Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pensjonat Pod Paździerzem (Margaret Durrell, „Co się stało z Margo?”

Posted on 9 października 202311 lutego 2024 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Co się stało z Margo?

Gerald Durrell przedstawia swoją starszą siostrę Margo jako niezbyt bystrą nastolatkę skupioną na chłopcach, strojach i stanie cery. Po wybuchu drugiej wojny wyszła za lotnika i wyjechała z nim do Afryki Południowej. Urodziła dwóch synów, rozwiodła się z mężem i w 1947 roku otworzyła w Bournemouth pensjonat. Kilkanaście lat później pisała o tym książkę, odnalezioną na strychu w latach dziewięćdziesiątych i wydaną z pochwalnym wstępem jej młodszego brata, choć może lepiej byłoby zostawić tekst tam, gdzie leżał.

Minimrowisko

Pomysł otworzenia pensjonatu podsunęła Margo ciotka Patience, która jednak wyobrażała sobie eleganckie miejsce pełne dystyngowanych gości, a nie hałaśliwe minimrowisko zamieszkane przez dziwaczną ludzką zbieraninę: ekscentrycznego malarza aktów, muzyków, pielęgniarki czy samotną matkę z synem Nelsonem, którego zainteresowanie sprawami reszty lokatorów przekracza granice dobrego wychowania. Trudno tu o spokój, mieszkańcy mają różny rytm dnia, różne temperamenty, sympatie i antypatie, nieuchronnie dochodzi do spięć, które gospodyni musi rozładowywać; sąsiedzi też nie spoglądają na przybytek Margo przychylnym okiem i musi się ona mierzyć ze złośliwymi komentarzami. Niekiedy wydarza się jakaś grubsza afera, wkracza policja, straż pożarna albo, co gorsza, ciotka Patience. Bywa, że Gerry podrzuca siostrze swoje zwierzęta, a jej synowie wraz Nelsonem zakładają hodowlę białych myszy.

Nie wszyscy muszą pisać

Wszystko to, niby drobne i zwyczajne, zapewniłoby pewnie sporo przyjemności przy lekturze, gdyby nie to, że Margaret Durrell zawodzi na dwóch polach. Po pierwsze, nie ma wyczucia dramatycznego, które pozwoliłoby jej z ciągu codziennych wydarzeń wyłuskać te o największym potencjale na pełnokrwistą historyjkę czy anegdotę. Oczywiście można powiedzieć, że w pensjonatowym życiu trudno o takie sytuacje, ale czy to przeszkadzało jej młodszemu bratu? Nie. W końcu „se non è vero è ben trovato”. Margaret natomiast marnuje nawet te epizody, które aż się prosiły o twórcze przetworzenie (albo chociaż o barwne opowiedzenie). Przykład najbardziej jaskrawy: od początku książki Margo boi się, że jej młodszy brat Gerry zjawi się u niej z jakimiś dzikimi zwierzętami „na przechowanie”. I faktycznie, pojawia się gromadka małp, które w końcu uciekają i szaleją po okolicy. Cóż za okazja, żeby zdynamizować opowieść, a tymczasem pani Durrell zbywa ją paroma zdaniami, jakby ją to nie obeszło i cała afera nie miała z nią związku. Ostatecznie jednak wystarczyłoby samo obserwowanie tego zbiorowiska, jakim jest pensjonat, z masą różnorodnych postaci, nieuchronnymi starciami charakterów i temperamentów. Tyle że tu Margaret popełnia drugi grzech, trudniejszy do wybaczenia: zawodzi jako stylistka. Czy, mówiąc dosadniej, wręcz morduje swój tekst, spiętrzając słowa, które się ze sobą nie łączą, nie tworzą u czytelnika żadnego obrazu. Czyta się to opornie; zdania, w zamierzeniu autorki zapewne lekkie i wdzięczne, przypominają raczej zlepki przypadkowych wyrazów. Szalenie to męczące w odbiorze i w pierwszej chwili pomyślałem niemile o tłumaczu i redaktorce, których z tego miejsca przepraszam, bo sprawdzenie opinii czytelników anglojęzycznych pokazało, że to grzech pierworodny tej książki, a nie wina polskiego wydania. Dziwi mnie, że rękopisu nie poddano gruntowniejszej obróbce redakcyjnej, która zdecydowanie by mu się przydała, albo po prostu nie porzucono z powrotem na zakurzonym strychu. Są tu, trzeba uczciwie przyznać, także lepsze momenty: szczególnie żywe, naturalne dialogi i przebłyski sarkastycznego humoru, ale też rażące już dziś określenia typu „mały tłuścioch” czy „pedzio”. W przypadku takich książek zwykle pisałem, że nadają się głównie dla najbardziej zagorzałych wielbicieli – w tym przypadku miłośników rodziny Durrellów – ale ponieważ sam się do nich zaliczam, a opowieść Margaret wynudziła mnie setnie, napiszę, że lepiej sobie odpuścić.

Margaret Durrell, Co się stało z Margo?, tłum. Marek Fedyszak, Noir sur Blanc 2023.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

13 thoughts on “Pensjonat Pod Paździerzem (Margaret Durrell, „Co się stało z Margo?””

  1. czytankianki pisze:
    9 października 2023 o 15:57

    Trzeba rzeczywiście nie lada umiejętności, żeby zepsuć TAKI temat.;( Po cichu liczyłam na to, że siostra wniesie coś ożywczego do historii rodziny.

    Wbić do Ciebie z komentarzem to także sztuka.;)))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      9 października 2023 o 20:16

      Co niedobrego z komentarzami? Bo widzę, że się zaktualizował formularz.
      Też liczyłem na świeże spojrzenie Margot, bo w sumie miała trochę materiału, parę perspektywicznych wątków, no i niestety. Chyba nie bez powodu ten maszynopis leżał ponad 30 lat na strychu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytanki anki pisze:
        10 października 2023 o 14:47

        Trudniej się zalogować, bo chyba więcej opcji się wyświetla, co mnie akurat zdezorientowało.;)
        Nurtuje mnie kwestia tłuściocha i pedzia – Margot używa tych określeń w odniesieniu do innych, czy cytuje czyjeś wypowiedzi?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 października 2023 o 20:06

          Mam nadzieję, że udało Ci się opanować formularz :) Tłuściochem Margo nazywa tego nieletniego lokatora, zresztą wobec niego ogólnie i ona, i wszyscy dokoła używają mało wybrednych określeń. Pedzio to chyba wypowiedź któregoś z lokatorów o innym lokatorze. W gruncie rzeczy nawet w latach sześćdziesiątych nie brzmiało to szczególnie neutralnie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    10 października 2023 o 21:11

    Nie każdemu jest dany dar pióra, ale coraz mniej osób na to zważa :P Czasem marketingowa moc słynnego nazwiska sprawia, że wydaje się nawet listę zakupów do warzywniaka :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 października 2023 o 08:02

      Tu chyba zdecydowanie magia nazwiska zadziałała. Ale, kurczę, mogli chociaż nad tym tekstem popracować.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        17 października 2023 o 12:09

        Brak redakcji niestety daje czasem po oczach. Ostatnio czytałem thriller z wątkiem paranormalnym, gdzie nikt autorowi nie powiedział, że jak się ma ulubione słówko, to jednak może nie używać go w książce bez mała na każdej stronie :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 października 2023 o 18:11

          A to akurat trzeba mówić autorom, bo sami nie zauważają :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. małgosia pisze:
    11 października 2023 o 11:36

    To tylko pokazuje, że nie można osiadać na laurach. Ale kiedy zaczynają gonić terminy, a potrzebna jest kasa wówczas zdarza się taki niewypał. Ja nie znam autorki, więc nie czuję się rozczarowana. A szczerze pisząc to chciałam sprawdzić, czy uda mi się zamieścić komentarz, choć Bogiem, a prawdą nie mam nic do napisania ciekawego, ale ostatnio napotykam często na bariery nie do przebycia w tej materii, więc sprawdzam. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 października 2023 o 14:19

      Niee, podejrzewam, że ona to pisała dla siebie, a może chciała wydać i jej odrzucono i dlatego tekst wylądował na strychu. Niestety przedmowa tego nie precyzuje, a trochę szkoda.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. qbuspozera pisze:
    6 listopada 2023 o 18:25

    W trakcie szybkiego pierwszego rzutu okiem przeczytałem „mimirowisko” zamiast „minimrowiska” i potem się rozczarowałem :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 listopada 2023 o 20:11

      O, biedaku, ściskam i łączę się w bólu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Pingback: Słupek przy słupku, edycja 2024 – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d