Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Bez serc, bez ducha… (Anthony Trollope, „Rodzina Palliserów”)

Posted on 4 września 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Rodzina Palliserów

Plantagenet (cóż za imię!) Palliser jest arystokratą o politycznych ambicjach. Poślubia lady Glencorę i młode małżeństwo rozpoczyna wspólne życie: on bez reszty oddaje się pracy nad reformą pieniądza, ona zaś bryluje towarzysko, otaczając protekcją obiecujących młodych ludzi i żywo interesując się życiem innych, przez co niekiedy wpędza siebie i męża w spore tarapaty.

Towarzyski tasiemiec

Pisana przez trzynaście lat tasiemcowa (6 tomów w 16 częściach!) „Rodzina Palliserów” jest raczej zbiorem opowiadań niż powieścią. Wokół pary tytułowych bohaterów nieustannie grawituje tłum krewnych, przyjaciół, znajomych, współpracowników i oponentów. Co jakiś czas z tej gromady wyłania się jakaś postać, która staje się zalążkiem kolejnej opowieści: Alicja Vavaser, która przeżywa miłosne rozterki i, jak to często bywa, stawia na niewłaściwego kandydata do swej ręki, Phineas Finn, ambitny młodzian, który próbuje kariery politycznej i poznaje wielki świat, Lizzie Greystock, sprytna panna, gotowa na wiele, byle ustawić się w życiu czy Ferdynand Lopez, podły łowca posagów. W tle tych historii rozgrywa się wielka polityka: gry stronnictw, wzloty i upadki rządów, plany reform, choćby dyskusje o zmianach okręgów wyborczych, toczy się też życie tytułowych Palliserów, którzy jednak na pierwszy plan wychodzą na sam koniec, gdy poznajemy bliżej dzieci Plantageneta i Glencory.

Szkielet powieści

Na pierwszy rzut oka jest to lektura idealna dla miłośników wiktoriańskich powieści: mnóstwo zróżnicowanych bohaterów, najróżniejsze perypetie uczuciowe i życiowe, tło obyczajowo-polityczne. Niestety, nie w wersji, która jest dostępna po polsku. Strona tytułowa zawiera niepokojący zapis: „Skrócił Michael Hardwick”, a wprowadzenie Hardwicka ten niepokój podsyca. Autor adaptacji omawia szeroko, ile pracy kosztowało go wciśnięcie kilkunastu części oryginału w jedną, niezbyt przecież grubą książkę: wycinał powtórzenia, modernizował interpunkcję, oszczędzając znak po znaku. Niestety pod ołówkiem redaktora padły też „wszystkie niepotrzebne dygresje, niektóre drugoplanowe wątki i nieważne, raczej dekoracyjne sceny”. To, co zostało, przypomina raczej bryk, który pozwala zapoznać się z bohaterami i fabułą, albo pisaną dziś powieść historyczną, której autor postanowił oszczędzić czytelnikowi nadmiaru opisów i niezbyt lubił zagłębiać się w motywacje postaci. Nie powiem, nieźle się to czyta, bo dzieje się sporo, jednak niemal od początku miałem wrażenie, że zostałem z czegoś okradziony: króciutkie sceny, rzeczowe dialogi, listy miłosne przypominające korespondencję handlową, ludzie, których wybory nie były dla mnie dość zrozumiałe, wreszcie całkowity brak tej, dla niektórych przenudnej, dla innych stanowiących o uroku dawnych powieści, rozlewności, niespiesznego tempa, które pozwalało zatrzymywać się na tym czy owym detalu – człowieku czy rzeczy, brak opisów: wnętrz, sukien, pejzaży, tysięcznych przerywników. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby Hardwick zrobił z „Palliserów” choćby dwa tomy, zachowując jednak więcej z tego, co uznał za niepotrzebne, nieważne i nudzące dzisiejszych ludzi „zbyt leniwych, aby czytać książki”. Dostaliśmy szkielet idealnie obrany z mięsa: dający wyobrażenie o temacie powieści Trollope’a, ale pozbawiony życia, indywidualnych cech, które stanowiłyby o jego wyjątkowości.

Anthony Trollope, Rodzina Palliserów, skrócił Michael Hardwick, tłum. Maryla Metelska, Endla Oego-Knoche, Książnica 1992.

 

Podobne pozycje:

Samotnia I

Charles Dickens

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

28 thoughts on “Bez serc, bez ducha… (Anthony Trollope, „Rodzina Palliserów”)”

  1. Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze:
    5 września 2020 o 10:35

    Wielka szkoda, że polska wersja to taki „poszatkowany” oryginał. Już się chciałam skusić na lekturę, ale skoro tak się sprawy mają, to odpuszczę.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 września 2020 o 10:43

      No niestety, przekład jest z wersji skróconej, a obawiam się, że nie powstała inna wersja, bardziej obszerna. Na tłumaczenie oryginału raczej nie ma co liczyć :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. koczowniczka pisze:
    5 września 2020 o 17:12

    Mam tę powieść, tyle że wydaną przez PIW. :) Ale przeczytałam tylko wstęp napisany przez redaktora. Hardwick wyraża się z taką pogardą o grubych książkach, z takim brakiem szacunku dla dawnych autorów, którzy nie zgadzali się na skrócenie swoich dzieł, że aż mnie odrzuciło. Dla mnie to, co zrobił ten redaktorek, to okaleczenie książki.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 września 2020 o 17:26

      Prawda, że brzmi to okropnie bucowato? I jeszcze te przechwałki na koniec, że każde słowo w książce pochodzi od autora i nie ma żadnych wypaczeń. Ech.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. małgosia pisze:
    5 września 2020 o 19:45

    Pamiętam z moich dziecięcych lat serial o podobnym tytule. Nie miałam pojęcia wówczas, iż jest ekranizacją powieści. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy czekałam na kolejne odcinki sagi. Zapewne i scenarzyści dokonali wielu skrótów, ale to co uchodzi w kinie czy telewizji niedopuszczalne jest w literaturze. Niestety nadal funkcjonują osoby, które nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 września 2020 o 20:07

      Mam brzydkie podejrzenie, że scenariusz serialu powstał na podstawie tego skrótu, to wlaściwie jest gotowy scenariusz. Pewnie tylko scenarzysta i kostiumograf się napracowali dodatkowo, bo nie znaleźli żadnych opisów w tekście :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Joanna pisze:
    6 września 2020 o 11:48

    Ale serial był znakomity ( aktorzy ! ). Pamiętam go z dzieciństwa.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 września 2020 o 12:13

      Tak głosi powszechna opinia, zamierzam serial obejrzeć :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. czytanki anki pisze:
    6 września 2020 o 17:26

    Wychodzi na to, że trzeba być wdzięcznym za nieskracanie „Sagi rodu Forsyte’ów”, też niezłehj jako serial.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 września 2020 o 18:26

      Mam wrażenie, że na Trollope’a nie obowiązywały prawa autorskie, a na Galsworthy’ego i owszem, więc spadkobiercy by się pewnie nie zgodzili na żadne cięcia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        7 września 2020 o 10:54

        Być może. Niemniej zawsze miałam wrażenie, że Trollope dla Brytyjczyków to jeden z większych literackich tuzów, więc ew. brak zapisu na prawa autorskie dziwi.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 września 2020 o 11:55

          70 lat od śmierci upłynęło na początku lat 50., więc potem prawa autorskie wygasły, przeróbka moim zdaniem jest z lat 60., bo chyba dziś standardy edytorskie nieco się zmieniły, przynajmniej taką mam nadzieję.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  6. Promyk pisze:
    7 września 2020 o 09:21

    Już chciałam szukać książki w bibliotekach, ale skróty, o których piszesz, odstraszyły mnie… Ale również jak inni komentujący ciepło wspominam serial.:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 września 2020 o 11:53

      Nie znam jeszcze serialu, ale mam przeczucie, że może być bliższy oryginałowi niż ta przeróbka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Bazyl pisze:
    10 września 2020 o 14:52

    Bryki z naszych czasów, dziś nosiłyby miano sążnistych powieści :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 września 2020 o 14:59

      To całkiem możliwe, bo długawe były :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        10 września 2020 o 15:25

        Kiedyś nawet streszczenia były lepsze :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 września 2020 o 15:37

          Tak :P Jak w tych głupich łańcuszkach na fejsie, wszystko było lepsze :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
    2. Emberiza citrinella pisze:
      11 września 2020 o 10:15

      A dla mnie to jest właśnie najzabawniejsze (to znaczy jest jedyną zabawną rzeczą w smutnej sprawie poszatkowanych Palliserów), że redaktor tak się pięknie poszkapił. Grube książki odejdą, do grubych książek nikt nie będzie mieć zdrowia. A tu tymczasem powieści nadal powstają opasłe i rozłożyste, jak się należy, i raczej na kruchutki tomik opowiadań trudno się natknąć;)
      Margiela

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        11 września 2020 o 10:20

        Tak, to samo mnie uderzyło :) On prorokuje z taką pewnością siebie, a tu mija paredziesiąt lat i nawet debiutant musi wystartować od minimum 800 stron :) To tylko pokazuje, jak niebezpieczne i chwilowe są takie manipulacje. Gdyby pracował dzisiaj, spokojnie mógłby zejść do trzech tomów po 400 stron, a nie do jednego na 350.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  8. Katarzyna pisze:
    11 września 2020 o 12:55

    Bardzo dziękuję za recenzję i ostrzeżenie, ostatnio zastanawiałam się nad przeczytaniem – bardzo lubię XIX wieczną literaturę (no nie całą, Austen np. nieszczególnie), a ten Trollope brzmiał ciekawie. Na pewno taki skrót by mi nie odpowiadał. Będę zatem szlifować angielszczyznę i spróbuję w oryginale :-) Thackeraya dałam radę (kurczę, jak ten facet pisał, szło mi prawie jak po polsku, co ma znaczenie, bo ja po polsku czytam na tyle szybko, że Kindle jest dla mnie za powolny z przewijaniem stron), to może i tu pójdzie?
    Nb. uwielbiam grube książki – jakby ktoś podzielał moje upodobania, polecam „Starorzecza” Antoniego Kroh.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 września 2020 o 13:11

      W oryginale bym się nie odważył chyba brnąć, pytanie, czy to w ogóle było wznawiane w pełnej treści, czy już tylko ten skrót jest na rynku. Ale życzę powodzenia :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. buksy pisze:
    17 września 2020 o 13:53

    Własnie też serial dzieciństwa pamiętam, niestety jego akcji już zupełnie nie.
    Wygląda to na istną rzeź popełnioną na książce. Całe szczęście, że nikomu nie przyszło do głowy zrobić czegoś takiego z Jane Austen czy Proustem.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 września 2020 o 14:05

      Jane Austen, na szczęście dla siebie, to jest dość zwięzła :) A Prousta nikt nie skrócił, bo może po prostu się nie znalazł odważny. Chociaż o ile wiem, to Francuzi swoich klasyków szanują i choćby tego nieszczęsnego Racine’a tłuką w szkołach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. buksy pisze:
    17 września 2020 o 14:34

    Jane jest zwięzła ale też miewa watki poboczne, wiec jakby się ktoś uparł mógłby je ominąć;)
    Ale pomyśl, jakby z siedmiu tomów Marcela zrobić jeden. Może Francuzi by się na to nie skusili, ale Anglikom, jak widać, mogłoby się to spodobać ;).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 września 2020 o 20:02

      Ja tam nie widzę u Austen żadnych nadmiarowych wątków :) Jak ktoś chce Marcela w jednym tomie, to sobie może W stronę Swanna przeczytać :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. Marlow pisze:
    18 września 2020 o 23:01

    Czytałem wydanie KIK-u jeszcze mając w pamięci serial, cóż to było za czytelnicze rozczarowanie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      18 września 2020 o 23:20

      Widzę, że nie jestem sam w tym rozczarowaniu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d