Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Światy Piotra S. (Monika Wąs, „Skrzynecki. Demiurg i wizjoner”)

Posted on 16 stycznia 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Skrzynecki. Demiurg i wizjonerPiotr Skrzynecki pojawił się w Krakowie na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku jako dorosły człowiek bez przeszłości, gdyż niemal nikomu nie opowiadał o swoim dzieciństwie i wojennych losach. Bez wątpienia jednak okupacyjne przejścia głęboko wpłynęły na jego postrzeganie świata i życia. Do samej śmierci nonszalancko traktował kwestie materialne, nie pragnął życiowej stabilizacji, za to spragniony był niezwykłości, zabawy, upiększania świata. Swoje miejsce na ziemi odnalazł w Piwnicy pod Baranami, początkowo klubie krakowskich studentów o artystycznym zacięciu, który niedługo potem stał się jedną z najniezwyklejszych enklaw wolnej sztuki, zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju, w czym niemała, jeśli nie wręcz główna, była zasługa właśnie Skrzyneckiego.

„Nie da się duszy sfotografować podobno”

Fenomen Piotra Skrzyneckiego trudno byłoby zamknąć w klasycznej biografii, takiej uporządkowanej chronologicznie i pełnej ścisłych faktów. Tym bardziej że po Skrzyneckim nie pozostały żadne dzieła materialne, a i w kwestiach biograficznych panuje spore zamieszanie, gdyż swój świat i świat dokoła siebie kształtował nieustannie, naginając i zmieniając go wedle chwilowej fantazji czy artystycznej potrzeby. Przyjaciółka Skrzyneckiego, Ruth Buczyńska, powiedziała o nim: „Było w nim coś takiego, co było nieprzekazywalne. Jak dusza. Nie da się duszy sfotografować podobno”. Monika Wąs postanowiła więc ukazać swojego bohatera w dziesięciu sceneriach – owych światach, które tworzył dla siebie i dla innych, i tych, które mu się przytrafiły, odciskając w nim swój ślad (i vice versa): teatrze, kabarecie, na artystycznych imprezach, w podróżach i w ukochanym Krakowie, wreszcie wśród przyjaciół i artystów (ale też wśród donosicieli i esbeków).

Demiurg i uwodziciel

Piotr Skrzynecki stał się symbolem Piwnicy pod Baranami, jej konferansjerem i reżyserem; układał program, podsuwał pomysły, łagodził konflikty, a przede wszystkim doskonale wyczuwał, w kim drzemie artystyczna iskra, która czeka na rozdmuchanie w wysoki płomień. Rozmawiał z takimi ludźmi, pomagał im, formował, czy „raczej starał się wydobyć z nich to, czego sami może nie mieliby odwagi w sobie zobaczyć. Dzięki niemu przekraczali swoje ograniczenia i wychodzili poza granice oczywistości”. Jak demiurg – nie bez kozery to słowo znalazło się w tytule książki – stwarzał ze zwykłych na pozór ludzi artystów; jeśli dostrzegał talent, namawiał ich do porzucenia życiowych planów i oddania się Sztuce; zachowywał się niczym deprawator i uwodziciel, kusił, omotywał… Nie wybaczał łatwo artystycznych zdrad.

Fascynacja ludźmi

Fascynowali go ludzie; nie tylko ci utalentowani artystycznie, których mógł ściągnąć do Piwnicy. Krakowskie kwiaciarki, prostytutki, przygodni rozmówcy – w każdym mógł znaleźć coś interesującego i wydobyć to na wierzch, uwielbiał rozmawiać, zwykle przy alkoholu, wciągać nowe postacie na swoją orbitę, jednych na stałe, innych przelotnie. Potrafił bawić się do upadłego (o imprezach piwnicznych krążyły legendy), a równocześnie był pracowity, choć efekty tej pracy bywały przelotne: pomysł na kabaretowy numer, piosenkę, przygotowanie wielkich rocznicowych obchodów, dzięki którym zwykłe życie na parę godzin zmieniało się w niezwykłe święto. Ale też wiele czasu poświęcał innym; mało kto wiedział, że przez wiele lat prowadził uczniowski teatr w jednej z krakowskich szkół.

„Życie było jego celem”

Monika Wąs ukazała Piotra Skrzyneckiego w całej jego migotliwości, zmienności. Każdy z jej wielu rozmówców znał trochę innego Skrzyneckiego, inny aspekt jego charakteru uważał za dominujący, każdy miał do niego osobisty stosunek, co innego mu zawdzięczał. Już tego materiału wystarczyłoby na fascynujący tom, autorka jednak nie chowa się za plecami znajomych i przyjaciół swojego bohatera; dopowiada, uzupełnia, komentuje, próbuje na podstawie tych licznych głosów, a także dokumentów i materiałów archiwalnych, stworzyć portret możliwie pełny i wielowymiarowy. Mimo iż sama się przyjaźniła ze Skrzyneckim i nie ukrywa swojej fascynacji, nie napisała hagiograficznej laurki, lecz świetną opowieść o smutnych czasach i człowieku, który próbował je rozjaśnić, który zachował dziecięcą radość życia. „Życie było jego celem – wspominał Andrzej Wajda – a bardzo niewielu znam ludzi, którzy by sobie obrali za cel – żyć”.

Monika Wąs, Skrzynecki. Demiurg i wizjoner, Mando 2018.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

36 thoughts on “Światy Piotra S. (Monika Wąs, „Skrzynecki. Demiurg i wizjoner”)”

  1. Ola pisze:
    17 stycznia 2019 o 08:24

    Dziękuję za te recenzję, mimo że poprzednia książka Moniki Wąs, o Wiesławie Dymnym, mile mnie zaskoczyła, wahałam się co do Skrzyneckiego, teraz już nie mam wątpliwości :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 stycznia 2019 o 08:36

      A ja się wahałem kiedyś nad Dymnym, bo nic nie wiedziałem o autorce, ale teraz widzę, że umie pisać i zna się na rzeczy, więc sobie nabędę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    17 stycznia 2019 o 08:46

    Jakoś ominął mnie fenomen Piwnicy i Skrzyneckiego. Ale tych ominiętych fenomenów, które porywały młodych inteligentów z mojego pokolenia, mam jeszcze kilka. Żeby daleko nie szukać – Kaczmarski :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 stycznia 2019 o 09:15

      Kaczmarski to i mnie ominął, poza płytą Krzyk, więc doprawdy nie musimy się tu bić w piersi z powodu ominiętych fenomenów :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        17 stycznia 2019 o 09:32

        Tobie jeden Kaczmarski, a mnie… Stachura? SDM? I co tam jeszcze było, na co się młodzi ludzie snobowali? :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 stycznia 2019 o 09:35

          Phi, Stachura, Hłasko, SDM, Antonina Krzysztoń, Wysocki, lista zaniedbań jest taaaka długa. Okudżawę przerobiłem, ale to nie była wielka miłość :) I nie mogę też powiedzieć, że Metallica skończyła się na Kill’em All, bo mi wczesna Metallica nie wchodziła wcale :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            17 stycznia 2019 o 09:47

            Jeszcze ćwierć wieku temu moglibyśmy kruszyć kopię, że jak to, nie wchodziła! A „Seek & Destroy”, a „Jump in the Fire”, że o „No Remorse’ nie wspomnę (kurczę, aż sobie włączyłem zamiast Genesis :P ). Ale obecnie … W sumie każdy się na coś snobował i próbował podkreślić swoją wyjątkowość. U mnie padło jak raz na metal :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              17 stycznia 2019 o 09:50

              Ja byłem młodzieńcem o wrażliwym słuchu i taka ściana hałasu mnie zabijała :D Mimo wysiłków koleżeństwa Metallica nie chwyciła :P u nas się na różne rzeczy ludzie snobowali, u mnie padło na lata 60. i 70. :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    17 stycznia 2019 o 10:01

    Rozszerzę komcie :P
    Ty chyba nie słyszałeś ściany hałasu. W najbardziej ortodoksyjnym okresie Metallikę mógłbym uznać za popową w porównaniu do reszty słuchanych kapel :P Mnie na lata 60. 70. przyszło było na studiach :) A na co konkretnie? I czy nosiłeś dzwony i pacyfkę? :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 stycznia 2019 o 10:02

      Wiesz, nigdy się nie zdecydowałem na Slayera, więc i tak Metallica to był hardkor. Dzwonów nie, szczęśliwie aż tak mi nie odpaliło :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        17 stycznia 2019 o 10:26

        Ja też strojem nie radykalizowałem się aż tak, żeby nosić tzw. „gumki”, wystarczyła mi wszechobecna czerń + długi włos :P Z czasem łagodniałem muzycznie, aż do dnia dzisiejszego, kiedy na dzień dobry włączyłem sobie „Ulepimy dziś bałwana?”, co niektórzy mogą uznać za objaw zdziecinnienia, a inni tolerancji i otwartości dla różnych gatunków muzycznych :D
        Jak się ładnie wspomnieniowo zrobiło przy okazji tekstu o, nomen omen, wspomnieniach o panu Piotrze :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 stycznia 2019 o 10:29

          O, Ulepimy dziś bałwana, dawno mi spotify nie dawał do posłuchania :D Spoko, ja mam w playliście piosenki z kucyponów w ramach tej otwartości, więc nie licytujmy się na zdziecinnienie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            17 stycznia 2019 o 10:46

            Moje playlisty do biegania zawierają taki miszmasz tematyczny, że mnie samego czasem głowa boli od tego co tam nawciskałem :D Ale dzięki temu mam kawałki na każdą ewentualność: z górki, pod górkę, szybko, wolno, ciężko, lekko. Zawsze coś znajdę pod paluchem :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              17 stycznia 2019 o 10:50

              Bo dobra playlista to skarb. Chociaż momentami dziwny skarb, jak tak przeglądam swoją :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  4. guciamal (małgosia) pisze:
    19 stycznia 2019 o 17:25

    Moniki Wąs czytałam biografię Dymnego. Niezwykle ciekawa, choć tam akurat zabrakło moim zdaniem stawiania własnych tez. A osobowość także nietuzinkowa. Mnie fenomen Piwnicy pod baranami dopadł po niewczasie, jakieś trzy bodajże lata temu, kiedy po raz pierwszy zawitałam do Piwnicy. Zawitałam i przepadłam. Odkąd za każdym razem ją odwiedzam będąc w Krakowie, nie tylko piwnicę, jako miejsce, ale i kabaret jako wydarzenie artystyczno-satyryczno-polityczne. Może ostatnimi czasy brakowało mi dobrej satyry politycznej. Tam też odkryłam przepiękny wokal Doroty Ślężak. No tak, ale jak to się ma do Metallici :) Nie słuchałam, nawet herezję tu napiszę nie potrafię jednego utworu wymienić. Zupełnie mnie ominęło. Zaraz sobie coś wygoogluję

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 stycznia 2019 o 17:38

      Ja się zasadzam na Dymnego. Piwnica to dla mnie głównie książki i płyty, spróbuj zdobyć przepiękną książkę Joanny Olczak-Ronikier o historii Piwnicy, znakomita lektura. A Metalliki może nie gugluj, możesz doznać wstrząsu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. guciamal (małgosia) pisze:
    20 stycznia 2019 o 14:45

    Książkę Olczakowej o Piwnicy oglądałam w Krakowie w Dedalusie. Kupiłabym, ale było mi ciężko wieźć, bo miałam już kilka innych. Sprawdzę w mojej bibliotece, czy mają. Na tej autorce jeszcze się nie zawiodłam. A swoją drogą kupiłabym sobie W ogrodzie pamięci, aby mieć w bibliotece. Nie wiem, czy zdążyłabym przeczytać raz jeszcze. Czy to zatem ma sens? Kupuję tych książek na tony, a życie nie z gumy.. hmm. Co do Metallici jednak kojarzę, wyguglałam Nic innego się nie liczy. Podoba mi się. Może nie na tyle, aby słuchać tego codziennie, ale mnie nie odrzuca i nie wstrząsnęło. Może trafiłam ulgowo :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 stycznia 2019 o 14:57

      Olczak-Ronikier ma to do siebie, że do niej się wraca, w całości albo we fragmentach, żeby coś sprawdzić albo podczytać ulubioną anegdotę :) Ja bym się nie wyrzekł posiada :) A Nothing else matters to jest ta ulgowa Metallica; jak mówią ortodoksyjni fani, takie disco polo :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. guciamal (małgosia) pisze:
    20 stycznia 2019 o 17:52

    O matko, wydawało mi się, że disco polo brzmi zupełnie inaczej. Jak to człowiek kompletnie się nie zna.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 stycznia 2019 o 17:53

      Ortodoksyjni fani Metalliki nie uznają takich kawałków :D Dla nich to profanacja.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytankianki pisze:
    22 stycznia 2019 o 15:38

    Świetne zdjęcie na okładce książki.
    Pamiętam jeszcze te czasy po 1989 r., kiedy Skrzynecki dość często gościł w telewizji. Postać z pewnością ważna dla polskiej kultury, choć przyznam, że Piwnica to nie do końca moja bajka. Wolę o nich czytać.;(
    Skrzynecki dość ciekawie wypadł w książce o Demarczyk, ale to raczej zaledwie odprysk portretu. Im dłużej o nim myślę, tym bardziej trafna wydaje mi się przytoczona opinia Wajdy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 stycznia 2019 o 18:19

      W ogóle ta książka jest ładnie wydana. Twórczość Piwnicy ja też lubię wybiórczo, za to czytać mogę do woli. Zupełnie nie pamiętam, co jest o Skrzyneckim w Demarczyk, popatrzę sobie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. buksy pisze:
    22 stycznia 2019 o 18:25

    Najciekawsze dla mnie jest to, że Skrzynecki i Piwnica to było jedno. Choć niby nie uskutecznial większych występów, był tylko konferansjerem, to w momencie gdy go zabrakło piwnica się rozpłynęła.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 stycznia 2019 o 18:29

      Wąs pokazuje, że nie był tylko konferansjerem, to było tylko na zewnątrz. On robił dużo więcej, od kwestii reżyserskich, przez wyszukiwanie artystów po spajanie tego wszystkiego swoją osobowością. Ten na pozór lekkoduch okazywał się bardzo istotną postacią.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. buksy pisze:
        22 stycznia 2019 o 18:58

        Lekkoduch jako spiritus movens ot co?. A książkę kiedyś muszę dorwać. Znam tylko starą opowieść o Piwnicy jako takiej, ale Skrzyneckiego jestem.mocnirj ciekawa.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          22 stycznia 2019 o 20:26

          Jest jeszcze opowieść o czasach przedpiwnicznych Skrzyneckiego Joanny Olczak-Ronikier, oszczędzam sobie od lat :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. buksy pisze:
            22 stycznia 2019 o 20:47

            O tego nie wiedziałam ?Dzięki za podzielenie się informacją. Bo czlowiekowi się wydaje, że Skrzynecki przed Piwnicą nie istniał ?

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              22 stycznia 2019 o 21:28

              On zrobił wszystko, żeby zapomnieć, nikomu nic nie opowiadał. Olczak-Ronikier wykonała jakąś detektywistyczną pracę, żeby to odtworzyć.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. buksy pisze:
                22 stycznia 2019 o 21:37

                No musiała chyba, bo najmłodszy Skrzynecki jakiego kojarzę to Pan koło czterdziestki z dziwną brodą. Jakby nie miał dzieciństwa, nie chodził do żłobka, przedszkola czy szkoły

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 stycznia 2019 o 21:41

                  Bo właściwie nie miał dzieciństwa, wojenne przeżycia jakieś zupełnie makabryczne, czym zresztą jest tłumaczony jego szczególny stosunek do życia.

                  Wczytywanie…
                2. buksy pisze:
                  22 stycznia 2019 o 22:31

                  Ach no tak, dlatego pewnie wolał za wiele nie rozmyślać, tylko koncentrować się na tym co jest. I dobrze się bawić

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 stycznia 2019 o 22:34

                  Tak, najprawdopodobniej. Zresztą przebijało to z jego różnych wypowiedzi. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jakie demony tym zagłuszał :(

                  Wczytywanie…
                4. buksy pisze:
                  22 stycznia 2019 o 22:48

                  Właśnie. Aż przypomniało mi się twierdzenie, że Ludzie z poczuciem humoru to ludzie naprawdę i głęboko smutni

                  Wczytywanie…
  9. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
    22 stycznia 2019 o 22:50

    @Buksy W tym przypadku bardzo pasuje.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Qbuś pożera książki pisze:
      31 stycznia 2019 o 16:32

      Przypomniało mi to, że chciałbym przeczytać biografię Robina Williamsa, mimo swej do biografii niechęci.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        31 stycznia 2019 o 17:10

        Czytaj i opowiedz, czy fajna, Kapitanie, mój Kapitanie :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d