Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Raje mojego dzieciństwa (Joanna Olczak-Ronikier, „Wtedy”)

Posted on 22 listopada 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Wtedy

 

Zaczęło się od „ton zakurzonych szpargałów”, które Joanna Olczak-Ronikier odziedziczyła po babce i matce. Z nich wyrosło „W ogrodzie pamięci”, ale pozostało jeszcze mnóstwo starych listów, dokumentów i zdjęć, oczekujących na ciąg dalszy rodzinnej sagi. „Wtedy” jest po części taką kontynuacją, po części zaś, jak sugeruje podtytuł, opowieścią „o powojennym Krakowie”.

„Zszywanie życia”

Janina Mortkowiczowa i jej córka, Hanna, w marcu 1945 roku przyjechały do Krakowa. Po latach ukrywania się chciały rozpocząć możliwie normalne, spokojne życie. Najpierw jednak musiały odnaleźć córkę Hanny, małą Joasię, z którą rozdzieliły się trzy lata wcześniej. Gdy wreszcie po licznych perypetiach się połączyły, zaczęło się „zszywanie życia przedartego na pół, moszczenie w przechodnich pokojach, znoszenie kaprysów przypadkowych sąsiadów, rozkładania łachów z unrowskich przydziałów w poniemieckich szafach”… Opowieść Joanny Olczak-Ronikier jest poświęcona sprawom osobistym, reperowaniu pozrywanych więzów rodzinnych, odreagowywaniu wojny i okupacji, próbom reaktywacji wydawnictwa Mortkowiczów, lecz również temu, co działo się naokoło, losom przyjaciół i współpracowników, atmosferze świata otrząsającego się po koszmarze. I miałem wrażenie, że ta druga część w pewnym momencie zdominowała książkę, że autorka jakby uciekała choćby przed dokładniejszym opisywaniem czy analizowaniem skutków, jakie prześladowania, rozłąka, strach miały dla niej samej i jej najbliższych, matki i babki. Trochę jakby nie umiała czy nie chciała zajmować się „tym niepojętym, które się wydarzyło”, a trochę jakby pisanie o innych „nie pozwalało na rozpamiętywanie własnych dramatów”.

Postrach domu

Oczywiście nie jest tak, że autorka całkowicie omija temat wojennej traumy. Opisuje tułaczkę od kryjówki do kryjówki, ucieczki przed szmalcownikami, rozdzielenie z matką i babką – gdy ze względów bezpieczeństwa musiała zamieszkać w internacie sióstr niepokalanek w Warszawie, niezwykły sposób, w jaki dowiedziała się, że matka przeżyła, i wreszcie początki wspólnego życia w Krakowie, w słynnym Domu Literatów przy Krupniczej 22, gdzie rozpoczęło się wzajemne poznawania i oswajanie. A nie było to łatwe: „zostałam postrachem domu. Odreagowywałam pięć i pół roku skradzionego przez wojnę dzieciństwa […] zadręczałam nieszczęsnych twórców sama albo w towarzystwie miejscowych uliczników”. Towarzyszem tych dzikich zabaw stał się Waluś, któremu poświęcone są jedne z najpiękniejszych i najbarwniejszych stron książki. Po latach izolacji świat kusił niezliczonymi możliwościami: niezrównane pierwsze przedstawienie teatralne, cyrk, okoliczne sklepiki pełne wspaniałości, kino, wesołe miasteczka, wszystkie te „raje mojego dzieciństwa”. Autorka samokrytycznie przyznaje, że „dość samolubnie wykorzystywała status odzyskanego cudem dziecka”, ale także wiedziona instynktem próbowała leczyć się z emocjonalnych ran właśnie tym zachłannym czerpaniem w życia. Składa też ogromny hołd i babce, i matce, niezwykłym kobietom, które mimo dramatycznych przejść z energią przystąpiły do pracy w sferze sobie najbliższej; z żelazną dyscypliną pisały, wydawały, organizowały, a mimo wszystkich kłopotów wiele uwagi poświęcały dziewczynce poturbowanej przez los, próbując znaleźć najlepsze sposoby jej wychowania.

Kolory i szarości

Świat, kolorowy i kuszący dla dziecka, dorosłym wydawał się bardziej szary, bo mierzyli się nie tylko z własnymi wspomnieniami o bolesnych przeżyciach, lecz także z bardziej przyziemnymi problemami: gdzie mieszkać, skąd zdobyć trochę odzieży czy pościeli, jak zapracować na utrzymanie. Olczak-Ronikier cytuje zachowany formularz, w którym panie Mortkowiczowe wyliczały starannie straty materialne, jakie poniosły wskutek wojny, zawartość mieszkań, szaf, kuchennych kredensów, majątek wydawnictwa. Przejmujący spis uwzględniający też uszczerbek na zdrowiu i pokazujący ogromny rozziew między życiem przed 1939 rokiem a tużpowojennym. Wiele miejsca w książce zajmuje próba reaktywacji rodzinnego wydawnictwa, nawiązania kontaktów z dawnymi autorami, publikowania kolejnych książek, borykania się z biurokracją. Wspominani są bliżsi i dalsi krewni, przyjaciele – obszernie choćby Leopold Staff i Tadeusz Różewicz, znajomi, życie w literackiej enklawie przy Krupniczej. Joanna w pewnym momencie niemal znika z kart własnej książki, by pojawić się jeszcze w świetnym rozdziale o swojej przyjaźni z Kirą Gałczyńską i wpływie, jaki Konstanty Ildefons wywarł na nią samą i jej postawę wobec życia. O ile więc pierwszą połowę „Wtedy” chłonąłem zachłannie, o tyle później zacząłem sobie ją dawkować – nie po to, by na dłużej starczyła, lecz by mieć szansę posortować mnożące się wątki i móc wyłuskać z nich to, co interesowało mnie najbardziej. Mimo iż nie jest to rzecz na miarę „W ogrodzie pamięci”, wspomnienia Joanny Olczak-Ronikier są z pewnością ważne dla odtworzenia losów ocalałych z Zagłady i jako obraz odbudowy życia po wojnie; wskrzeszają dawny Kraków, przypominają wiele postaci ważnych i zapomnianych. Wykorzystane i obficie cytowane dokumenty, listy, a nawet wiersze pozwalają bezpośrednio obcować z klimatem epoki, a styl autorki jest po prostu niezrównany.

Joanna Olczak-Ronikier, Wtedy. O powojennym Krakowie, Znak 2015.

12 thoughts on “Raje mojego dzieciństwa (Joanna Olczak-Ronikier, „Wtedy”)”

  1. xavierefann pisze:
    22 listopada 2022 o 18:07

    😍😍😍😍😍😍

    Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    25 listopada 2022 o 15:19

    Myślałem, że coś skrobnąlem na temat „W ogrodzie …”, ale jednak nie. I teraz mam zgryz czy ja to w ogóle czytałem. Trzeba by zacząć robić jakieś choćby trzylinijkowe wpisy, bo skleroza rzecz straszna (acz przy kryminałach fajna) :P

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 listopada 2022 o 17:41

      Zajrzyj do książki w bibliotece, może rzuci Ci się w oczy coś znajomego :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        1 grudnia 2022 o 05:16

        Już za mną te czasy, gdy czytaną książkę rozpoznaje się po krótkim fragmencie :P W połowie ponownej lektury coś by może zaświtało :D Przy piórze pani Olczak-Ronikier nie wydaje się to złym pomysłem :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          1 grudnia 2022 o 08:30

          Ale tu nie o akcję chodzi, można się samym stylem napawać :)

          Odpowiedz
  3. Katarzyna pisze:
    29 listopada 2022 o 15:59

    Mnie się to „Wtedy” podobało, ze względu na to, że nie ma tak dużo dobrych książek opisujących te pierwsze chwile zaraz „po” z takiego punktu widzenia jakby to określić… Może nie przeciętnego człowieka, ale też nie żołnierzy wyklętych, bandytyzmu, sowieckiego zbydlęcenia (jak u Huellego). Chyba ten Kraków mimo wszystko jednak trochę inaczej wojnę przetrwał, co zresztą pojawia się czasem w relacjach. Ale rzeczywiście trochę to jest chaotyczne i nieuporządkowane, chociaż może tak właśnie było?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 listopada 2022 o 17:58

      Życie na pewno było chaotyczne i nieuporządkowane, ale żeby to od razu przenosić do książki? :) Ale tak, faktycznie te chwile zaraz po wojnie jakoś umykają, chociaż widziałem ze dwie monografie roku 1945, jedną zresztą całkiem niezłą.

      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        1 grudnia 2022 o 13:06

        Pewnie się uśmiejesz, bo ja mam zawsze jakieś skojarzenia z d… wzięte, ale wiesz z czym to akurat mi się skojarzyło? Z „Europą w rodzinie” Marii Czapskiej. Kompletnie inna perspektywa i problematyka oczywiście, Czapska zresztą w ogóle nie miała moim zdaniem „lekkiego pióra”, może była dobrym naukowcem, ale pisarką, nawet wspomnień, to nie bardzo, w odróżnieniu od p. Olczak . Ale to samo wrażenie – niezwykle ciekawe tematy (np. zaskakująco otwarte zwierzenia nt. okresu dojrzewania i edukacji seksualnej i ogólnie wychowania przez matkę), wiele do opowiedzenia, ale chaos i trzeba to sobie dawkować. :-)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          1 grudnia 2022 o 13:35

          Sam mam dziwne skojarzenia, więc nie śmieję się z cudzych :D Chciałem kiedyś tę Czapską czytać, ale jak chaos, to chyba już nie chcę. To „Wtedy” wydaje mi się jakimś wypadkiem przy pracy, bo przecież, jak w „Korczaku” autorce brakowało materiału, to nie sztukował opowieściami o Różewiczu, tylko stawiała hipotezę i szła dalej. Na marginesie: i Korczak jest znakomity, i Piwnica pod Baranami.

          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            1 grudnia 2022 o 18:05

            Czytałam Korczaka, też uważam że świetny. Co do Czapskiej, to wiesz co, to jest dość skomplikowane. Tytuł „Europa w rodzinie” dużo obiecuje, a jest … To wygląda jak zbiór luźnych notatek, które wymagałyby jakiejś redakcji, trochę rzeczy się powtarza, trochę jest nazbyt rozwleczone (jak np. korespondencja jej babki z siostrami). Natomiast jest ładne parę fragmentów, które wbijają w glebę, jak np. opisy ultrakatolickiego wychowania odebranego przez rodzeństwo Czapskich, czy wstrząsający opis śmierci jej matki. Nb. opisany jak z perspektywy badacza zza szyby… No i te właśnie aspekty dojrzewania i edukacji seksualnej, o których wspominałam. Maria była czwartą córką „przyjętą z rezygnacją” jak sama pisze (oczekiwano syna, Józef był wyraźnie faworyzowany), widać w tym duży żal do rodziny. Moim zdaniem to jest taka książka, która jest niedobra, ale ciekawa, zwłaszcza w kontekście idealizacji niegdysiejszego dziecięcego szczęścia. Choć też trzeba sobie dawkować…Sama nie wiem, ja nie żałuję, że przeczytałam.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              1 grudnia 2022 o 21:20

              Faktycznie, to nie są tematy powszechne w memuarach, w takim razie jeszcze nie skreślę ostatecznie z listy. Może zresztą nazbyt się przyzwyczailiśmy do pamiętników gładkich a miałkich i coś mniej dopracowanego budzi w nas sprzeciw?

              Odpowiedz
  4. Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT