Podpadnięty policjant Tomáš Volf, zesłany do archiwum, postanawia się zrehabilitować w oczach zwierzchników, rozwiązując dwie stare sprawy, które jego zdaniem łączą się ze sobą. Kluczem do zrozumienia wydarzeń sprzed lat jest wpływowy polityk, wyciśnięcie jednak z niego informacji okazuje się niełatwe.
Zbrodnie nad granicą
Prominentny polityk Ondřej Novotný uczestniczył niegdyś w tamtych śledztwach jeszcze jako bardzo młody człowiek, zupełny żółtodziób w policyjnym fachu. W otwartej po zmianie ustrojowej strefie nadgranicznej z Austrią znaleziono zwłoki dwóch starych mężczyzn: jeden został zmuszony do popełnienia samobójstwa, drugiego brutalnie zadźgano wieloma ciosami noża. Novotný zostaje oddelegowany na prowincję, gdyż zna niemiecki, a w sprawę włączona ma być też austriacka policja – zeznania świadków wskazują, że po okolicy kręcił się podejrzany osobnik w aucie na austriackich numerach. Nawet taki zupełny laik jak Novotný zauważa, że miejscowi funkcjonariusze prowadzą dochodzenie dość niemrawo i z pewnością nie wtajemniczają go we wszystkie swoje podejrzenia. Kluczem do obu zabójstw wydaje się być odległa przeszłość, tużpowojenna, gdy z tych terenów brutalnie wysiedlano Niemców, ale – jak to zwykle bywa – mieszkańcy wsi niechętnie dzielą się wspomnieniami…
Opowiem ci, jak było…
Jedna z rad dawanych początkującym pisarzom brzmi: wydarzenia się pokazuje, a nie się o nich opowiada. Jiři Březina poszedł na przekór tej zasadzie i stworzył coś, co nazwałbym kryminałem gadanym. Oto jeden pan opowiada drugiemu panu o wydarzeniach sprzed lat, jeden gada, drugi słucha i niemrawo próbuje sprawdzać słowa tego pierwszego. Okej, pomyślałem, Novotný wprowadzi Volfa w detale i Volf pociągnie stare śledztwo. W zasadzie nawet zastanawiałem się, jak autor przejdzie od pogaduch przy piwie do pracy dochodzeniowej. O święta naiwności! Březina wcale nie miał zamiaru zmieniać swojej koncepcji: kryminał gadany zostaje takim do samego końca, a w trzech czwartych książki miałem już wytypowanego sprawcę (to bardzo zły znak, typuję zbrodniarza jedynie w naprawdę słabych kryminałach). I tak wyborem niecodziennej koncepcji autor zabił całkiem interesujący pomysł. Wynurzenia polityka są zwyczajnie niezbyt ciekawe, szczególnie że momentami bardziej niż prowadzona sprawa angażuje go pełna uroku właścicielka pensjonatu. Plus, rzecz jasna, stary wyjadacz nie zamierza od razu pokazywać wszystkich kart, wskutek czego jego historia może się ciągnąć całymi stronami. Novotný reprezentuje pokolenie, które weszło do polityki dzięki aksamitnej rewolucji, dowiadujemy się więc mimochodem tego i owego o mechanizmach polityki i motywach kierujących tymi, którzy do niej wtedy trafili. Niczego zgoła nie dowiadujemy się o Tomásie Volfie: ot, pali papierosy i lubi mroczny metal, no i chciałby wydostać się z archiwalnej piwnicy z powrotem do dochodzeniówki. Dlatego grzecznie wysłuchuje wspomnień swojego interlokutora i na końcu równie grzecznie godzi się z tym, że zmarnował masę czasu na próżno. Właściwie jedyną zaletą „Przedawnienia” jest pokazanie mało znanych u nas wydarzeń historycznych: wspomniałem już o okresie aksamitnej rewolucji, ale chodzi przede wszystkim o przemilczane „dzikie” wysiedlenia Niemców z terenów nadgranicznych, połączone z licznymi okrucieństwami i grabieżą ich majątków. Z podobnie bolesnych epizodów historycznych Petra Klabouchová potrafiła wysnuć mroczne i pełne beznadziei „Źródła Wełtawy”. Jiřiemu Březinie udało się wysnuć jedynie przydługą i nudnawą paplaninę.
Jiři Březina, Przedawnienie, tłum. Agata Wróbel, Afera 2018.

A mi się „Przedawnienie” bardzo podobało, chociaż już nie pamiętam czemu… dawno czytałam. Za to rozczarowała mnie „Południca”, kolejna wydana u nas powieść tego autora.
Tak se myślę, że przeczytam „Źródła Wełtawy”, które czekają a czekają, a potem może to „Przedawnienie” jeszcze raz i się odniosę merytoryczniej niż powyżej :-) Chociaż zapewne do tego czasu upłynie tyle wody w Wełtawie, że już dawno będziemy w Morzu Północnym i nie będzie sensu się wywnętrzać.
Wiem że Wełtawa za pośrednictwem Łaby wpada do Morza Północnego, albowiem oglądałam serial o dzielnym czechosłowackim milicjancie, majorze Zemanie, a tam w jednym odcinku z Pragi płynęli do Hamburga. Barką handlową. Co mnie zszokowało, bo podświadomie myślałam, że skoro kraj nie ma dostępu do morza, to tak jakby w ogóle zasobów wodnych nie miał… Głupio, wiem, ale co poradzę.
Ciekaw, jestem, czemu Ci się Przedawnienie podobało, bo zalety widzę nikłe, ale z kolei na LC opinie są podzielone 50/50. Źródła Wełtawy to zdecydowanie lepszy wybór, nawet na rejs barką do Hamburga :D
Lubię paplaninę, ale niekoniecznie w kryminale :) A ostatnio coraz jej więcej, nie tylko w zagranicznych produkcjach :P
To nawet nie chodzi o to, że paplają (paplą?), ale że takie prowadzenie fabuły średnio wciąga.
To może być ciekawy tekst!
Miałam podobne wrażenia po lekturze – przegadana. Owszem, opowiada o mało znanych u nas wydarzeniach zza miedzy, ale można było opowiedzieć to z pazurem. „Południca” tego autora również mnie rozczarowała, za dużo pochwał się naczytałam.
„Źródła Wełtawy” rzeczywiście bardziej interesujące, niestety finał jakoś mnie nie przekonał.
Chciałem dać Brezinie jeszcze jedną szansę, ale widzę, że niekoniecznie muszę :) W „Źródłach” faktycznie intryga nieco przekombinowana, ale nastrój i kwestie historyczne świetne, mogę wybaczyć rozstrzygnięcie.
Zgadzam się, w „Źródłach Wełtawy” tło historyczne niebanalne, dla mnie nowość.
Z Afery najbardziej spodobały mi się kryminały Prochazkovej i Sykory (choć gruby), czekam na kolejne.
Prochazkova jest świetna, a pierwszego Sykorę sobie kupiłem, to sprawdzę, czy taki dobry :)