Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Lek na całe zło? (Jürgen Thorwald, „Triumf chirurgów”)

Posted on 9 stycznia 201824 września 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Triumf chirurgówGdy narkoza i antyseptyka opanowały szpitale i gabinety lekarskie, chirurdzy coraz śmielej zaczęli eksplorować niedostępne im dotąd narządy i układy. Próbowano coraz to nowych operacji, wierząc w to, że skalpel stanie się uniwersalnym remedium na wiele schorzeń wcześniej nieuleczalnych, a medycy stworzą ponadnarodowe „imperium chirurgów”, oddane bezinteresownej walce o zdrowie pacjentów.

Idealizm a rzeczywistość

Te szczytne plany i idealistyczne marzenia rzeczywistość szybko i brutalnie rozbijała w proch. Ani chirurgia nie stała się lekiem na całe zło, ani lekarze nie wyzbyli się osobistych ambicji czy uprzedzeń i często bezwzględnie rywalizowali o palmę pierwszeństwa i uznanie. Drugi tom fabularyzowanej historii chirurgii Jürgena Thorwalda dostarcza na to wielu przykładów. Szczęśliwie dostarcza też mnóstwa informacji o rozwoju tej dziedziny medycyny i pokonywaniu kolejnych barier, usuwaniu coraz to nowych „«białych plam» z mapy organizmu człowieka”.

Dziadunio gawędziarz

Podobnie jak w „Stuleciu chirurgów”, narratorem jest Henry Steven Hartmann, rzekomy dziadek Thorwalda po kądzieli, którego szczegółowe zapiski wnuk jakoby odnalazł i przeredagował, by służyły potomnym. Dziadunio, który w poprzedniej części obserwował wprowadzanie narkozy eterowej i środków odkażających, teraz również jest czynnym uczestnikiem życia naukowego, zainteresowanym nowymi sposobami leczenia. Jeździ po świecie, spotyka tuzów medycyny, uczestniczy w kongresach albo zbiera informacje od świadków, by być na bieżąco. Czytelnicy wraz z nim krążą po mniej lub bardziej sławnych klinikach i szpitalach, wchodzą do sal operacyjnych i pokojów pacjentów, wysłuchują referatów i zakulisowych plotek.

Usuwanie „białych plam”

Książka podzielona jest na trzy części, omawiające kolejno postępy w chirurgii stref od wieków pomijanych przez lekarzy, w tym mózgu i jamy brzusznej, w walce z bólem oraz rewolucyjne osiągnięcia w leczeniu chorób płuc, operowaniu otwartej klatki piersiowej i próby przeszczepów rogówki. Poznajemy profesora Kochera, który odważył się operować wole, całkowicie usuwając tarczycę, uznawaną za zbędną w organizmie. Ku swemu przerażeniu po kilku latach skonstatował, że leczeni w ten sposób pacjenci cofnęli się w rozwoju; na tym tle rozgrywa się dramat pięknej córki milionera, która ma przez chwilę do wyboru, czy pozostać oszpeconą przez wole, czy odzyskać pełnię urody, ale stracić władze umysłowe. Lekarską próżność i przekonanie o własnej nieomylności widzimy w przypadku leczenia krtani niemieckiego następcy tronu; niewłaściwie wybrany, niekompetentny i arogancki specjalista, obdarzony zbyt dużym zaufaniem, doprowadził do tragedii. Historia pionierskich przeszczepów rogówki wpleciona jest w historię miłosną w stylu Pięknej i Bestii (plus tatuś tyran), a partie omawiające badania nad znieczuleniem miejscowym przypominają opowieści o narkotykowych doświadczeniach hipisów: poznajemy badaczy beztrosko zażywających kokainę, by sprawdzić jej właściwości znieczulające (i wzmacniające energię oraz usuwające depresję), oraz Zygmunta Freuda, który za wszelką cenę próbował dokonać wielkiego odkrycia, by móc wreszcie poślubić ukochaną. Tak z grubsza wygląda zarys zawartości książki.

Thriller i melodramat

Z grubsza, bo „Triumf chirurgów” zawiera dużo więcej informacji historycznych i medycznych, podanych przystępnie i w atrakcyjnej, beletryzowanej formie. Opowieść Hartmanna–Thorwalda jest zawsze interesująca, skonstruowana z dużym wyczuciem dramatyzmu – niekiedy wręcz przypomina thriller, jak przy opisach operacji guza mózgu czy otwierania klatki piersiowej, zdarzają się też partie melodramatyczne. Bohaterowie książki są bezinteresownymi, oddanymi nauce i dobru pacjentów lekarzami, bywają błyskotliwymi, ale nieznośnymi dla otoczenia geniuszami albo zadufanymi w sobie bufonami – a świat medycyny, mimo szczytnych ideałów, bywa tak samo jak inne sfery życia pełen napięć, rywalizacji i intryg. Szczęśliwie w ostatecznym rozrachunku dokonany postęp służy chorym, chociaż trochę smutno robi na myśl o tym, że niemal sto lat po opracowaniu znieczulenie zewnątrzoponowe wciąż nie jest oczywistością w polskich szpitalach.

Jürgen Thorwald, Triumf chirurgów, tłum. Albin Bandurski, Janina Sczaniecka, Wydawnictwo Literackie 1988.

Podobne pozycje:

 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

23 thoughts on “Lek na całe zło? (Jürgen Thorwald, „Triumf chirurgów”)”

  1. Ania || SlowReading.pl pisze:
    9 stycznia 2018 o 17:45

    Wiem, że Thorwald pisze zajmująco („Stulecie detektywów”), ale ja od kilku lat przez „Stulecia chirurgów” skończyć nie mogę; do „Tryumfu…” nawet nie doszłam. Zostawione na razie w połowie, bo te wszystkie pionierskie próby operacji i cięcia bez znieczulenia mnie osłabiają. Do „Ginekologów” nawet nie podchodzę (nie lubię horrorów :P)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      9 stycznia 2018 o 18:31

      A ja wręcz przeciwnie, historię medycyny z krwawymi detalami uwielbiam. Triumf jest mniej krwawy niż Stulecie, więc łagodniej się go czyta.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    10 stycznia 2018 o 08:52

    Po pierwsze: wciąż mam jeszcze w pamięci usuwanie kamieni przez przewód moczowy (?) ze „Stulecia …”. Po drugie: w moim domu rozgościło się choróbsko i na razie mam zbyt dużo życiowej praktyki w starciu z medycyną, by zgłębiać historię i teorię. Słowem, mimo że doceniam narratorski kunszt autora (czy tam jego dziadka), to jednak kolejny Thorwald nieprędko doczeka się lektury :P I żeby nie było, rzucając przykładami, zachęciłeś. Bardzo :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 stycznia 2018 o 08:54

      Oni chyba tam nacinali pęcherz na chybił trafił, o ile pamiętam, masakralne to było.
      Historia z krwawymi detalami nie każdemu w każdych okolicznościach pasuje, rozumiem i nie musisz się tłumaczyć. Ale może chociaż o detektywach poczytaj?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        10 stycznia 2018 o 09:38

        Na razie mam w planach malutkie, hłe, hłe, tête-à-tête z całym cyklem o VV Nessera, więc sam rozumiesz, że może mi zejść do wiosny :) A wiosną wszystko się może zdarzyć. No i są jeszcze ukradki. Teraz ukradkiem czytam Ożogowską :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 stycznia 2018 o 09:41

          Nessera popieram, chociaż znam tylko jednego na razie :) I uważaj, nie przedawkuj ukradku :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            10 stycznia 2018 o 10:50

            Wszystko zależy od ukradka :) Są takie, które przejmują stery i wpychają się zamiast głównego nurtu, a są i takie, że leżakują do czasu, aż znowu nic pod ręką nie będzie i wtedy sięgamy w akcie desperacji :) Ożogowska na razie gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami, więc najpierw doczytam Kamińskiego. Póki co wożę w aucie jako opcję ratunkową właśnie :P Kurczę, zaczynam się łamać z tymi detektywami, ale jak nie ma na Legimi, to się opędzę :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              10 stycznia 2018 o 10:56

              Co to Kamiński? Bo chyba nie Kamienie na szaniec? :)
              Ja tam na razie grzecznie czytam jedną i nie skaczę na boki. Detektywów sprawdź, bo to żadna nowość i może być dostępna.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                10 stycznia 2018 o 11:07

                Sprawdziłem i niestety albo nie zdigitalizowano albo po prostu nie ma :) A Kamiński to „Tylko Lola”. Taki obyczaj z wojną i nagonką 1967-68 w tle. Zasadniczo o dwóch kobietach, które dzieli pokolenie. Część pisana jako pamiętnik – strumień świadomości. Zabieg stylistyczny, który mnie akurat drażni :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  10 stycznia 2018 o 11:08

                  A, ten Kamiński. Jakoś wszędzie zachwyty, ale jak strumień świadomości, to ja też niekoniecznie.

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  10 stycznia 2018 o 11:29

                  Ale powiem Ci, że nie jest najgorzej i nawet się to czyta. Jak ja mniej więcej łapię, to nie mogą to być bardzo wysokie stany świadomości :P

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  10 stycznia 2018 o 11:31

                  Nie bądź taki skromny :)

                  Wczytywanie…
  3. Bazyl pisze:
    11 stycznia 2018 o 10:02

    Zwęziło, musisz nad tym popracować :P Nie jestem skromny, po prostu piszę jak jest. Prostym człek i niewyszukane mam rozrywki :D A że czasem zboczę w stronę, he, he, zboczy kulturalnego Parnasu i nieśmiało zaczerpnę z krynic kultury wysokiej, to raczej przypadek nie reguła. Już odłożyłem Detektywów na półkę WBP :D Ale też wczoraj wystartowałem z Nesserem i jestem przerażony, bo niedawno miałem przed oczyma, a czytam jakbym pierwszy raz na oczy widział. Takie widać to moje czytanie :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 stycznia 2018 o 10:07

      Taka uroda tego cholernego szablonu :) Na specjalnie robiony mnie nie stać, więc muszę się godzić z wadami darmówek.
      Panie, i krynica, i Parnas, i zboczenie na zbocza – kto tu się wypiera kultury wysokiej? :) Też tak miewam, że patrzę w tekst, jakbym go nigdy nie widział, to się zdarza :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        11 stycznia 2018 o 15:08

        Minimalizmu się zachciało, a komentatorzy cierpią :P Ja się nie wypieram, ja tylko piszę, że czasem zabawa formą czy też próba olśnienia nią czytelnika, kończy się u mnie jak u Manuela. Ke? A skleroza czytelnicza z jednej strony przeraża, z drugiej jest fajna. Przeraża, bo gdzie mi do cytowania całych ustępów, jak zwykli czynić wnikliwi czytelnicy wieków poprzednich. Fajna, bo ciągle możemy mieć w czytaniu ulubione tytuły, ba, kryminały nawet. No, chyba że komuś wisi kto zabił, bo znam i takich :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 stycznia 2018 o 15:13

          Jakoś poza Tobą nikt dotąd nie doszedł do kresu kolumny :D
          Skleroza jest dobra, potrafiłem czytać po trzy razy tę samą Agatę i nie wiedzieć, kto zabił :D Ale z powodu sklerozy też nie umiem cytować, nawet nie pamiętam czasem kluczowych wydarzeń.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            11 stycznia 2018 o 15:16

            Jestem po prostu dobry w dochodzeniu do ściany :D
            Ja też tak mam i dlatego przerażają mnie biblionetkowicze, którzy w kolejnych konkursach rzucają faktami z książek z dzieciństwa z taką łatwością z jaką ja wypijam butelkę cydru :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. zacofany.w.lekturze pisze:
              11 stycznia 2018 o 17:51

              Mnie też przerażają, jeśli Cię to pocieszy :D Ale zawsze podejrzewałem, że chociaż trochę oszukują :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  4. Karol Nowak pisze:
    12 stycznia 2018 o 13:06

    Akurat jestem na etapie oglądania serialu „The Good Doctor” więc jakoś mnie ta materia obecnie interesuje. Może się skuszę! A przy okazji polecam serial! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 stycznia 2018 o 13:10

      Dzięki, poszukam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Pożeracz pisze:
    12 stycznia 2018 o 15:39

    Ha, to jedna z książek, które mam na liście do przeczytania od dawien dawna. Ponad 10 lat temu koleżanka z ówczesnej pracy się zachwycała (zajmująca się zresztą tłumaczeniami medycznymi) i od tamtego czasu czeka ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 stycznia 2018 o 17:06

      No to ładnie, weź, nie gnuśniej dłużej, czytaj!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Gosia pisze:
    13 stycznia 2018 o 16:26

    Może któreś z nich przeczytam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d