Zwyczajne minidramaty (Janusz Domagalik, „Księżniczka i chłopcy”)

Jeśli mi ktoś powie, że chyba przesadziłem z peerelowskimi antologiami opowiadań dla młodzieży, to będzie miał rację. „Księżniczkę i chłopców” Janusza Domagalika naprawdę zdejmowałem z półki z myślą, że to powieść. No więc nie. To siedem opowiadań. Bardzo dobrych.

O życiu

Na pytanie, o czym są te opowiadania, można odpowiedzieć dwoma słowami: o życiu. Zwykłym, codziennym życiu przeciętnych nastolatków, którzy muszą jednak podejmować trudne decyzje albo przełamywać swoje ograniczenia. Tak jak chudzielec zwany Pająkiem, który musi wyzwolić się z kompleksu niższości, by stanąć w obronie koleżanki, jak Balcerek z opowiadania „Dziewiąta”, który staje przeciwko całej klasie, niszcząc jej jedność, albo jak Malcherczyk z „Księżniczki”, który wymierza sprawiedliwość koledze upokarzającemu dziewczynę. W „Meczu” obserwujemy Pawlickiego, który ponosić musi skutki cudzych decyzji i nacisków i zostaje poddany ostracyzmowi, a w „Gitarze” Domagalik pokazuje, w jak różny sposób można zareagować na cudze nieszczęście. Do kompletu mamy bożonarodzeniowy w klimacie i lekko tylko melodramatyczny „Śnieg” o tym, jak łatwo skrzywdzić drugiego człowieka i jak trudno za to zadośćuczynić, oraz humorystyczno-ironicznego „Zakochanego” o rywalizacji o względy dziewczyny.

Codzienne problemy

Opowiadania, jeśli sądzić po takich ogólnikowych streszczeniach, są dość niepozorne, ale to nieprawda. Mimo niepokaźnej objętości każdy z tekstów jest dopracowanym minidramatem, choć przeżycia bohaterów wcale nie są mini, na pewno zaś nie dla nich samych; Domagalik jednak nie szarżuje psychologicznie, nie wymyśla efektownych komplikacji – nastolatkowie z opowiadań są zupełnie zwyczajni i postawieni przed zwyczajnymi wyborami i problemami. Czytelnicy mogą się więc z nimi utożsamiać, zastanawiać się, jak ja bym postąpił czy postąpiła w podobnej sytuacji: czy wykorzystałbym rodzinne kłopoty koleżanki, żeby zdobyć upragniony przedmiot, czy stanąłbym w obronie chorej nauczycielki, czy zmuszony do gry w drużynie przeciwnika celowo bym partaczył? Czy miałbym odwagę sprzeciwić się grupie, która niewłaściwie postępuje? Autor urozmaica też formę: mamy narratora pierwszo- i trzecioosobowego, elementy humorystyczne, wydarzenia rozgrywają się w jedno popołudnie albo przez cały rok szkolny, opowiadania z wątkiem miłosnym przeplecione są innymi tekstami, a i te miłosne w gruncie rzeczy okazują się być o czymś więcej niż tylko pierwsze zauroczenie. Peerelowskie realia są lekko zaznaczone: w szkole można mieć problemy za „latanie za chłopcami” i szminkę w teczce, szpanuje się nowymi spodniami narciarskimi, a gitara stanowi przedmiot marzeń. Po raz kolejny spędziłem przyjemne i nieco refleksyjne dwa wieczory ze wspomnieniami, bo zbiorek nieźle zniósł próbę czasu, a na przykład „Mecz”, chyba najlepsze z opowiadań, miałby pewnie szansę u nowych, młodszych czytelników. O ile by się tacy znaleźli.

Janusz Domagalik, Księżniczka i chłopcy, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1984 (wydanie V , nakład 60 000 egz.).

 

Podobne pozycje:

Gruby

Aleksander Minkowski

(Visited 571 times, 16 visits today)

18 komentarzy do wpisu „Zwyczajne minidramaty (Janusz Domagalik, „Księżniczka i chłopcy”)”

  1. I za wszystkie wymienione przez ciebie cechy uwielbiam ten zbiór. Najbardziej utkwiła mi w pamięci Dziewiąta, Księżniczka i Gitara. Te teksty się nie starzeją, mimo zmiany realiów, bo problemy, o których opowiadają, są uniwersalne.

    Odpowiedz
    • Faktycznie, mało się zestarzały, szczęśliwie Domagalik nie próbował się posługiwać gwarą młodzieżową :) Problemy też aktualne i szkoda, że młodsze pokolenie po to nie sięgnie, nawet nie będę próbował namawiać swoich córek. Dla nich to jakieś teksty z karbonu, niestety.

      Odpowiedz
  2. Jak ja się cieszę, że odnalazłam ten blog po dłuższym czasie. Nic mi tak nie poprawia humoru i nie stanowi najlepszej ucieczki w krainę lepszych myśli niż książki młodzieżowe z PRL. Z całego serca dziękuję,
    Ania

    Odpowiedz
  3. Szkoda że nie ma tego w bibliotece. “Zielone kasztany” były ładnie melancholijne. Pierwszy raz czytałam je w wieku 14stu lat. Po latach nadal się podobają. Dawniej akceptowałam właśnie tylko takie refleksyjno-smutne jak ta Domagalika, a te “słoneczne” zaczełam doceniać dopiero od niedawna.

    Odpowiedz

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: