Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Szpieg, śpioch, kret (Viet Thanh Nguyen, „Sympatyk”)

Posted on 29 września 20177 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Sympatyk

Ostatnie dni przed upadkiem Sajgonu. Wojna wietnamska ma się ku końcowi. Nadciągają siły północnowietnamskie, w mieście trwa gorączkowa ewakuacja. Wszyscy próbują wyrwać się z oblężenia. Również jeden z generałów stara się ocalić siebie i swoich najbliższych przed zemstą komunistów. Niemal cudem jego świta ucieka, by rozpocząć nowe życie: uchodźców w Stanach Zjednoczonych. Wśród współpracowników generała znajduje się porucznik, na pozór oddany i lojalny, wykształcony w Ameryce, a w rzeczywistości komunistyczny „kret”, donoszący swoim mocodawcom o każdym posunięciu przełożonego.

Zderzenie z amerykańską rzeczywistością

jest dla wietnamskich wygnańców bolesne. Ludzie dzierżący niegdyś władzę, posiadacze wielkich majątków i wpływów, stają się szeregowymi obywatelami zmuszonymi do zarabiania na chleb. Nieliczni się odnajdują, większość bieduje: „Wielu z nich pobierało zasiłki i pogrążało się w bezczynności. Butwieli w zatęchłej atmosferze lokali socjalnych, a ich jądra z każdym dniem kurczyły się coraz bardziej; zżerał ich złośliwy nowotwór zwany asymilacją i poddawali się typowej dla uchodźców hipochondrii, która sprawiała, że niegroźne choroby i dolegliwości urastały do rangi śmiertelnego zagrożenia, a skażenie zachodnią cywilizacją przenosiło się na ich bezbronne żony i dzieci”. Sam porucznik wraca na uczelnię jako pracownik administracyjny, generał próbuje prowadzić sklep, a później restaurację. Nie porzuca jednak myśli o powrocie do Wietnamu, by walczyć z komunistami i wciąga do swej organizacji dawnych podwładnych.

Nawet tak szkicowo nakreślona fabuła

wydaje się materiałem na powieść jeśli nie porywającą, to przynajmniej interesującą, przybliżającą na dodatek mało znane aspekty historii wojny wietnamskiej, bo niewiele wiemy o losie przegranych, o konieczności rozpoczęcia nowego życia w obcym środowisku, problemach adaptacyjnych i wreszcie o próbach działalności politycznej uciekinierów z Sajgonu. Zetknięcie dwóch kultur, walka z poczuciem degradacji, starania o zajęcie miejsca w nowym otoczeniu – to wszystko daje rozliczne możliwości. Możliwości, które moim zdaniem zostały niewykorzystane, mimo iż znajdziemy w powieści choćby ciekawe refleksje dotyczące uchodźczego życia. Na przykład tę, że ludzie wydarci z ojczyzny większą uwagę niż na miejsce i odległość, zwracają na czas. Wiedzą, jaki dystans dzieli ich od utraconego domu, więc bardziej interesuje ich odpowiedź na pytanie, kiedy mogą tam wrócić.

Jako uchodźcy, wygnańcy, imigranci – jakkolwiek by nazwać ten pozbawiony własnej ziemi gatunek, który reprezentowaliśmy – nie egzystowaliśmy wyłącznie w dwóch kulturach, jak wyobrażali sobie zwolennicy koncepcji wielkiego amerykańskiego tygla. Ludzie pozbawieni własnej ziemi żyją w dwóch strefach czasowych, tej tutaj i tej tam, w teraźniejszości i w przeszłości, dlatego chcąc nie chcąc, muszą odbywać podróże w czasie.

„Sympatyk” to według mnie książka mocno nijaka.

Nijaki jest jej styl, w którym z rzadka błyśnie coś oryginalniejszego, a fabuła snuje się bez tempa. Autor nie potrafił wykrzesać napięcia i emocji nawet z początkowego opowiadania o ewakuacji Sajgonu (nie licząc sceny z furią kobiet), później natomiast sporadycznie udaje mu się pokazać jakiś epizod bardziej wyraziście (na przykład wspomnieniowy wieczór piosenki czy – o czym niżej – partie poświęcone udziałowi głównego bohatera w kręceniu wojennego filmu). Nie ratuje tego nieco dynamiczniejsza i bardziej emocjonalna końcówka.

Zasadniczym problemem powieści wydaje się być sposób przedstawienia i prowadzenia głównego bohatera. Pisząc, że był „kretem”, nie zdradzam żadnej z tajemnic fabuły: wiemy o tym od pierwszego zdania książki (nie wspominając już o blurbie): „Jestem szpiegiem, śpiochem, kretem, człowiekiem o dwóch twarzach. A także o dwóch umysłach, co chyba nie dziwi”. Trochę jednak dziwi, bo jeśli porucznik ma dwie twarze, to obie są pozbawione indywidualnych rysów; a żaden z jego dwóch umysłów nie poraża błyskotliwością.

Porucznik opowiada swoją historię

komuś, kogo tytułuje komendantem; stopniowo będziemy odkrywali, o kogo chodzi i w jakiej sytuacji jest bohater. Stopniowo też będziemy poznawali jego losy: pogardzanego bękarta, syna wietnamskiej służącej i Francuza, wykształconego w Ameryce, zwolennika komunizmu, donoszącego na generała i jednocześnie zmuszonego wykonywać rozkazy przełożonego, co stawia go przed trudnymi wyborami. Opowieść oficera snuje się dość ślamazarnie, a jego rozmyślania egzystencjalne i ideologiczne okrutnie mnie nudziły. Zdecydowanie najlepiej w jego biografii wypadł rozbudowany epizod o udziale w produkcji filmu o wojnie w Wietnamie. Porucznik znienacka zrobił się bardziej zaangażowany, przejawiał inicjatywę, a kulisy kręcenia filmu okazały się nie tylko ciekawe, ale i niejakim rozmachem przedstawione. To jest również ten moment powieści, kiedy dowiadujemy się najwięcej o bohaterze, kiedy zaczynamy go lepiej rozumieć i poznawać. Na tle całości te partie bardzo się wyróżniają, chociaż robią wrażenie doklejonych nieco na siłę. No i trochę tego mało jak na prawie pięćset stron.

Chciałem podsumować ten wpis złośliwościami, że Komitet Nagrody Pulitzera uhonorował nie talent literacki Viet Thahn Nguyena, tylko sam temat wojny i jej skutków, wciąż bolesny w Stanach Zjednoczonych. Z pewnością jego pokazanie od strony Wietnamczyków jest czymś świeżym i wartym zainteresowania, czy jednak w tym wykonaniu aż godnym Pulitzera? Moim zdaniem nie, ale oczywiście możecie przekonać się sami. Pamiętajcie tylko, że ostrzegałem.

Viet Thanh Nguyen, Sympatyk, tłum. Radosław Madejski, Akurat 2016.

Dla równowagi głosy bardziej entuzjastyczne: Bernadetta Darska, Oczytany Facet, Owca z Książką, Wielki Buk.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

30 thoughts on “Szpieg, śpioch, kret (Viet Thanh Nguyen, „Sympatyk”)”

  1. Pharlap pisze:
    30 września 2017 o 02:33

    Czytałem inną książkę tego autora – Refugees.
    Kilka refleksyjnych opowiadań o życiu Wietnamczyków, głównie tych, którzy przeniesli sie do USA.
    Według mnie bardzo dobra książka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 września 2017 o 10:57

      Zważywszy, że niektore epizody się autorowi udały, jestem skłonny wierzyć, że jego opowiadania mogą być lepsze niż powieść.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Ytr0001 pisze:
    1 października 2017 o 09:30

    Gdy w pierwszej chwili usłyszałam o tej książce, byłam bardzo zaciekawiona, a potem stwierdziłam, że nie będę tak bardzo ufać jej marketingowi. Wychodzi na to, że przeczucie, iż nie jest to tak dobra książka jak mówi większość opinii mnie nie myliło; z drugiej strony, skoro np. Owcy i Bernadetcie Darskiej się podobało, to nie skreślam książki całkowicie. Kiedyś może spróbuję.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      1 października 2017 o 09:44

      Ja nie napiszę z czystym sumieniem, że polecam :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    1 października 2017 o 11:47

    Pamiętam, że ktoś z dziennikarzy wspominał o echach „Paragrafu 22” w tej powieści i mocno mnie to zastanowiło, bo jeśli łęcznikiem ma być wojsko, to chyba za mało?;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      1 października 2017 o 12:17

      Ja nie widzę żadnych zbieżności, ani absurdu, ani humoru, ani obnażania bezsensu wojny, o wdzięku nie wspominając. Samo osadzenie akcji po części w środowisku wojskowych zdecydowanie nie wystarcza.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    1 października 2017 o 19:30

    Tak mi się wydawało po przeczytaniu kilku streszczeń.
    Nic to, może przejrzę tak czy owak tego mało sympatycznego Sympatyka.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 października 2017 o 19:36

      Przejrzeć nigdy nie zaszkodzi. W fejsowej dyskusji osoba, która czytała w oryginale, za sugerowała, że być może tłumacz zrobił z tego taką dyktę, ale jakoś nie zauważyłem miejsc, w których ta książka mogłaby się skrzyć dowcipem, wszystko jest raczej siermiężne i smutnawe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    2 października 2017 o 13:58

    Zabicie ciekawego tematu nieciekawą narracją mam właśnie za sobą. Tak, tak, chodzi o „Łabędzi śpiew” :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 października 2017 o 14:00

      Serio? Zabił książkę? Autor czy tłumacz? Masakra. No to przynajmniej zaoszczędziłem na zakupie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        2 października 2017 o 14:22

        Po części autor, bo zrobił z tego historię tak bardzo dwuwymiarową (dobro vs zło), że bardziej się już chyba nie dało. Po części chyba i tłumaczka, bo choć nie jestem ekspertem to jednak czytanie o Parku Centralnym w NY i tłumaczenie „Simon mówi” na „Szymon mówi” i parę innych niezręczności językowych (jak dla mnie oczywiście, np. „kluczyki do zapłonu”), nie napawa optymizmem w tej sprawie. O literówkach, powtórzeniach i ortografach (tak, tak) nie wspomnę, bo skoro w stopce nie ma korekty, to było to do przewidzenia. Słowem – zawód po świetnych „Magicznych latach” :(

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          2 października 2017 o 14:24

          No cóż, bieda wydawnictwo to i bieda książki. Szkoda, bo jednak miałem nadzieję, że autorowi udało się więcej niż jedno dzieło.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            2 października 2017 o 14:30

            W jednym zdaniu spotkałem się z sytuacją, gdzie, jak sądzę, tłumaczka zapisała sobie dwa synonimy słowa tłumaczonego, żeby, jak mi się wydaje, wybrać później jeden z nich. Do druku poszło w takiej formie. Dla mnie to znaczące :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              2 października 2017 o 14:31

              No nawet bardzo znaczące, niestety.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                3 października 2017 o 08:20

                Ale chyba nawet bez tych minusów, średnio by mi się podobało.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  3 października 2017 o 08:23

                  Tym lepiej, pięć dych w kieszeni :)

                  Wczytywanie…
  6. Michał LelandLester pisze:
    2 października 2017 o 18:53

    Zastanawia mnie, czy dla tak doświadczonego recenzenta pisanie kolejnego krytycznego tekstu o dziele jeszcze może go jakkolwiek rozwinąć, wyostrzyć warsztat, czy to juz tylko kwestia uczciwości wobec czytelnika, polegająca na oddaniu rzeczywistego potencjału czytanej książki?
    Dobrze, że o tym wspominasz, bo ja też natknąłem się na książkę z dumnym dopiskiem „laureat Pulitzera”, która mnie ostatecznie rozczarowała. A innym razem okazało się, że ta druga, czyli pierwsza przegrana, niczym nie odstawała od zwyciężczyni, powiedziałbym nawet, że była lepsza. Pulitzer niestety nie zawsze jest gwarantem najwyższej jakości.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 października 2017 o 18:58

      W jakim sensie ten krytyczny tekst miałby mnie rozwinąć? Każda książka jest inna, a punktowanie jej zalet lub braków samo w sobie jest rozwijającą intelektualnie rozrywką.
      Gwarantem jakości nie jest żadna nagroda literacka, od Nobla do Nike, i po to jesteśmy obdarzeni własnym gustem i wiedzą, żeby móc oceniać książki nie tylko po tym, czy ktoś je uhonorował, czy nie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        3 października 2017 o 08:17

        Wiesz, że właśnie przyznałeś się do subiektywizmu w tekstach? :P Like :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          3 października 2017 o 08:22

          Kolega wierzył w jakiś obiektywizm?

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            3 października 2017 o 08:45

            Kolega jest wrogiem obiektywizmu w pisaniu o książkach. Sam zawsze pisał co mu w wątpiach grało i wielokroć obrywał za to, że jego recenzje nie są obiektywne. I za nic nie mógł wytłumaczyć, że jego pisaninę można nazwać na przeróżne sposoby, ale z recenzjami, to ona nie ma nic wspólnego :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              3 października 2017 o 08:49

              Ale wymaganie obiektywizmu jest nierealne przecież, Ileż to komci blogosfercia przemieliła na ten temat :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                3 października 2017 o 08:58

                W sumie racja. Zatem spokojnie możesz mój wykasować :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  3 października 2017 o 09:00

                  U mnie nikt nic nie mielił i nie będę kasował :D

                  Wczytywanie…
      2. Michał LelandLester pisze:
        3 października 2017 o 15:47

        W tym momencie dyskredytujesz zarówno samą rangę tych nagród, ich historię, jak i poddajesz w wątpliwość sens ich istnienia, sens zbierania się komisji, która przecież czyta je tak samo jak my (w większości amatorzy), analizuje, a potem dyskutuje we własnym gronie? Chcesz przez to powiedzieć, że to równoznaczne z zebraniem się pod blokiem Jasia z Krzyśkiem i powołaniem przez nich komisji mającej wybrać najlepszą książkę roku itp.?
        Dla mnie jest to jak najbardziej wyznacznik i wiążąca informacja, co nie znaczy, że tylko to biorę pod uwagę i ślepo podążam za werdyktami jednej czy drugiej komisji.
        A najbardziej w Pulitzerze podoba mi się to, że jak w danym roku nie ma komu dać, to nie dają.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          3 października 2017 o 17:19

          Oj, czy poczułem, że zstąpił archanioł z mieczem ognistym i rozwarły się bramy piekła?
          Jak miałem 15 lat, to jarały mnie książki nagrodzone Noblem, bo uważałem, że to jakaś gwarancja wartości i klasyczności. Z biegiem czasu mi przeszło, gdy się okazało, że są Noble i Noble.
          Gremia niech się zbierają, niech dyskutują, niech nagradzają, ale dla mojego czytania te nagrody nie mają większego znaczenia. A im więcej trafiam takich Sympatyków, tym bardziej się w tym poglądzie utwierdzam. Odbywała się w sieci jakiś czas temu dyskusja o dewaluacji nagród literackich: z grubsza chodziło o to, że jurorzy zamiast odpuścić przyznanie nagrody z braku naprawdę godnych kandydatów, nagradzają rzeczy, które wyróżniły się na tle ogólnego średniactwa. I to jest moim zdaniem przypadek Sympatyka.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  7. Pożeracz pisze:
    3 października 2017 o 14:27

    Szkoda, szkoda. Przez tę całą amerykańską machinę filmowo-serialową mam przekorną chęć spojrzeć na ten konflikt z drugiej strony, ale trochę szkoda, że nie wyszło to najlepiej. Czy znasz może coś innego w podobnej tematyce?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 października 2017 o 14:35

      Dawno temu czytałem coś pisanego z perspektywy Wietnamczyka z Północy, ale podejrzewam, że dziełko miało wydźwięk propagandowy. Podobnie zresztą jak polskie reportaże z Sajgonu, np. Moniki Warneńskiej.
      Nie ukrywam, że właśnie ta nowa perpektywa skusiła mnie do czytania Sympatyka. Nie wyszło, ale może jeszcze kiedyś ktoś podejmie temat.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Pingback: Opóźniony kryzys wieku średniego (Andrew Sean Greer, „Marny”) – Zacofany w lekturze
  9. Pingback: Za dużo słów, za mało emocji (Rebecca Makkai, „Wierzyliśmy jak nikt”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d