„Co ja tu robię, po co mi to było?” („Świat według Polki”)

Świat według Polki„Świat według Polki” to zbiór bardzo różnorodny: składają się nań teksty krótsze i dłuższe, anegdoty, wspomnienia, migawki, refleksje i dłuższe opowieści. Autorki wyjechały z Polski z różnych powodów i w różne strony, ale wspierają się w ramach założonego przez siebie Klubu Polki na Obczyźnie, jak pisze bowiem Magda Fou we wstępie: „smutki i radości Polki na obczyźnie będą zawsze podobne”.

Zanurzenie w obcości

Dzięki temu niewielkiemu tomikowi wchodzimy w świat, który znamy co najwyżej z wakacyjnych podróży, a w który autorki musiały wejść (a czasem wręcz rzucić się) „z głową”, zanurzyć się w obcych zwyczajach, obcych słowach, unikać drobnych pułapek codzienności: dziwnych godzin otwarcia banków, osobliwego trybu pracy urzędów, odmiennego tempa życia. Najciekawsze, moim zdaniem, są więc właśnie teksty opowiadające o różnicach kulturowych: skomplikowanych niuansach języka fińskiego (i wielu innych) oraz tamtejszym pieczywie (wtajemniczonym wiele powie nazwa „chleb krasnoludów”), zakupach w Portugalii, ruchu drogowym w Wietnamie, porodzie w Tajlandii, hiszpańskich bankach, egipskich teściowych, plażowym folklorze czy różnych typach sąsiadów. To wszystko opowiadane z przymrużeniem oka: takie jest życie, trzeba przywyknąć, po pewnym czasie przestaje się na to zwracać uwagę, wchodzi się w nowy rytm, przyswaja nawyki, które wcześniej irytowały czy śmieszyły.

Twarz bez makijażu

Czy jako kobiety emigrantki mają łatwiej, czy trudniej? Czy tak jak piękna, wykształcona Lerato z RPA oceniane są tylko przez pryzmat koloru skóry czy włosów? Czy jako żony muzułmanów są przez znajomych z Polski postrzegane jako ofiary mężowskiej tyranii? Czy doświadczają kobiecej solidarności, czy są intruzkami? „Emigracja to jak patrzenie w lustro całymi dniami na swoją twarz bez makijażu, słuchanie własnego pogłosu w słuchawce, odpowiadanie na te same pytania, ciągłe zastanawianie się, co ja tu robię, po co mi to było” (Agnieszka Wieczorek). Przez większość czasu są chyba z tym same, chociaż niewiele autorek porusza ten temat, a jeśli już, to bardzo ogólnie. Może dlatego tak zapadają w pamięć dwa teksty o tym, jak obca kobieta włączana jest w żeńską wspólnotę: bardzo ciepła opowieść o Nowym Roku w wietnamskiej wiejskiej rodzinie i o kręgu kobiecego wsparcia na Saharze, żeńskim „kręgu mocy” w zdecydowanie męskim świecie.

Klub Polki na Obczyźnie

W książce są ilustracje, ale zdecydowanie za mało, by mocniej wczuć się w klimat opowieści, szczególnie tych poświęconych miejscom: Jamajce, miasteczkom La Couarde czy Gillingham (choć rekompensują to zdjęcia na stronach internetowych, o których dalej). W większym jednak stopniu lekturę utrudnia niezrozumiała decyzja edytorska: otóż nazwiska autorek znajdują się tylko w spisie treści, a przy tekstach ich nie ma. Biogramy autorek również przesunąłbym z końca książki w okolice ich opowieści. Poza tym jednak „Świat według Polki” jest dobrze przygotowany, czemu trudno się dziwić: zdecydowana większość autorek to doświadczone blogerki, które od dawna opisują swoje życie na obczyźnie. Na ich blogi warto zaglądać, jeśli interesują nas blaski i cienie życia na emigracji. Również stowarzyszenie „Klub Polek” ma swoją stronę internetową, gdzie poruszane są rozmaite kwestie życia za granicą. Mimo iż teksty w książce są nierówne, to doceniam integracyjny walor pracy nad wspólną antologią dla osób z różnych stron świata, doceniam chęć podzielenia się z czytelnikami nie tylko tym, czym dzielić się najłatwiej – anegdotą, zabawną historyjką – ale i tym, czym dzielić się trudniej: wspomnieniami chwil zwątpienia czy refleksją o życiu z dala od Polski, rodziny, przyjaciół, o szukaniu nowego miejsca i adaptacji do niego. Gdyby członkinie Klubu jeszcze kiedyś chciały przygotować podobną książkę, to może znalazłoby się w niej więcej miejsca na takie kwestie, jak przyczyny emigracji, pierwsze, najtrudniejsze dni w nowym kraju lub refleksje o tym, czy i w jakim stopniu udało im się wrosnąć w nowe miejsca i środowiska. Może spróbowałyby odpowiedzieć na pytanie: „co ja tu robię, po co mi to było?”.

Świat według Polki. Zbiór opowiadań, Klub Polki na Obczyźnie 2017.

PS. Książkę można zamówić bezpośrednio na stronie http://www.swiatwgpolki.pl/, a złotówka z każdego sprzedanego egzemplarza zasila konto polskiego schroniska dla zwierząt.

PS2. Jak zwykle jestem ostatni, wcześniej o książce pisali: Agnes z DowolnikaAnia z Przeczytałam książkę, Mary z Czytaj od Lewej oraz Janek z Tramwaju nr 4.

(Visited 1 447 times, 4 visits today)

31 komentarzy do wpisu „„Co ja tu robię, po co mi to było?” („Świat według Polki”)”

  1. Jako domatora, dla którego wyjazd do sąsiedniego województwa to grubsza sprawa, emigracja mnie przeraża. Nie widzę się ani jako migrant zarobkowy, ani jako osoba która zmienia swój świat na amen. Ale czytać o takich zmianach bardzo lubię :)

    • Też. I czasem, w chwilach szaleństwa, zastanawiam się jakby to mogło być na obczyźnie. I nie, nie mam tu na myśli jakiejś egzotyki (Jamajka?, Wietnam??), a np. Skandynawię, ale dochodzę do wniosku, że jednak tu i teraz nie jest tak całkiem źle, a nawet jest dobrze. Pragmatyzm mam widać wbudowany genetycznie :)

  2. Pragmatyzm i duże zdolności przystosowawcze. W sensie przystosowania do warunków krajowych :P Skandynawia to nie wiem, chociaż mają niezłe wyścigi konne. Ale chyba wolałbym coś cieplejszego, ale nie upalnego :P

    • Dlatego tylko teoretyzuję we łbie. Skandynawia, to moje fiksum dyrdum, bo Kitek jest zwierz ciepłolubny i w życiu by się na północ nie pchał. No i Skandynawowie też jednak zmagają się z różnymi problemami, więc po co wymieniać jedne (krajowe) na inne (na obczyźnie). Plus kotwica w postaci kredytu :(
      No właśnie. Już znalazłem parę punktów na nie i to ich właśnie się, jak widać, trzymam. Taki typ. Dlatego tak jak pisałem na początku takie wrażenie robią na mnie opowieści o wywróceniu swojego życia do góry nogami i nie mówię tylko o zmianie miejsca zamieszkania. Swoją drogą ciekawe, że w opisywanych przypadkach większość tych poczynań kończy się pozytywnie. Ci którym totalnie nie wypaliło nie lubią o tym opowiadać?

      • Kredyt to taka przyjemna wymówka. I jeszcze dom by trzeba sprzedać albo wynająć, robotę rzucić :P Niee, emigracja nie dla panów w kwiecie wieku, niech się młodzi decydują :) Co do nieudanych wyjazdów, to faktycznie o nich się rzadko mówi. W sumie pewnie ze wstydu, że się świata nie podbiło, szczególnie jak się jechało z buńczucznymi deklaracjami.

  3. Jeżeli z tyłu głowy mamy zakodowane, że nie chcemy czegoś zrobić, to zawsze wynajdziemy tysiąc “ale”. I to działa począwszy od rzeczy małych, a na przełomach kończąc. Miałem w planach ranne bieganie. Zgadnij czy biegam? :P Choć są też chwile, że potrafię zaszaleć. Ale żeby Jamajka? Nieeee :D

  4. Dołączę do klubu teoretyzujących na temat emigracji – póki co, nie wybieram się i mam nadzieję, że nie będę musiała zmieniać tej decyzji. Choćby z tego powodu, że z moimi typowo polskimi kwalifikacjami musiałabym zaczynać karierę zawodową w najlepszym wypadku od zmywaka:(
    W Szczecinie i okolicach roi się natomiast od osób, które wyjechały. Zazwyczaj zaczyna się to tak samo – jedno z małżonków wyjeżdża za chlebem (najczęściej do wspomnianej Skandynawii), po jakimś czasie dołącza do niego drugie z resztą rodziny. Są blaski, są cienie, wysłuchałam wielu takich opowieści. Wraca jednak niewielu, to o czymś świadczy i nie jest to wniosek optymistyczny.

    • Kwestie typowo polskich kwalifikacji bardzo dobrze rozumiem i perspektywa ewentualnego zmywaka jawi mi się mało pociągająco. I faktycznie smutne jest to, że nawet ten przysłowiowy zmywak za granicą jest lepszy niż to, co niektórych czeka w Polsce. W tej kwestii jednak zmian bym się nie spodziewał. W każdym razie nie szybko.

  5. Hmmm… Gdyby nie pewne spotkanie 12 lat temu, to pewnie gdzieś bym wywędrował. Irlandia zawsze mnie kusiła i mam duży sentyment po moich pobytach. Moich rówieśników zresztą sporo wybyło po studenckich niepowodzeniach pierwszych i Wyspy podbijają mniej lub bardziej skutecznie.

  6. Wymówki proszę panów, ja w druga emigrację poszłam w wieku już dość statecznym. W wyuczonym na studiach powiedzmy zawodzie też nigdy nie pracowałam. A wyrobioną na pierwszej emigracji pozycję zawodową wywaliłam w kąt i założyłam sobie firmę. Da się, ale jak piszecie, trzeba chcieć.

    • No ale miałaś już doświadczenie pierwszej emigracji za sobą, to Ci było łatwiej się do ciepłych krajów przenieść:) A problem faktycznie w tym, żeby chcieć. Na razie nie chcę :)

  7. Tak, ale tamta emigracja była dużo łatwiejsza i poniekąd bezrefleksyjna. Znałam kraj, język, miałam kontakty wśród tubylców, nie miałam zobowiązań w postaci pracy i dzieci. Easy.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: