Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Tak się właśnie kończy świat” (Nevil Shute, „Ostatni brzeg”)

Posted on 14 grudnia 20249 sierpnia 2025 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ostatni brzeg

Zaczerpnięte z Thomasa Stearnsa Eliota motto do „Ostatniego brzegu” brzmi: „I tak się właśnie kończy świat/Nie hukiem ale skomleniem”. W powieści Nevila Shute’a faktycznie świat ginie bez huku, ale nazywanie postaw bohaterów skomleniem jest grubą niesprawiedliwością wobec nich.

Ostatnie chwile

Gdy półkula północna zostaje spustoszona przez wojnę atomową, południowe wybrzeże Australii czeka, aż nieuchronnie dotrze nad nią chmura radioaktywnego pyłu i wszelkie życie skończy się wskutek choroby popromiennej. Jest rok 1963. Komandor Peter Holmes, jego żona Mary, ich przyjaciółka Moira, amerykański kapitan okrętu podwodnego Dwight i młody fizyk James oczekują kresu. Podjęte przez niedobitki marynarki wojennej wyprawy zwiadowcze na północ odbierają wszelką nadzieję: nikt tam nie przeżył, poziom promieniowania nie spada, dla Australii nie ma żadnego ratunku. I ludzie reagują na to wręcz za spokojnie, żadnych gwałtownych incydentów, żadnych biczowników na ulicach, żadnego „hej, użyjmy żywota!”. Jakby wszyscy po prostu przyjęli katastrofę do wiadomości i postanowili żyć normalnie jak najdłużej.

Pozory normalności

I to chyba czyni z powieści Shute’a rzecz tak niepokojącą. Akcja toczy się leniwie wśród codziennej krzątaniny: nie ukazuje się prasa, nie ma benzyny, więc uziemione są samoloty, okręty stoją w portach, samochody pokrywają się kurzem w garażach, do łask wróciły rowery. Kursują pociągi i tramwaje, sklepy sprzedają resztki towarów i tylko w aptecznych magazynach piętrzą się małe czerwone pudełeczka z trucizną, która zostanie wydana obywatelom w ostatniej chwili. Peter i Mary opiekują się małą córeczką i planują swój ogródek, Moira za dużo pije i balanguje, pokrywając tym rozpaczliwą tęsknotę za miłością, której nie ma już szansy zaznać, Dwight żyje iluzją, że jego żona i dzieci wciąż mają się dobrze w Ameryce, a James, rzetelny naukowiec, na ostatek pragnie zaznać silnych wrażeń. Piękna pogoda jeszcze podkreśla tę nierzeczywistą, wręcz sielankową atmosferę. Rzadko padają pytania, dlaczego ludzkość musiała wyginąć, dlaczego nikt nie powstrzymał eskalacji atomowego konfliktu, czemu ucierpią niewinni. Świat odrodzi się za kilka lat, gdy poziom promieniowania spadnie, już bez ludzi, obojętny na to, co zniszczyło cywilizację.

Katastrofa bez huku

„Ostatni brzeg” czytany dziś może wydawać się dziwnie mało efektowny, a jednak jako dziecko wychowane wśród podsycanych przez peerelowską propagandę obaw przed amerykańską bronią jądrową rozmieszczaną w RFN wierzę, że w pełnym napięć okresie zimnej wojny Shute wcale nie musiał się uciekać do opisywania żadnych okropieństw. Stworzony przez niego obraz końca świata i bez tego musiał głęboko przemawiać do czytelników, na co dzień żyjących z lękiem przed katastrofą – mogła nastąpić za miesiąc, za rok, za dekadę, ale wydawała się nieuchronna: w końcu ktoś gdzieś popełniłby błąd w ocenie sytuacji, ktoś zbyt pochopnie nacisnąłby czerwony przycisk, kładąc kres znanej nam cywilizacji. A mimo tego lęku ludzie, tak jak Australijczycy w powieści, żyli, zajmowali się swoimi sprawami, czerpali pociechę i radość ze spraw drobnych, kochali się, pracowali, odnosili sukcesy i porażki. Literacko również książka jest niezbyt efektowna, ot, prosta historia o grupce przyjaciół, nieszczególnie pogłębiona psychologicznie, a jednak są tu epizody głęboko przejmujące: ucieczka marynarza z okrętu podwodnego, wizyta w amerykańskiej stacji nadawczej, obrazy wymarłych wybrzeży, śmierć matki Jamesa… I do tego coraz duszniejsza atmosfera w miarę zbliżania się końca, lęk pokrywany wisielczym humorem, troska o najbliższych, decyzje, by odejść na własnych warunkach, zanim choroba popromienna poczyni zbyt duże postępy.

Nevil Shute, Ostatni brzeg, tłum. Zofia Kierszys, Rebis 2021 (wydanie 7!). Wiersz Eliota w przekładzie Czesława Miłosza.

 

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

11 thoughts on “„Tak się właśnie kończy świat” (Nevil Shute, „Ostatni brzeg”)”

  1. Maciej Studencki pisze:
    14 grudnia 2024 o 12:47

    Ta powieść zawsze kojarzyła mi się z opowiadaniem Bradbury’ego „Sierpień 2026. Nadejdą ciepłe deszcze” z „Kronik marsjańskich” (chyba w przekł. Adama Kaski). Tam „iluzję normalności” podtrzymują automaty, tutaj ludzie, ale upiorne wrażenie wywoływane przez ten kontrast jest podobne.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 grudnia 2024 o 13:01

      Kurczę, nie znam tego Bradbury’ego, a wygląda interesująco.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Maciej Studencki pisze:
        14 grudnia 2024 o 18:06

        Samo to opowiadanie jest wstrząsające, a cały zbiór rewelacyjny, chociaż też trochę każdy kawałek w swoją stronę ciągnie.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          15 grudnia 2024 o 09:40

          Ten Bradbury, którego znam, jest mocno nierówny, więc jestem jakby przyzwyczajony :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. Agnes pisze:
    14 grudnia 2024 o 15:12

    Przesmutna książka. Pisałam o niej trzynaście lat temu!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 grudnia 2024 o 15:22

      Ładny kawałek czasu. A ja skończyłem wczoraj i się zastanawiam, czy czytałem to pierwszy raz, czy jednak już to znałem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    20 grudnia 2024 o 10:06

    Czytałem i wydawało mi się, że nawet o niej pisałem, ale szybkie przejrzenie archiwum pl.rec.ksiazki pokazało, że jednak nie. Brałem tylko udział w wymianie zdań o i napisałem wtedy coś takiego:
    „Autor jakby na siłę stara się uszlachetniać całą pozostałą przy życiu populację. A przecież tam gdzie zaistnieje sytuacja ekstremalna zawsze zdarza się obserwować skrajnie różne reakcje. Od totalnego zezwierzęcenia, po godność właśnie. A tymczasem w „Ostatnim brzegu” ludzie planują jak urządzić sobie ogródek – i to wszyscy bez_żadnego_wyjątku. Jako bliższe prawdy i znacznie bardziej wstrząsające polecam czytane właśnie „Miasto ślepców” J. Saramago”.
    Co ciekawe „Miasto …” polecałem ostatnio Starszemu dziecku, które rozczytało się nagle samo z siebie i sam myślałem o powtórce :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 grudnia 2024 o 11:57

      Tak, ten fatalizm jest zadziwiający, ale w sumie co właściwie mieliby ci Australijczycy robić? Uciec nie mają gdzie, mścić się nie mają na kim, to uprawiają te swoje ogródki do samego końca i chyba ich rozumiem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        22 grudnia 2024 o 05:57

        Akurat uprawy ogródka nie rozumiem nawet bez sytuacji z mieczem Damoklesa :P Swoją drogą, wspominasz o czasach, kiedy baliśmy się atomowego grzyba, a w szkołach wisiały plansze o kładzeniu się w rowie lub pod oknem, a przecież ten podskórny lęk wrócił, tylko nie ma tych widomych znaków w przestrzeni publicznej :(

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          22 grudnia 2024 o 11:21

          Tak. W razie ataku jądrowego należało zamalować okna wapnem. Fascynujące były te wytyczne :(

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  4. Pingback: „Towar o nazwie »przeżycie«” (Sven Holm, „Termush”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 dni ago
View on Instagram |
1/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
2/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d