„Kiedy to się zaczyna?”, pyta bohater opowiadania Marii Dańkowskiej. W jego przypadku chodzi o to, kiedy traci się młodzieńczy idealizm, a zaczyna się dążyć do zdobycia pozycji. W przypadku bohaterów innych opowiadań „tym” jest zrozumienie, że nie docenia się innej osoby, nie dostrzega zainteresowania, nie widzi bezinteresowności, rodzącej się przyjaźni czy pierwszej miłości…
Szczery gest
W tym zaskakująco równym tomie wyróżnia się zdecydowanie „Głuptak” Janiny B. Górkiewiczowej, o której „Izydorze” pisałem niedawno. Znowu mamy akcję osadzoną w górskiej wiosce w momencie przełomu, między starymi zwyczajami a nowoczesnością, chociaż ze względu na ograniczenia objętości, jest to raczej tylko sygnalizowane. Dziesięcioletni Paweł Mrówka, po śmierci rodziców i babci, wychowywany jest przez dziadka, przedstawiciela starszego, tradycyjnego pokolenia, który ewidentnie nie radzi sobie w tej roli, więc chłopiec chodzi obdarty i zaniedbany, a stary Mrówka odrzuca wszelkie sugestie pomocy. Nic dziwnego, że od Pawła stronią rówieśnicy, kpiący z jego biedy, że upokarzają go nauczyciele. Ma opinię krnąbrnego i „głuptaka”, pozostaje więc na marginesie społeczności, powoli grawitując w kierunku „złego towarzystwa”. Przyczyną kolejnych zadrażnień stają się buty, które dziadek kupił chłopcu kosztem wielu wyrzeczeń; to pierwsza od dawna nowa rzecz, jaką ma Paweł, jest więc z niej dumny. Inne zdanie na ten temat mają dyżurni, którzy brutalnie chcą wymusić na Pawle zmianę obuwia na szkolne kapcie… Tradycja ma w „Głuptaku” postać dziadka, który mówi gwarą, za dużo pije i chce żyć tak, jak żył dotąd, kiedy nikt mu się w nic nie wtrącał, nie pouczał go i nie litował się nad nim. Wnuka trzyma krótko, nie pozwala przyjmować pomocy. Nowoczesność to pachnąca świeżością szkoła tysiąclatka, telewizor u sąsiada i oglądanie „Kobry” oraz kapitana Klossa, ale też poprawa warunków zdrowotnych, poziomu życia. To też niestety kierownik szkoły szarpiący uczniów za uszy i nauczyciele, którzy potrafią upokorzyć uczniów i którzy wygłaszają dydaktyczne mówki o tym, jak niewdzięczni uczniowie nie chcą korzystać z dobrych warunków, jakie im stworzono. Nie mają czasu albo chęci naprawdę pochylić się nad potrzebami dzieci – a jak się okazuje, w przypadku Pawła mógłby pomóc drobny gest, ale nie motywowany litością, lecz wyłącznie życzliwością; drobny prezent od starszego kolegi, który wystarczył, by dziesięciolatek poczuł się jak człowiek, a nie obiekt zabiegów wychowawczych wątpliwej jakości.
Egoiści i idealiści
W trochę podobnej sytuacji jest Piotr z „Łatwiej wystrzelać bandę Jima” Tadeusza Zimeckiego. Syn dozorczyni, rozwiedzionej z mężem alkoholikiem, z miejsca jest tym gorszym, podejrzewanym zawsze, gdy wydarzy się coś złego. On ma jednak wsparcie w matce, która go kocha i mu ufa. Czy przekona się do niego również Kasia? Kilka tekstów porusza kwestie konformizmu lub egoizmu, idealizmu oraz odwagi cywilnej. Maryla („Być babim latem” Krystyny Siesickiej) korzysta z pracy i pomocy dziadka, szybko jednak przestaje go doceniać, żyjąc sobie wygodnie w domu, w którym wszystko zawsze jest gotowe na czas. Egoizm zarzuca sobie Fredek („Powrót do domu” Klementyny Sołonowicz-Olbrychskiej), który wbrew woli ojca wykształcił się na lekarza, zamiast przejąć rodzinne gospodarstwo. Chce mu to wynagrodzić, biorąc go do siebie, żeby miał na starość lżejsze życie, ale spotyka się z odmową. Nastoletni idealiści z trudem godzą się z konformizmem starszych, kombinowaniem, awansami cudzym kosztem i bez liczenia się z kimkolwiek: Karola („Prywatna rozmowa” Aleksandra Minkowskiego) niechęć do takiego postępowania starszego brata popycha do ucieczki z domu, Wojtka zaś, syna dyrektora wielkiej fabryki, do zadawania pytań o przeszłość ojca („Malinowa góra” Marii Dańkowskiej). Ta sama autorka w „Myszy” zderza nieśmiałą idealistkę Myszkę z grupą kontestatorów rzeczywistości. Pogardzana przez nich koleżanka ma odwagę wprost wytknąć im, że nie są prawdziwymi buntownikami, lecz jedynie pozerami, uważającymi się za lepszych od innych. We „Wzorze dla kapitana” Stanisławy Fleszarowej-Muskat mamy dla odmiany dorosłego idealistę, który nie chce piąć się po szczeblach kariery, mimo wyrzutów żony. Rodzina zaczyna inaczej na niego patrzeć dopiero po tym, jak na jaw wychodzi jego wojenna działalność. „Obok mnie” Siesickiej i „Kartki z zielonego zeszytu” Barbary Tylickiej podkreślają znaczenie odwagi cywilnej i brania odpowiedzialności za własne czyny, a „Jestem, jaki jestem” Zbigniewa Pawłowskiego to historia o poszukiwaniu samego siebie: Jurek musi zdecydować, co jest dla niego ważne – i kto jest ważny, manipulantka Baśka czy sympatyczna i bezinteresowna Hanka.
Różne światy
Świat bohaterów tych opowiadań to przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Na topie są Hans Kloss, Skaldowie i Czerwono-Czarni, ale ambitniejsza młodzież chodzi też na recitale chopinowskie Adama Harasiewicza (w 1955 roku zwyciężył w Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim). Mamy świat tych, którym się powiodło (dyrektor fabryki) i tych, którym się powiodło mniej (pracownik wodociągów, dozorczyni) lub wcale i klepią biedę (salowa dorabiająca praniem, dziadek Mrówki), a to rzutuje na ich dzieci: te bananowe („miętusy w kanadyjskich farmerkach, mają skutery i japońskie magnetofony”) i te, które ciężko pracują, pomagając rodzicom w sprzątaniu wielkiego bloku i roznoszeniu mleka o świcie. Wciąż „pranie tyłka” jest ogólnie przyjętą metodą wychowawczą, podobnie jak targanie za uszy, nauczyciele prawią kazania, nie uciekając od upokarzania uczniów, choć nie wszyscy. Szczęśliwi są ci, którzy mają dziadka dbającego o dom pod nieobecność zapracowanych rodziców, i ci, którzy nie muszą się za swoich opiekunów wstydzić; inni, których ojcowie piją i biją, starannie ukrywają swoją domową sytuację, by nie dostać się na języki sąsiadów. Autorzy tekstów z tej antologii podeszli do swojej pracy rzetelnie, jak już wspominałem, poziom jest bardzo równy, choć ciężar gatunkowy problemów bywa różny. Miało być poważnie i jest, poza wprowadzeniem jednej pyskatej młodszej siostry nikt nawet nie próbuje wnieść do opowiadań choćby odrobiny humoru, więc tomik jest raczej do dawkowania sobie niż pochłonięcia na jedno posiedzenie.
Kiedy to się zaczyna. Wybór opowiadań, Horyzonty 1974.

Podziwiam Twoją zdolność do pisania o zbiorach opowiadań. Ja rozkopałem jeden tekst, a jak wczoraj próbowałem o niego wrócić, to się okazało, że już niewiele z książki pamiętam. Wracać mi się nie chce, bo aż tak dobry ten zbiór nie był :P
I znowu poważne. I znowu okazuje się, że cywilizacja jedne problemy usunęła, za to drugie stworzyła. I że wcale ta młodość taka różowa nie była :( Daruję sobie.
Ja mam notatki z zarysami fabuł, też bym nic nie pamiętał po skończeniu. Nie dlatego, że słabe, tylko przypadłość taką mam.
Młodość była, jak była. Mnie się nóż w kieszeni otwiera o memów z trzepakiem i podpisem, że jeśli to pamiętam, to miałem cudowne dzieciństwo. No doprawdy :(
Ja w końcu chyba też zaprowadzę kajecik na „złote myśli”, które mi się snują podczas czytania, bo jak próbuję je przywołać podczas pisania, to już nie ma czego. Przypadłość znam, a nawet czasem wykorzystuję, czego szczytem było czytanie tej samej książki kwartał po pierwszej lekturze. Pod koniec dopiero coś zaczęło świtać :(
I szkoda, że nie ma korekt do młodości, bo z perspektywy czasu, to wychodzi, że przeputałem cała jego kupę trawiąc na, jak gdzieś ostatnio posłyszałem, pierdolety :P
Kajecik to jest bardzo dobry pomysł, nie ruszam się bez swojego :D Gorzej jak mimo notatek nie jesteś w stanie skojarzyć, co to w ogóle było, a zdarza się, zdarza :P
Młodość się ma na pierdolety i przeputywanie :D
Jednakowoż można to robić w różnym stylu, a uwierz, mój do wartych polecenia nie należał :P Z drugiej strony, z zagospodarowywaniem wieku dojrzałego nie idzie mi jakoś lepiej. Widać jestem stworzony do bycia jak „Janko, co się niczym szczególnym w historii nie wyróżnił” :D
PS. Czekam na jakąś weselszą młodzieżówkę :)
Muszę chyba wygrzebać jakąś klasyczną przygodówkę o wakacjach, a nie te rozdrapy ciągie :) A mój styl był „inteligentny, ale leniwy” i dlatego nie nauczyłem się łaciny ani niemieckiego, bo mi się nie chciało odmian na pamięć kuć.
Ja sobie wypożyczyłem zestawik młodzieżówek autorstwa Pawła Beręsewicza. Jestem po pierwszej i mam ochotę na więcej :)
Ciumków?
Nie, takich raczej 16+, ale do Ciumków chętnie bym wrócił :)
16+ to z momentami? :D
Nie, raczej z problemami :) Ale lubię pióro p. Pawła i dwie już przeczytałem :)
A moje dziecko nie chce takich książek i jestem do tyłu :(
Ale bo co?
Bo lubię być na bieżąco :) Z literaturą, niekoniecznie z problemami młodzieży.
Ale dziecko czemu na nie? :)
Bo dziecko ma fazę kryminalno-fantasy-jakąś tam i powieści obyczajowe o problemach omija szerokim kołem.
Fajny pomysł na wartościowy przekaz, sam odbudowuję teraz dla siebie i dzieci księgozbiór PRL. To był i poziom, i klimat.