Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Variola vera (Jerzy Ambroziewicz, „Zaraza”)

Posted on 4 października 201929 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Latem 1963 roku we wrocławskim szpitalu umiera pacjentka. Lekarze nie potrafią postawić diagnozy, ostatecznie uznają, że była to wyjątkowo złośliwa białaczka. W innych placówkach pojawiają się jednak zbliżone przypadki. Doktor Bogumił Arendzikowski z sanepidu stawia niewiarygodną diagnozę: to ospa prawdziwa, variola vera. Wielkiemu miasto grozi epidemia na ogromną skalę.

We Wrocławiu zaraza…

To nie jest początek thrillera medycznego osadzonego w peerelowskiej scenerii. To początek reportażu Jerzego Ambroziewicza o wypadkach, jakie rozgrywały się we Wrocławiu między lipcem a wrześniem 1963 roku. Pierwsza zmarła zaś była pielęgniarką, która miała kontakt z tajemniczym pacjentem zero. Doktor Arendzikowski musiał do swojej koncepcji przekonać najpierw sceptycznych kolegów medyków, a potem władze. Początkowe opory (w końcu ospa w połowie XX wieku? Skąd? – ta zresztą kwestia została ze względów cenzuralnych zupełnie pominięta) wkrótce zastąpiła gorączkowa praca nad zapewnieniem opieki chorym, nad odizolowaniem osób, które mogły mieć kontakt z chorobą, i wprowadzeniem środków profilaktycznych, przede wszystkim szczepień na masową skalę. W kraju gnębionym przez braki, z bezwładną biurokracją, udało się zorganizować – dzięki oddaniu wielu osób i ich talentom do improwizacji – pracę oddziałów zakaźnych, sieć izolatoriów, punktów szczepień, transport chorych, wyszukiwanie osób, które miały kontakt z ospą. Do pracy zgłosili się ochotnicy: lekarze, pielęgniarki, salowe, kierowcy, a ospa, jak pisze Ambroziewicz, zwalczyła epidemię biurokracji. Okazało się, że można bez urzędowych korowodów załatwiać sprawy na poczekaniu, aż szkoda, że tylko w czasie epidemii.

Prawdziwy thriller

Ambroziewicz stworzył fabularyzowany reportaż, który pod względem dramatyzmu i napięcia nie ustępuje sensacyjnej powieści. Obserwujemy wydarzenia z perspektywy wielu osób, z którymi autor przeprowadził wywiady tuż po wydarzeniach, gdy wciąż świeże były i detale, i emocje towarzyszące epidemii: nerwowość, strach (przejmujące sceny, gdy personel medyczny odmawia pracy z chorymi; epizod z dziećmi rzucającymi kamieniami w chorego), permanentne zmęczenie, które zestawia z opisami Wrocławia: rozgrzanego upałem, gdzie życie, mimo podskórnego niepokoju, toczy się normalnie, jeśli nie liczyć patroli kontrolujących na dworcach świadectwa szczepień ospy i sygnałów karetek na ulicach. Ambroziewicz podkreśla heroizm jednostek, w cień usuwając działania machiny władzy, partii oraz milicji i wojska, choć operacja na tak wielką skalę – odizolowanie całego miasta – wymagała decyzji na najwyższych szczeblach. Ciekawe, że „element partyjny” pojawia się właściwie dopiero pod koniec, kiedy członek PZPR zostaje wysłany do jednego z izolatoriów, by zmobilizować tamtejszy „aktyw” i wpłynąć na dyscyplinę pensjonariuszy: przedłużające się zamknięcie prowadziło do rozmaitych wyskoków. Rzuca się też w oczy akcentowanie raczej pozytywów: indywidualnego bohaterstwa i poświęcenia, spraw załatwionych, porządku panującego w mieście i placówkach medycznych; tylko gdzieś w tle migają obrazki, których prędzej spodziewalibyśmy się po „zadżumionym mieście”: paniki, histerii, ucieczek ze szpitali, zgonów, problemów z pochówkami. Ta jednostronność nie zmienia jednak wysokiej oceny „Zarazy”; należy się raczej dziwić, że autorowi udało się przemycić aż tyle napomknień o sytuacjach, które nie mieściły się w urzędowo optymistycznym przekazie. Nowe wydanie reportażu zaopatrzone jest w aneks – fragmenty artykułów z pism medycznych na temat wrocławskiej epidemii, uzupełniające naszą wiedzę o np. dane statystyczne i, oczywiście, opisy przebiegu choroby u zarażonych. Tekst zaopatrzono w przypisy, w większości bardzo użyteczne (chociaż wciąż nie mogę przywyknąć do myśli, że dorosło pokolenie, które nie wie, co to święto 22 Lipca albo podnoszenie oczek), oraz posłowie Szymona Słomczyńskiego. Nie jest ono rysem historycznym wrocławskiej epidemii, ale przeglądem literackich opisów wszelakich plag, z „Dżumą” Camusa na czele, wśród których reportaż Ambroziewicza zajmuje poczesne miejsce. Mimo upływu półwiecza, czyta się go znakomicie, wręcz z wypiekami na twarzy. A w czasach, kiedy dowolny wirus może się błyskawicznie rozejść po świecie, a ruchy antyszczepionkowe przybierają na sile, budzi też pytanie, czy dziś udałoby się podobną epidemię zwalczyć równie skutecznie i sprawnie. Chciałbym wierzyć, że tak.

Jerzy Ambroziewicz, Zaraza, posłowie Szymon Słomczyński, Dowody na Istnienie 2016.

O książce także na blogu Czytanki Anki.

 

Podobne pozycje:

Dżuma

Albert Camus

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

21 thoughts on “Variola vera (Jerzy Ambroziewicz, „Zaraza”)”

  1. Jo Ga pisze:
    5 października 2019 o 09:07

    Już któryś raz „przechodzę” obok tej książki, choć mnie kusi. Trochę się jej boję, nie powiem, właśnie przez to, o czym piszesz w ostatnich zdaniach – może się okazać, że zrozumiem, że „jakby co” to nie ma nadziei i wszyscy, jak w tych internetach siedzimy, tak pomrzemy przez (nazwijmy to) nierozwagę innych jednostek. Czy Wrocław jako samo miasto jest znaczącym elementem tego tytułu? Czy na dobrą sprawę do całego przebiegu nie ma znaczenia, gdzie miały miejsce te wydarzenia?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 października 2019 o 09:58

      Co do pierwszego, to podzielam te obawy. W PRL-u sprawę załatwiono zamordystycznie i nikt się nie ośmielił stęknąć, że szczepienia, że kontrole, że izolacja, a teraz to nie wiadomo. Szczególnie przy aktualnym stanie rozkładu służb państwowych i medycyny plus cała antyszczepionkowość. Ale to świetna rzecz jako ostrzeżenie.
      Co do drugiego, to zamiast Wrocławia mogłoby być dowolne miasto podobnej wielkości, to tylko tło dla wydarzeń.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. krwawasiekiera pisze:
    5 października 2019 o 19:51

    Ty jak coś napiszesz, to strach klikać, bo od razu trzeba dodawać kolejny tytuł do listy #mustread.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 października 2019 o 20:03

      Oj, rumienię się, dziękuję :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    7 października 2019 o 08:26

    To jakieś nowe wydanie czy odgrzebany staruszek? Małe ogniska „starych” chorób już zaczynają się pojawiać, szkoda że do przejrzenia na oczy trzeba pewnie wielkiego BUM! I szkoda, że w razie czego trzeba będzie w tym BUM! uczestniczyć. Ale chcieliśmy wolności i demos krateo, to mamy :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 października 2019 o 08:43

      Nowe wydanie, Dowody na Istnienie wznawiają tego sporo. Na odrę jestem zaszczepiony ja i dzieci moje, to może nas minie bokiem. Chyba żeby dżuma wróciła, już podobno jacyś turyści sobie zafundowali w Indiach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        9 października 2019 o 09:53

        Też mam wszystkie „pieczątki” na ramieniu i słynne „ała, nie w szczepionkę!”, też za sobą :) Przed wojażami w egzoticzne kraje wstrzymuje mnie myśl o gadzinie i chorobach właśnie. Na grypę się nie szczepię, bo bieganie mnie trochę uodporniło, a w tym roku mam chęć dołączyć morsowanie :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          9 października 2019 o 10:02

          Na wycieczkę do Turcji szczepień raczej nie potrzeba, chyba że chcesz w prawdziwą dzicz. Ale że morsowania? No no, imponuje mi pan kolega :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            11 października 2019 o 08:26

            Wolę swojskie kleszcze (w tym roku wyjątkowo dużo wyciągałem :( ). A pomysłem jestem przerażony :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              11 października 2019 o 08:28

              Kleszcze odpadają, nie lubię paskudztwa. Teraz jesteś przerażony, a za pół roku będziesz wszystkich namawiał do skoku w przerębel :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                11 października 2019 o 10:24

                Będę akolitą morsowania :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  11 października 2019 o 10:30

                  Czekam na te motywujące posty :)

                  Wczytywanie…
  4. czytankianki pisze:
    8 października 2019 o 14:00

    Właśnie – autor rzeczywiście odnotował kilka sytuacji, które cenzura być może powinna wówczas wyciąć.;)
    Co do Twojej nadziei w ostatnim zdaniu recenzji – osobiście wątpię w podobnie szybkie opanowanie epidemii, za bardzo się rozbisurmaniliśmy, za bardzo lubimy powoływać się na swoje prawa w podobnych sytuacjach (vide antyszczepionkowcy).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 października 2019 o 14:53

      Ogólnie pisał po linii, więc pewnie przymknięto oko na to i owo, żeby już za słodko nie było. Mnie fascynowało, jak zręcznie Amroziewicz ukrył całą machinę państwowo-policyjną: przecież według niego zarazę zwalczyły sanepid i miejska rada narodowa, a raczej gromada odważnych ludzi. I ta partia, która pojawia się dopiero w finale, żeby pijaków w izolatoriach dyscyplinować.
      Końcówka recenzji jest retoryczna, ja też nie wierzę, żeby się udało; to już nawet nie chodzi o nasze rozbisurmanienie, tylko o rozkład instytucji państwowych, od sanepidu począwszy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        8 października 2019 o 19:14

        Zgadza się, wg Ambroziewicza epidemię opanowali dzielni i niezłomni przedstawiciele służb medycznych, sanepidu itp. Milicja występuje z rzadka, a pewnie razem z wojskiem byli w stanie najwyższej gotowości.
        Co do sytuacji obecnej – nawet boję się zgadywać, która instytucja jest w większym stanie rozkładu…

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          8 października 2019 o 19:32

          Pewnie minister zdrowia i sekretarz partii nie wydawali się Ambroziewiczowi atrakcyjnymi bohaterami, on potrzebował fabularnego mięsa. Wojsko, zdaje się, zorganizowało kordon sanitarny wokół miasta, nie wspominając o otwarciu magazynów. A na współczesne instytucje raczej się nie licytujmy, one wszystkie z tektury :(

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Qbuś pożera książki pisze:
            9 października 2019 o 17:19

            Żeby chociaż z tektury… Choć przy dzisiejszym transporcie, płynności granic i tak dalej, to epidemia co się zowie miałaby tragiczne skutki. Paradoksalnie: im bardziej rozwinięty kraj, tym gorzej.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              9 października 2019 o 17:24

              Aha, dowolny wirus okrąża dziś świat w mniej niż dobę zapewne. Wybuch nieżależnych epidemii w paru miejscach i pozamiatane.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  5. ElaR pisze:
    19 października 2019 o 11:16

    Temat jak temat mam jakiś przesyt literatury

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. mcagnes pisze:
    25 października 2019 o 01:33

    Z trudem oparłam się wrzuceniu tego do schowka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 października 2019 o 08:03

      Ale czemu się oparłaś? To świetna książka! Wrzucaj do schowka!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d