Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Książka, której nam brakowało (Krzysztof Umiński, „Trzy tłumaczki”)

Posted on 10 lutego 202226 kwietnia 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Trzy tłumaczki

 

Mógłbym czytać takie opowieści w nieskończoność. Tym dotkliwszy był więc niedosyt po ostatniej stronie szkiców Krzysztofa Umińskiego o trzech wybitnych tłumaczkach. Aż się chciało ostro przycisnąć autora: czy niczego nie przeoczył, czy przepytał wszystkich, których powinien, czy przeczytał wszystko, co powinien, czy nie za surowo selekcjonował zebrany materiał, odbierając nam detale, opinie czy anegdoty? I od razu przyszło opamiętanie. Umiński dokładnie relacjonuje nam swoje zmagania z nieuchwytnymi bohaterkami – bo tylko z jedną, Anną Przedpełską-Trzeciakowską, miał możliwość porozmawiać. Joanna Guze i Maria Skibniewska kryły się w cieniu swych przekładów i gdyby nie listy pierwszej i nieliczne wspomnienia o drugiej, niewiele byśmy o nich wiedzieli.

Kryteria wyboru

Dlaczego właśnie te trzy tłumaczki z całego grona przekładowych znakomitości? Krzysztof Umiński przywołuje skojarzenie, które mu towarzyszyło: „doświadczenie krwi, wyprutych flaków, obozu, emigracji, więzienia, śmierci bliskich… a to wszystko zderzone potem z intelektualną pracą, o której potocznie myśli się, że jest oddalona od życia”. I faktycznie wybrane przez niego bohaterki pasują do tego schematu, młodych kobiet, w których życie wdarła się wojna, potem stalinizm, i które poświęciły się pracy translatorskiej, samotnym zmaganiom z cudzym tekstem, wymagającym jednocześnie pokory i twórczego wkładu własnego. Każda z nich jednak czerpała inaczej ze swych doświadczeń, inaczej budowała swoje życie, inaczej podchodziła do pracy.

Joanna Guze

Dramaty bez świadków

Krzysztof Umiński konstruuje opowieści o swych bohaterkach różnie, zależnie od zebranych źródeł. W przypadku Joanny Guze, tłumaczki Camusa czy Baudelaire’a, ale także wielu dzienników, wykorzystał zachowane listy, by stworzyć „dziennik, którego nie było”, kronikę życia osobistego i pracy, którą objaśnia i do której dopowiada to, czego dowiedział się skądinąd. Wyłania się z niego sylwetka niezależnej w życiu i sądach kobiety, silnej, wyprzedzającej epokę, samodzielnie wychowującej córkę i pogrążonej w pracy, ale też żywo zainteresowanej życiem kulturalnym i tęskniącej za ukochanym Paryżem. Do końca życia niemalże nie mówiła o wojennym fragmencie swojej biografii, tułaczce po Związku Radzieckim. Anna Przedpełska-Trzeciakowska ma za sobą powstanie warszawskie, przeżycie „niewyrażalne”, jak to ujmie, ale które uczyniło z niej osobę zaangażowaną społecznie, stającą po stronie słabych i prześladowanych, pełną energii, uporu, wytrzymałości – „płomienia rewolucji”, jak podsumował Władysław Bartoszewski. Gdy w początku lat pięćdziesiątych zaczynała pracę w wydawnictwie, opcją „bezpieczną” było pójście w klasykę i z klasyką literatury angielskiej Przedpełska-Trzeciakowska będzie kojarzona: Dickens, Elliot, Conrad, Thackeray, a przede wszystkim Jane Austen, z którą łączy ją „zmysł dyskretnej ironii” (a w pracy nad jej kolejnymi powieściami pomocą służyła matka, której przekłady córki zawdzięczają „część olśniewających galicyzmów”). Trzecia z tłumaczek, Maria Skibniewska, to postać niemal nieuchwytna, dostajemy więc „portret widmowy”, złożony z opowieści tych, którzy ją znali, krewnych i współpracowników. „Na dzisiejszą niewiedzę składają się zgoła prozaiczne okoliczności: upływ lat, samotniczy tryb życia, brak dzieci i sama natura zawodu tłumacza, w którym najbardziej epickie dramaty rozgrywają się zwykle bez świadków, w myślach lub na pokreślonych kartkach”. Przeżycia wojenne – na pewno, ale nic konkretnego, prześladowania przez stalinowską bezpiekę – tak, ale znów nic pewnego nie wiadomo. Co wiadomo na pewno? Że była „wielką damą”, z niezwykłą klasą, dyskretną, oczytaną. Miała problemy ze wzrokiem. Wychodziła z pracy i pogrążała się w tłumaczeniu: Tolkiena, Salingera, Durrella, White’a. Jedyna skaza na tym mglistym portrecie: głęboka niechęć do znanej tłumaczki literatury iberoamerykańskiej…

