Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Z życia drużynowej (Halina Rudnicka, „Szeryf w spódnicy”)

Posted on 21 października 201929 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Szeryf w spódnicy

Dziewczyna na okładce wygląda, jakby na dyskotece wykonywała jakiś skomplikowany układ taneczny. Nic bardziej mylnego. Barbara Wielochówna szykuje się bowiem do odparcia, z pomocą dżudo, ataku bandy chuliganów. Właśnie przeprowadziła się na nowe, jak się okazuje, dość niebezpieczne osiedle i na dodatek ma w swojej szkole zorganizować drużynę harcerską. Jej ojciec dziwnie niechętnie patrzy na harcerską aktywność córki. A przecież szanowany lekarz Wojciech Wieloch, jeszcze jako jeden z „Chłopców ze Starówki” trzydzieści lat wcześniej, nie stronił od społecznego zaangażowania.

Harcerze i chuligani

Energicznej dziewczynie szybko się udaje zebrać sporą grupę chętnych do drużyny i zaczyna pracę: organizuje zastępy, poznaje swoich harcerzy, urządza harcówkę. Właściwie urządza ją na spółkę z konkurencyjną drużyną prowadzoną przez Jacka Wolańskiego, ale chłopak starannie miga się od pracy, lubi za to się chwalić i zagarniać dla siebie owoce cudzego trudu. Baśka jest pryncypialna i kiepsko to znosi, ale równocześnie zaczyna czuć słabość do kolegi – wydaje się antypatycznym pozerem, ale ma niewątpliwy urok, a poza tym uratował ją przed chuliganami, wyznał też, że prowadzi własne śledztwo, żeby wykryć szajkę terroryzującą osiedle. W miarę upływu czasu Wielochówna przekonuje się, że w opowieściach Jacka coś mocno nie gra, on sam też okazuje się postacią co najmniej dwuznaczną, a chuligańska banda coraz bardziej się rozzuchwala. Oprócz dusznych rozterek Baśka przeżywa też rozliczne problemy i radości drużynowej: zdobywa zaufanie i sympatię swoich harcerzy, z którymi świetnie się rozumie i których lubi, chociaż niekiedy – jako „Szeryf w spódnicy” – musi surowo karać ich za rozmaite wykroczenia. Książka barwnie opowiada o harcerskich imprezach: od prac społecznych i wieczornicy z okazji otwarcia harcówki, przez biwak i kulig, aż po letni obóz – to wszystko mocno w klimacie „Czarnych Stóp” Szmaglewskiej, z obszernymi cytatami z harcerskiego folkloru.

Szeryf w spódnicy

Baśka wśród nierówności

„Szeryf w spódnicy” jest nierówną powieścią. Partie harcerskie wypadają całkiem nieźle: i codzienna praca harcerzy, i większe imprezy opisywane są z detalami, dość wiarygodnie wypadają rozterki Baśki jako drużynowej, zmuszonej do podejmowania trudnych decyzji, gdy jej podopieczni coś zmalują (trochę słabiej jest już z rozterkami uczuciowymi). Prostolinijna i uczciwa dziewczyna źle się czuje wśród krętactw i niedomówień Jacka, przedstawianego przez autorkę dość niekonsekwentnie; motywy jego działań nie zostają w pełni i przekonująco wyjaśnione, a to, czego się dowiadujemy, nie w pełni pasuje do obrazu kreślonego wcześniej przez Rudnicką. Ostatecznie wygląda to trochę tak, jakby na siłę próbowała wybielić bohatera, którego wcześniej dość konsekwentnie stawiała w mętnym świetle. W ogóle mroczny wątek chuliganów i ich działalności początkowo prowadzony jest całkiem realistycznie, w finale za to autorka decyduje się na sztuczny dramatyzm (po części po to, jak podejrzewam, by skierować uwagę Baśki na chłopaka godniejszego jej uczuć niż Jacek), który dobija niezbyt strawnym morałem i pogadanką o socjalistycznych ideałach. Te same socjalistyczne ideały ćwierć wieku wcześniej skutecznie wyleczyły Wojtka Wielocha z pracy harcerskiej (chociaż, jak szybko prostuje Rudnicka, to nie była wina idei: „Ludzie mogą się mylić, myśl twórcza, piękna idea pozostają niezniszczalne”).

Szeryf w spódnicyPoza niespójnym i rozmydlonym zakończeniem irytujące jest to, że w kwestii tak zwanego tradycyjnego podziału ról na męskie i żeńskie Rudnicka (w roku 1975) jest ładnych parę lat za tym, co nieco tylko wcześniej prezentowała Szmaglewska w „Czarnych Stopach”: Baśka żałuje swojej utalentowanej literacko matki, że zatraciła zdolności wśród domowej krzątaniny, gotowania, sprzątania i wychowywania dzieci, ale w jej drużynie to dziewczęta robią kanapki dla wszystkich, a gdy przychodzi do sprzątania harcówki, bez większych protestów przyjmuje twierdzenie Jacka, że „sprzątanie to babska rzecz”. W końcu w domu ojciec też nie sprząta. Gdy kandydaci na harcerzy spontanicznie dzielą się na zastępy dziewczynek i chłopców, również biernie się temu poddaje („Lepsza byłaby koedukacja – mówi Baśka – ale wasza wola”). Jak na ponoć nowoczesną, uświadomioną ideowo dziewczynę, inteligentną i energiczną, trochę to smutne. W warstwie językowej „Szeryf” mocno się zestarzał. Dialogi brzmią dość sztucznie, przemyślenia bohaterów (dzienniczek Baśki!) trącą egzaltacją, harcerskie pogadanki – patosem. Chuligani za to posługują się grypserą, starannie objaśnianą w przypisach. Zgrzytając niekiedy zębami, przeczytałem jednak „Szeryfa” z całkiem sporą przyjemnością, bo nierówne tempo i mielizny wynagradzane są przez smakowite epizody, a nastrój młodzieńczej zabawy łagodzi zbytnią górnolotność części książki.

Halina Rudnicka, Szeryf w spódnicy, ilustr. Zofia Grzeganek-Szczepaniec, Wydawnictwo Śląsk 1976.

Podobne pozycje:

Czarne Stopy

Seweryna Szmaglewska

18 thoughts on “Z życia drużynowej (Halina Rudnicka, „Szeryf w spódnicy”)”

  1. Moreni pisze:
    21 października 2019 o 21:39

    Tak mi się skojarzyło, że ci migający się od obowiązków, a potem przypisujący sobie zasługi dziewcząt chłopcy to nie jest jednostkowa sprawa w powieściach młodzieżowych PRLu. Podobnie było w „Dziewczynie i chłopaku” Ożogowskiej. Tomek, zmuszony do odgrywania dziewczyny, oszustwem skłania kuzynki, żeby brały na siebie jego część obowiązków domowych, ale o niczym nie mówiły ciotce. W ten sposób nie dość, ze może się trochę polenić, to jeszcze nie musi przyswajać sobie nowych umiejętności. I może nie jest za to otwarcie chwalony w narracji, ale też żadna przykrość go nie spotyka.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 października 2019 o 22:25

      Tu akurat młodzian jest wręcz patologiczny, Tomka usprawiedliwiało poniekąd to, że nie chciał ujawnić swojej ignorancji w dziewczyńskich zajęciach, skoro grał dziewczynę. Akurat w tej Ożogowskiej kibicowałem jego siostrze, która miała dużo trudniej. A swoją drogą, Dziewczyna i chłopak to klasyczny przykład stereotypów dotyczących płci.

      Odpowiedz
      1. Moreni pisze:
        22 października 2019 o 22:10

        Z jednej strony tak, ale z drugiej jak był w stanie wymyślić kłamstwo wyłączające go z prac domowych, to bez problemu wymyśliłby i wymówkę pozwalającą kuzynkom nauczyć go tego i owego bez wzbudzania podejrzeń. Mnie tam strasznie było żal Tośki, bo nie dość, że miała trudniej i podejmowała nowe wyzwania zamiast jak brat się od nich migać, to jeszcze narracja na końcu zrobiła z niej tą słabszą i bardziej godną pożałowania. A co do klasycznych stereotypów, to owszem, zgodzę się. Acz nie wydaja mi się, aby jakakolwiek powieść młodzieżowa z tamtego okresu (choć nie znam ich wielu, mogę się mylić) jakoś znacząco od płciowych stereotypów odchodziła (no dobra, w sumie młodzieżówe powieści Chmielewskiej by się załapały).

