Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Dom dźwięczny, suchy i chrupki jak chleb jeszcze ciepły” (Colette, „Dom Klaudyny”)

Posted on 20 stycznia 201823 stycznia 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Dom Klaudyny„Dom Klaudyny” nie jest dalszym ciągiem cyklu o rezolutnej uczennicy, która staje się kobietą pragnącą żyć pełnią życia. Jest dla tego cyklu źródłem, z którego czerpała Colette: zbiorem wspomnień o własnym dzieciństwie autorki. Jego dominantą czy motywem przewodnim jest postać matki, tej, która ukształtowała córkę, a potem wypuściła ją w świat.

Zwrot ku przeszłości

„Pisarz, jeśli dożyje późnych lat, zwraca się pod koniec ku przeszłości i albo jej złorzeczy, albo się nią rozkoszuje”, napisała Colette we wstępie do „Domu Klaudyny”, na który składają się teksty pisane, gdy autorka miała 50, 60 i 70 lat, mogła już więc patrzeć na swoją przeszłość z odpowiedniej perspektywy. Zdecydowanie jest ona dla pisarki źródłem rozkoszy: wspomina dzieciństwo ubogie, ale pełne szczęścia. Źródłem tego szczęścia była nie tylko swoboda i nieograniczony kontakt z przyrodą, ale „obecność tej, która zamiast oddalać się ode mnie przez swoją śmierć, w miarę jak się starzeję, staje się dla mnie coraz bardziej zrozumiała”. Matce poświęcone jest najlepsze opowiadanie ze zbioru („Sido”), przewija się też ona przez inne teksty. Jej wygląd, charakter, przyzwyczajenia, powiedzonka, stosunek do zwierząt i ludzi, talent obserwacyjny, zdolność celnego formułowania myśli, bezpośredniość – to wszystko po latach córka uwiecznia jako główny element swej krainy dzieciństwa. Nieco obok są i ojciec, i bracia (którym zresztą też poświęciła po opowiadaniu), gdyż to matka spajała rodzinę i w obliczu finansowej nieudolności męża troszczyła się o wszystko.

Piękna swoboda dzieciństwa

Klaudyna i jej bracia rośli na wsi, w skromnym domu, gdyż rozrzutność ojca mocno uszczupliła majątek matki, a mimo to nie czuli, że im czegoś brak. Włóczyli się po okolicy, wyczyniali najdziksze harce, wracając jedynie na posiłki. Matka, mimo iż drżała o dzieci, pozostawiała im swobodę, nie przelewała na nie swoich lęków. W domu zatroskana, odzyskiwała radość i spokój w kontakcie z przyrodą: ogrodem i zwierzętami. „Dopełniała swych obowiązków lojalnie. I dopiero po ich wypełnieniu schodziła, po dwóch stopniach, do ogrodu. I natychmiast opadało z niej wszystko chmurne wzburzenie, całą uraza. Obecność roślin działała na nią jak odtrutka i nie widziałam, żeby ktoś tak jak Sido potrafił ująć różę pod brodę, aby zajrzeć jej w oczy”. To po niej Colette odziedziczyła miłość do zwierząt, gdyż i dla matki stanowiły niezbędny element życia, były dobrymi duchami domowymi. W „Domu Colette” znajdziemy zresztą kilka kolejnych wspaniałych portretów kotów, psów, a nawet pantery Ba-Tu i tłustej gąsienicy.

Nostalgia

Opowiadania najwcześniejsze, z tomu „Dom Klaudyny” (1922), są krótkimi migawkami, scenkami rodzajowymi z życia rodziny. Matka jest w nich czasem główną bohaterką, czasem pozostaje w tle, aby podsumować poczynania innych lub przyjść im z pomocą. Jest nieodłącznym elementem życia, krzepiąca jest świadomość, że czeka, że pospieszy na ratunek, że nakarmi i utuli. Młodsze o siedem lat są trzy obszerne portrety: matki („Sido”), ojca („Kapitan”) i braci („Dzikusy”). Barw nabierają ojciec i bracia, przewijający się we wcześniejszych miniaturach, a postać matki staje się konkretniejsza, bardziej wielowymiarowa. Końcowe „Wesele” (1943), wspomnienie dnia własnego ślubu, symbolicznie zamyka dzieciństwo Colette, która pozostawia za sobą matkę i rusza z mężem w nowy świat, choć nigdy chyba nie przestanie tęsknić za najwcześniejszym etapem życia. Ta nostalgia przepaja całą książkę. Drobiazgowość i plastyczność opisów, przywoływanie słów, barw, smaków, zapachów i faktur pokazują, jak mocno dzieciństwo tkwiło w pamięci pisarki, jak często musiała sięgać do tych wspomnień później, by się pocieszyć czy pokrzepić, zanurzyć ponownie w miłości, jakiej jej wówczas nie brakowało. Matczyna „dłoń i ten płomień lampy, i ta zatroskana twarz, pochylona obok, to jest sam rdzeń, sam środek tajemnicy, która kręgami coraz słabiej uchwytnymi dla serca, coraz mniej przesyconymi światłem w miarę, jak się od niego oddalają, otacza ciepły salon ze swoją florą ściętych gałązek i fauną niepłochliwych zwierząt; dom dźwięczny, suchy i chrupki jak chleb jeszcze ciepły; ogród, miasteczko… Dalej wszystko jest już niebezpieczeństwem, wszystko jest samotnością…”.

Colette, Dom Klaudyny, tłum. Krystyna Dolatowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1988.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

10 thoughts on “„Dom dźwięczny, suchy i chrupki jak chleb jeszcze ciepły” (Colette, „Dom Klaudyny”)”

  1. Pożeracz pisze:
    24 stycznia 2018 o 13:02

    Zaraz, zaraz… Czy ten „suchy” też odnosi się do chleba? Dla mnie świeży chleb daleki jest od suchości. Ale tak serio… Me harce i swawole były zupełnie różne od tych tu wspomnianych, ale miałem to szczęście, że wychowywałem się w części Bydgoszczy, z której wystarczyły dwa kroki, by być poza Bydgoszczą.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      24 stycznia 2018 o 13:06

      Podejrzewam, że jednak dom był suchy :)
      Strategiczne umieszczenie domu dzieciństwa to podstawa. Myśmy nie mieli pod ręką wsi, ale za to mieliśmy cudowne fundamenty po jakiejś nieskończonej budowli wypełnione rożnościami. Że też nikt tężca nie dostał po tych wyprawach, to cud jakiś :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    25 stycznia 2018 o 18:40

    Właśnie, swoboda i nieprzenoszenie lęków. Harcowało się od rana do wieczora. Jak mawia Mama, dzień was wyganiał, noc przyganiała. A teraz nawet jakby człowiek chciał dać tej wolności, to weź i wygoń na dwór :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 stycznia 2018 o 18:50

      Oj tak tak, ani groźbą, ani przekupstwem :) Chociaż zasadniczo to ja też wolałem siedzieć w domu i czytać :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        26 stycznia 2018 o 08:10

        Widzisz, a ja byłem zwierzę wędrowne i bardzo dużo czasu spędzałem na łażeniu po łąkach, polach i zagajnikach :) Czytać też czytałem sporo, ale doprawdy nie wiem kiedy. Może mi się tylko wydawało, że to dużo, bo reszta koleżeństwa nie czytała :P
        U Was to przynajmniej Starsza oddaje się czytaniu, a u mnie snuciu po chałupie i truciu zadu rodzicielskiego :(

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. zacofany.w.lekturze pisze:
          26 stycznia 2018 o 08:23

          Miałeś gdzie wędrować, mnie się nie chciało krążyć po osiedlu.
          Mimo czytania, Starsza też lubi się snuć i truć, taka faza niestety.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            26 stycznia 2018 o 11:49

            Nie znam miejskiego życia z perspektywy dziecka z lat 80tych,no, może oprócz paru pobytów w Nowej Hucie u cioci, ale rzeczywiście miasto w tamtych czasach nie dawało chyba takich możliwości jak wieś :D A jak Colette poradziła sobie z nieodpartym przymusem przedstawiania dzieciństwa jako sielanki i edenu? Nostalgia i postać matki, rozumiem, ale co z czarnymi chmurami nad rodziną?

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              26 stycznia 2018 o 11:53

              Chyba nie miała przymusu sielankowości. Pisała, że było ubogo i wspominała, że dzięki tatusiowi, chociaż najwyraźniej w tamtych czasach nie miała traumy z tego powodu, więc poszło lajtowo. Na tej wsi wiele nie potrzebowali, a poza tym wyprzedawanie majątku pozwalało żyć w miarę wygodnie, skoro matka mogła wojażować do Paryża, co prawda raz w roku, ale zawsze.
              A jakbym był dzieckiem ciekawszym świata, to i w mieście bym sobie pewnie atrakcje do odkrywania znalazł. Tyle że zawsze wolałem czytać o przygodach, niż sam je przeżywać :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                29 stycznia 2018 o 10:24

                A jak się te wspomnienia mają do, dajmy na to, „Chwały …” Pagnola? :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  29 stycznia 2018 o 10:30

                  Klimat podobny, ale Pagnol chyba bardziej z perspektywy dziecka pisany i w stronę przygodową.

                  Wczytywanie…

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d