Anna Przedpełska-Trzeciakowska

„Otwarcie na cudzy głos”

Każdy szkic biograficzny uzupełniony jest o rozdział poświęcony dziejom wybranego przekładu bohaterki: u Guze to dzieła Alberta Camusa („nie mam innych bogów nad Camusa”, ogłosiła w 1957 roku i potem toczyła o niego boje), u Przedpełskiej-Trzeciakowskiej – Faulkner, a u Skibniewskiej – rzecz jasna Tolkien. To ważne i ciekawe, bo skoro tłumaczenie „jest poniekąd rezygnacją z własnego życia i otwarciem na cudzy głos” – to chciałoby się wniknąć, jak to otwarcie wyglądało, ile wymagało trudu, ile dawało satysfakcji, a może tylko frustracji, gdy na pozór ciekawa książka grzęzła w jakichś mieliznach, a te partie, które czytelnik może przekartkować i pominąć, „tłumaczowi wchodzą […] w kręgi szyjne, nadgarstki i pod czaszkę”. Z własnego doświadczenia dodam, że również w inne części ciała. Bolesne jest też, gdy końcowy rezultat pracy odbiega od wyobrażeń, ale „w końcu zostanie książka, tłumaczenie, jakiś etap”. Nie zawsze zaś tłumacz będzie miał możliwość, by jak Anna Przedpełska-Trzeciakowska „wyskoczyć zza węgła” i zobaczyć swój przekład „Wściekłości i wrzasku” Faulknera na nowo, ocenić go i poprawić zgodnie z własnym, zmienionym po latach, „pojęciem o przekładzie”, a także z wykorzystaniem narosłej literatury przedmiotu (co niekiedy, jak w przypadku „Władcy pierścieni”, spada na barki redaktorów kolejnych wydań).

Maria Skibniewska

Wyciągnięte z cienia

Lektura „Trzech tłumaczek” jest jednocześnie głęboko satysfakcjonująca i głęboko niesatysfakcjonująca. Ważne jest, że Krzysztof Umiński dostrzegł, jak boleśnie mało wiemy o wybitnych postaciach, które pozwoliły nam poznawać światową literaturę, jak bardzo schowane są one za swoimi przekładami, które tworzyły w czasach trudnych, często bez dostępu do źródeł, literatury, a choćby i możliwości sprawdzenia najprostszych kwestii, które dzisiejsi tłumacze mają na odległość jednego kliknięcia myszką. A mimo to ich tłumaczenia w większości przetrwały próbę czasu i wpływały na kolejne pokolenia czytelników. Książka Umińskiego nie jest pełną, uporządkowaną biografią; to szkice, których kształt zależy od dostępnych źródeł, przefiltrowane przez autorski gust, własne podejście do pracy, hojnie uzupełniane własnymi refleksjami – czasem mogą się one wydawać irytująco nieistotne, czasem natomiast celnie uzupełniają niedostatki wiedzy i pokazują, że pewne problemy są niezmienne, jak kwestia odpowiedzialności tłumacza za to, co przekłada: czy tłumacząc harlekin przyczynia się do zaśmiecania literatury? Czy lepiej głodować, niż pracować nad czymś niezbyt ambitnym? Są w „Trzech tłumaczkach” partie, które zainteresują być może głównie wielbicieli egzystencjalizmu albo fanów „Władcy pierścieni”, może kogoś znudzą zachwyty Joanny Guze Paryżem albo zmagania Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej z opornym Faulknerem. Dostaliśmy jednak bez wątpienia pracę, której nam brakowało (choć o tym nie wiedzieliśmy), utrwalającą (szkoda, że tak późno) pamięć o ważnych dla naszej kultury postaciach i ich pracy, źródło wiedzy, inspiracji i anegdot. Oby poszły za nią następne, bo wybitnych tłumaczek i tłumaczy mieliśmy pod dostatkiem.