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          22 października 2019 o 22:32

          Fakt, Tomek w przeciwieństwie do Tośki nic z zamiany nie wyniósł, ani w kwestii umiejętności, ani zmiany podejścia; pamiętam, że ubolewał, że musi się bawić z babami, zamiast spuszczać im lanie w towarzystwie kolegów. A Tośka musiała znosić tego koszmarnego stryja szowinistę i jego pogadanki o męskich powinnościach.
          Mniej szowinistyczne książki są, poza Chmielewską, gdzie w ogóle Janeczka przewyższa brata o głowę, wymieniłbym Awanturę w Niekłaju, gdzie jest dziewczęca banda; chłopakom od dziewczyn obrywa się w Czarnych Stopach; w Tolku Bananie dziewczyna rządzi gangiem. Faktycznie, niedużo tego.

          Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    23 października 2019 o 13:11

    Atak w ogóle, to miałeś jakieś związki z harcerstwem?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      23 października 2019 o 13:23

      Nie, odczuwałem nieprzeparty wstręt do zrzeszania się.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        23 października 2019 o 14:11

        Ja jak przez mgłę pamiętam jakiś mundur i nawet parę sprawności na rękawie (na pewno kolekcjoner, bo targałem klasery do szkoły do weryfikacji), ale szczegółów, zbiórek i całej reszty, nie :) Jedyne co zapadło mi w pamięć, to jak szedłem na jakieś harcerskie spotkanie, a w TV leciała bodaj Isaura czy inne Kamienne kręgi i okolica wyglądała jakby wszystkich zajumało UFO :D
        Wstręt nabyłem później i to on nie pozwolił mi na przyjęcie pewnej propozycji, która być może parę lat temu zrobiła by mnie emerytem :P

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          23 października 2019 o 14:15

          Moi koledzy bawili się w harcerstwo, nawet im się podobało, ale mnie by nie bawiło stawanie na baczność przed byle kim. Zazdrościłem im tylko znajomości alfabetu Morse’a, bo nie miałem motywacji, żeby się go samodzielnie nauczyć.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            23 października 2019 o 14:18

            Widocznie w mojej ekipie takich rzeczy nie było, bo też Morse’a nie znam poza oczywistym SOSem :) Za to coś z węzłami pamiętam :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              23 października 2019 o 14:20

              Nasi się popisywali :) Mieli jakiś system ułatwiający zapamiętywanie, słowa z odpowiednią liczbą samogłosek i spółgłosek, ale nie chcieli się podzielić, sępy.

              Odpowiedz
              1. mcagnes pisze:
                25 października 2019 o 01:40

                Ja się tak nauczyłam Morse’a! Miałam taką książeczkę, nie, w harcerzach nie byłam, chyba tylko w zuchach i krótko. Ale do Morse’a zmobilizował mnie Lem, nie żadne tam harcerskie popisywanie się. Konkretnie opowiadanie „Terminus” <3
                A słowa pomocnicze do dziś pamiętam prawie wszystkie.

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  25 października 2019 o 08:04

                  A widzisz, nie czytałem Lema w dzieciństwie, to motywację miałem mniejszą :) Zazdroszczę.

                2. Bazyl pisze:
                  25 października 2019 o 09:39

                  Ale że co? Szykujesz się na odsiadkę i byś grypsował pukając w ścianę? :P

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  25 października 2019 o 09:45

                  Pamiętaj, że to były czasy mniej zaawansowane komunikacyjnie niż dziś. Bo teraz to ci przekupiony klawisz komórkę do celi przemyca i nie musisz stukać :D

  3. Bazyl pisze:
    25 października 2019 o 10:22

    Nie pytam skąd ta wiedza :D No i w sumie racja, bo pamiętam jak na wiosce był jeden telefon albo i nie. Latarką się fajnie puszczało tajne sygnały. Były takie „bateryjki”, jak to babcie mawiały, z kolorowymi szybkami, które zasuwało się na źródło światła :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 października 2019 o 10:48

      Wiedza nie wiadomo skąd :) A miałem taką latarkę, to się kolejarska nazywała, odprawiali nimi pociągi.

      Odpowiedz
  4. qbuspozera pisze:
    28 października 2019 o 12:41

    Jesteś niewyczerpanym źródłem książek, które mogę polecać starszemu potomkowi. Albowiem zaczął on od września harcerstwo rzeczone uprawiać.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 października 2019 o 12:49

      No, tego bym szkoleniowo nie polecał, chyba że poczytacie razem i naprostujesz potomkowi ścieżki przy co bardziej propagandowych kawałkach :P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT