Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Szorstka jak lina cumownicza (Ian McGuire, „Na wodach Północy”)

Posted on 27 października 201727 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Na wodach PółnocyProza Iana McGuire’a jest szorstka jak lina cumownicza i brutalnie bezpośrednia jak marynarskie rozmowy. Zapomnijcie o romantyce morza i żądzy przygód, które gnały ludzi na szerokie wody. Marynarze na pokładzie „Ochotnika” pożądają głównie pieniędzy, a co najmniej jeden z nich pragnie też zaspokajać swój zew krwi, ślepy i bezwzględny.

Kierunek: Grenlandia

Statek wielorybniczy „Ochotnik” wypływa na połów w stronę Grenlandii. Załoga pragnie udanych łowów i sowitych zysków, chociaż słychać szepty, że kapitan Brownlee to uosobienie pecha i żaden armator nie powinien mu powierzać nawet balii. Widać jednak z jakichś przyczyn właściciel „Ochotnika” postanowił zaryzykować. Początkowo rejs nie zapowiada się źle: udaje się znaleźć stado fok, które zostaje zmasakrowane, łupem marynarzy pada też wieloryb, więc nastroje są dobre, mimo iż na pokładzie doszło do brutalnego ataku na chłopca okrętowego. Jego zwłoki wkrótce zostają odnalezione w ładowni, a na statku dzieje się coraz gorzej. Wreszcie przychodzi katastrofa…

Zmierzch wielorybnictwa

„Na wodach Północy” to świetna powieść marynistyczna, pokazująca życie i pracę marynarzy bez osłonek i upiększeń. Marynarze widzieli i przeżyli wiele; są ostatnimi, którzy jeszcze polują na wieloryby; populacja tych zwierząt została bowiem przetrzebiona, a i świat nie potrzebuje już fiszbinów i tłuszczu. Pod pokładem śmierdzi, żarcie jest podłe, robota ciężka, a zęby kiwają się od szkorbutu. Nikt się tu z nikim nie cacka; porachunki załatwia się pięściami albo nożem. Gdy na statku zostaje znaleziony trup, rozpoczyna się dochodzenie, ale nie znaczy to, że powieść zmienia się w kryminał. Czytelnik dobrze wie, kto dopuścił się zbrodni, i może jedynie z pełną obrzydzenia fascynacją obserwować, jak sprawca manipuluje ludźmi i faktami, by ukryć swoją winę i przerzucić ją na niewinnego towarzysza. Śledztwo to bowiem jest częścią rozgrywki, jaka toczy się na „Ochotniku” – rozgrywki między bezwzględnym złem a dobrem i poczuciem sprawiedliwości, które zresztą najpierw muszą odrodzić się w złamanym człowieku.

Dobry kontra zły

Bohaterem, który musi odnaleźć w sobie moralną siłę, jest okrętowy lekarz, Irlandczyk Patrick Sumner. Nie ma jeszcze trzydziestki, a już jest wrakiem, opiumistą, który w narkotyku szuka zapomnienia, ucieczki przed światem i ludźmi, którzy go skrzywdzili. Zdecydowanie nie pasuje do wielorybniczego statku, ale inne drogi kariery są przed nim zamknięte; jest wyrzutkiem odartym z honoru; musi przyjąć pracę na podłym statku, żeby przeżyć. To on odkrywa obrażenia chłopca okrętowego, to on nie dopuszcza do zlekceważenia sprawy i to on doprowadzi do jej zakończenia. Postać Sumnera poznajemy stopniowo, odkrywamy jego przeszłość, skrywane bolesne tajemnice. Lekarz nie jest ideałem, ale przez to wydaje się bardzo ludzki i prawdziwy. Przeciwnikiem Irlandczyka jest wielorybnik Drax, wcielone zło, kierujący się wyłącznie swymi popędami. Śmierć nie robi na nim wrażenia; uśmiercanie daje mu satysfakcję: „Wierzy, że śmierć jest rodzajem czynienia, odmianą wytwarzania. Co było jednym, myśli, stało się czymś zupełnie innym”. I to ona ma tę stwórczą moc, jest kapłanem „nikczemnej magii, przesiąkniętych krwią transmutacji” – „ich nieokiełznanym, bezbożnym animatorem”. Niestety na tym się kończy nasza wiedza o Draxie: skąd się wziął, co go ukształtowało? Tego nam autor nie mówi. Na tle obszernej charakterystyki Sumnera Drax wypada blado – jest złem bezwzględnym, plamą absolutnej czerni. Trochę to mało przekonujące, moim zdaniem; kilka dodatkowych detali, jakiś niuans, migawka z przeszłości sprawiłyby, że nie byłby taki papierowy.

Lepka brzydota

Siłą powieści są opisy: naturalistyczne, wręcz turpistyczne – portowego miasta, statku, apteki, tawerny, mrocznych zaułków. W tej scenerii żadne zło nie dziwi, wręcz się go spodziewamy. Cała ta brzydota nieuchronnie stępia zmysł moralny i potrzeba przybysza z zewnątrz – doktora Sumnera – by sprzeciwił się tej powszechnej akceptacji dla okrucieństwa i bezwzględności. McGuire posługuje się szorstkim, momentami wulgarnym językiem, idealnie pasującym do atmosfery historii, spójnym z przedstawionym światem, naturalnym dla bohaterów. Nie podobała mi się jedynie przesadna miejscami, brzmiąca sztucznie archaizacja. Nie wiem, czy to zabieg autora, czy uchybienie tłumacza, ale mnie to drażniło. Nie jestem też zachwycony zakończeniem całej historii. Prawie wszystko jednak, co dzieje się wcześniej, jest godne uwagi. Powieść McGuire’a zdecydowanie zapada w pamięć; obcowanie z lepkim brudem, wszechobecnym w tej książce, nie jest przyjemne i jeszcze jakiś czas potem możemy się łapać na nerwowym wycieraniu rąk. Rejs na „Ochotniku” nie przypomina wakacji na statku wycieczkowym, warto się jednak nań wybrać.

Ian McGuire, Na wodach Północy, tłum. Bartosz Kurowski, Prószyński i S-ka 2017.

O książce pisali również: Agnes, Bernadetta Darska, Jane Doe i Michał Stanek.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

46 thoughts on “Szorstka jak lina cumownicza (Ian McGuire, „Na wodach Północy”)”

  1. Michał LelandLester pisze:
    27 października 2017 o 20:35

    Dobrze, że na końcu wspominasz Michała, bo właśnie od tego wątku planowałem zacząc swój skromny komentarz. Stosunkowo niedawno zajrzałem na blog Michała właśnie po to, by poczytac o tej książce. Autor recenzji, mimo że zapewne nie miał zamiaru doszczętnie jej krytykowac, a raczej zachowac balans między plusami i minusami, sprawił, że nie za bardzo chciałem trzymac „Na wodach Północy” w swoich rękach. Ty natomiast, mam wrażenie, cieplej wypowiadasz się o tej pozycji – może to kwestia doboru słów? – choc nie powstrzymujesz się też od wskazania jej wad. Pewnie słyszałeś to nie raz od swoich gości, ale przydałoby mi się, zwłaszcza w tym wypadku, wsparcie ze strony wartości liczbowej :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 października 2017 o 21:20

      Czy my czytaliśmy tę samą recenzję Michała? Bo moim zdaniem uznał, że nie jest to dzieło wybitne, ale dobrze napisane i do przeczytania z przyjemnością. 4+ to nie jest niska ocena.
      Co do wsparcia liczbowego, jesteś pierwszym, który je sugeruje. Osobiście jestem przeciwnikiem takiego systemu, bo za często sam się łapię na tym, że spoglądam na ocenę, zamiast poczytać tekst. Poza tym zwykle jest dużo tłumaczenia, dlaczego i Harry Potter, i Emil Zola mają takie same oceny :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Michał Stanek pisze:
        30 października 2017 o 08:50

        Co do ocen liczbowych: pod recenzją filmową Sobolewskiego w GW, analityczną jak to u niego, kiedyś pojawił się komentarz takiej treści: „To w ogóle nie jest recenzja, tylko jakieś dyrdymały. W recenzji ma być napisane czy film jest dobry i czy cycki są”. :) Przekaz cyfrowy jest fajny bo przejrzysty, ale szanuję Piotra który na taką łatwiznę nie idzie. Ocena w całej swojej złożoności wynika z tekstu. I – tak – jej brak motywuje do przeczytania recenzji :)

        Do ad remu: tak, Drax jest w swojej demoniczności chyba dość płaski, ale przez ten brak informacji – enigmatyczny. Niczym Anton Chigurh czy Sędzia Holden, do którego mu jednak sporo brakuje. To, że jest złem bo zaspokaja żądze, trochę go trywializuje, odbiera mu otaczającą bohaterów McCarthy’ego aurę. I może rzeczywiście należało pójść dalej – w to przysłowiowe wyrywanie skrzydełek :) A tak jego charakterystyka jest taka zatrzymana w pół kroku. No nie wiem sam w sumie. Trochę indywidualna sprawa – dla wielu to, że niemal nic o nim nie wiemy, to zaleta. Mnie tu zabrakło czegoś więcej, głównie ze względu na inne zakorzenienie tego zła.

        Ale bardziej przeszkadzały mi bluzgi, jakoś jednak nie licujące z epoką i często wybijające z rytmu.

        Natomiast – i stąd moje 4+, które nie jest oceną niską – świetny jest cały entourage, to naturalistycznie opisane wielorybnictwo, i warunki na pokładzie i lodzie (czyli lądzie), a także miasto. Niewiele jest takich wielorybniczych powieści. Czy ktoś jest w ogóle w stanie wymienić choć jedną POZA „Moby Dickiem”? Już choćby z tego względu warto było na nią poświęcić czas – bez poczucia zmarnowania go. Ale do pełnej „bdb” trochę jednak zabrakło – wyważenia pewnych detali w tym całym fresku.

        Harry Potter i Emil Zola (swoją drogą to zestawienie przypomina mi kultowy dialog z „Tytusa”: „- Czytałeś Norwida? – A kto go napisał?”) mogą mieć te same oceny z zupełnie innych względów, a jeśli to niejasne dla czytelnika, to świadczy bardziej chyba o nim, niż o oceniającym ;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          30 października 2017 o 09:06

          Wcale nie uważam, żeby wystawianie ocen było chodzeniem na łatwiznę, po prostu zbyt wiele założeń początkowych należałoby czytelnikowi wyjaśnić, a już na pewno wtedy, jeśli obok siebie rzeczy lżejsze i cięższe gatunkowo. No i jednak ocena rozleniwia czytelnika :)
          Z Draxem miałem tak jak Ty. Demony skądś się biorą, wystarczyłoby być może pokazać trochę więcej, co mu siedziało w głowie, kiedy nie opanowywała go ta wszechmocna żądza zabijania.
          Co do stylu książki, to bluzgi bluzgami, w końcu marynarze nie szarytki – ale jednak całość językowo nie grała. Obstawiam tłumaczenie, bo przecież wystarczyłoby zamienić jedno słowo na inne i efekt byłby lepszy. Łapałem się na tym, że przeredagowywałem tekst na bieżąco :P
          Z wielorybnictwa bym wymienił Piętnastoletniego kapitana: akcja na statku wielorybniczym i scena polowania, ale to jakaś jedna czwarta całości.
          Scenografia jest świetna, szczególnie na początku, bo już sceny polarne chyba słabsze (ale może po Terrorze już nic nie robi wrażenia :P), a puszczonego zakończenia nie mogę odżałować :(

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Pożeracz pisze:
            30 października 2017 o 16:26

            Powtarzam to od dawna i powtarzał będę w kółko – według mnie oceny liczbowe w kontekście recenzji są zupełnie chybione. Napisałem swego czasu nawet o tym wpis. Różne skale, nieprzystawalność ocen między osobami, nieprzystawalność ocen między gatunkami, marna kwantyfikowalność wrażeń artystycznych. Z jednej strony rozumiem chęć posiadania takiego punktowego podsumowania, ale z drugiej strony taki „ekstrakt” najczęściej i tak znajduje się w ostatnim akapicie.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              30 października 2017 o 16:53

              Ponoć sztuką jest tak napisać recenzję, żeby cały ekstrakt nie znajdował się w ostatnim akapicie, bo po co wtedy czytać to, co wcześniej.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
            2. Michał Stanek pisze:
              31 października 2017 o 08:35

              Czytałem ten tekst, Pożeraczu (http://pozeracz.pl/bezsensowne-oceny/). I o ile zasadniczo z Twoimi zastrzeżeniami się zgadzam (reakcja Michała Lelanda Lestera powyżej jest świetnym przykładem na subiektywność odbioru cudzych punktów), to MIMO TEGO uważam, że punktacja jest przydatna. Osobiście przyzwyczaiłem się do skali szkolnej przejętej z Biblionetki, ale dojrzewam do przewalutowania ocen na system 1-10 (od nowego roku, bez retrokonwersji). Ale – ważne zastrzeżenie – ocena jednak pracuje w połączeniu z recenzją, bo dopiero tam umiejscawia się książkę w odpowiednim kontekście (określa gatunek, skaluje dorobek autora itp.). To „zaszufladkowanie, że tak brzydko powiem, też jest integralną częścią sumarycznej opinii (punkty+recenzja).

              Wydaje mi się też, ze na tyle przywykliśmy do wszechobecnych punktów, że nie widzę potrzeby objaśniania „założeń programowych”, o których wspomina Piotrek. Już rolą recenzji jest wskazanie atutów i słabości tekstu. A z tego, że oceniamy tymi samymi punktami rzeczy zupełnie różnorodne, czytelnik chyba zdaje sobie sprawę. Jasne, że efekt może być groteskowy, zwłaszcza w portalu (Bnetka, LC, GR itp.), ale na poziomie indywidualnego bloga sprawdza się moim zdaniem bez zarzutu, bo znam czytelników moich, a moi mnie znają ;).

              Dla mnie osobiście oprócz portalowej oceny istotna jest też ilość ocen – podświadomie wyżej postawię książkę, która ma wysoką średnią przy mniejszej ilości ocen (to casus choćby „Brazos”), niż tą z milionem czytelników. Rzecz – znaczy ilość gwiazdek – jest subiektywna, ale z tej subiektywności chyba wszyscy zdają sobie sprawę.

              Ale może być też tak, że 80% odbiorów nie czyta tych naszych i nie-naszych wypocin, a jeno patrzy na gwiazdki, tylko ja nie mam o tym pojęcia :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                31 października 2017 o 08:46

                Nie łudź się, nie czytają, patrzą na gwiazdki i na ten mityczny ostatni akapit, który zawiera ocenę końcową :P
                Swoją drogą, ja czasem mam dziwny dysonans, jak czytam recenzję w zasadzie pochwalną, bez większych zarzutów merytorycznych, i potem widzę 3+/5. Wolę jednak sam wyciągać wnioski, niż dostawać po głowie cyferkami.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
  2. mdl2 pisze:
    28 października 2017 o 00:09

    Drax wydawał mi się świetny właśnie dlatego, że był czystym złem. Z migawką z przeszłości czy detalem byłby jeszcze jednym psychopatą – ofiarą paskudnego dzieciństwa czy złego świata – jakich pełno w lepszych i gorszych książkach. Jako czyste, czarne zło kierujące się jakimś prymitywnym instynktem był dla mnie totalnie przekonujący. A do tłumacza mam żal za monotonne, takie same przekleństwa, trzy wulgaryzmy na krzyż, a taki był potencjał… :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 października 2017 o 00:17

      Ale ja jakoś nie kupuję czystego zła. I wcale nie musiał autor dopisywać Draxowi paskudnego dzieciństwa, mógł po prostu dać parę przebitek z jego przeszłości, w typie bezinteresownego wyrywania skrzydełek muszkom, zawsze by to dało trochę większe pojęcie o postaci. Na monotonię przekleństw nie zwróciłem uwagi, raczej zgrzytałem zębami przy tłumach, które „aplaudowały” i przy nazywaniu byle podkoszulka „szatą”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. mdl2 pisze:
    28 października 2017 o 08:54

    No to ja właśnie „kupuję” czyste zło, takie bez uzasadnienia, jak prymitywna siła natury, jak drapieżnik, który zabija, bo zabija, bez otoczki. Walka z takim złem jest dla mnie jakoś bardziej realna i przerażająca. Ale to kwestia odbioru, oczywiście. Teraz zajrzałam do książki jeszcze raz, i co do przekleństw – tym bardziej mi zgrzytają w zderzeniu z tym, co opisujesz. Z jednej strony „aplaudują” a z drugiej „totalne zje… nie sprawy”. Mieszanka Sienkiewicza i Botoksu :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 października 2017 o 11:28

      Ale i o tym drapieżniku chciałoby się wiedzieć więcej, osadzić go na jakimś tle.
      Zbytnia współczesność przekleństw faktycznie zgrzyta, nie dam głowy, czy nawet „zajebiste” się gdzieś nie przemknęło.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Michał Stanek pisze:
        31 października 2017 o 08:17

        Nie ma „zajebistego”, jest tylko „zajebałem” :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          31 października 2017 o 08:20

          Co też średnio pasuje do klimatu, niestety.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            31 października 2017 o 14:13

            Podobnie jak np. Komancze mówiący o waleniu konia :P Ale zgadzam się, że czasem jest ciężko dobrać słowa, żeby grało z głosem epoki. Bardzo podobał mi się natomiast pochodzący z „Brazos” eufemizm – „szturchać” :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              31 października 2017 o 14:17

              Co Ty za pikantne hardkory czytasz?? :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                31 października 2017 o 14:27

                Sam się nieraz zastanawiam :P Wracając do tematu, to są te „Wody” na Legumini, więc zapewne oddam się kiedyś lekturze. I nie, nie znaczy to, że dołożę swoje trzy grosze w postaci tekstu :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  31 października 2017 o 14:30

                  Nie skomentuję ostatniego zdania, doprawdy :P

                  Wczytywanie…
  4. czytankianki pisze:
    31 października 2017 o 12:18

    Sporo sobie obiecywałam po tej powieści, ale widzę, że jeśli już się brać za czytanie, to w oryginale. Albo poszukać powieści marynistycznej w innym wydawnictwie.;)
    Co do przekładu – przyznam, że w polskich wersjach brakuje mi czasem odpowiedników „z epoki”. Niestety taki „zajebać” mocno kłóci się z „szatami” (nawet jeśli nie występują na tej samej stronie), a przecież mowa potoczna ma tyle do zaoferowania w każdej dekadzie.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 października 2017 o 12:22

      Jak pisał Michał, z dobrą marynistyką jest problem, niestety.
      Z odpowiednikami z epoki jest ten problem, że nasza literatura XIX-wieczna jest strasznie grzeczna, słowniki raczej też nie notowały wulgaryzmów, więc skąd brać ten żywy język? Ale z pewnością nie trzeba od razu pchać pierwszego przekleństwa, które się nawinie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Michał Stanek pisze:
      31 października 2017 o 13:03

      Jak marynistyka, to przede wszystkim jest fenomenalny cykl Patricka O’Briana. Po polsku na razie niekompletny (wyszło 13/21), ale może kiedyś się dopełni. Niektórzy marudzą na dłużyzny i werystyczne opisy, ale ja jestem zachwycony niemal nieprzerwanie od 11 tomów. No jest jeszcze starszy cykl C. S. Forestera o Hornblowerze – jak mi zabraknie O’Briana, to może sięgnę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        31 października 2017 o 13:06

        No ale weź, 13 tomów? Litości :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          1 listopada 2017 o 16:58

          Właśnie na półce znalazłem Biały kubrak Melville’a, ponoć o życiu na okręcie wojennym w połowie XIX wieku – Michał, znasz?

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Michał Stanek pisze:
            2 listopada 2017 o 12:42

            Nie, ja do Melville’a nigdy jakoś nie dotarłem. Czeka na mityczne „więcej czasu”. Ale może być, że od tego zacznę, żeby nie startować „z grubej rury” (MD). W mojej biblio stoi Melville’a 5 czy 6 tytułów, jest w czym wybierać.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              2 listopada 2017 o 12:47

              Kubrak też do cienkich nie należy. Z Melville’a próbowałem Oszusta, ale zupełnie mi nie podeszło.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  5. czytankianki pisze:
    31 października 2017 o 15:25

    Wystarczyłoby użyć przekleństw naszych dziadków i już byłoby złudzenie innej epoki.;)

    Co do prozy marynistycznej – kilka lat temu b. chwalono „My, topielcy” Jensena.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 października 2017 o 17:25

      W sensie do kroćset fur beczek czy niech to wciórności? :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Michał Stanek pisze:
        1 listopada 2017 o 16:55

        Tych „Topielców” to od lat mam na oku, tylko nie mogę do nich dojść. Warto?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    2 listopada 2017 o 19:12

    @ Zacofany
    Wciórności chyba za łagodne? Zaczęłabym od „psiakrew”, bo to znam od własnego dziadka, na innych podwórkach na pewno dało się usłyszeć bardziej soczyste zawołania.;)

    @ Michał
    Też nie czytałam, bo też wciąż mam na liście lektur.;(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 listopada 2017 o 19:19

      Psiakrew to też tak raczej przedszkolnie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    2 listopada 2017 o 19:14

    Przypomniało mi się: podejrzewam, że w szekspirowskiej Burzy znaleźlibyśmy natchnienie na marynarskie przekleństwa.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 listopada 2017 o 19:20

      Nie pamiętam, aż zajrzę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    2 listopada 2017 o 19:34

    W ustach mojego dziadka to psiakrew było całkiem, całkiem.;)
    W Czarcim pomiocie Atwood jeden rozdział był poświęcony przekleństwom u Szekspira, więc na pewno coś się znajdzie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 listopada 2017 o 19:38

      Profesjonalne podejście :) Pytanie, ile z tych przekleństw ostało się w naszych przekładach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. czytanki.anki pisze:
    2 listopada 2017 o 19:44

    Tłumacz pracował z tekstami źródłowymi, więc raczej trochę się zachowało. Idę poczytać Burzę.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 listopada 2017 o 19:47

      Podziel się, proszę, wiedzą :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        3 listopada 2017 o 10:03

        Również czekam z niecierpliwością :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  10. czytankianki pisze:
    3 listopada 2017 o 11:21

    W zasadzie nie ma się czym dzielić – czytałam przekład Barańczaka i jest bardzo, bardzo łagodnie.;( Chyba lepiej ściągnąć coś z Atwood albo innych dzieł Szekspira.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 listopada 2017 o 13:00

      W innych dziełach Szekspira to Barańczak co najwyżej kurwą rzucił, starsi tłumacze i tego nie używali :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. czytankianki pisze:
    6 listopada 2017 o 09:50

    OK, cytat żywcem z Atwood:

    […] Bodaj ci gardło przegniło. Psie warczący. Wściekły kundlu. Syn wyrodny. Ciołku niewydarzony. Szczeniak cętkowany. Czarci pomiot. Żółwiu. Bryło ziemi. Poczwaro. Na ciebie wszystkie chrząszcze i ropuchy. Niewolniku przez diabla na zlej maci poczęty. Trująca rosa na was, co ją matka na kruczym piórze z gnojnych bagien niosła. Niech mnie zaraza. Oby złe wiatry wrzodami was owiały. Niech cię krwawa dżuma. Żaby, nietoperze, wszelkie robactwo niech was obsiądzie. Obrzydły nędzniku. Wiedźmy nasienie. Niech wszystkie plagi, co je z grząskich bagien słońce wysysa, toczą – tu imię – cal po calu. Wciórności. Psiogłowa potwora. Najpodlejsza potwora. Bezwstydna rybo. Dorszu zwyrodniały. Błaźnie pstrokaty. Łaciate ladaco. Twoje palce niech diabli porwą. A żebyś spuchł. Szpetny półdiabeł. Szatański bękart. Mroczna stwora. Dostojne ścierwa.

    Można coś wybrać.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 listopada 2017 o 09:52

      :D
      Do praktycznego wykorzystania pies, bękart, wciórności i ścierwa :D Ale ogólnie ładna wiązanka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  12. czytankianki pisze:
    6 listopada 2017 o 11:01

    Mnie też się podoba.:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Agnes pisze:
    7 listopada 2017 o 00:37

    Te „Wody Północy” co jakiś czas gdzieś wypływają. I dobrze, bo mimo wad to jest kawał porządnej powieści.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 listopada 2017 o 08:29

      Owszem, chociaż widziałem już opinie skrajnie zdegustowanych czytelników.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Agnes pisze:
        7 listopada 2017 o 11:04

        Jestem w stanie to zrozumieć.
        A tak z innej beczki: zdjęcie ilustrujące ten wpis jest CUDOWNEJ piękności. Ja tam zawsze wiesz, okładka ze strony wydawnictwa, ciach, tekst, poszło. A tu proszę, jaka poezja. Szacun i czapka z głowy.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 listopada 2017 o 11:13

          Dziękuję Ci niezmiernie :) Ta poezja to tak trochę przypadkiem wyszła, akurat czytałem na plaży, a wtedy zawsze robię zdjęcia hurtem na zapas :) Ale skoro już jesteśmy przy okładce, to ta jest bardzo dobra – cieszę się, że wydawca kupił oryginalną, zamiast samodzielnie kombinować.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d