Krzysztof Umiński, Trzy tłumaczki, Marginesy 2022.

41 thoughts on “Książka, której nam brakowało (Krzysztof Umiński, „Trzy tłumaczki”)”

  1. Katarzyna pisze:
    10 lutego 2022 o 14:02

    Ale fajne, w zasadzie tłumaczki mojej ulubionej literatury! Jakoś nie interesowałam się nigdy za bardzo tłumaczami. Wstyd się może przyznać, ale kojarzę Skibniewską tylko z tłumaczeń Tolkiena, a tu się okazuje, że ona tłumaczyła i Salingera. Jakby tak zebrać do kupy książki przetłumaczone przez te panie to w zasadzie wyszłaby prawie biblioteczka moich ulubionych dzieł (Austen by się nie załapała, przepraszam, wiem, że lubisz) :-) Kupiłam sobie już ebooka i będę czytać!

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 lutego 2022 o 14:07

      Czytaj koniecznie! Biblioteczka byłaby zaiste piękna, bo wychodzi chyba średnio po 100 przekładów na głowę, byłoby z czego wybierać. Ja widzę u siebie niedoreprezentację Skibniewskiej, ale ona poszła nie w moje klimaty.

      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        10 lutego 2022 o 17:30

        Nb. mam takiego samego Salingera z serii Nike, tylko trochę bardziej zdewastowanego, ale jakbyś mnie wcześniej zapytał kto to tłumaczył to bym nie wiedziała :-) Tak jeszcze przed przeczytaniem książki, to wiesz co, są tacy tłumacze, których się zna. Nie użyję określenia „celebryta”, bo byłoby niestosowne, ale o Irenie Tuwim , czy Macieju Słomczyńskim coś tam się słyszało. O Boyu już nawet nie mówię. A o Skibniewskiej – ok, przy okazji dyskusji o różnych tłumaczeniach Tolkiena, ale zdałam sobie dopiero teraz sprawę, że ona tłumaczyła masę innych książek właśnie w moich klimatach i jakoś tam dla mnie ważnych, a ja tego nie zarejestrowałam. Podchodzę do lektury książki Pana Umińskiego z maksimum emocji pozytywnych :-)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 lutego 2022 o 17:37

          Ja jestem trochę walnięty, bo sporą część książek kojarzę do poziomu redakcji i korekty :) A tłumaczy to już w ogóle, chociaż chyba tak naprawdę zaczęło mi się to od czasów, kiedy ukazywały się pierwsze Szekspiry w tłumaczeniu Barańczaka i stawało się jasne, że powstaje nowa jakość. Miłej lektury!

          Odpowiedz
  2. koczowniczka pisze:
    10 lutego 2022 o 19:59

    ”Jedyna skaza na tym mglistym portrecie: głęboka niechęć do znanej tłumaczki literatury iberoamerykańskiej” – czy chodzi może o Chądzyńską? :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 lutego 2022 o 20:07

      Nie, o tę drugą sławną :)

      Odpowiedz
      1. koczowniczka pisze:
        11 lutego 2022 o 10:46

        A to nie wiem, o kogo chodzi. Nie za bardzo kojarzę tłumaczy hiszpańskojęzycznych. Za to mogę podać mnóstwo nazwisk tłumaczy skandynawskich, bo skandynawskie książki lubię od dawna. :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 lutego 2022 o 10:53

          To musisz przeczytać Umińskiego, wszystkiego się dowiesz :)

          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            11 lutego 2022 o 14:21

            Czyżby chodziło o drugą pani Zofię?

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              11 lutego 2022 o 14:35

              Nie. A nie wiem, czy spojlerować tym, którzy jeszcze nie czytali…

              Odpowiedz
              1. koczowniczka pisze:
                11 lutego 2022 o 17:35

                Muszę przyznać, że zaintrygowała mnie zagadka nazwiska tej tłumaczki… I już wiem, o kogo chodzi, przeczytałam fragment o mokrej klamce. :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  11 lutego 2022 o 20:25

                  :)

                2. czytankianki pisze:
                  12 lutego 2022 o 15:24

                  Mokra klamka – nęcicie, nie powiem.;) Ale jeszcze trochę wytrzymam, choć mogłabym zajrzeć do ebooka.;)

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  12 lutego 2022 o 15:37

                  Czytaj po kolei, nie ma co sobie psuć smaczków :)

  3. Bazyl pisze:
    11 lutego 2022 o 08:45

    Dobrym zwyczajem jest umieszczanie nazwiska tłumacza na okładce. Choć jest to broń obosieczna, to z drugiej strony jak ktoś robi piękną translatorską robotę, to przecież bać się nie musi :P Ze wstydem przyznaję, że kiedyś mi było ganz egal kto tłumaczył, ale znajomości internetowe zwróciły me oczęta na kwestie przekładu i teraz jest to dla mnie sprawa dość istotna (poznanie odrobiny angielszczyzny też pomaga wyłapywać dziwne praktyki vide „Krucyfiks”, o którym pisałem kiedyś u siebie). Zatem kadźmy dobrym tłumaczom, bo dzięki ich robocie jesteśmy o krok od oryginału :D

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 09:06

      Z nazwiskiem na okładce wciąż są boje, bo nie wszyscy wydawcy uważają to za stosowne, a inni dają tłumaczy na beletrystyce, ale już nie na reportażach. Temat rzeka. Ale i tak jesteśmy przed Ameryką, gdzie dopiero zaczęła się dyskusja na ten temat. I kochajmy tłumaczy :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        16 lutego 2022 o 13:17

        Kochajmy, tym bardziej jeśli jesteśmy językowymi beztalenciami :D No i namówił! Zacząłem i już na początku dopadła mnie myśl, że tam w tym przedwojennym Lwowie, to wszyscy znali się ze wszystkimi :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          16 lutego 2022 o 17:49

          Lwów, z całym szacunkiem, też za wielki nie był, to co się mieli nie znać.

          Odpowiedz
  4. AgaGaga pisze:
    11 lutego 2022 o 10:39

    Ja u siebie zauważyłam, że jeśli czytam dobrze przetłumaczoną książkę, to w ogóle tego nie zauważam :-) po prostu się czyta. A jak jakaś wpadka, to od razu sprawdzam, kto się tak popisał.
    Wyjątkiem są powieści bogate w słownictwo (bo wiecie, ja czytam mnóstwo kryminałów, tam to elokwencji raczej się nie ma co spodziewać) – jak mi się trafi taka powieść „erudycyjna” to zawsze tłumacza podziwiam. Znaczy, zauważam.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 10:53

      Typowe, mało kto zauważa tłumacza, jak się nie natknie na jakiś błąd :) W sumie dobrze, ale za często się dyskwalifikuje przekład za jakiś przypadkowy błąd.

      Odpowiedz
      1. AgaGaga pisze:
        11 lutego 2022 o 11:11

        Prawda. Jedna wpadka czasami w oczach czytelnika dyskwalifikuje całą książkę

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 lutego 2022 o 11:25

          Czasem jedna literówka dyskwalifikuje, czytelnikom nie dogodzisz :P

          Odpowiedz
  5. Emberiza citrinella pisze:
    11 lutego 2022 o 12:01

    A można prosić o przykład (albo dwa) matczynego galicyzmu? W dobie zangielszczenia trzeba hołubić;)
    Ja je wręcz zbieram: „ptifury”, „buldeneż”, „każolować”, „amikoszoneria”…

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 12:35

      Proszę uprzejmie: inkomodować, emablować, dekurażować, szaperonować, awantażowny, despekt, kontenans i abominacja :)

      Odpowiedz
      1. Emberiza citrinella pisze:
        11 lutego 2022 o 16:29

        Śliczne! Choć są tu takie, co do których nie jest łatwo ustalić, czy to pożyczka z łaciny via francuszczyzna, czy jednak łacina łacińska bez pośredników. Despekt na przykład, znany też w gwarach jako „despet”, to chyba raczej ta druga ewentualność.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 lutego 2022 o 16:31

          Ale tu chodziło o galicyzmy w sensie słownictwa arystokracji z Galicji, a nie pożyczek z francuskiego :)

          Odpowiedz
          1. Emberiza citrinella pisze:
            13 lutego 2022 o 13:17

            O proszę!:) A tak się składa, że większość spełnia obie definicje galicyzmu, minus zastrzeżenie, o którym wyżej;)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              13 lutego 2022 o 13:47

              O proszę :)

              Odpowiedz
  6. krwawasiekiera pisze:
    11 lutego 2022 o 12:05

    Ja to ostatnio trochę jak zacięta płyta, ale mogłabym się podpisać pod tym tekstem:)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 12:35

      By Pani napisała swój, byłby większy impakt, bo coś na razie nie słychać o dodruku, w przeciwieństwie do Anne :)

      Odpowiedz
      1. krwawasiekiera pisze:
        11 lutego 2022 o 12:45

        Oj tam, jest przecież w tym wpisie:) Nawet okładka jako ilustracja! Powtarzać się nie będę:)

        Odpowiedz
    2. krwawasiekiera pisze:
      11 lutego 2022 o 12:46

      W sensie w moim ostatnim, podsumowującym styczeń.

      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        11 lutego 2022 o 13:05

        Ale to mało, psze pani, mało :) Swoją drogą, Marginesy rozbiły bank, w życiu nie miałem dwóch nowości przeczytanych i zrecenzowanych w ciągu dwóch tygodni od premiery, a Umiński ma szansę w zmaganiach o książkę roku :)

        Odpowiedz
        1. krwawasiekiera pisze:
          11 lutego 2022 o 19:53

          U mnie też chyba ze świecą takiego przypadku szukać. Ale bardzo dobrze! Oby utrzymali ten kierunek.

          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            11 lutego 2022 o 20:25

            Może lepiej niech zwolnią, bo nie wyrobię.

            Odpowiedz
  7. Emberiza citrinella pisze:
    11 lutego 2022 o 12:23

    A samej książki zapragnęłam natychmiast, ledwie tylko zobaczyłam tytuł, ta recenzja jeszcze utwierdza:)
    Właśnie sprawdziłam, że prześliczna skądinąd wersja mówiona „Dumy i uprzedzenia” w interpretacji Joanny Szczepkowskiej ma informację o przekładzie tylko na końcu, jak na tylnej okładce. To przede wszystkim ze względu na Trzeciakowską (frankofilna Guze bardzo kusi, ale ci egzystencjaliści nieco blokują…), jestem gotowa rzucić się od razu na Umińskiego, jej nazwisko łączy się dla mnie także z doskonałą biografią rodzeństwa Brontë (a i książkę o Austen już od dawna sobie obiecuję). Czy o Trzeciakowskiej jako pisarce też u Umińskiego przeczytamy?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 12:38

      Guze ma niezłą część biograficzną, rozdział o Camusie jest do przeczytania, nawet jak się nie przepada, bo jest trochę rozmaitych smaczków. ;) O własnej twórczości APT jest dosłownie akapit i to w kontekście podróży, a szkoda, no ale miało być o tłumaczce.

      Odpowiedz
  8. czytankianki pisze:
    11 lutego 2022 o 14:20

    Sama chętnie poczytałabym o Mirze Michałowskiej. Wydała może wspomnienia?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 lutego 2022 o 14:34

      Nie natknąłem się, ale w haśle w wikipedii są linki do dwóch ciekawych tekstów o niej. Biografię bym poczytał, zdecydowanie.

      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        12 lutego 2022 o 15:22

        Zatem sprawdzę te teksty. Póki nie ma biografii.;)

        Odpowiedz
  9. Pingback: 14 na 15: Biografie, część 2 – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT