Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (XXXIII): Jak Boy został tłumaczem

Posted on 29 września 202229 września 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Jutro, 30 września, przypada Międzynarodowy Dzień Tłumacza. Z tej okazji Tadeusz Boy-Żeleński pół żartem, pół serio opowie, jak został tłumaczem i dlaczego wybrał sobie akurat literaturę francuską. Opowieść tę snuł często i przed liczną publicznością, gdyż ze swym odczytem „Jak zostałem literatem” pod koniec lat dwudziestych XX wieku objechał niemal całą Polskę.


Pióro ma tę właściwość, że gdy raz zacząć się nim bawić, nie daje już spokoju. Czułem potrzebę coś gryzmolić, poza rzadkimi wierszykami i piosenkami, które mnie nawiedzały czasem w najmniej odpowiedniej chwili, w pełni moich czynności lekarskich, gdy np. snując w głowie nową piosenkę, zacząłem mimo woli nucić w czasie badania czworga dzieci chorych na szkarlatynę. Proszę sobie wyobrazić minę stroskanej rodziny! […]
Czułem tedy nieokreśloną świerzbiączkę w piórze, ale nie wiedziałem, co pisać. Powieści? Komedie? Skądże, nie byłem przecież literatem. Dręczyła mnie tęsknota za Paryżem, brakowało mi owego cudnego uśmiechu Francji, jej żartobliwej, a głębokiej mądrości, jej miłosnego powiewu. Zacząłem doznawać mglistej potrzeby, aby udzielić mego entuzjazmu, a zarazem stworzyć sobie w moim gabinecie sztuczną Francję, coś niby modne dzisiaj w medycynie „sztuczne słońce górskie”. Zacząłem tłumaczyć. Przypomniałem sobie chwile spędzone z Balzakiem i od Balzaka też zacząłem. Później przełożyłem „Mizantropa” Moliera, pragnąc ujrzeć na krakowskiej scenie moją wielką miłość, Molierowską Celimenę. Coraz więcej smakowałem w tej zabawie, stawała mi się nałogiem. Przestawać co dzień kilka godzin w najpoufalszym zbliżeniu z genialnym pisarzem – a nikt z nim tak blisko nie obcuje jak tłumacz – wydzierać zeń najskrytsze tajemnice języka i myśli, to przyjemność, po której wszystkie inne rozrywki wydają się mdłe. Ale zabawę tę uprawiałem bez systemu, dla przyjemności: nie byłem jeszcze literatem.

Tadeusz Żeleński podczas podpisywania swoich książek w lokalu „Wiadomości Literackich” w Warszawie, 1932 rok (źródło)

Kończyłem właśnie drukować pięć tomów Rabelais’go, kiedy wybuchła wojna. Wcielono mnie natychmiast do austriackiego wojska jako lekarza pospolitego ruszenia, dano mi wojskową czapkę na głowę, potem cały mundur. Znów znalazłem się na cztery lata w roli Molierowskiego „lekarza mimo woli”. Szczęściem, zostawiono mnie w twierdzy Kraków.
W pierwszej chwili zdawało się, że wszelkie życie cywilne zamiera, że wszystko zaleje żołdactwo i dzikość. […]
Ale niebawem chwyciły mnie z podwójną siłą dawne tęsknoty. Urzędując cały dzień po niemiecku, fabrykując niemieckie fałszywe raporty, cały czas poza służbą, a o ile się dało i w służbie, obracałem na swoje ulubione prace. Zawsze w stoliku pod raportami krył się jakiś tomik francuski, który chowałem jak student, kiedy usłyszałem groźny głos mego komendanta Niemca. Podczas gdy Niemcy z Moskalami tłukli się pod samym Krakowem, pławiłem się z rozkoszą w mądrych gawędach Montaigne’a. Kartezjusza przekładałem w mojej dyżurnej izdebce przy dźwiękach orkiestry żegnającej pułki, które odchodziły na włoski front.
Udało mi się z trudem przekonać drukarzy, że wojna nie przeszkadza drukowaniu książek. Przez jakiś czas byłem w Krakowie jedyną „firmą”, która drukowała i wydawała książki. W najciemniejszym okresie wojny, w r. 1915, udało mi się założyć podstawy Biblioteki Boya; tom po tomie, prawie co miesiąc wydawałem, przeważnie zresztą własnym kosztem, ulubione moje przekłady. Z przedmów, jakimi je opatrywałem, urosły potem tomy „Studiów z literatury francuskiej”.
Dziś liczba tych przekładów przekracza 80 tomów wierszem i prozą. Słysząc tę cyfrę, istotnie może ktoś pomyśleć: „Ależ to obrzydliwe, to nie człowiek, tylko jakaś maszyna do tłumaczenia, fe!” Otóż zupełnie przeciwnie, ani jednej litery nie robiłem z jakiejś pilności, z systematyczności, przeciwnie, każdy tom jest wypływem entuzjazmu i tęsknoty.
Jeżeli w pracach moich wędrowałem przez kilkaset lat wstecz, aż het do wieku XV, to z pewnością nie z jakiejś żyłki antykwarskiej ani broń Boże profesorskiej, ale z wyczucia na wskroś życiowego. Literatura francuska to jedyna może, w której wszystko trzyma się z sobą za ręce i wiąże się na przestrzeni co najmniej czterech wieków: nie podobna jej dobrze rozumieć, nie znając jej całej, przynajmniej w jej najtypowszych okazach.

(źródło)

Być może zresztą, iż w tej mojej pracy odezwał się instynkt naszych duchowych potrzeb. Duchowy nasz związek z Francją ma wiekowe tradycje: sięga w literaturze epoki Kochanowskiego i Morsztynów. Odblask literatury francuskiej przerwał u nas wiekową ciemnotę, stwarzając stanisławowski wiek oświecenia. Francji, sokom z niej czerpanym, zawdzięczamy rozkosz i dumę naszej literatury, Fredrę. Był to więc zawsze wpływ dobroczynny, zgodny z naszym naturalnym doborem. Ale lata niewoli zrobiły swoje, odcięły nas murem od Francji, a zarazem poddały nas bezpośredniemu działaniu innych wpływów. Coraz bardziej stawała się nam obcą, coraz mniej rozumianą. […] To, co jest w myśli francuskiej najczarowniejszego, jej ludzkość, jej prostotę, jej uśmiech wreszcie, obrócono przeciwko niej. Otóż w tym uśmiechu francuskim rozkochałem się przed laty, a cała ta moja praca miała instynktownie jedną przewodnią myśl: objaśnić, wytłumaczyć ten uśmiech. Wściekało mnie, że go nie rozumieją. Albowiem wieki całe nieprzerwanej, genialnej pracy i kultury myśli kryją się poza tym uśmiechem. Trzeba było zdeptać wszystkie ścieżki ducha, aby skrót mądrości pokoleń nauczyć się podawać w żartobliwej formie. Trzeba było mieć Kartezjusza i Pascala, i Monteskiusza, aby wydać bodaj Caillaveta i Flersa. Rozbawiona pustota najuczeńszego człowieka swojej epoki, Rabelais’go, nie darmo jest kolebką literatury francuskiej. […]
Oto są w krótkości rzeczy, które chciałem przypomnieć, dając polskim czytelnikom w ręce najcelniejsze dzieła dawnej literatury francuskiej. Dlatego ograniczyłem się do dawnej, że tutaj wydawała mi się moja interwencja bardziej potrzebna: dobra współczesna książka sama znajdzie czytelników, ale nie znajdzie właściwego zrozumienia, o ile nie będzie podparta bodaj tą odrobiną klasycyzmu – choć to niepopularne słowo – którą ja starałem się zaszczepić moją Biblioteką.

(źródło)

Mogę z przyjemnością powiedzieć, że zamiar mi się udał. Szereg pisarzy, wprzód znanych w Polsce zaledwie z nazwiska, stał się tysiącom ludzi poufałymi przyjaciółmi. Znam dziś w Polsce zastęp entuzjastów i czytelników Moliera, Montaigne’a, Rabelais’go, Balzaka itd. Wielka literatura francuska stała się czymś bliskim i znanym: może nam poniekąd zastąpić naszych klasyków, których właściwie nie mamy, bo nasza żywa literatura zaczyna się dla nas naprawdę dopiero od naszej wspaniałej poezji romantycznej.

Nie mogę przemilczeć jednego elementu, który mi dopomógł w tej propagandzie: to element zgorszenia. Nie wiem właściwie, czemu się ono tak do mnie przyczepiło. Osobiście jestem człowiekiem raczej skromnym i obyczajnym. W przekładach moich utwory płoche – o ile nie mogłem pominąć ich zupełnie chcąc dać pełny koloryt epoki – zajmują stosunkowo bardzo szczupłą pozycję: mimo to utarło się, że ten skromny podpis BOY budzi zaraz u publiczności jakieś nieskromne myśli. Nie przeciwdziałałem tej legendzie, skoro się okazała tak korzystna dla propagowania moich ideałów: owszem, przyznaję się, iż raz wyzyskałem ją nawet świadomie. Kiedy mianowicie uznałem za kardynalny punkt do zrozumienia literatury francuskiej poznanie filozoficznej książeczki Kartezjusza „Rozprawa o metodzie” etc., a obawiałem się, że nie znajdzie dość chętnych odbiorców, opatrzyłem to dziełko tajemniczą opaską: „Tylko dla dorosłych”, wyjaśniając lojalnie w przedmowie, że istotnie dziełko to jest tylko dla dorosłych, gdyż dla młodzieży jest o wiele za poważne. Ale skutek był piorunujący! Chłopczyki, panienki, starsi panowie, wszystko ciągnęło sznureczkiem do księgarni i wychodziło unosząc swego Kartezjusza pod paltotem lub w zarękawku, po czym biegli do domu, zamykali się na dwa spusty i zatapiali się w nim, aby się przekonać, co to jest za metoda, której oni jeszcze nie znają. Dzięki temu „Rozprawa o metodzie” liczy dziś po polsku cztery wydania, o którym to sukcesie z pewnością się temu filozofowi nawet w grobie nie śniło!
Nie uważam zresztą tej mojej działalności za ukończoną. Przeciwnie. Niedawno przystąpiłem do planowego wydania „Komedii ludzkiej” Balzaka, której całość zamierzona jest na dobrych kilkadziesiąt tomów. Wiele jest jeszcze dzieł, wielu autorów, których chciałbym przyswoić naszemu piśmiennictwu. […]

Tadeusz Boy-Żeleński, Jak zostałem literatem [w:] tenże, Pisma, t. 2, Państwowy Instytut Wydawniczy 1956, s. 301–310.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

18 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (XXXIII): Jak Boy został tłumaczem”

  1. Bazyl pisze:
    30 września 2022 o 11:32

    Wszystkiego najlepszemu Panu Koledze :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 września 2022 o 11:46

      Ooo, dziękuję niezmiernie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. małgosia pisze:
    30 września 2022 o 18:55

    Mam nadzieję, ze czerpiesz choć po części taką satysfakcję i radość z obcowania z tłumaczoną literaturą. Czego ci z całego serca życzę. Bardzo brakuje mi znajomości obcego języka, bo wyobraźni mam sporo i potrafię sobie imaginować, jaka to może być ogromna przyjemność tak bez pośredników rozmawiać sobie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 września 2022 o 19:05

      Po części, chociaż na pewno nie dorównuję Boyowi entuzjazmem :) Dziękuję za życzenia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytanki anki pisze:
        1 października 2022 o 17:35

        Właśnie – jego entuzjazm jest niesamowity, czuć go nawet w powyższym cytacie.;)
        Ode mnie również wszystkiego dobrego, zwłaszcza wytrwałości i interesujących wyzwań.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          1 października 2022 o 21:10

          Wielkie dzięki, przyda się :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      1 października 2022 o 04:39

      Mnie brak znajomości angielskiego doskwiera ostatnio przy słuchaniu muzyki. Ja wiem, że któraś ze stacji robi prześmiewczy program, z którego wynika, że część wielkich przebojów, to tekstowe disco polo, ale mimo wszystko… :)
      Bodaj Wojciech Mann wspominał, że angielszczyznę przyswoił właśnie tłumacząc piosenki na swoje potrzeby. Można by spróbować, a na razie podpieram się siłą fachową w postaci choćby książki z tekstami Dylana w przekładzie Łobodzińskiego. Tylko ile w tych tłumaczeniach Boba, a ile Filipa? :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        1 października 2022 o 13:57

        O, pamiętam jak w 88 roku próbowałem przetłumaczyć tekst piosenki Pet Shop Boys, mając do dyspozycji słowniczek w podręczniku English is fun dla klasy siódmej. No cuda mi wyszły, cuda. No i okazało się, że tekst raczej mało wyrafinowany. Jeśli chcesz podpierać się Dylanem, to były kiedyś na rynku jego teksty w nader dosłownym przekładzie, a nie tam jakieś noblowskie dzieła :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
      2. Katarzyna pisze:
        4 października 2022 o 15:42

        Leon Leszek Szkutnik, który uczył mnie angielskiego (do dziś mam jego „Thinking in English” z dedykacją) twierdził, że po angielsku należy jak najszybciej zacząć czytać. Po prostu zacząć czytać książki w oryginale, nie przejmując się tym, że nie rozumiemy każdego pojedynczego słowa i nie lecieć od razu po słownik, tylko starać się ogarnąć ogólną treść. U mnie zadziałało…

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          4 października 2022 o 17:44

          U mnie też, pamiętam, jak męczyłem Wyspę skarbów z małym słownikiem, gdzie nie było większością archaizmów i tych wszystkich morskich terminów :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            5 października 2022 o 05:58

            Tak mi się przypomniało jeszcze. Pan Szkutnik wspominał, jak pojechał na studia do Anglii. Wynajął pokój ze śniadaniem u pewnej lady mającej niejakie kłopoty finansowe, przy czym owa dama miała te śniadania uświetniać swą obecnością. Co prawda koszt był wyższy, ale liczył na to, że dzięki temu nabierze wytwornego akcentu i wprawi się w konwersacji. Niestety prawie jedyne słowa, które dama do niego wypowiedziała podczas śniadania brzmiały – yes, well i actually. :-):-)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              5 października 2022 o 08:09

              Nie ma darmowych konwersacji, lady wyczuła studenta :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. Karolina Chyła pisze:
    2 października 2022 o 23:10

    Cudowna ta literatura, w której wszyscy trzymają się za ręce. A ponieważ Boya nigdy dosyć, z przyjemnością donoszę, że u mnie również Boy, dla odmiany mówiony, nie pisany:)
    Ukłony od zadawnionej czytelniczki!
    https://www.youtube.com/watch?v=1I-Ey-qJUrI

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      3 października 2022 o 08:19

      I literatura cudowna, i to stwierdzenie bardzo trafne, jak sądzę. Idę posłuchać, chociaż Hen jeszcze przede mną.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Katarzyna pisze:
    4 października 2022 o 15:32

    OOj, przeoczyłam wpis i rocznicę, ale jak najlepszych książek do tłumaczenia życzę! Swoją drogą, wspominając o Boyu, warto wspomnieć i jego żonę, Zofię z Pareńskich, która ewidentnie była redaktorką i korektorką (a być może częściowo autorką) jego przekładów, choć się nie podpisywała :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      4 października 2022 o 17:43

      Dziękuję! Boy się działalnością żony nie chwali, przynajmniej chyba nie trafiłem na informację, ale pewnie ją faktycznie patriarchalnie wyzyskiwał, chociaż może w mniejszym stopniu niż Tołstoj.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        5 października 2022 o 06:17

        Nie no, w tym akurat przypadku o żadnym „patriarchalnym wyzyskiwaniu” mowy być nie może :-) Natomiast wkład w powstanie „Biblioteki Boya” ewidentnie miała znaczący.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          5 października 2022 o 08:10

          Mam gdzieś chyba ich biografię małżeńską, w końcu muszę poczytać.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d