Dzieje ludzi (Maria Dąbrowska, „A teraz wypijmy…”)

a teraz wypijmy

 

Po wielkim sukcesie „Nocy i dni” Dąbrowska postanowiła napisać kolejną epopeję, podsumowującą doświadczenia dwudziestu lat polskiej niepodległości. Akurat gdy znalazła na nią pomysł, wybuchła wojna, co zmusiło pisarkę do rozszerzenia perspektywy – a to okazało się pracą ponad jej siły. Pisała i przerywała pisanie, tworzyła fragmenty, które miały wejść w skład planowanej powieści, drukowała je w czasopismach jako opowiadania, potem przykrawała do potrzeb epopei – by ostatecznie dzieła nie ukończyć.

Codzienność w niecodziennych czasach

Opowiadania łączą więc postacie bohaterów: pisarza Józefa Tomyskiego, jego żony Ludmiły, siostry Joanny Tomyskiej, kuzynki Ewy Radgowskiej oraz ich przyjaciół i znajomych bliższych lub dalszych. Prowadzą oni zwykłe życie – zwykłe na miarę okupacji, niemieckiego terroru, ciągłej niepewności jutra, starają się też w miarę swych możliwości działać przeciwko wrogowi: pisząc do podziemnej prasy, kolportując ją, prowadząc tajne komplety, ukrywając poszukiwanych. Żadnego spektakularnego bohaterstwa, romantycznych szalonych porywów, po prostu wykorzystywanie swoich możliwości dla przybliżenia zwycięstwa choćby o krok. Fabuła opowiadań też jest mało spektakularna: Dąbrowska skupia się na codzienności, pokonywaniu rozmaitych trudności, rozstrzyganiu dylematów, jakie stawiała przed ludźmi okupacja – wyraźnie pokazuje, jak cienka linia oddzielała tragizm od groteski, tak jak w „Skórce od słoniny”. Tomyski, zajęty pisaniem powieści, zapomina o garnku zostawionym na kuchence i wywołuje pożar, niegroźny, ale wystarczający, by zaalarmować całą kamienicę. To banalne wydarzenie mogło mieć jednak groźne skutki – nie tylko spalenie całego domu, ale przede wszystkim „spalenie” całej nielegalnej działalności, jaka się w nim odbywała, gdyby na miejscu pojawili się Niemcy. Zwraca na to uwagę pisarza stróż kamienicy, który rzecz jasna doskonale orientował się w życiu swoich lokatorów. Wstrząsające, choć nadal dalekie od jakiegokolwiek patosu, jest „Gdzie ty jesteś, Joanno?”. W czasie powstania warszawskiego ranna w nogę Joasia Tomyska trafia do szpitala. Nie pozwala na amputację, więc w ranie rozwija się gangrena, a bohaterka pogrąża się w gorączkowych majaczeniach. Umiera w momencie podpisania kapitulacji powstania. Umiera zwyczajnie, nie na barykadzie z bronią w ręku, bo, jak pisze Dąbrowska, zawsze „tak toczyły się dzieje. Nie dzieje władców. Dzieje ludzi”.

Świat nas cudownie przemilczy

Bohaterowie opowiadań są przedstawicielami inteligencji, ale nie brakuje tu też ludzi z innych grup społecznych: stróż, strażnik tajemnic kamienicy, Cechna, pomoc domowa Tomyskich, wygadana i zaangażowana w jakąś niejasną aktywność, szwagierka Ewy, Antosia, chłopka, i jej bratanek Władyś, pełni godności i „roztropnego męstwa”. Inteligenci dyskutują o aktualnej sytuacji, o tym, co przyniesie przyszłość („Miało się ku świtaniu”), snują plany, lecz to prosty stróż najcelniej podsumowuje te wszystkie dylematy: „Kto wie […] jakie czasy idą? Kto wie? Czasy […] idą, ma się rozumieć, trudne”. Trudne czasy, które trwają, i te, które nadejdą, nie zwalniają z przyzwoitości i wykonywania swoich obowiązków („Nie wolno wymawiać się od twórczości nawet okupacją”, mówi malarka Radgowska), a drobne czynności pozwalają poczuć choć namiastkę normalności („Czasem wystarcza doprowadzić do ładu i lśniącej czystości powszednie rzeczy dokoła siebie, aby dźwignąć się z rozterki, pokonać rozpacz i zwątpienie”). Stąd u Dąbrowskiej dążenie do ukazania okupacyjnej codzienności, która przecież była udziałem dużo większej części społeczeństwa niż waleczne czyny, a przecież wcale nie była mniej istotna. Bohaterstwo też jest tu ciche, niepozorne, ale tak samo ściąga okrutny odwet okupanta („W piękny letni poranek”). Docenia je ukrywany przez polską dentystkę angielski lotnik, który stwierdza z podziwem: „W Anglii nie ma człowieka, który by dla kogokolwiek na świecie zrobił to, co wyście zrobiły dla mnie”. Czy docenią je też kolejne pokolenia? Co do tego są wątpliwości: może nikt nie uwierzy ani w ogrom zbrodni, ani ogrom ofiar. „A jeśli kto uwierzy, to będzie miał więcej wstrętu do tych, co takie zbrodnie na sobie musieli wycierpieć, niż do tych, co je popełniali. […] Zobaczycie, jak świat nas cudownie przemilczy”. Może to chęć przeciwstawienia się temu przemilczeniu motywowała Dąbrowską do pisania. Szkoda, że za jej życia te opowiadania nie ukazały się w książce. W przedmowie do tego tomu profesor Tadeusz Drewnowski napisał, że gdyby tak się stało, stanęłyby w jednym rzędzie z tekstami Zofii Nałkowskiej czy Tadeusza Borowskiego. Trudno się z tym nie zgodzić. Wielka więc szkoda, że ukazały się dopiero trzydzieści lat od napisania i pechowo trafiły w taki czas, kiedy przez Polskę przewalała się kolejna burza dziejowa, a przez to nie istnieją właściwie w świadomości czytelników.

Maria Dąbrowska, A teraz wypijmy…, podał do druku i przedmową opatrzył Tadeusz Drewnowski, Czytelnik 1981.

(Odwiedzono 210 razy, 210 razy dziś)

10 komentarzy do “Dzieje ludzi (Maria Dąbrowska, „A teraz wypijmy…”)”

  1. Zainteresowałeś mnie tymi opowiadaniami. Generalnie nie przepadam za krótką formą, ale podawanie przykłady, cytaty czy sformułowania przemówiły do mnie. I to, że świat, tak cudownie nas przemilczy. Ależ to prawdziwe, to co dla nas tak ważne, tak istotne, to, dla czego ponosimy tyle ofiar, rozterek, moralnych dylematów okazuje się za kilka, kilkanaście a na pewno kilkadziesiąt lat nie warte wspomnienia. Niestety książki nie ma w katalogu mojej biblioteki. Sprawdzę w antykwariacie

    Odpowiedz
  2. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym zbiorem opowiadań, więc podwójne podziękowania za recenzję. Tematyka wielce interesująca, nawet tytuł zachęcający.;)

    Odpowiedz
    • Miałem ochotę na Dąbrowską, ale nie mam czasu na powtórkę Nocy i dni :) Trzeba przyznać, że MD znalazła sposób na opisywanie okupacyjnych przeżyć, jakiego chyba nikt inny nie znalazł. A tytuł pochodzi od jednego z ciekawszych opowiadań i pokazuje „skromną odwagę”, która wcale nie jest skromna, mimo że nie polega na rzucaniu granatami.

      Odpowiedz
  3. Wstyd się przyznać, ale nawet „Noce i dnie” znam jedynie z urywków ekranizacji. Jakiś czas temu zainteresowałeś mnie Dziennikami MD, ale, znów, jakoś nasze drogi się nie zeszły :( Jedyne co na plus, to wcale smaczna (choć ciężka), lektura „Kowalskiej” :)

    Odpowiedz
  4. Smutna to ironia, że chcąc walczyć z przemilczeniem sama przemilczana została. Ale w sumie Twój tekst można uznać za jakąś formę przełamania tego przemilczenia.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.