21 lipca 2025 roku Pałac Kultury i Nauki skończył 70 lat. Bez względu na to, jak odnosimy się do tego „daru bratniego narodu”, jedno jest pewne: lektura tego starannie wydanego tomu pokazuje, że Pałac nie miał szczęścia do reporterów, chociaż opisywali go i ci zupełnie zapomniani, i ci pierwszoligowi. Skala budynku i złożoność jego funkcji ewidentnie nie miały szansy pomieścić się na kilku stronach prasowego reportażu.
Jak budował się Pałac
Doniesienia na temat sprezentowanego Polsce przez Związek Radziecki monumentalnego gmachu Pałacu Kultury i Nauki od samego początku ociekały obowiązkowym entuzjazmem, wyrazami wdzięczności i przyjaźni. Wszystko jedno, czy wychodziły one spod piór reporterów, informujących o kolejnych etapach prac budowlanych, czy też z ust cytowanych w prasie mieszkańców (być może po części wymyślonych) Warszawy. Jeśli jednak odejmiemy te obligatoryjne hołdy, to pod spodem kryje się całkiem sporo konkretnych i ciekawych informacji o tym, jak powstawał gmach: choćby taka, że tak naprawdę w centrum miasta jedynie składano elementy wykonywane w fabryce polowej umieszczonej „w Jelonkach”, wsi dziewięć kilometrów od centrum, gdzie powstała też baza zaopatrzeniowa i osiedle dla budowniczych – znane później pokoleniom stołecznych studentów jako może i urokliwy, ale jednak dość prymitywny akademik. Plac budowy, co wielokrotnie jest podkreślane, był doskonale zorganizowany, w dużym stopniu zmechanizowany i obsługiwany przez najwyższej klasy radzieckich specjalistów, u których praktykowali polscy budowlańcy. Sympatyczna Ania obsługiwała jedną z wielu wind wożących robotników i gości, a monterzy-weterani wysokościowców czuli się słabo, gdy musieli pracować poniżej piętnastego piętra. Wszyscy ci zaangażowani pracownicy po swojej zmianie wracali „do Jelonek”, gdzie w wolnych chwilach recytowali Puszkina i grali w szachy. Bez względu na to, czy uwierzymy w tę sielankę na budowie i poza nią, zastosowane metody okazały się skuteczne i po trzech latach, 21 lipca 1955 roku, gmach został oddany do użytku.
„Pałac »wziął« warszawiaków”
Tak jeden z dziennikarzy ocenił stosunek mieszkańców do Pałacu. Wziął szturmem, podbił serca, wzbudził zachwyty – przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalne opinie były dużo mniej pochlebne: że kiczowaty, dominujący, zakłócający układ śródmieścia… Oceny są ambiwalentne do dziś, ale PKiN funkcjonował i funkcjonuje: stał się tłem dla Festiwalu Młodzieży zaraz po swoim otwarciu i dla „odwilżowego” przemówienia Gomułki w 1956 roku. Widział zamieszki przy okazji koncertu Rolling Stonesów i wyprowadzenie sztandaru PZPR, majowe kiermasze książki w PRL-u i dzikie targowisko u zarania III Rzeczypospolitej, przeżył lata świetności i zaniedbania. Dzięki reportażom uczestniczymy w tych ważnych epizodach z historii gmachu, ale poznajemy też jego codzienne funkcjonowanie: zaplecze Sali Kongresowej, pokój pałacowej kronikarki Hanny Szczubełek, warunki pracy windziarek i służb technicznych, zaglądamy do Pałacu Młodzieży, na wieżę zegarową i do gniazd sokołów wędrownych…
Ogrom wszystkiego
Pałac dostarczał i dostarcza ogromu tematów, jak na ogromne i skomplikowane miejsce przystało. Próby ogarnięcia tego ogromu w reportażu wydają się z góry skazane na niepowodzenie: autorzy, którzy próbowali zmieścić w swych tekstach zbyt wiele, przegrali; najlepiej czyta się reportaże skupione na jakimś jednym, choćby wąskim zagadnieniu: Muzeum Techniki (Marek Sadzewicz), trudnościach okresu przejściowego („Tort z piaskowca” Joanny Solskiej), pracy windziarek (Anna Wittenberg) i pałacowej kronikarki (Angelika Kuźniak) albo pałacowej (a szerzej – miejskiej) przyrodzie (Joanna Podgórska). Na minus wyróżnia się jadowity artykuł Bohdana Czeszki, zestawiającego Warszawę „sanacyjną” z socjalistyczną, pod względem formy nie zawodzi Hanna Krall, która wylicza zaczerpnięte z pałacowych kronik wydarzenia ważne i zupełnie błahe, by podkreślić, jak rozmaite i niekiedy zaskakujące rzeczy działy się w Pałacu. Materiały historyczne przeplatane są pisanymi z perspektywy czasu tekstami o charakterze syntetycznym – jak świetny, powstały w 1989 roku i wykorzystany jako wstęp esej (?) Marty Zielińskiej, czy słabszy, ale wciąż niezły, reportaż Mariusza Szczygła z przeglądem opinii o PKiN-ie. Wszystko to przeplatane jest zdjęciami i krótszymi cytatami, głównie z prasy, które dopowiadają i uzupełniają to, co nie zmieściło się w reportażach. Dostajemy więc antologię, która jest równocześnie rodzajem historii gmachu dominującego przez dziesięciolecia nad Warszawą, nierówną, ale doskonale pokazującą nie tylko zmiany w postrzeganiu Pałacu, lecz także uświadamiającą, jakim ograniczeniom i naciskom podlegali dziennikarze.
Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury, red. Magdalena Budzińska i Monika Sznajderman, Czarne 2015.

Niczego jak dotąd o Pałacu nie czytałam, a to wstyd, ponieważ on mnie zachwyca niezmiennie!
Tak samo jak barokowe ołtarze ociekające złotem i spasionymi aniołkami, tak samo jak poniemieckie budynki z czerwonej cegły (a jeśli to tego są ozdobione zielonym klinkierem…) albo gotyckie kościoły.
Muszę nadrobić braki w literaturze. Koniecznie. Dziękuję za zastawienie!
Nic gorszego jak barokowy ołtarz w gotyckim kościele :P Ale poniemiecka cegła i gotyk to już owszem. Podobnie jak Pałac, ze zgrozą zawsze słuchałem tych nawoływań do zburzenia i zaorania.
Czy reportaż o pracy windziarek jest bardzo stary? Dla koleżanki pytam, jej mama tam pracowała.;)
2007, z nazwiska są wymienione pani Pieńczuk i pani Suska.
Cóż, wypożyczę i dam koleżance do poczytania, sama oceni.
Tak sobie myślę, że o samej Sali Kongresowej można napisać osobną książkę, tyle tam się działo.
Czy ktokolwiek wspomina o filmach kręconych w PKiN?
O Kongresowej jest dużo tekstów, ale dość przeciętnych. A o filmach chyba coś jest, raczej na zasadzie, że w Rozmowach kontrolowanych Pałac się wali w finale. Za to jest wspominany Konwicki i jego pałacowe nawiązania.
Byłem. Raz. I chyba wolę poczytać o, niż zwiedzać. No, chyba że mnie coś wielce zainteresuje w tych reportażach, to może. Będę jakoś końcem sierpnia w stolicy, więc kto wie :P
Właściwie to Cię rozumiem :) Ale, kurde, jeszcze nie byłem na 30 piętrze.
Ten kto najbliżej, ma zazwyczaj najdalej :P
Taa, a także odrzucające są kolejki do wind :D
Zawsze można „na Ryśka” :D
W tym wieku? To tylko windą.
No proszę Cię, już Werthersy chcesz reklamować? Za wcześnie :)
E, nigdy nie jest za wcześnie na reklamę. Zwłaszcza dobrze płatną :P