnuje jako strój do pracy?
Z moją gażą, to raczej „wystrugasz” niż „dokupisz” :P Na samą koszulkę też pewnie nie byłoby mnie stać, gdyby nie dobre ludzie :P
Chociaż czasem na minigolfa w niej idź :)
No nie wiem. W pobliżu chyba nie mam takich atrakcji. Ale pożyczę od znajomych chłopaków Golfa II i się przewiozę. Myślisz, że obleci? :D
No ostatecznie. Golf to golf.
Przeszukam me pamięciowe złogi. Chwilowo nic konkretnego mi na myśl nie przychodzi, ale coś zdecydowanie dzwoni. Ale pomysł rzeczywiście przedni.
A tak życiowo – zawsze mnie bawiło narzekanie mojej babci na to, ile się naprała, choć w zasadzie to pralka odwalała niemal całą robotę. Był to jeden głównych tematów rozmów z mą rodzicielką.
Pranie praniem, ale ja na przykłąd nie cierpię go potem rozwieszać, o prasowaniu nie wspominając, więc jednak mimo pralki może to być męczące :)
„Koło przerębli, z których piła cała Durnówka, nad śmierdzącą wodą koloru ciemnych butelek, po całych dniach stały zgięte baby w spódnicach, podkasanych powyżej nagich sinych kolan, z dużymi opatulonymi głowami i w mokrych łapciach. Z napełnionych popiołem kociołków wyciągały swe zgrzebne szare koszule, męskie parciane portki, dziecinne zapaskudzone powijaki, płukały je, tłukły kijankami i przekrzykiwały się, komunikując sobie wzajemnie, że „ręce zaszły od pary”, że w chałupie u Matiutinów umiera z gorączki babka, że synowej Jakowa, założyło gardło…”
Bunin?
Chapeau bas! Właśnie odkrywałem ukryty sens „Wsi” i napatoczyło mi się coś takiego, pomyślałem że może Koledze przyda się do kolekcji.
Bardzo uprzejmie dziękuję. Zdradziłeś nazwę wsi, to znalezienie autora nie było problemem :)
Nic nie zdradzałem, zacytowałem tylko fragment dotyczący prania bez opuszczeń.
A należało tu i ówdzie zaczernić nazwę :) Pomęczyłbym się dłużej.
E, no co Ty, tym razem nie taka była idea. Chodziło o to by pomagać a nie rzucać kłody pod nogi – ale na przyszłość będę pamiętał. Możesz liczyć na zaczernienia :-)
Jak zaczernisz, to będę krzyczał, że cenzura i utrudnianie :P
Nie będziesz pierwszy, już jeden pisarz (!) zarzucał mi cenzurę, że o znanej Ci skądinąd hejterce nie wspomnę, tak że jestem na takie kalumnie uodporniony :-)
Postaram się wymyślić jakąś oryginalną obelgę w takim razie :D
U Kinga, w „Dolores Claiborne” jest na pewno coś o praniu i rozwieszaniu prania. „Sześć spinaczy, Dolores!” :D
Dzięki za trop :)
Kilka razy pranie pojawia się w książce „Jajko i ja”: od noszenia wody, zdzierania rąk, wieszania i kilkutygodniowego schnięcia. Jest też o niepraniu: jak autorka bodajże przez całą zimę niczego nie uprała, tylko wszystkie brudy wrzucała do jednego pokoju i wiosną tylko czekała na słoneczną pogodę, by nadrobić zaległości.
Zupełnie mi to umknęło, widać za bardzo skupiałem się na kurach i robieniu przetworów, dzięki :)