Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu
Zabójstwo Brangwina Kąk

Uczeni, szpiedzy i stereotypy (M.T. Anderson i Eugene Yelchin, „Zabójstwo Brangwina Kąkola”)

Posted on 22 marca 20217 kwietnia 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Książkę otwierają czarno-białe, stylizowane na drzeworyty ilustracje. Nadęty oficjel każe wystrzelić w przestworza jakiegoś mizernego człowieczka wsadzonego do beczki. To skazaniec? Eksplorator? Desperat pragnący pobić rekord lotu? Czemu więc urzędnik wręcza mu ozdobną kulę? I jakie to monstrum porywa szybującą drewnianą kapsułę? Tyle pytań, tyle możliwości interpretacji, tyle historii do wyobrażania sobie. Ekscytujące.

Magister w beczce

Kiedy już sobie ułożymy z tych obrazków własną historię, wchodzi tekst i wywraca naszą koncepcję do góry nogami. Bucowaty urzędnik to hrabia Izoret Dławisz, szef wywiadu króla elfów, który ekspediuje historyka Brangwina Kąkola z misją dyplomatyczna do władcy goblinów. Ozdobna kula jest prezentem dla króla wrogiego państwa i jej przekazanie ma zapoczątkować zmianę we wzajemnych stosunkach obu krajów. Kąkol, znawca goblińskich obyczajów, ma również prowadzić własne badania (i odrobinkę też poszpiegować). Po dotarciu do goblińskiej stolicy (nie bez przeszkód, pamiętajmy o monstrum porywającym beczkę) popełnia jedną gafę za drugą, co aż dziwi u znawcy lokalnej kultury. Jego gospodarz, archiwista Werfel, wykazuje się ogromną wyrozumiałością dla gościa, który ostatecznie ściąga na jego głowę potężne kłopoty. I odtąd wydarzenia potoczą się w oszałamiającym tempie i w zaskakującym kierunku.

W duchu Pratchetta

W „Zabójstwie Brangwina Kąkola” tekst M.T. Andersona przeplatany jest sekwencjami rysunków Eugene’a Yelchina, które dopowiadają to, co nie zostało napisane albo pozwalają czytelnikowi – tak jak zestaw ilustracji na początku książki – tworzyć własną historię, zwykle niezgodną z tym, co później wyjaśnia tekst. Mamy dzięki temu możliwość poczuć się trochę jak tytułowy bohater, opacznie zazwyczaj interpretujący to, co się wokół niego dzieje i mimowolnie przyczyniający się do utrwalania krzywdzących stereotypów na temat goblinów, które miał zwalczać. (A jeśli jesteśmy przy stereotypach, to autorzy świetnie nawiązują do satyr na środowiska uniwersyteckie: obaj opisywani uczeni są przekonani o własnej nieomylności, obaj pragną zapędzić swojego uczonego kolegę w kozi róg, równocześnie w swej naiwności nie zdając sobie sprawy, że są manipulowani przez potężniejsze, bardziej złowrogie siły, którym bynajmniej nie zależy na rozwoju nauki).

Nad opowieścią o Kąkolu i Werflu unosi się też duch Terry’ego Pratchetta, który wielokrotnie kazał się swoim bohaterom przełamywać zakorzenione uprzedzenia czy stereotypy i dostrzegać w innych czujące istoty, mające prawo żyć w spokoju, kochać się, pracować, wychowywać dzieci. W „Zabójstwie” zwaśnione narody zyskują nieoczekiwaną szansę, by zacząć układać sobie wzajemne relacje na nowo, tym razem na przekonaniu, że więcej je łączy, niż dzieli. Te wszystkie tropy są oczywiście widoczne dla dorosłych czytelników, którzy czasu spędzonego nad perypetiami uczonych mężów na pewno nie będą żałować. Młodsi odbiorcy skupią się na dynamicznej akcji z licznymi zwrotami, świetnych ilustracjach i humorze (z pamiętnymi scenami w operowej toalecie na czele). Dla porządku dodam, że Wydawnictwo Dwie Siostry dopilnowało najdrobniejszych edytorskich detali, a przekład Rafała Lisowskiego jest bez zarzutu.

M.T. Anderson i Eugene Yelchin, Zabójstwo Brangwina Kąkola, tłum. Rafał Lisowski, Dwie Siostry 2020.

 

 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

12 thoughts on “Uczeni, szpiedzy i stereotypy (M.T. Anderson i Eugene Yelchin, „Zabójstwo Brangwina Kąkola”)”

  1. Bazyl pisze:
    22 marca 2021 o 20:15

    Czy Pratchett? Może bardziej Topol? W każdym razie to świetna książka o sile stereotypów, o tym, że historię piszą zwycięzcy i że mimo różnic jesteśmy jednak, w istocie, tacy sami :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 marca 2021 o 20:29

      Pratchetta lubię, a Topor mnie wpędza w nerwicę natręctw :P A z resztą się zgadzam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        22 marca 2021 o 21:12

        Te kary dla Izoreta i humor z tym związany to jednak Topor, ale już spory akademików, to rzeczywiście Terry :) A tak poza tym, to jestem team Werfel, bo Kąkola, mimo jego „nawrócenia” mam jednak za, wybacz w komentarzu pod książką bądź co bądź dla dzieci, kutasinę :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          22 marca 2021 o 21:15

          Tak, tu się zgodzę. Szalenie mi się zresztą to odrąbywanie podobało :) Też jestem team Werfel, Kąkol musi jeszcze sporo przemyśleć, żeby się nawrócić. Słusznie sir Terry mówił, że elfy są zapatrzone w siebie i nie zważają na innych.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            24 marca 2021 o 09:51

            Bo ogólnie elfy w mitologii, to niezbyt przyjemne postaci. To część fantasy ugruntowała pogląd, że to wielce honorowe i zacne persony, a przyklepał to Jackson swoją ekranizacją Tolkiena (no dobra, ten na wielkim łosiu, był wredny). Ale w części literatury elfy, to fajfusy i Kąkol bardzo dobrze w ten schemat się wpisał :P Oczywiście koniec końców jest szlachetny i w ogóle, ale podobnie jak ten od łosia, pierwsze wrażenie zrobiło swoje i trudno je potem było zatrzeć :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              24 marca 2021 o 10:42

              Ja jestem team Pratchett i swoje zdanie o elfach zaposiadam :) Kąkol bardzo elfi, bardzo, a szlachetny to tak sobie w sumie.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                24 marca 2021 o 11:05

                Przewrotność tej książki polega na tym, że zasiadając do lektury gros czytelników nastawia się na nielubienie tego obrzydliwego goblina. Zadania nie ułatwia ani pupil uczonego, ani pewien zwyczaj, który bez słów wyjaśnienia, odstręcza. Słowem, ładnie nas autorzy wkręcają :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  24 marca 2021 o 11:08

                  Ja tam nie miałem nastawienia. No nie, jednak miałem, nie podobał mi się ten wzdęty hrabia :) Ale tak, wkrętki są bardzo zgrabne i w ogóle autorzy ładnie to wymyślili. W sumie zastanawiam się, czy to faktycznie jest dla dzieci :P

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  24 marca 2021 o 11:41

                  W sumie czy to ważne? Najważniejsze, że świetnieśmy się bawili :P

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  24 marca 2021 o 11:56

                  My tak, ale dziecia namówić nie mogę :)

                  Wczytywanie…
  2. Qbuś pożera książki pisze:
    8 kwietnia 2021 o 14:14

    Ładnie, ładnie. Pratchett, Topor, cóż za rekomendacje. Już kilka pozytywnych głosów o tej książce słyszałem, a tu kolejny.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 kwietnia 2021 o 14:14

      To leć do księgarni albo do biblio i czytaj :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d