Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wysepka na Wełtawie (Vladimir Neff, „Trzynasta komnata”)

Posted on 10 stycznia 201910 stycznia 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

W Pradze, na Wełtawie, jest wysepka z własnym rynkiem i starymi domami wśród ogrodów. Cichy zakątek w cieniu jednego z mostów, uwielbiany przez swoich mieszkańców, pełen zapachów, może nie zawsze przyjemnych, ale na pewno swojskich. Ludzie tu spokojni i dobrzy, chociaż ciekawscy i każdego obcego wypatrzą, każdą sąsiedzką sprawkę skomentują. Są też za pan brat ze strachami, które zamieszkują ich stare domy, duchami dawnych mieszkańców. Nie lada więc poruszenie wywołuje tu wieść o tym, że w domu Pod Ślepym Zegarem ma zamieszkać nowa rodzina.

W poszukiwaniu trzynastej komnaty

Smakowicie pożółkła i bardzo obszerna powieść Vladimira Neffa zapowiada się na pełną rozmachu kronikę Wysepki. Szybko jednak się okazuje, ze Wysepka jest tylko scenerią, w której toczy się życie nowych mieszkańców – rodziny Kalistów. Sąsiedzi sprowadzeni są do roli obserwatorów i komentatorów wypadków, na kształt chóru z greckiej tragedii. Początkowo zresztą nic żadnej tragedii nie zapowiada, choć Kalistowie nie są dobrym małżeństwem: on to co prawda wybitny lekarz, ale z plebejskiej rodziny, ona – arystokratka, połączona z Kalistą w niejasnych okolicznościach po jakimś rodzinnym skandalu. Ich córka Blanka, blade, anemiczne stworzenie, stroni od zimnej matki i woli ojca, który lubi się nią zajmować. Przeprowadzka do nowego domu nie cieszy dziewczynki do czasu, gdy w jej ogrodzie pojawia się Kostek, chłopiec z sąsiedztwa, obdarzony bujną wyobraźnią, i zaczyna wraz z Blanką ubarwiać rzeczywistość. Zajmuje ich snucie opowieści o dawnych czasach i poszukiwanie ukrytej „trzynastej komnaty” w domu Kalistów, pokoju, który ma okno, ale do którego nie daje się wejść. Kostek jest też twórcą gry w „przeznaczenie”: polega ona na układaniu historii o postaciach, których charakterystyki losuje się z zestawu bohaterów.

Gra w „przeznaczenie”

Byłaby to więc niespieszna opowieść o rodzinie, dojrzewaniu pary młodych ludzi, problemach niedobranych małżonków, gdyby nie fakt, że pewnego razu podczas gry w „przeznaczenie” wylosowane zostają postacie doktora, doktorowej, ojca Kostka – mecenasa Divisza i tajemniczego mężczyzny. Ułożona dla tych bohaterów historia znienacka zaczyna się realizować w rzeczywistości, prowadząc do dramatycznych wydarzeń. I, niestety, od tego momentu książka Neffa podobała mi się coraz mniej. Jak ujmuje to interesująca przedmowa Witolda Nawrockiego (tradycyjnie, warto ją przeczytać jako posłowie), pojawia się wtedy „stylizacja na ludowy romans, w którym nieostrożne dzieci rozpętały złe moce, przyśpieszyły wyroki przeznaczenia, sprowokowały Los”. Jednak jak to w takich ludowo-baśniowych stylizacjach, bohaterowie stają się odtąd kukiełkami odgrywającymi z góry narzucone role, wydarzenia tracą na prawdopodobieństwie, ocierając się niemal o brukową powieść, a ich przebieg staje się przewidywalny, włącznie z zakończeniem, które obejmuje takiego „deusa w maszynie”, że aż się uszczypnąłem, żeby sprawdzić, czy nie śnię. Zdecydowanie wolałem, kiedy Neff prowadził „Trzynastą komnatę” jako opowieść psychologiczno-obyczajową.

Nierówna hybryda

Jako hybryda gatunkowa powieść Neffa jest więc nierówna. Dobrze zarysowani są małoletni bohaterowie, Blanka i Kostek: przez większość książki są na pierwszym planie – ona spokojna, wycofana, on pełen nieposkromionej fantazji, z silnym wpływem na swą towarzyszkę, poszukujący tytułowej „trzynastej komnaty”, która jest nie tylko ukrytym pokojem, ale metaforą całego świata, oczekującego na odkrycie, zbadanie. Nieźle wypadają małżonkowie Kalistowie i mglista przeszłość ich małżeństwa, dość banalnie ukazany jest mecenas Divisz; jego siostry to z sympatią opisane, ale dość stereotypowe stare panny. Mało przekonujący jest natomiast czarny charakter, doktor Pavel. Bardzo mi się podobały opisy: Wysepki, domów, życia mieszkańców, ze szczególnym uwzględnieniem scen zbiorowych w miejscowej piwiarni, gdzie wymienia się nowinami i poglądami. Aspekt obyczajowy jest więc niezwykle ciekawy; z psychologią też jest nieźle: problemy małżeńskie, stosunki Blanki z rodzicami, igranie z uczuciami, dojrzewanie dzieci to tylko część poruszonych kwestii.

Czas nie do końca stracony

„Trzynasta komnata” płynie sobie niespiesznie, pokazując świat na uboczu wielkiego miasta i nieco poza czasem, lekko odrealniony, choć przecież realistyczny, i niemal sielankowy, mimo dramatu w domu Kalistów. Na podstawie samej powieści trudno określić czas jej powstania: obstawiałem okres Dwudziestolecia, gdy tymczasem Neff napisał ją w 1944 roku, a jej atmosfera miała stanowić, jak to ujął Witold Nawrocki, „wyzwanie rzucone grozie niemieckiej okupacji”. Ze starcia z wojenną rzeczywistością książka wychodzi zwycięsko, z konfrontacji ze mną nie do końca, choć nie był to czas do końca stracony.

Vladimir Neff, Trzynasta komnata, tłum. Maria Erhardt-Gronowska, wstęp Witold Nawrocki, ilustr. Andrzej Czeczot, Wydawnictwo Śląsk 1978.

20 thoughts on “Wysepka na Wełtawie (Vladimir Neff, „Trzynasta komnata”)”

  1. Jo Ga pisze:
    11 stycznia 2019 o 09:15

    Mimo wszystko czuję się zachęcona do przeczytania. Střelecký ostrov, to jedno z moich ulubionych miejsc w Pradze i choć nie wiem, czy akurat tam dzieje się akcja (zapewne nie), to jakoś tak oczyma wyobraźni już tam ją umiejscowiłam. A mi ostatnio tej baśniowości trochę brakuje, więc może nie oceniłabym tego tytułu tak surowo. W każdym razie, będę miała w pamięci, tym bardziej, że na allegro książka chodzi po kilka złotych.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 stycznia 2019 o 09:29

      Wyspa nazywa się Kampa, o ile pamiętam, ale sprawdzę w książce. Znaczy w przedmowie :) Tylko ostrzegam, że baśniowość taka z powieści brukowej: miłość z przeszkodami i trupem :)

      Odpowiedz
      1. Jo Ga pisze:
        12 stycznia 2019 o 11:31

        Oj nie, baśniowość z powieści brukowej, to jednak nie jest to, czego mi trzeba. Będę pamiętać o tym tytule, ale może nie w najbliższym czasie ;) A, jak rzecz się dzieje na Kampie, to wiem. Co prawda Kampa, jak dla mnie, to taka wyspa-nie-wyspa, bo jest właściwie przy samiuteńkim lądzie ;)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          12 stycznia 2019 o 11:43

          Może tak: baśniowość jest oddzielnie, a brukowość oddzielnie i te chwyty z taniego kryminału za parę halerzy okrutnie mnie irytowały. Kampa owszem, przy lądzie, ale Neff opisuje ją niemal jak Australię, i tak też postrzegali swoją wyspę mieszkańcy: enklawę osobną od Pragi, mimo iż w samym mieście.

          Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    11 stycznia 2019 o 11:04

    O, wykopalisko! Czy „Śląsk” miał jakąś czeską serię, bo coś mi się mglą opowiadania Hrabala w podobnej szacie :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 stycznia 2019 o 11:10

      Wykopalisko z bibliotecznych gratisów :) Tak, to się nazywało Biblioteka Pisarzy Czeskich i Słowackich, Szwejka mam w tym wydaniu :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        11 stycznia 2019 o 11:12

        Szwejka to ja mam w nowym wydaniu Znaku i tak na mnie łypie z półki. Ale na razie działa mój lęk przed tomiszczami w papierze :P

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 stycznia 2019 o 11:20

          Szwejkowi nawet nowe wydanie nie pomogło :(

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            11 stycznia 2019 o 11:22

            Znaczy, klasyk się zestarzał? I naprawdę nic nie można z niego „wycisnąć”? No weź, wykosztowałem się :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              11 stycznia 2019 o 11:25

              nie no, do połowy jest przyjemnie, potem równia pochyła. Ale ja specjalnie nie pojmuję fenomenu Szwejka jako rzekomego manifestu antywojennego, bo dla mnie to hałda pospiesznie skleconych anegdotek.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                11 stycznia 2019 o 14:50

                Też nie rozumiem czemu Szwejk okopał się w powszechnej świadomości jako rzecz niebywale wręcz zabawna. I dlatego wypadałoby rzecz zgłębić, bo lektura z czasów licealnych nie pozostawiła zbyt trwałego śladu w skołatanej łepetynie :(

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  11 stycznia 2019 o 14:56

                  No, akurat zabawny to on jest, niekiedy. Zazwyczaj jest jednak irytująco przegadany :P

                2. Pożeracz pisze:
                  28 stycznia 2019 o 13:22

                  A tak z ciekawości… Nie wiecie może Panowie, czy Szwejk poważany jest tak mocno poza regionami słowiańskimi?

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  28 stycznia 2019 o 14:26

                  Tłumaczenia są, na listach klasyków jest, ale nie podejrzewam, żeby miało taką popularność jak lokalnie :)

  3. AgaGaga pisze:
    16 marca 2026 o 10:26

    A propos Szwejka to najbardziej mi się podobał pierwszy tom, pewnie dlatego, że wionął świeżością w zakresie blubrania, cudacznych postaci, zwariowanych wydarzeń. Późniejsze już trochę męczyły, ale spokojnie da się czytać. Nie powiem, żeby się zestarzał, bo dzieje Wielkiej Wojny już są dla nas wystarczająco stare :-) z kolei plejada dziwolągów nadal jest plejadą dziwolągów. Być może bardziej dziś, niż onegdaj.
    „Polak zachowywał arystokratyczną wyniosłość, na nikogo nie zwracał uwagi i samotnie oddawał się takiej oto rozrywce: smarkał na ziemię, używając z niebywałą maestrią dwóch palców prawej ręki, w zadumie rozmazywał to po ziemi kolbą karabinu, po czym uświnioną kolbę elegancko ocierał w spodnie, nieustannie mamrocąc: panno święta.”
    Ale ja tu zajrzałam w sprawie adremu, czyli „Trzynastej komnaty”. Nie czytałam, ale będę. Nawet romans brukowy mnie nie odstraszy. Najbardziej mnie poirytowało, że byłam niedawno w Pradze, częściowo śladami majora Zemana z czechosłowackiego serialu propagandowego (ale kryminalno-szpiegowski też on jest!) i pętałam się w okolicy tej Kampy ale mi umknęła. Tym bardziej mnie to wkurza, że jest ona blisko wspomnianej Wyspy Strzeleckiej (czy jak tam się tłumaczy Střelecký ostrov), na której w serialu bohatersko poległa żona Zemana (a teraz ganiają tam nutrie) i na którą specjalnie śladem serialu pojechałam.
    A Neffa czytałam niedawno „Królowe nie mają nóg”, ale to przyjemne było! Awanturnicza powieść z czasów poszukiwań kamienia filozoficznego. Bardzo polecam. I nabyłam sobie taki pięcioksiąg jego autorstwa, uważany za „epicką kronikę czeskiego mieszczaństwa”, prawie jednolity, bo tylko jeden to jest z wyglądu inny… Póki co czeka na regale wstydu.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 marca 2026 o 16:05

      Tak, Szwejk na początku najlepszy, ale im dalej w las, tym słabiej. Czy raczej mniej śmiesznie. A ja nawet nie wiedziałem, że Neffa jest więcej po polsku, zaraz pogrzebię, bo to dobry autor, jeśli mu się nie odbija jakimiś realizmami magicznymi i innymi niesamowitościami. Wyprawy śladami majora Zemana zazdroszczę, nawet nie tyle Zemana, ile samej Pragi, bo byłem dwa razy, zawsze przelotem i nie nasiąknąłem wystarczająco atmosferą.

      Odpowiedz
      1. AgaGaga pisze:
        17 marca 2026 o 08:17

        Teraz pociągi jeżdżą bezpośrednio, można jeździć i nasiąkać. Oczywiście mając zasoby na nocleg i knedliczki…

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 marca 2026 o 08:37

          Zasoby na knedliczki to może i się by znalazły, ale takie nasiąkanie wymaga czasu, a skąd go brać?

          Odpowiedz
          1. AgaGaga pisze:
            17 marca 2026 o 12:31

            Ano tak. Tyz prowdo. Może nasiąkanie zacząć od liźnięcia…

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              17 marca 2026 o 14:13

              Ale to takie mało satysfakcjonujące :P

              Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT