Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kopciuszek wczesnokapitalistyczny (Krystyna Boglar, „Perły damy pik”)

Posted on 7 października 202113 października 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Perły damy pik

„Perły damy pik” to próba przeniesienia opowieści o Kopciuszku do Polski z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. To również próba zdobycia przez doświadczoną autorkę nowych czytelniczek, tych, które zasmakowały w tłumaczonych wówczas masowo amerykańskich powieściach o różowych okładkach. Obie próby okazały się nieudane.

Sierotka z tajemnicą

Szesnastoletnia Paulina, wcześnie osierocona, jest wychowywana przez przyszywaną ciotkę. Dziewczyna jest ładna, sympatyczna, pracowita, inteligentna i doświadczona przez życie, wyróżnia się zdecydowanie na tle rówieśniczek bardziej zainteresowanych imprezowaniem i kasą. Po śmierci dotychczasowej opiekunki musi przeprowadzić się do kolejnej ciotki, teatralnej krawcowej, do Warszawy. Adaptuje się do nowego otoczenia, zwiedza zakamarki Teatru Wielkiego i dowiaduje się, że w przeszłości jej rodziny kryje się jakaś tajemnica. W jej życiu pojawia się też tajemniczy wybawiciel z opałów i, rzecz jasna, pierwsza miłość. Równocześnie za oceanem w mglistych okolicznościach giną spadkobiercy milionera. Kierunek rozwoju fabuły wydaje się dość oczywisty…

Szkoda zachodu

Zastanawiam się, kto wpadł na pomysł, żeby „uzachodnić” Krystynę Boglar, pisarkę przecież już wtedy uznaną, wydawaną i dość popularną. Czy sama autorka poczuła się nieco nie na miejscu w nowej epoce, czy raczej wydawnictwo zażądało czegoś w stylu hollywoodzkiej telenoweli, bo te typowe Boglarowskie historie o dzieciakach z blokowisk już się nie sprzedawały? Wynik w każdym przypadku nie mógł być dobry. Oczywiście autorka nie straciła zdolności opisywania codziennego życia nastolatków i partie o szkolno-domowym życiu Pauliny są całkiem niezłe (pomijam wzięty nie wiadomo skąd opis balango-orgii, jako żywo przypominający relacje z ekscesów późniejszej gimbazy; ogólnie zresztą Boglar nie ma dobrego zdania o ówczesnej młodzieży). Mamy przebłyski rodzącego się polskiego kapitalizmu (zbijanie majątku na handlu bananami) i inflacji (stutysięczne banknoty), ale też przekonanie, że najlepszym losem dla sieroty jest wyjść za mąż, jak najszybciej i „za ustawionego życiowo”; interesujące jest również wejście za kulisy Teatru Wielkiego. Szybko jednak Boglar przechodzi do odkrywania rodzinnych tajemnic i realizowania planu wynagrodzenia poczciwej sierocie siermiężnego życia wielką miłością i pokaźnym spadkiem po amerykańskim milionerze. I tu historia traci jakikolwiek realizm i prawdopodobieństwo w stopniu wywołującym ból zębów. Cały wątek miłosny i zaoceaniczne kwestie spadkowe wyglądają jak żywcem przejęte ze szmirowatego romansidła i nie na wiele zdaje się dorzucenie elementu niesamowitości w postaci widziadła „damy pik”, przodkini Pauliny dbającej o dobrobyt sieroty, chociaż ewidentne nawiązania do „Damy pikowej” Puszkina miały całkiem spory potencjał. Im dalej w las, tym historia słabiej się klei, a bzdurny happy end dobija książkę ostatecznie. Całość robi wrażenie kleconej na chybcika, na dodatek niechlujnie wydanej; wymieniona na książce zasłużona redaktorka raczej się nie napracowała, korekty nie podpisano, najwyraźniej z braku takowej. „Perły damy pik” nigdy nie były dobrą powieścią, a dziś są już wyłącznie świadectwem przemian na rynku wydawniczym po upadku PRL-u i tego, jak trudno w obliczu nowych wymagań było się na nim utrzymać dawnym autorom.

Krystyna Boglar, Perły damy pik, Polski Dom Wydawniczy 1994.

 

16 thoughts on “Kopciuszek wczesnokapitalistyczny (Krystyna Boglar, „Perły damy pik”)”

  1. Bazyl pisze:
    7 października 2021 o 13:11

    Ktoś czyta by nie musiał czytać ktoś :) Podziękował.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 października 2021 o 13:12

      I tak by nikt nie czytał :D

      Odpowiedz
      1. Qbuś pożera książki pisze:
        3 listopada 2021 o 13:08

        A ciekawe ile osób czytało wtedy…

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          3 listopada 2021 o 13:39

          Na ówczesnym rynku pewnie całkiem sporo, czytelnicy wchłaniali wszystko.

          Odpowiedz
  2. Katarzyna pisze:
    7 października 2021 o 14:08

    Zgadzam się. I tak doceniam poświęcenie. No ale powiedz, czy to też nie przypomina ewolucji książek Chmielewskiej, o której rozmawialiśmy z Bazylem zresztą, przy jednym z poprzednich wpisów? Ja w latach 90-tych skończyłam czytanie, bo miałam dość właśnie Kopciuszków, którym z nieba wszystko spadało. Plus akcja polegająca na tym, że siedzą i jedzą… Przyznam, ze nawet nie pamiętam co to było to ostatnie co czytałam, bo mi się zlało w jedno. Podobnie „poległo na przemianach ustrojowych” chyba wielu innych autorów popularnych za PRL – np. Niziurski.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 października 2021 o 14:17

      Owszem, przypomina. Najwyraźniej autorkom szkodziły amerykańskie seriale, bo nie wierzę, że chciały sobie powetować lata PRLu, kiedy sierotkom nie miał prawa skapnąć spadek z Ameryki. Czy Niziurski pisał coś nowego? Bo ja kojarzę tylko, że przepisywał i unowocześniał starsze książki z marnym skutkiem.

      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        7 października 2021 o 18:19

        Ja też dokładnie całej twórczości Niziurskiego nie znam, ale moim zdaniem ta próba jak napisałeś „unowocześnienia” mu nie wychodziła. Ale może i nie da się przeskoczyć pewnego progu? Co tu dużo mówić, w ciągu ostatnich 30 lat świat się zmienił w sposób drastyczny, a 1989 był szokiem. Czy któremuś z pisarzy tak naprawdę się udało przejść tę transformację i złapać ducha nowych czasów? Swoją drogą, zajrzałam sobie do wikipedii i na liście książek autorstwa p. Boglar ta pozycja nie występuje :-) Może redaktor hasła miał litość :-)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 października 2021 o 18:42

          Prędzej „Perły” przemknęły niezauważone, jak większość ówczesnej produkcji. Sam kupowałem pierwszy egzemplarz w taniej jatce po złociszu. Transformację przetrwała Musierowicz, Chmielewska jeszcze trzymała poziom, pamiętam, że Siedmioróg wznawiał w ohydnych okładkach stare młodzieżówki, więc ktoś to jeszcze kupował. Do dziś przetrwał chyba tylko Nienacki i Pan Samochodzik, dzięki tym wszystkim masowym kontynuacjom :(

          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            7 października 2021 o 20:10

            Mnie chodziło raczej o przetrwanie w sensie dostosowania się autora do nowych realiów, a nie wznowienia :-) Co do Nienackiego, to bym polemizowała. Sam autor zmarł w 1994, kontynuacje pisane przez innych autorów nie mają raczej wiele wspólnego z oryginalną serią. Z drugiej strony faktem jest, że w 1989 roku ci jeszcze żyjący autorzy popularnych „młodzieżówek” z PRL to były już starsze osoby, a i świat zmienił się drastycznie, nie tylko w sensie ustrojowym ale i technologicznym. Ale jednak szkoda, że Boglar wyprodukowała taką kichę, pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłam jej książki.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 października 2021 o 20:23

              Z dostosowaniem faktycznie było słabo, nawet jak pisali, to właśnie jakieś totalnie odklejone słabizny. Swoją drogą, bardzo długo przyszło nam czekać na nową falę polskich autorów młodzieżówek, miałem wrażenie, że była co najmniej dziesięcioletnia luka, w której istniała głównie Musierowicz.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                8 października 2021 o 09:24

                W lata 90te wchodziłem z kolorowymi wydaniami sensacji z Ambera (Ludlum, Forsyth) oraz horrorów z PhantomPressu (Masterton, King) i szczerze mówiąc nie kojarzę młodzieżówek z tamtego okresu, bo pewnie ich nie czytałem. Ale mam wrażenie, że Piotr ma rację i ten zalew wszelkiego dobra ze zgniłego zachodu wywołał na rodzimym rynku delikatną próżnię.
                A ze starymi młodzieżówkami nie jest tak źle. Broszkiewicz jest na ten przykład na Legimi :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  8 października 2021 o 09:39

                  Wszyscyśmy z tymi tytułami wchodzili :) Ale pamiętam też zalew rozmaitych księżniczek dla nastolatek i wszelakiej innej literatury, przy której bladły produkcje krajowe.

                2. Katarzyna pisze:
                  8 października 2021 o 12:02

                  @Bazyl łomatkoicórko, ja to też pamiętam, chociaż osobiście wówczas raczej preferowałam s-f lub fantasy niż sensacje albo horrory. Ależ to było kiczowate, niechlujnie wyedytowane i fatalnie przetłumaczone :-) :-) Ale wreszcie było! W moim miasteczku rodzinnym w latach 80-tych na „Władcę Pierścieni” trzeba się było zapisywać w bibliotece i tygodniami czekać, a tu nagle można było mieć własny egzemplarz :-) Chyba dalej gdzieś to mam, choć nie pamiętam jakie to było wydawnictwo. Tłumaczenie było Skibniewskiej, to z czasów PRL (ciekawe czy legalnie nb.), ale skład beznadziejny, niewyjustowane, okładki kiczowate.Wspomnienia :-)

                3. Bazyl pisze:
                  8 października 2021 o 15:28

                  @ZwL ale, że Ty pamiętasz jakieś księżniczki dla nastolatek to szacun :D
                  @Katarzyna a wiesz, że jak teraz o tym myślę, to nie pamiętam, żeby jakieś straszne zgrzyty translatorskie wpływały mi na przyjemność czytania. Może to świadczyć o tym, że jednak nie było źle albo, że ja to łykałem jak młody pelikan zafascynowany nowo odkrytymi tytułami i nie miałem takiego oka do baboli jak teraz :P WP to pamiętam w wydaniu takim pseudokieszonkowym, bo kupiłem mojej ówczesnej miłości (niestety nieodwzajemnionej) w prezencie :)

                4. Katarzyna pisze:
                  8 października 2021 o 16:47

                  @Bazyl Wiesz co, co do WP to mogło być właśnie to, kurka wodna, że ja takiej miłości nie miałam, co by mi to wtedy kupiła, musiałam sama korepetycjami zarobić :-) Co o tłumaczeń, to możliwe, że czytaliśmy inne książki, mój ulubiony lapsus to był „rozkwitł jak sprężyna”. Akurat WP to było porządne tłumaczenie Skibniewskiej, acz tylko wydane ciut niechlujnie. Ale pełna zgoda co do łykania jak młody pelikan (nb. kupuję ten tekst), też się zachłysnęłam nagłą dostępnością.

                5. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  9 października 2021 o 10:52

                  Pamiętam głównie okładki ze straganów, bo jakoś w ręce do czytania mi nie wpadło nic :)

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT